Miałyśmy z Dezetą przyjemność być na koncercie, z którego materiał został zarejestrowany na tej płycie. Patrząc na nią - a raczej słuchając jej - z pozycji kogoś, kto do dziś nosi w sercu wspaniałe wspomnienia z koncertu, mam wrażenie, że na płycie brak tych emocji, które na koncercie udzielają się znacznie silniej. Oprócz słuchania muzyki trzeba zobaczyć te sceniczne ruchy, miny, wywalone białka oczu Koryckiego, żarty z kazoo i mnóstwo innych rzeczy, które składają się na występ na żywo i nadają jego atmosferze szczególny koloryt.
Ale abstrahując od koncertu, płyta istotnie jest świetna! Tak bogaty przekrój przeróżnego typu piosenki żeglarskiej, wspaniałe wykonania czterech indywidualności, które, jednocześnie zachowując każda swój charakter, jednocześnie współgrają ze sobą i tworzą doskonałą harmonię głosów oraz żeglarskich serc i dusz.
Raz balladowy nastrój, wyciszenie - wręcz zaduma, a za chwilę dynamika i żywioł, który sprawia, że chce się szaleć jak łajba rozbujana morskim wiatrem i falą - by za chwilę wizja morza strzelającego zimną pianą w twarze załogi w rytm "Oh, wak'er!" przerodziła się w gwar tawerny spowitej dymem i przesyconej zapachem potu spracowanych marynarskich ciał, a tam - już nie ma morza i jego niebezpiecznej siły. Są za to śmiechy i gawędy o dalekich rejsach przy zawodzącym jęku skrzypiec. Dzwonią kufle, barmanka z Vancouver rzuca powłóczyste spojrzenia znad kasy fiskalnej ... a my snujemy opowieści o kolegach, co popłynęli w rejs. Oczywiście ku Wyspom Szczęśliwym.
BARMANKA Z VANCOUVER
sł./mel. J.Porębski
1. Kupiłem sobie za dwa dolary C d
Uśmiech barmanki z Vancouver, G7 C
A całą resztę, jak podejrzewam, C D7
Otrzymać mógłbym za stówę. G7 C
2. I nawet nie wiesz, ty moja dziewczyno,
Ile Ci mógłbym zapłacić,
Ile żeś warta jest w tej walucie,
Od której się nie wzbogacisz.
3. Tak więc zostałem przy jednym piwku
I przy tym twoim uśmiechu,
Lecz choć marzenia się nie spełniły,
Nie mogę mówić o pechu.
4. Cóż, że koledze się poszczęściło,
Pewno miał więcej waluty,
Ja mam twój uśmiech i jest mi miło,
A on - rano wrócił zapruty.
5. Kupiłem sobie uśmiech barmanki
Za bardzo tanie pieniądze.
Gdy jeszcze kiedyś będę w Vancouver,
Do tego baru zabłądzę.
6. A kiedy ona wzrokiem mnie muśnie,
Położę łokcie na blacie
I będę czekał na taki uśmiech,
Za który nic nie zapłacę.
(jeszcze raz 1. zwrotka)
Kupiłem sobie za dwa dolary
Uśmiech barmanki z Vancouver,
A całą resztę, jak podejrzewam,
Otrzymać mógłbym za stówę.
I nawet nie wiesz, ty moja dziewczyno,
Ile Ci mógłbym zapłacić,
Ile żeś warta jest w tej walucie,
Od której się nie wzbogacisz.
Tak więc zostałem przy jednym piwku
I przy tym twoim uśmiechu,
Lecz choć marzenia się nie spełniły,
Nie mogę mówić o pechu.
Cóż, że koledze się poszczęściło,
Pewno miał więcej waluty,
Ja mam twój uśmiech i jest mi miło,
A on - rano wrócił zapruty.
Kupiłem sobie uśmiech barmanki
Za bardzo tanie pieniądze.
Gdy jeszcze kiedyś będę w Vancouver,
Do tego baru zabłądzę.
A kiedy ona wzrokiem mnie muśnie,
Położę łokcie na blacie
I będę czekał na taki uśmiech,
Za który nic nie zapłacę.
Kupiłem sobie za dwa dolary
Uśmiech barmanki z Vancouver,
A całą resztę, jak podejrzewam,
Otrzymać mógłbym za stówę.
Pozdrowienia z zachodniego wybrzeza Kanady. Barmanka z Vancouver ucalowana :) Teraz skok przez gory i do Calgary. Cdn...
Dnia Tue, 13 Nov 2007 20:55:36 +0100, Piotr Zakrzewski napisał(a):
[quote]tak mnie dziś znajomi zaczepili, że jadą na wesele do znajomego którego
na żaglach poznali i, że koniecznie chcą mu przed kościołem jak będzie
wychodził shante zaśpiewać. No i mnie skoro pływam zapytali co by to
mogło być. No a ja powiedziałem, że nie mam pojęcia :(
Poratujecie?
[/quote]
1. Pressgang?
W końcu to cos o utracie wolności. Odpada.
2. "Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny"?
O! To było dobre, ino dla pani młodej jeszcze coś by trzeba też...
3. 24 lutego?
Nie... refren może budzić skojarzenia z uroczystościa weselną
4. Dziki włóczęga?
Taaaa, ale znowu brakuje czegoś dla niej.
5. Ostatnia zwrotka Starego brygu?
Przyszłościowe takie by było... hmm?
6. Makabryczny sen?
Niee... za sam tytuł pani młoda może po mordzie dać.
7. Wzgórza Walii?
Nie... zbyt roszczeniowe w takim momencie może być.
8. Barmanka z Vancouver?
Też nie... po co na samym starcie młoda ma być zazdrosna
9. Mary i John?
Do dupy. Raz, że o kowbojach, dwa że za ckliwe.
10. Pod jodłą?
Fatalne. Po pierwszym wersie, ktoś złośliwy z tłumu może krzyknąć:
to po cholere żeś sie żenił...
11. Stary dziadek?
Nie. Nie należy sie w prekognicje bawić na weselu...
Tak więc Zakrzu, ja Ci nie pomogę.
Zresztą sam pomysł jest do dupy: jakby im się żenił kolega mający zakład
pogrzebowy, to by marsza żałobnego odśpiewali?
--
maryjan
"Gdyby każdy tak pijaczek, puścił pawia raz na krzaczek
to by pawi rosło morze, a świat cały był w kolorze"
Piosenka warszawskiego MPO, remix
Piątkowy wieczór 7 grudnia AD 2007 był dla mnie, można rzec, dniem „podwójnej premiery”. Tego dnia bowiem w niedawno otwartej tawernie Czarna Perła w Warszawie wystąpił zespół Shantymentalni. Dlaczego zatem „podwójna premiera”? Nigdy wcześniej nie byłam w Czarnej Perle, nigdy wcześniej też nie słyszałam Shantymentalnych na żywo – co więcej: nie znałam z ich twórczości nic poza „Kafejką”. Tak więc nadszedł moment, kiedy w końcu dane mi było poznać jedno i drugie.
Mimo sygnałów, że można mieć problem z trafieniem do Czarnej Perły, gdy się tam jedzie po raz pierwszy, trafiłam bez problemu (z moim talentem do błądzenia można to nawet uznać za wyczyn ). Sam lokal zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie – choć okolica, w której jest położony, raczej nie zachęca do nocnych spacerów . O samej tawernie zresztą chyba nie ma co pisać, bo wszystko, co było o niej do powiedzenia, chyba już zostało powiedziane. Zaskoczyła mnie tylko dość skromna frekwencja w lokalu, jak na piątkowy wieczór i TAKI zespół
Ledwie weszłam do środka, już w moim kierunku ruszył Jabba, za chwilę pojawił się Słupek. Chwilę pogadaliśmy, po czym panowie poszli kończyć przygotowania do koncertu, a ja się dosiadłam do Lindsay. Po chwili dołączył do nas Connor.
Prawdę powiedziawszy, pomna na jedyną znaną mi dotąd piosenkę Shantymentalnych oraz na nazwę samego zespołu, spodziewałam się raczej „szanty pościelowej”, czyli spokojnych, kołyszących, wręcz romantycznych rytmów Jakże się myliłam! Shantymentalni to bardzo energetyczny zespół, co okazał szczególnie swoim w autorskim utworze p.t. „Sztorm”, zagranym jako drugi tego wieczoru (co było pierwsze – nie pamiętam… niektórzy twierdzą, że jajko, inni że kura ). Muszę przyznać, że piosenka ogromnie mi się spodobała i choć zjawisko synestezji mnie nie dotyczy, poczułam niemal realną namacalność tych dźwięków, że tej piosenki można dotknąć, że można się wręcz do niej przytulić. Panowie, brawo! Ten utwór Wam się naprawdę udał!
Wieczór wypełniły zarówno znane standardy żeglarskie, jak i autorski repertuar zespołu. Było kilka zaskakujących momentów – szczególnie „Gdzie ta keja” w zupełnie innej interpretacji niż jest nam znana. Shantymentalni nadali temu utworowi zupełnie inny wymiar, grając go na nową, „ubluesowioną” nutę. Była też m.in. „Mona”, „Bijatyka”, „Barmanka z Vancouver”, „Cztery piwka”, „Co się zdarzyło” i jedna z moich ulubionych piosenek – „Matthew Andreson”. Drugim zaskoczeniem było „Pożegnanie Liverpoolu” o godzinie 23.30 – no jak to? Taka młoda godzina, a oni kończą??? I okazało się, że to wcale nie koniec koncertu, zespół grał jeszcze dobre pół godziny.
Panowie nie zapomnieli o szantymaniakach, dedykując utwór „Morze, moje morze” nieobecnym na koncercie Dziadkowi Władkowi i ICE. Zespół zresztą zadbał nie tylko o uszy, ale również o żołądki słuchaczy – w drugiej przerwie na nasz stolik wjechała ciepła, pachnąca pizza.Ogromnym atutem tego wieczoru była także porywająca gra gitarzysty Wojtka Kopylca, którego palce tylko śmigały w te i wewte po gryfie, wygrywając na instrumencie karkołomne sola.
Na koniec chciałabym podziękować zespołowi za tyle miłych wrażeń, za sympatyczne spotkanie, pogawędki oraz oczywiście za pizzę, licząc na to, że jeszcze zawitają na zielone Mazowsze – nie tylko z pizzą, ale i z muzyką
4. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Camera Silesia.
20.10.2007-28.10.2007
Kino Amok, Gliwice ul.Konstytucji 5
Kino śląskie, o Śląsku i ze Śląskiem w tle to zwykle filmy kręcone według pewnego wzoru, którym chyba wszyscy jesteśmy już zmęczeni. Na przeglądach śląskiego kina królują bowiem hałdy i familoki oraz łzawe historie o górnikach i biednych dzieciach dzielnie walczących z szarością codziennego życia. Do tego jeszcze trochę tematyki strajkowej, smutny los tych, co „na bezrobociu” i kilka innych zgranych atrakcji. Takim przeglądom mówimy „nie!”. Ale można też inaczej, o czym świadczy czwarta edycja gliwickiego festiwalu Camera Silesia.
Z perspektywy kina Amok terytorium Śląska rozciąga się od Gliwic i Katowic aż po Ostrawę i Cieszyn. Organizatorzy – i chwała im za to – chcą pokazać region jako miejsce, w którym trudna i niejednoznaczna historia zderzyła się z problemami etnicznymi, społecznymi i kulturowymi oraz z tradycją trzech krajów: Polski, Niemiec i Czech. Interesuje ich chyba coś więcej niż tylko widok na kolejną hałdę – szukają odpowiedzi, czym może być we współczesnym świecie tak zwana „tożsamość narodowa”, zwłaszcza ta pojmowana lokalnie i regionalnie.
Lecz proszę się nie bać. Tych, którzy obawiają się wielkich słów i nadętych deklaracji należy od razu uspokoić, że program festiwalu zapowiada więcej dobrego kina, zabawy (w tym projekcja przezabawnego czeskiego „Słonecznego miasta”) i świetnych dokumentów niż kolejnych dysput o przynależności polityczno-społecznej Śląska i Ślązaków. Przegląd otworzy spotkanie z Henrykiem Wańkiem, którego nominowana kilka lat temu do prestiżowej nagrody „Nike” powieść „Finis Silesiae” stanie się pretekstem do dość niezwykłej podróży w przeszłość śladem książkowych bohaterów. Dzięki specjalnie na tę okazję wypożyczonym z berlińskiego Bundesarchiv/ Filmarchiv obrazom zrealizowanym w latach 30. na Śląsku przez Herberta Briegera pokonamy drogę „z Gleiwitz do Görlitz” i zobaczymy świat, jakiego już nie ma, ale którego echo można odnaleźć w powieści Wańka. Wygląda zresztą na to, że „historyczna” część będzie najmocniejszym akcentem festiwalu. Do Gliwic przyjadą bowiem równie ciekawe obrazy z tak zwanego nurtu „Kulturfilm”. Był to bardzo specyficzny i właściwie unikatowy na skalę globalną gatunek dokumentalny, wymyślony przez Niemców w latach 20. i 30., charakteryzujący się specyficznym „kulturoznawczym” spojrzeniem na rzeczywistość, opisujący „materialne i kulturowe skarby” niemieckich terenów. Oglądane z dzisiejszą świadomością historyczną robią wstrząsające wrażenie, choć w swoim czasie zapewne wydawały się zupełnie niewinne...
Świetnie zapowiadają się też projekcje współczesnych dokumentów, powstałych dla francusko-niemieckiej sieci Arte w cyklu „Twarze Europy – podziemne światy”, wśród których znalazł się film „Czarny pył z Katowic” Margarete Wolan, będącej gościem przeglądu. Cyklu dokumentalnego dopełnią dwa, okrzyknięte wydarzeniami, niekonwencjonalne dokumenty o Śląsku: „Boże Ciało” Adama Sikory i przekorna historia klubowych tancerek „Śląski interes” Michała Rogalskiego oraz czeski obraz „Śląsk Cieszyński – dziwny wiek” ze scenariuszem Martina Nowosada, którego również będzie można spotkać w Gliwicach. To oczywiście jedynie część atrakcji festiwalu, który będzie się odbywał między 20 a 28 października i – miejmy nadzieję – pozwoli nam zobaczyć Śląsk z nieco innej perspektywy.
tekst: Joanna Malicka | zdjęcie: Śląskie Sfumato, z arch. Muzeum w Gliwicach
Program festiwalu
20.10 sobota
godz. 19.00 > Z Gleiwitz do Görlitz – śladami bohaterów powieści „Finis Silesiae” Henryka Wańka: „Ins Schlesierland marschieren wir” + „Silezie”, reż. H. Brieger + spotkanie z H. Wańkiem
W latach 20. i 30. niemiecka kinematografia, jako jedyna na świecie, wyspecjalizowała się w produkcji tzw. „Kulturfilmów”. Były to specyficzne filmy dokumentalne, które kładły nacisk na kulturowy aspekt poruszanego tematu. Najczęściej dotyczyły one regionów, miast, ludzi. Śląsk też doczekał się kilku takich filmów. Dwa z nich zrealizował w latach 30. urodzony tu Herbert Brieger. Dzięki jego podróżom z kamerą będziemy mogli nacieszyć oko śląskimi i sudeckimi krajobrazami. Zobaczymy, jak w roku 1933 wyglądały takie miejsca, jak Kudowa, Lądek, Duszniki, Góry Stołowe, góra Śnieżka, popłyniemy łódką po Odrze i jej najpiękniejszych zakolach, zobaczymy najciekawszych śląskich rzemieślników oraz artystów przy pracy, w tym produkcję szklanych przedmiotów w hucie szkła. Zaglądniemy też na Zamek w Książu, do Świątyni Wang oraz do Gliwic. Zobaczymy już wtedy zabytkowe dla Ślązaków budowle, zamki i muzea, a także życie codzienne dawnych mieszkańców tego regionu.
22.10 poniedziałek
godz. 18.00 > „Szklane usta”, reż. L. Majewski
Najnowszy film bohatera poprzedniej edycji Camery Silesii. Światowa premiera „Krwi Poety” odbyła się 3 maja br. w Nowym Jorku, podczas otwarcia retrospektywnego przeglądu twórczości Lecha Majewskiego w Museum of Modern Art. Bohaterem filmu jest młody poeta. Leczącego się w szpitalu psychiatrycznym mężczyznę poznajemy poprzez jego sny, obsesje, urojenia i lęki. Zanurzone w szpitalną rzeczywistość powidoki przeszłości są wiwisekcją złożonej psyche, rodzajem przekroju przez mózg. Majewski przekonuje, że świat imaginacji jest dużo bogatszy od rzeczywistości. Można nie ruszać się z miejsca, a jednocześnie żyć intensywnie. Symultaniczny przepływ obrazów i wydarzeń wyznacza nowe wymiary narracji filmowej odrzucającej linearność i dialogi. Nie padają tu żadne słowa, a pomocą w doświadczeniu całości jest tylko muzyka i kreacyjnie zbudowany dźwięk.
godz. 20.00 > Pamięci Zbigniewa Cybulskiego: „Popiół i diament”, reż. A. Wajda
Adaptacja powieści Jerzego Andrzejewskiego. Jeden z najważniejszych filmów w historii polskiej kinematografii. Pierwszy dzień pokoju, po zakończeniu drugiej wojny światowej. Młody akowiec, Maciek Chełmicki, otrzymuje rozkaz zastrzelenia sekretarza KW PPR. Zbieg okoliczności powoduje, że zabija kogoś innego. Spotykając się twarzą w twarz ze swoją ofiarą doznaje szoku. Staje przed koniecznością powtórzenia zamachu. Poznaje Krystynę, dziewczynę pracującą jako barmanka w restauracji hotelowej. Uczucie do niej uświadamia mu jeszcze bardziej bezsens zabijania w chwili zakończenia wojny. Wierność złożonej przysiędze, a tym samym obowiązek podporządkowania się rozkazowi, przeważa szalę. „Popiół i diament” uznano za najlepszy polski film roku 1958; nagrodzono go także m.in. na MFF w Wenecji i w Vancouver.
23.10 wtorek
godz. 18.00 > Śląsk bez kompleksów czyli „Made in Silesia”: Oskar Troplovitz, Maria Göppert-Mayer, Konrad Bloch, Józef Mazur, Pola Negri, Jan Kiepura
Cykl zrealizowany przez Donatę Chruściel i Ewelinę Tomasiuk dla TVP3, Polska 2006. Autorki odkrywają drugą „twarz” Śląska. Pokazują jakie ciekawe, często o znaczeniu światowym, wydarzenia i odkrycia miały miejsce w naszym regionie. Zobaczymy takie postaci jak: Oskara Troplowitza, gliwiczanin, który wynalazł krem Nicea, fizyka prof. Józefa Mazura, dwóch noblistów: prof. Marię Göppert-Mayer oraz Konrada Blocha. Film zaprezentuje też sylwetki artystów: Poli Negri (największej międzynarodowej, pochodzącej z Polski, gwiazdy filmowej) oraz Jana Kiepury (wielkiego tenora). Wprawdzie ci ostatni nie ze Śląskiem, lecz raczej z Zagłębiem mieli coś wspólnego, ale to przecież niedaleko.
godz. 20.00 > Pamięci Z. Cybulskiego: „Pociąg”, reż. J. Kawalerowicz
Upalne lato. Pociąg pospieszny odchodzi z warszawskiego dworca. Wśród pasażerów znajduje się Jerzy. Zapomniał miejscówki do wagonu sypialnego. Przekupiona konduktorka kieruje go do ostatniego wolnego przedziału. Bohater niespodziewanie zastaje tam piękną blondynkę Martę. Z powodu braku wolnych miejsc Jerzy i Marta muszą podróżować razem. W pociągu znajduje się również Staszek, były chłopak Marty. Wciąż usiłuje ją przekonać, że powinna z nim zostać, ale dziewczyna wyraźnie nie chce. Pomiędzy Jerzym i Martą stopniowo nawiązuje się przyjazny kontakt. Oboje mają za sobą przykre przeżycia i to ich łączy. „Pociąg” uznano za najlepszy polski film roku 1960. Został też nagrodzony na festiwalu w Wenecji, a Lucyna Winnicka otrzymała tam wyróżnienie za swoją kreację.
24.10 środa
godz. 18.00 > Pamięci Z. Cybulskiego: „Do widzenia, do jutra”, reż. J. Morgenstern
Tło wydarzeń stanowią autentyczne wątki z życiorysu Zbyszka Cybulskiego, współzałożyciela, reżysera i aktora gdańskiego kabaretu studenckiego Bim-Bom. Autentyczna jest także postać Marguerite, córki francuskiego konsula, spędzającej w Polsce jedynie wakacje i święta. W prostą, romantyczną przygodę autorzy filmu wpletli sceny realizowane w prawdziwych gdańskich piwnicach studenckich, próbując w ten sposób utrwalić niepowtarzalne zjawisko, jakimi były kabarety w drugiej połowie lat 50. Pragnęli oddać ich nastrój, urodę i przesłanie, a tym samym wyrazić stan ducha, tęsknoty ówczesnej młodej inteligencji. Gra Zbyszka Cybulskiego oddaje to wszystko, co ukrywa się w cieniu, poza wypowiadanymi słowami, lecz jest obecne w życiu: niezgoda na nietrwałość uczuć, na świat, w którym nie ma miejsca dla romantyzmu, na szczęście ulotne jak chwila.
godz. 20.00 > Pamięci Z. Cybulskiego: „Niewinni czarodzieje”, reż. A. Wajda
Studium psychologiczne dwojga młodych ludzi. On – młody lekarz sportowy, „po godzinach” jazzman w piwnicy muzycznej. Wygórowanych ambicji nie ma, marzy o domku i samochodzie, do uczuć nie przywiązuje większej wagi, jeździ na motocyklu, jego kawalerka to pusta nora, pełniąca funkcję pokoju z różnymi trofeami i fotografią Einsteina. Ona – dziewczyna spotkana przypadkowo w lokalu muzycznym. Nic bliższego o niej nie wiadomo. Spędzają ze sobą noc, prowadząc swoistą grę miłosną na miny i pozy, po której są coraz bardziej sobą zafascynowani. W miarę upływu czasu beztroska erotyczna gra przeradza się w rozbieranego pokera. W grze w „zapałki” stawka jest wysoka: jeśli dziewczyna przegra, odda się Bazylemu.
25.10 czwartek
godz. 18.00 > Śląsk-Schlesien-Slesko, czesko-słowackie spojrzenie na Śląsk: „Tesinsko – Divne Stoleti”, reż. M. Novosad + spotkanie z reżyserem
Dokument zrealizowany przez ostrawski oddział Telewizji Czeskiej ukazuje prywatne historie żyjących w tym regionie ludzi. Opierając się na ich wspomnieniach, wracamy do przeszłości, która wielokrotnie w okrutny sposób wpłynęła na losy kraju i ludzi. Byli oni świadkami wielkich wydarzeń historycznych, które przesuwały granice i przyłączały ten teren do różnych państw. Wielu z nich do dnia dzisiejszego czuje rozgoryczenie, że stali się pionkami na szachownicy interesów politycznych, co doprowadziło do wzrostu napięcia i niemal bratobójczej nienawiści między Polakami a Czechami. Te kwestie czeskiej historii były po lutym 1948 r. umyślnie wyciszane, bowiem oba kraje, należące wówczas do bloku socjalistycznego, nie życzyły sobie dalszych starć o terytoria leżące w dorzeczu rzek Olzy, Odry i Ostrawicy. I choć po 1989 roku temat ten przestał stanowić tabu, jego problematyką jak dotąd zajmowała się, i to tylko marginalnie, niewielka ilość publikacji. Z tego też powodu zrodził się pomysł nakręcenia filmu dokumentalnego, który w atrakcyjny sposób przedstawiałby Śląsk Cieszyński jako miejsce dotknięte najbardziej burzliwymi zmianami, mającymi realny wpływ na życie wielu pokoleń mieszkańców – filmu, ukazującego najróżniejsze wpływy, fakty, zjawiska, które razem wzięte i przy dodatkowym zbiegu różnych historycznych okoliczności przyczyniły się do tego, że region ten zapamięta XX wiek jako, delikatnie rzecz ujmując, wiek dziwny. Film ten jest jednak także wezwaniem do pokuty, wybaczenia i moralnego pojednania, a być może jest też punktem wyjścia do spokojnych wzajemnych stosunków Czechów i Polaków w przyszłości. Po projekcji odbędzie się spotkanie z Martinem Novosadem, redaktorem telewizji Ostrava, pomysłodawcą filmu.
godz. 20.00 > „Słoneczne miasto”, reż. M. Sulik
Bezrobocie i czeski humor. Ostrawa. Robotnicy Karel, Vinco, Tomáą oraz Milan właśnie stracili pracę; ich fabryka została sprzedana zachodnim inwestorom. Czwórka przyjaciół nie poddaje się jednak i na różne sposoby próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Udaje im się zgromadzić trochę pieniędzy, za które kupują od byłego pracodawcy starą ciężarówkę. Jednak próby rozkręcenia własnego interesu (skup staroci), kończą się kolejnymi niepowodzeniami i choć złość czy rozpacz nie mają sensu, to początkowy optymizm szybko ustępuje miejsca rozczarowaniu. Bohaterowie desperacko starają się zachować godność…
26.10 piątek
godz. 18.00 > „Droga Molly” , reż. E. Atef
Wałbrzych to też Śląsk, kilka lat temu akcję swojego filmu „Komornik” umieścił tu Feliks Falk, tym razem przybyła tu młoda niemiecka reżyserka Emily Atef. Pewnego zimowego poranka młoda Irlandka przyjeżdża na kolejowy dworzec w Wałbrzychu. To ostatni etap jej długiej podróży z zielonej wyspy. Całą tę drogę przebyła, by odnaleźć chłopaka, który zostawił ją ze wspomnieniem cudownej nocy i pocztówką z widokiem jego rodzinnego miasta. Wszystko, co dziewczyna o nim wie, to że ma na imię Marcin i pracuje w kopalni... Podczas swojej wędrówki Molly parokrotnie zbacza z drogi – porzuca ją, aby porozmawiać z przypadkowymi ludźmi. Być może właśnie w tych pozornie nieistotnych chwilach dziewczyna odnajdzie to, co okaże się dla niej naprawdę ważne.
godz. 20.00 > Pamięci Z. Cybulskiego: „Jak być kochaną”, reż. W. J. Has
Felicja, główna bohaterka filmu, jest młodą, początkującą aktorką, zakochaną bez wzajemności w koledze po fachu – Rawiczu. Gdy pada nań podejrzenie o zabicie volksdeutscha, dziewczyna podejmuje się ukryć go w swoim mieszkaniu. Marzy, że Rawicz, mieszkając z nią, odwzajemni jej uczucie. Żeby mieć ukochanego przy sobie, gotowa jest na każde poświęcenie. Felicja przetrzyma jednak wszystko w nadziei, że Rawicz zostanie z nią także, gdy wojna się skończy. Nie dostrzega, że jej ofiara stała się dla niego ciężarem nie do zniesienia. Uznany za najlepszy polski film roku 1963; nagrody za najlepszy film, rolę żeńską i scenariusz na MFF w San Francisco.
27.10 sobota
godz. 17.45 > Twarze Europy – podziemne światy:
„W łonie Neapolu”, reż. S. Appel (Enzo Albertini jest speleologiem i zasłynął jako kontrowersyjny władca podziemnego Neapolu. Ten 47-letni Włoch ciałem i duszą dał się porwać podziemiom, które wprawdzie od stuleci „odpoczywają”, jednak ciągle ściśle związane są z miastem na powierzchni ziemi. Albertini odkrył około 80 km podziemnych korytarzy, które dziś są udostępnione dla zwiedzających. Przed 20 laty założył on stowarzyszenie kulturalne „Napoli sotterranea”, które postawiło sobie za zadanie odkrywanie neapolitańskiego świata podziemi, leżącego bezpośrednio pod starym miastem, tam gdzie kiedyś znajdowało się greckie Neapolis. W tej chwili zakłada się, że pod starymi miastem istnieje 400 km korytarzy. W roku 1987 nadszedł wielki dzień Albertiniego: odkrył Cava Greca: antyczną, podziemną jaskinię. ARTE podróżuje z Enzo Albertinim po podziemnym i naziemnym mieście, wędruje z nim przez katakumby, cmentarze, wspina się w szybach łączących mieszkania starego miasta ze znajdującymi się pod nimi korytarzami. Dokumentacja ukazuje obraz tajemniczego świata, opowiadającego o interesujących rozdziałach historii europejskiej kultury.
„Labirynt Malaval”, reż. P. Gerhardt
Przyrodniczy raj położonych w południowej Francji Sewenów, także pod ziemią, ma do zaoferowania fascynujące widoki. Zobaczyć tam można jaskinie z naciekami i kolorowymi formami skalnymi. Ponadto jaskinie kryją malowidła powstałe przed tysiącami lat. Daniel André jest ekspertem w kwestii podziemnych labiryntów w Sewennach. Każdego lata wraz innymi zapaleńcami wyrusza na podziemne ekspedycje. Ekipa filmowa towarzyszy Danielowi André w jego wędrówkach po ukrytych światach wapiennych wyżyn, dokumentując, w jaki sposób badacze, w trakcie ekspedycji tropem geologicznej przeszłości regionu, przekształcają się w zgrany zespół. Podczas wypraw poszczególni członkowie ekspedycji muszą na sobie polegać. Jaskinie ciągną się kilometrami i obfitują w strome spady, wejścia i zejścia są trudne i niebezpieczne. Nagrodą, która czeka na śmiałków, są podziemne hale o spektakularnej urodzie. Najbardziej znaczącą jest jednak grota Chauvet, nazwana tak na cześć jej odkrywcy Jeana-Marie Chauveta, znana na całym świecie ze swych, zapierających dech w piersiach, malowideł stanowiących wczesnohistoryczne dzieła sztuki. ARTE udaje się w podróż po podziemnych labiryntach francuskich Sewennów, odkrywając w podziemiach bajkowe przestrzenie i świadectwa prehistorycznych kultur.
„Czarny pył z Katowic”, reż. M. Wohlan
Na pierwszy rzut oka Katowice wydają się być normalnym miastem, lecz serce miasta bije pod ziemią. Do tego jest ono czarne. Podziemne sztolnie ciągnące się na przestrzeni tysięcy kilometrów tworzą wielopoziomowy, rozgałęziony labirynt. Górnik Jerzy Gut dobrze zna te korytarze, ponieważ w kopalni pracował aż do emerytury. Katowice znajdują się prawie w całości na terenie najeżonym podziemnymi korytarzami. O ich istnieniu wie niewielu katowiczan i miejscowych decydentów. Za dużo czasu upłynęło od ich wydrążenia. Wielopoziomowa sieć korytarzy ma tysiące kilometrów. Przez stulecia kopano nowe sztolnie. Większość z nich nie jest już używana - została zasypana lub zalana. Jerzy Gut po 25 latach – w wieku 46 lat – żegna się ze swoim niełatwym zawodem. Dziś udziela wskazówek synowi Rafałowi, który marzył o tym, by pójść w ślady ojca. Rafał przygotowuje się właśnie do egzaminu. Przyjaciółka Rafała nie podziela jego fascynacji podziemnym światem. „Praca jest niebezpieczna, w telewizji ciągle pokazują ludzi, którzy pod ziemią ulegają wypadkom”- mówi. Jednak Jerzy Gut utwierdza syna w jego decyzji. „Tam na dole nie chodzi się jak po dywanie. Czasem można skręcić sobie kostkę, czasem złamać nogę”- stwierdza jako znawca. I na wszelki wypadek pokazuje synowi, jak stukając w rury można na dole porozumiewać się z kolegami. Po filmie odbędzie się spotkanie z niemiecką dziennikarką Margarete Wohlan, autorką filmu „Czarny pył z Katowic”, znaną nam też z filmu o gliwiczaninie Rudolfie Herrnstadt’cie, specjalizującą się w tematyce polsko-niemieckiej.
godz. 20.00 > Pamięci Z. Cybulskiego: „Rękopis znaleziony w Saragossie”, reż. W. J. Has
Jeden z najdziwniejszych polskich filmów. Stylowa komedia kostiumowa, awanturniczy film „płaszcza i szpady”, fantastyczna baśń z duchami, wisielcami, opętanymi księżniczkami. Jego scenarzyści starali się pozostać wierni powieści Jana Potockiego, zachowując szkatułkową konstrukcję powieści, w której każda kolejna opowieść wywodzi się z poprzedniej. Spina je postać bohatera, kapitana Alfonsa van Wordena, podróżującego poprzez wzgórza Kastylii do Madrytu i popadającego w najrozmaitsze tarapaty. Dzięki tej podróży oglądamy zadziwiające sceny z osiemnastowiecznej Hiszpanii, gdzie współistnieją ze sobą pozostałości rozmaitych cywilizacji. Nade wszystko jednak widowisko Hasa wciąga atmosferą magiczności. Opowieść zaczyna się w Saragossie, gdzie podczas wojen napoleońskich oficerowie francuscy i hiszpańscy pogrążają się w lekturze znalezionego tam rękopisu. Posługując się epizodyczną formą opowiadania, Has przechodzi swobodnie od tragizmu do sarkazmu i komizmu, od realności do fantazji. Jest to również film o przypadkowości ludzkiego losu. Nakręcone głównie w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zdjęcia wprowadzają swobodnie w świat oscylujący między realizmem a magią. Nagrody na MFF w San Sebastian oraz Edynburgu.
28.10 niedziela
godz. 18.00 > Górny Śląsk w obiektywie polskich dokumentalistów: „Śląski interes”, reż. M. Rogalski
Bohaterkami filmu są cztery dziewczyny: Tatiana, Barbi, Landryna i Pati. Trzydziestopięcioletnia Tatiana ma najdłuższy staż pracy, zna swoich klientów i wszystkie tajniki pracy. Niemniej doświadczone są osiemnastoletnia Barbi i Pati, która niedawno weszła w dorosłość. Landryna, która zaczęła rok temu, ma już za sobą wyjazdy do zagranicznych klubów. Menedżerem tancerek jest Kazik – pięćdziesięcioletni były mechanik, który jest ich kierowcą, doradcą, a czasem ojcem. Dziewczyny wyrastały w specyficznym, śląskim środowisku, w którym wciąż są bardzo silne tradycje rodzinne. Tancerki komentują otaczający je świat i wyciągają wnioski z tego, co im się przydarza. Poznajemy cztery różne charaktery bohaterek, ich postawy życiowe, konfrontujemy je z pytaniem o realność ich marzeń.
godz. 19.00 > Górny Śląsk w obiektywie polskich dokumentalistów: „Boże Ciało” , reż. A. Sikora
Znany operator i reżyser, pochodzący z Mikołowa, pokazuje nam współczesny Śląsk i jego mieszkańców, których dotyka bezrobocie, bieda i beznadzieja. „Śląsk się traci. Tu nie ma przyszłości” – skarży się bezrobotny mężczyzna. „Śląsk jest Śląskiem, jo se tego nie dom wziąć” – mówi starsza kobieta. „Najważniejsze, żeby się nie poddać, kurde, nigdy” – wyrzuca z siebie młody chłopak, któremu marzy się kariera rapera. Wszyscy pewno się spotkają na dorocznej procesji z okazji Bożego Ciała...
godz. 20.00 > Pamięci Z. Cybulskiego: „Salto” , reż. T. Konwicki
Prowincjonalne miasteczko „gdzieś w Polsce”. Życie codzienne mieszkańców wydaje się mało realne – wszystkie wydarzenia przebiegają na granicy jawy i snu. Pewnego dnia pojawia się tu tajemniczy mężczyzna, przedstawiający się jako Kowalski-Malinowski. Każdy z mieszkańców miasteczka, z którym styka się bohater, jest groteskowym ucieleśnieniem jakiegoś polskiego stereotypu – wiernego przysiędze wojaka (Rotmistrz), Żyda (Blumenfeld), wieszcza (Poeta). Wszystkich cechuje niezmierna podatność na górnolotne frazesy i romantyczne zaklęcia.
Festiwalowi towarzyszy wystawa >>> „Śląskie Sfumato. Opowieść o pięknych fotografiach i trudnej historii Śląska”.
Ceny:
5 zł ulgowy i 6 zł normalny