Oglądasz posty znalezione dla zapytania: Baśnie Andersena Andersen Hans Christian

Kołysanka dla Kaja


| Kołysanka dla Kaja.

| Jak długo to już, Kaju,
| w twoich oczach tkwi mocno
| ostry odłamek lustra,
| prezent Królowej Śniegu ?

| I nie zdołasz zobaczyć,
| że Gerda ciągle płacze
| i że jej ciepłe łzy
| mogą rozpuścić lód.

| elka-one


wojtekf:

Dmuchneło mnie w dziecinstwo ,  do tej basni Andersena , o ktorej tak


madrze pisano "Basn dla ludzi w wieku od 5 do 100 lat " :))).

Nie tylko zapomnialem o tej basni , nigdy nie slyszalem
jej tak pieknego streszczenia.
:))))))
Jeszcze raz klaniam sie Tobie Elu  i  H.K. Andersenowi.

Lowoczka  Dolgorukow


Odkłaniamy się oboje. Hans Christian też kontent.
:-)) E.

 » 

[RS] Andersen-Baśnie

Andersen-Baśnie


W 200-lecie urodzin Hansa Christiana Andersena pierwszy kompletny przekład z języka duńskiego
Nowy przekład 29 najbardziej znanych "Baśni" H. Ch. Andersena po raz pierwszy bezpośrednio z języka duńskiego, powstał specjalnie z okazji 200 rocznicy urodzin wielkiego Duńczyka.
Świeże tłumaczenie jest godne uwagi z kilku względów. Nieścisłości i nieporozumienia narosłe przez ponad 150 lat wokół tłumaczeń z języków trzecich, przeróbek i skrótów spowodowały, iż recepcja twórczości Andersena została mocno zawężona.
Przekład z oryginału przywraca właściwy Andersenowi naturalny dialog i narrację charakterystyczną dla prostego języka mówionego - w jego czasach rewolucyjnych w literaturze. On sam tak pisał o baśniach: "W stylu miało być słychać, że ktoś baśń opowiada, dlatego język musiał się zbliżać do opowieści ustnej".
KODHIHI http://rapidshare.com/files/42458309/Andersen-Basnie.rar.html KODHIHIKUNIEC

KODHIHI Hasło:www.ultrawarez.up.pl KODHIHIKUNIEC

Pamiętaj i prefiksach następnym raz warn edit by kamillo

Wydarzenia w Moim mieście.....

A co powiecie na kącik gdzie będziemy mogli donosić Co ciekawego będzie się dziać w Naszych miastach. Zapowiedzi koncertów, wystaw, imprez kulturalnych i tym podobne...

Przeglądałam Naszą Rybnicką stronkę i proszę bardzo

„Noc z Andersenem – od baśni do baśni
Już po raz czwarty Rybnik włącza się w międzynarodową imprezę czytelniczą.
Przedsięwzięcie pod hasłem „Noc z Andersenem” zostało zainicjowane przez bibliotekarzy czeskich, a organizowane jest w związku ze świętem książki dziecięcej. Święto to na całym świecie obchodzone jest 2 kwietnia dla upamiętnienia dnia urodzin duńskiego baśniopisarza Hansa Christiana Andersena.
Impreza ma na celu wspieranie czytelnictwa dziecięcego, zwiększenie zainteresowania książką i biblioteką, aktywizację twórczą dzieci, nawiązywanie kontaktów z rówieśnikami z innych krajów.
W 2009 roku udział w "Nocy z Andersenem" zapowiedziało 600 bibliotek z Czech, Polski, Słowacji i Węgier. W organizację rybnickiej odsłony przedsięwzięcia włączyły się: Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna, Rada Dzielnicy Śródmieście i Rada Dzielnicy Smolna. Impreza rozpocznie się w piątek, 3 kwietnia, o godzinie 19.00 i potrwa do sobotniego poranka.
Dla dzieci przewidziano liczne atrakcje, m.in. głośne czytanie bajek, magiczne zabawy, gry i konkursy, projekcję filmu. Szczegółowe informacje na stronie http://www.biblioteka.rybnik.pl/

Może ktoś się skusi
Źródło : http://www.rybnik.pl/index.php?id=223&p=news,11,show,4612

biegnąca z wilkami

No to jak już tak was zapraszam w świat baśni, to od razu polecę waszej uwadze nowe tłumaczenie Andersena. W zeszłym roku, w 200. rocznicę jego urodzin, wyszedł zbiór po raz pierwszy przetłumaczony z duńskiego (do tej pory znaliśmy jego baśnie tłumaczone nie z oryginału, a z niemieckiego i francuskiego). Nowe tłumaczenie B. Sochańskiej zachowuje styl pisarski duńczyka - pozbawiony patosu a pełen dobrodusznej ironii - pomija z kolei wprowadzane często przez tłumaczy zmiany fabuły, które wypaczały zamierzony przez Andersena sens. Nowe tłumaczenie sprawia, że baśnie są świetną lekturą także dla dorosłych. Sam Andersen nie lubił, jak brano go za autora bajek dla dzieci. Pisał z myślą o dorosłych, chcąc im "przekazać aktualną i dzisiaj prawdę o życiu, o przywarach, potrzebach i marzeniach."

Książka jest pięknie wydana. Można też ją dostać w formie dźwiękowej: 4 CD.
Polecam:
Hans Christian Andersen: Baśnie, tłum.: Bogusława Sochańska
wyd.: Media Rodzina, 2005

A tu rozmowa z tłumaczką:
http://radio.com.pl/kultura/temattygodnia/default.asp?id=289

 » 

Podróż w błękicie Powieść o Hansie Christianie Andersenie

Tytuł oryginału:Rejse i blat
Wydawnictwo: Czytelnik , Kwiecień 2007
Liczba stron:248
Cena: 35,50 zł
Stig Dalager (ur. w 1952 r.) jest jednym z najbardziej popularnych pisarzy duńskich, cenionym przez krytyków autorem o bogatym dorobku twórczym, na który składają się powieści, opowiadania, poezje, sztuki teatralne, scenariusze filmowe i telewizyjne. Wiele jego utworów ukazało się w przekładach, wśród nich Podróż w błękicie, przełożona na dziesięć języków zbeletryzowana biografia Hansa Christiana Andersena (1805-1875). W tej świetnie napisanej powieści Dalager prowadzi czytelnika przez życie i dzieło Andersena, dając pełny obraz człowieka i twórcy.

Jest lato roku 1875. Wielki poeta i autor baśni leży na łożu śmierci pod troskliwą opieką rodziny Melchiorów. Pod wpływem codziennych dawek morfiny Andersen znajduje się na pograniczu snu i jawy, krąży pomiędzy teraźniejszością i przeszłością. Dzięki takiemu zabiegowi Dalager ukazuje ostatnią podróż artysty: podróż we własne życie, w którym nierozerwalnie splecione są doznania osobiste i twórcze. Opisuje liczne kontakty i przyjaźnie Andersena, również z czołowymi twórcami ówczesnej Europy, m.in. z Heinem, Mendelssohnem, Schumannem, Lisztem, Balzakiem, Hugo, Dumasem, Dickensem. Wskazuje też na źródła literackich inspiracji poety: na przykład trwające dziesięć lat podróże po Europie, gdzie w wielu krajach, przede wszystkim w Niemczech, już za życia zdobył wielkie uznanie.

Hans Christian Andersen - Baśnie [Audiobook]


Hans Christian Andersen - Baśnie



Jerzy Stuhr czyta najpiękniejsze baśnie autorstwa Christiana Andersena m.in.: Brzydkie Kaczątko, Słowika, Nowe szaty cesarza...
Nagranie w formacie mp3.

Utwory:

1.Brzydkie kaczątko
2.Calineczka
3.Dzielny cynowy żołnierzyk
4.Głupi Jaś
5.Krasnoludek u kupca
6.Krzesiwo
7.Księżniczka na ziarnku grochu
8.Kwiaty małej Idy
9.Latający kufer
10.Mały Klaus i duży Klaus
11.Narzeczeni
12.Nowe szaty cesarza
13.Ojciec wie najlepiej
14.Pasterka i kominiarczyk
15.Słowik
16.Śniegowy bałwan
17.Świniopas
18.To pewna wiadomość
19.Wzgórze elfów

Header found at: 27617 bytes
Length: 1256 seconds
MPEG 1.0 layer 3
192kbit, 48181 frames
44100Hz Joint Stereo

Download:

Książki

moi faworyci w tej kategorii to Antoine de Saint- Exupery oraz Hans Christian Andersen

myślę, że warto sięgnąć po tytuły nieco mniej znane, aczkolwiek baśnie klasyczne Andersena nie bez powodu są klasyczne

Hans Christian Andersen - Baśnie [audiobook]



Hans Christian Andersen - Baśnie - czyta Jerzy Stuhr

Jerzy Stuhr czyta najpiękniejsze baśnie autorstwa Christiana Andersena m.in.: "Brzydkie Kaczątko", "Słowika", "Nowe szaty cesarza"...
Nagranie w formacie mp3.

1. Brzydkie kaczątko
2. Calineczka
3. Dzielny cynowy żołnierzyk
4. Głupi Jaś
5. Krasnoludek u kupca
6. Krzesiwo
7. Księżniczka na ziarnku grochu
8. Kwiaty małej Idy
9. Latający kufer
10. Mały Klaus i duży Klaus
11. Narzeczeni
12. Nowe szaty cesarza
13. Ojciec wie najlepiej
14. Pasterka i kominiarczyk
15. Słowik
16. Śniegowy bałwan
17. Świniopas
18. To pewna wiadomość
19. Wzgórze elfów

Czas nagrania: 4 godz. 20 min.

Język: Polski
Format dźwięku: mp3
Szybkość transmisji bitów: 192kb/s

Archiwum zawiera dane naprawcze

http://rapidshare.com/files/191964897/Hans_Christian_Andersen_-__Basnie_-_czyta_Jerzy_Stuhr_up.by.bugix.part1.rar
http://rapidshare.com/files/191965326/Hans_Christian_Andersen_-__Basnie_-_czyta_Jerzy_Stuhr_up.by.bugix.part2.rar
http://rapidshare.com/files/191965720/Hans_Christian_Andersen_-__Basnie_-_czyta_Jerzy_Stuhr_up.by.bugix.part3.rar
http://rapidshare.com/files/191966042/Hans_Christian_Andersen_-__Basnie_-_czyta_Jerzy_Stuhr_up.by.bugix.part4.rar

HASŁO: bugix

CO? GDZIE? KIEDY?

Baśniowy Świat Andersena

Miejsce: Państwowe Muzeum Etnograficzne, ul. Kredytowa 1
organizator: Państwowe Muzeum Etnograficzne
adres: ul. Kredytowa 1, 00-056 Warszawa
telefon: 827 76 41-46
e-mail: pme@pme.art.pl
internet: www.pme.art.pl

Od: 2006-06-19, godz. 00:00 do: 2006-11-10, godz.00:00
Cena: 8, 4 zł

Informacje dodatkowe:
Ekspozycja składa się z około stu lalek oraz elementów scenografii, które powstały w polskich teatrach w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat do spektakli lalkowych i dramatycznych, opartych na znanych baśniach Andersena.

Wystawa zaprezentuje lalki, kostiumy, elementy dekoracji i
projekty do najważniejszych i najbardziej popularnych utworów Andersena, jak m.in.: ”Królowa śniegu”, ”Dziewczynka z zapałkami”, ”Calineczka”, ”Dzikie łabędzie”, ”Krzesiwo”, ”Brzydkie kaczątko”, ”Słowik”, ”Mały Klaus, Duży Klaus”, ”Nowe szaty cesarza”, ”Babcia”, ”Księżniczka na ziarnku grochu”.

Na wystawie znajdą się lalki i projekty scenografii najwybitniejszych polskich artystów trzech pokoleń, m.in. prace: Joanny Braun, Leokadii Serafinowicz, Andrzeja Łabińca, Jadwigi Mydlarskiej-Kowal, Rajmunda Strzeleckiego, Wiesława Jurkowskiego, Przemysława Karwowskiego. Zamierzeniem autorów jest ukazanie w formie wystawy interaktywnej głębi symbolicznego, baśniowego i literackiego myślenia Andersena, rozbudzającego wrażliwość oraz wyobraźnię czytelników i artystów teatru. Pragniemy też, by odwiedzający wystawę dorośli mogli „powrócić” do świata dziecięcej wyobraźni, a dzieci mogły zapoznać się z bohaterami baśni poprzez obcowanie ze sztuką najwybitniejszych polskich artystów plastyków. Wystawa będzie również okazją do zaprezentowania odbiorcom nowych wersji baśni i opowiadań Andersena, przełożonych z duńskiego przez Bogusławę Sochańską z Poznania.

Hans Christian Andersen znany jest dzieciom i dorosłym na całym świecie – jego baśnie zostały przełożone na więcej języków, niż utwory jakiegokolwiek innego pisarza. Napisał ok. 170 baśni, ale jest również autorem powieści, szkiców z podróży, wielu utworów scenicznych i ok. 800 wierszy. Sam nazywał swoje życie baśnią – życie każdego człowieka uważał za najlepszą z baśni, bo samemu jest się jej bohaterem. Życie Hansa Christiana Andersena przypomina rzeczywiście baśń: biedny chłopiec z miasta Odense zyskał światową sławę i stał się nie tylko największą osobowością w kulturze swojego kraju – Danii, ale i wielką postacią światowej, a zwłaszcza europejskiej kultury.

Inscenizacje baśni Andersena odegrały istotną rolę w rozwoju artystycznym polskiego teatru lalek drugiej połowy XX wieku. Sceniczna adaptacja „Pastereczki i kominiarczyka”
z 1957 roku, w warszawskim Teatrze „Baj” w reżyserii Zbigniewa Kopałko była zjawiskiem artystycznym, które w historii polskiego teatru zapoczątkowało rozkwit nowatorskich prądów estetycznych – odmieniło myślenie o możliwościach artystycznych teatru lalek i scenografii.

Wystawie towarzyszyć będzie cykl spotkań dla dzieci i dorosłych: warsztaty lalkarskie, lekcje, spotkania i czytanie dzieciom.

Patronat honoowy objęła: Ambasada Królestwa Danii oraz Duński Instytut Kultury

GRAND PRIX

Półmetek cyklu Speedway Grand Prix. Kolejną „przystanią” najlepszych żużlowców na świecie będzie Dania. 24-ego czerwca o godzinie 19.00 na stadionie Parken w Kopenhadze rozpoczną się boje o zwycięstwo w piątej z kolei eliminacji Indywidualnych Mistrzostw Świata.

Nieco ponad półmilionowe miasto położone na wyspie Zelandia jest jedną z piękniejszych stolic Europy. Symbolem Kopenhagi jest Mała Syrenka. Siedzi na głazie wyłaniającym się z wody, tuż przy portowym nabrzeżu. Wzruszające ucieleśnienie Andersenowskiej baśni nieoczekiwanie stało się prawdziwym symbolem Kopenhagi. Posąg zawdzięcza sławę nie tylko swemu pierwowzorowi, lecz także własnej, tragicznej historii. Szaleńcy i wandale dwukrotnie odrąbywali syrence głowę, a kilkakrotnie rękę!

Liczące dziesięć wieków miasto ma bogatą historię, której udokumentowanie możemy podziwiać w muzeach. Obecnie olbrzymie zbiory Muzeum Narodowego ukazują życie w Danii od epoki kamienia po czasy dzisiejsze. Całość podzielono na kilka wielkich ekspozycji m.in. prehistoryczną, antyczną, średniowieczną, renesansową i etnograficzną. Ciekawostką jest Muzeum Dziecięce, w którym można dotykać wszystkich eksponatów.

Galeria Narodowa posiada kolekcję takich sławnych malarzy jak Picasso czy El Greco. Warto również zajrzeć do Biblioteki Królewskiej. Dziś jest to jedna z największych bibliotek w Europie, ze zborami liczącymi 21 milionów wolumenów! Zdeponowano tutaj m. in. rekopisy Karen Blixen, Hansa Christiana Andersena oraz Sorena Kirkegaarda.

Assistens Kirkegard - park, a zarazem najpiękniejsza nekropolia Kopenhagi, powstał w 1757 r. Wśród pochowanych tutaj osobistości są takie sławy jak pisarz Hans Christian Andersen, czy filozof Soren Kirkegaard. Obecnie jest to ulubione miejsce kopenhażan na urządzenie niedzielnych pikników. Norrebrogade. Z kolei Bakken to najstarszy na świecie park rozrywki, znacznie starszy i bardziej oryginalny od Tivoli. Dodatkowym atutem jest bezpłatny wstęp.

Kopenhaga to także od kilku lat żużel na najwyższym poziomie. Na stadionie Parken raz w roku zjeżdża się plejada gwiazd speedwaya, by walczyć o wiktorię w Speedway Grand Prix Danii. W ubiegłym roku na tamtejszym torze triumfował Szwed Tony Rickardsson, który skandynawskie państwo traktował jako kolejną stację przybliżającą do upragnionego, szóstego już, tytułu najlepszego jeźdźca globu.

Tak było niemalże rok temu – 25.06.05r.:
1. Tony Rickardsson
2. Greg Hancock
3. Antonio Lindbaeck

Jak zakończą się tegoroczne duńskie zawody? W czołówce jest bardzo ciasno. Sytuacja jest daleka od klarownej. Zawodników dzieli zaledwie kilka punktów. Pewny swego może być jedynie Australijczyk Jason Crump, który nad drugim w ogólnej klasyfikacji Gregiem Hancockiem ma aż 34 „oczka” przewagi! 59 punktów ma Nicki Pedersen, który będzie z pewnością chciał przegonić Amerykanina. Duńczyk musi zdobyć o trzy więcej od Kalifornijczyka, by go wyprzedzić. Motorem napędowym oraz kluczem do sukcesu może okazać się fantastyczna publika, której znaczna część będzie kibicować Nicki’emu.

Jak ocenia się szanse Polaków? Tomasz Gollob jest wprawdzie czwarty w tabeli punktowej, ale przed piątkową sesją treningowa powiedział, że czegoś mu brakuje i musi jeszcze popracować nas swoimi silnikami. Rok temu nie zachwycił. Był dopiero jedenasty. Chcąc utrzymać się w czołówce Pan Tomasz nie może sobie pozwolić na podobny wynik.

Jarosław Hampel rok temu był siódmy. Obecnie zajmuje piątą lokatę w ogólnej klasyfikacji. Ligowe występy popularnego „Małego” na całym świecie zwykle kończą się dwucyfrowymi rezultatami. Jest to dowód na to, że Jarek jest w optymalnej formie. Miejmy nadzieję, że ostatnie wyniki również przełożą się na pozytywny wynik w Grand Prix.

Z kolei Piotr Protasiewicz musi w końcu udowodnić, że stała „dzika karta” została mu słusznie przyznana. Do tej pory zawodził, w jego jeździe brakowało animuszu i ostatecznego akcentu przybliżającego do zwycięstwa w danym wyścigu. Czy Dania okaże się miejscem przełomowym? Pozostaje nam poczekać do późnych godzin wieczornych.

Czarnym koniem dzisiejszych zawodów może być Hans Andersen, który otrzymał „dziką kartę” pozwalającą na start w kopenhaskiej eliminacji. Duńczyk będzie chciał wszystkim pokazać, że został skrzywdzony, gdyż nie dostał stałego miejsca w tegorocznej walce o najwyższe laury. Podrażniona ambicja będzie okazać się jego kartą przetargową.

Wszyscy kibice żużla z niecierpliwością oczekują kolejnego odcinka pasjonującego żużlowego serialu jakim jest Speedway Grand Prix. Na razie główną rolę gra Jason Crump. Czy ktoś przerwie hegemonię zawodnika z Antypodów?

Moim faworytem jest jak zwykle Hancock i Hampel Mam nadzieje ze na podium stanie rowniez Andersen

Final:
1.Hampel
2.Hancock
3.Andersen
4.Crump

Choc nie zdziwie sie jak wygra Andersen chlopak teraz szaleje ostro

pozdro

Lektury za darmo do czytania w sieci

Co sądzicie o tym?

"Wolne Lektury" - pod taką nazwą kryje się biblioteka internetowa z lekturami szkolnymi, które można całkowicie legalnie i za darmo przeglądać on-line, a także m.in. ściągnąć na twardy dysk komputera. W Bibliotece Narodowej odbyła się uroczysta inauguracja portalu www.wolnelektury.pl.

Często spotykamy się z dramatycznymi statystykami, z których wynika, że czytelnictwo w Polsce spada. Są to jednak dane niepełne, gdyż dotyczą tylko tradycyjnej formy czytelnictwa i tradycyjnej papierowej książki - mówiła podczas uroczystości Joanna Cicha z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tymczasem tylko wczoraj na portalu "Wolne Lektury" odnotowano ponad 20 tys. aktywnych wejść - zaznaczyła.

Projekt "Wolne Lektury" współtworzy społeczność nauczycielska i akademicka, która zawiązała się specjalnie w tym celu. Rzetelność umieszczanych na portalu tekstów gwarantuje Biblioteka Narodowa, która dostarcza teksty z najlepszych dostępnych wydań ze swoich zbiorów, opublikowanych w Cyfrowej Bibliotece Narodowej Polona.

Portal "Wolne lektury" to nie tylko teksty udostępniane portalowi przez Bibliotekę Narodową. Z myślą o młodych czytelnikach opatrzone są one m.in. przypisami, objaśnieniami i komentarzami - wyjaśnił dyrektor Biblioteki Tomasz Makowski. Autorami tych opracowań są nauczyciele oraz pracownicy naukowi z Instytutu Badań Literackich PAN i uniwersytetów.

Na portalu poszukiwany utwór można odnaleźć na wiele sposobów, m.in. poprzez nazwisko autora, epokę kiedy tworzył oraz rodzaj lub gatunek literacki do jakiego należy. Można także dotrzeć do określonych jego fragmentów ze względu na motywy jakie w nim występują.

Na przykład "Królową śniegu" Hansa Christiana Andersena można odnaleźć w kategoriach: Andersen, Romantyzm, Epika i Baśń. Jako najważniejsze motywy występujące w utworze wskazano: podróż, rośliny, miłość, zima, wiosna, woda. Uczeń zainteresowany, którymś z motywów w tym utworze może klikając w odpowiednie hasło znaleźć fragmenty innych utworów, w których też występuje ten motyw, np. przy "wiośnie" są to także: Pieśń II Jana Kochanowskiego (zaczynająca się od słów "Serce roście patrząc na te czasy") i dwa fragmenty "Doktora Piotra" Stefana Żeromskiego.

Na portalu dostępne są dopiero utwory kilkunastu autorów, m.in. Sofoklesa, Adama Asnyka, Aleksandra Fredry, Adama Mickiewicza, Jana Andrzeja Morsztyna, Artura Oppmana, Henryka Sienkiewicza i Juliusza Słowackiego. Koordynator projektu - Fundacja Nowoczesna Polska zapewnia, że systematycznie będą dodawane następne teksty z opracowaniami.

Projekt "Wolne Lektury" jest całkowicie niekomercyjny i realizowany pro publico bono. Honorowy patronat nad portalem sprawuje minister kultury Kazimierz Michał Ujazdowski. (js)

Źródło: PAP/Wp.pl

Czytanie ze zrozumieniem + pytania na jutro!

Niedawno ukazał się po polsku, napisany przez Brytyjkę Geraldine Mc Caughrean, dalszy ciąg przygód Piotrusia Pana. Kontynuacja jest udana i stanowi wyjątek w trwającym od dawna systematycznym masakrowaniu najsłynniejszych bohaterów dziecięcej wyobraźni.

W filmie „Shrek” jest taka zabawna, ale i symboliczna scena: żądny władzy książę zgarnia w niewolę legendarne postaci z bajek, a tym, którzy je dostarczą, wypłaca stosowną nagrodę. Gdyby przyjąć, że karłowaty i zakompleksiony władca jest personifikacją masowej kultury, to ów obraz byłby trafną ilustracją tego, co dzieje się w realnym świecie. Albowiem to właśnie bezbronne, acz słynne bajkowe postaci najczęściej stają się ofiarami rozrywkowego biznesu. A ponieważ oryginały już się opatrzyły, to najlepiej zrobić im lifting. Na przykład Puchatkowi.

Książka z przygodami Puchatka ukazała się w 1926 r., zaś jej ciąg dalszy („Chatka Puchatka”) – dwa lata później. I choć niemal od początku obie zdobyły sporą popularność, to przez kulturę masową zaanektowane zostały stosunkowo późno. Pierwszy film o leśnych przyjaciołach małego Krzysia wyprodukował Disney (ma pełnię praw do wizerunków bohaterów powieści) dopiero w 1966 r. Później jednak maszyna rozkręciła się bardzo szybko. Przez ostatnie 40 lat na ekrany kin trafiło 13 animowanych filmów pełnometrażowych, zaś w ciągu ostatnich 23 lat, dodatkowo, ponad 200 odcinków telewizyjnego serialu z Puchatkiem w roli głównej. Bohaterom pozwolono zachować jedynie wygląd oraz podstawowe rysy charakteru (lękliwy Prosiaczek, depresyjny Kłapołuchy), reszta jest już tylko wytworem nieskrępowanej, płytkiej wyobraźni scenarzystów-wyrobników. To jednak nie koniec. W tym roku na ekrany wejdzie kolejny film, w którym Krzysia zastąpi... rudowłosa dziewczynka. Tylko czekać, aż w kolejnych przedsięwzięciach Disneya samego Kubusia zastąpi koala, a Prosiaczka – malutki dzik.

W zarzynanie misia i jego przyjaciół włączyły się także wydawnictwa. Tylko w polskich księgarniach można kupić blisko 200 tytułów z opowieściami o Puchatku. I nie są to wcale konkurujące ze sobą tłumaczeniami czy ilustracjami oryginały, ale swobodne wariacje na temat, sygnowane przez wydawnictwo Egmont. Niedźwiadek wyrósł w nich na bardzo rezolutne zwierzątko, które bawi, ale i uczy dzieci niemal wszystkiego, od czytania i liczenia, przez mycie zębów i robienie porządków, po wierszyki na Dzień Matki. Oficyna prowadzi nawet Klub Kubusia Puchatka. I gdy na jego internetowych stronach triumfalnie pyta: „Czy wiesz, że książki z Klubu ma w swych domach już 185 tysięcy polskich dzieci?”, to brzmi to jak fragment mowy pogrzebowej nad grobem misia o bardzo małym rozumku.

Nawiasem mówiąc Puchatek już dawno wywędrował z dziecięcej literatury. W 1982 r. Benjamin Hoff, posiłkując się cytatami z książki, napisał popularny przewodnik po taoizmie („Tao Puchatka”), zaś 10 lat później ciąg dalszy – „Te Prosiaczka”. Obie książki odniosły duży sukces rynkowy, a zachęceni okazją do łatwego wzbogacenia się na misiu inni autorzy rychło poszli w jego ślady. W ciągu kilku lat nastąpił więc prawdziwy wysyp poradników i podręczników, którym patronował miłośnik miodu. „Kubuś Puchatek i filozofowie”, „Kubuś Puchatek i nauki tajemne” i „Czy Puchatek jest dobrym muzułmaninem” J.T. Williamsa, „Szkoła menedżerów Kubusia Puchatka” R.E. Allena, a nawet „Puchatek postmodernistyczny” F. Crews’a.

Nie wiem, jak w innych krajach, ale w Polsce sympatyczny miś masakrowany jest także w ramach spontanicznej, oddolnej inicjatywy. Nie wspomnę już o dziesiątkach, a może i setkach, krążących po kraju dowcipów, w których ujawnia on swoje, czasami bardzo zaskakujące oblicze. W Internecie spotkać go można na przykład w krótkim filmie (fragment oryginalnej produkcji Disneya), w którym jako dubbingu użyto – bardzo zresztą sprawnie i zabawnie – autentycznych wypowiedzi znanych polityków. Kubusiem jest więc Jarosław Kaczyński, Prosiaczkiem – Andrzej Lepper, zaś Tygryskiem – Roman Giertych. W wirtualnym świecie krąży też obszerna (bardzo się napracował anonimowy autor) wersja Puchatka dla dorosłych, w której nie brak libacji, ostrego seksu, przemocy i lejącej się hektolitrami krwi. I pomyśleć, że przed 20 laty Polacy emocjonowali się nowym tłumaczeniem powieści Milne’a, autorstwa Moniki Adamczyk-Grabowskiej, w której główny bohater przybrał imię Fredzia Phi-Phi i okazał się dziewczynką.

Na drugim miejscu na liście zmutowanych bohaterów umieścić wypada postaci z tradycyjnych bajek Charlesa Perrault, braci Grimm czy Hansa Christiana Andersena. Manipulowanie nimi przez współczesną kulturę ma trzy źródła. Pierwszym są względy psychologii dziecięcej, które każą unikać – powszechnych w dawnych wersjach – scen drastycznych. Zgodnie z tym trendem (w filmach i książkach) Czerwony Kapturek, Dziewczynka z zapałkami, Ołowiany Żołnierzyk, a nawet zła macocha Królewny Śnieżki regularnie unikają w finałowych scenach śmierci, zaś Mała Syrenka kończy swą przygodę nie w morzu, lecz poślubiając ukochanego Księcia.

Po drugie – powszechna w dobie obrazkowej skłonność do skracania, upraszczania, serwowania dzieciom już nie bajek, lecz ich mniej lub bardziej zgrabnych streszczeń. Wypadają więc co dłuższe opisy, dialogi i epizody. Wyniki niekiedy bywają zdumiewające, jak w przypadku wydawnictwa Wilga, które „Czerwonego Kapturka” skondensowało do 13 zdań, i oficyny Siedmioróg, która wypuściła na rynek „Pinokia” liczącego sobie 20 zdań.

Po trzecie wreszcie – wymogi biznesowe, które z popularnych postaci wyciskają ostatnie soki (czytaj: pieniądze). Dzieci pokochały Małą Syrenkę? Nie ma sprawy. Mogą śledzić z zapartym tchem dalsze jej przygody w filmach „Powrót do morza”, „Grom” czy „Opowieść o orce”, a nawet poznać jej nowych przyjaciół, o których Andersenowi nawet się nie śniło: kraba Sebastiana czy rybkę Flawiusza. Papier i taśma filmowa są cierpliwe, zniosą największą bzdurę.

Ulepszaczom nie wystarcza już dopisywanie ciągów dalszych, skracanie i poprawianie. Coraz sprawniej żonglują bajkowymi postaciami odrzucając choćby pozory zgodności z oryginałem. Osobliwymi osiągnięciami w tym zakresie pochwalić się może kinematografia. W 1997 r. nakręcono „Śnieżkę w ciemnym lesie”, czyli przygody sympatycznej dziewczynki w konwencji gotyckiego horroru. Rok później w filmie „Długo i szczęśliwie” w losy Kopciuszka wpleciono postacie królów Francji i Hiszpanii, a nawet Leonarda da Vinci i braci Grimm. Ale prawdziwy festiwal masakrowania bajek rozpoczął się w ostatnich latach. „Pinokio” (2004 r.) jest żyjącym w przyszłości robotem. „Jasiowi i Małgosi” (2002 r.) zafundowano tyle niezwykłych przygód w lesie, że zabrakło w nich miejsca na klasyczną Babę Jagę i domek z piernika. W tym samym roku wspólnymi losami połączono Tomcia Palucha i – historycznie młodszą od niego o ponad 200 lat – Calineczkę.

„Prawdziwa historia Czerwonego Kapturka” sprzed dwu lat to już prawdziwa feeria szalonych pomysłów: Wilk jest reporterem, Drwal – niespełnionym aktorem, Babcia – miłośniczką sportów ekstremalnych. Ta współczesna wersja opowieści o dziewczynce wędrującej przez las z koszyczkiem łakoci, choć mocno przerobiona, jest naprawdę zabawna. Nie można powiedzieć tego samego o późniejszej o rok wizji losów Królewny Śnieżki w niemieckim filmie „Siedmiu krasnoludków – prawdziwa historia”. To już tylko żenująca próba podpierania się legendarną bajką, z prawdziwie bawarskim, pełnym erotycznych podtekstów poczuciem humoru.

Muminki, Alicja z krainy czarów, Mały Książę, Piotruś Pan – na szczęście ciągle żyje w zbiorowej wyobraźni grupa ważnych dziecięcych bohaterów, którym, jak na razie, udało się uciec spod skalpela masowej kultury.

Sympatycznym fińskim trollom z powieści Tove Janssona najbardziej mógł zagrozić tasiemcowy (104 odcinki) serial animowany produkcji japońskiej („Moomins” z 1990 r.), ale producenci podeszli do oryginału ze sporym szacunkiem. Podobnie jak twórcy realizowanej w Polsce w łódzkim Semaforze (1977–82) 78-odcinkowej serii, uważanej zresztą przez wielu fanów za najlepszą adaptację powieści. Na szczęście Muminki nie wymagają liftingu; są ciekawe same w sobie, a oryginalnych dziewięć tomów ich przygód zapewnia sporo scenariuszowego materiału.

Znacznie gorzej było z utrzymaniem dziewictwa Alicji z krainy czarów, jej postać przeniknęła bowiem do gier komputerowych. Kinematografia natomiast często (pierwsza próba już w 1901 r.!), ale na szczęście dość wiernie, starała się odtworzyć losy dziewczynki. Z jednym chyba wyjątkiem polskiej produkcji z 1990 r. Debiutujący wówczas jako reżyser Jacek Bromski wraz z Jerzym Gruzą dość obcesowo potraktowali Alicję, która próbuje popełnić samobójstwo, a zakochany w niej Biały Królik bierze nogi za pas. Aha, są jeszcze gangsterzy, którzy na polecenie Królowej Kier próbują sprzątnąć Królika. Trudno się dziwić, że film pokazywany był w 2002 r. w ramach przeglądu najgorszych polskich filmów. A skoro o rodzimych osiągnięciach mowa, wypada jeszcze wspomnieć oficynę Jarmołowicz, która wydała przygody Alicji skrócone do 138 wersów, wydawnictwo Delta, które upchnęło je na 16 stronach (w ramach serii „Krótko i ciekawie” – co do pierwszego członu nie można mieć zastrzeżeń), oraz Egmont, które reklamuje książkę jako „Piękną, klasyczną baśń Disneya” (!). Na szczęście na rynku funkcjonują też bardzo dobre przekłady Słomczyńskiego, Stillera i Marianowicza i w nich oraz w rozsądku rodziców należy pokładać nadzieję.

Przyzwolenie na kaleczenie klasycznych bohaterów dziecięcej literatury płynęło i płynie z kilku źródeł. Po pierwsze, z upowszechnienia się kultury masowej. Clement Greenberg w artykule „Awangarda i kicz” pisał: „Niezbędnym warunkiem istnienia kiczu (w tym przypadku utożsamianego z kulturą masową – P.S.) jest dostęp do wyższej, w pełni dojrzałej kulturalnej tradycji, której odkrycia, osiągnięcia i samowiedzę potrafi wykorzystać do swoich celów”. Jeżeli nawet trudno Pinokia czy Puchatka zaliczyć do kultury wyższej, to z pewnością stanowią elementy tradycyjnego, sprawdzonego i trzymającego najwyższe standardy jakości, kanonu kulturowego.

Przyzwolenie płynęło też z upowszechnienia idei postmodernizmu, traktującego cały dorobek kultury, w tym także (a dlaczegóż by nie) literaturę dziecięcą, jak magazyn dostępnych motywów, z których nie tylko można w dowolny sposób czerpać, ale i manipulować, przerabiać, modyfikować. Zadziałały tu także, wdzierające się wszędzie, prawa rynku. A te uczą, że znacznie pewniejszym sposobem na szybki i łatwy zysk jest handlowanie sprawdzonym towarem, na który jest już duży popyt, aniżeli wprowadzanie nowych produktów. I wreszcie dawną rolę słowa pisanego przejął film. Dziś tylko on może z powodzeniem wylansować idola dla maluchów i z tej szansy skwapliwie korzysta. Do czasu, gdy jakieś nowe, może jeszcze nie wymyślone przez człowieka, medium zacznie szlachtować Shreka i Teletubisie.

Najbardziej niezłomny wydaje się Mały Książę. Filmowano go parokrotnie, bardzo często adaptowano na potrzeby teatru – na ogół z dużym szacunkiem dla oryginału. Natomiast nie obronił się przed literatami, którzy uparli się dopisywać jego dalsze losy. Najbardziej znana z tych prób to książka „Mały Książę odnaleziony” Jean-Pierre’a Davidtsa, w której Książę spotyka przybysza z odległej planety, tym razem na bezludnej wyspie. W Polsce wydarzenia, które nastąpiły po powrocie Małego Księcia na Ziemię, spisał Krzysztof Wiczkowski („Mały Książę i Róża”).

Zaczęliśmy od Piotrusia Pana i nim zakończmy. Kontynuację jego losów przygotowano z iście brytyjskim namaszczeniem. Ogłoszono konkurs, w którym wybrano najlepszy i najbliższy duchowi oryginału projekt doświadczonej autorki (ponad 100 powieści, liczne nagrody w kategorii literatury dziecięcej). Maciej Wojtyszko tak pisze o książce Mc Caughrean: „Świetna, bo dodająca coś nowego, świetna, bo nie napisana na klęczkach, wreszcie świetna, bo poetycka, dowcipna, przewrotna i wciągająca lepiej od najlepszego kryminału”. Jest więc szansa, że choć raz twórca pierwowzoru nie będzie przewracał się w grobie.

To jeast tekst. Pytania brzmą tak.

Zad. 1
Wyjaśnij w jakim celu autor w akapicie 3. wylicza filmy, w których pojawia się Kubuś Puchatek

Zad. 2
Wyjaśnij sens komentarza autora kończącego 4. akapit: "brzmi to jak fragment mowy pogrzebowej nad grobem misia o bardzo małym rozumku".

Zad. 3
Z akapitów 4-6 wypisz trzy określenia, którymi autor nazywa Kubusia Puchatka. Ja mam: Miś, niedźwiadek, miłośnik miodu. Nie wiem, czy dobrze.

Zad. 4
W akapicie 7. autor pisze o trzech źródłach modyfikowania tradycyjnych bajkowych postaci i wątków. Wskaż je.

Zad. 5
Podaj synonimy słów: zaanektowany (zagarnięty, przywłaszczony?) oraz żenujący (kłopotliwy, niezręczny? bo tu chyba chodzi o jednowyrazowe określenie słów: o niskim poziomie)

Zad . 6 W akapitach 15. i 16. P. Sarzyński wskazuje przyczyny powszechnego przyzwolenia na zmiany klasycznych bajek. Podaj dwie z nich.

Zad. 7
Wyjasnij w jakim celu autor przywołuje słowa Clementa Greenberga (akapit 15.)

Zad. 8
Napodstawie akapitu 16. wyjśnij jak autor definiuje zjawisko postmodernizmu,

Zad. 9
Wypisz z tekstu dwa wyrazy typowe dla stylu potocznego (zarzynąć, sprzątnąć??)

Zad. 10 Tekst ten jest: recenzją, rozprawą, esejem, felietonem (felietonem?)

Zad. 11
Określ stanowisko autora wobec zjawiska które oopisuje. Podaj jeden przykład językowy z tekstu potwierdzajacy teoja opinie.

Zad. 12Tytuł tekstu jest nawiązaniem do znanego frazeologizmu. Podaj jego prawidłową wersję, wytłumacz jego znaczene oraz zinterpretuj tytuł. (piąta woda po kisielu, o dalekim krewnym, autor sygnalizuje, że obecny Puchatek ma niewiele wspólnego z tym tradycyjnym, który wyszedł spod pióra Milne'a??)

Proszę o pomoc. Bardzo potrzebne.

Kopenhaga - Absalon i Czarny Diament

Tętniąca życiem metropolia łączy urok przeszłości i czar baśni z nowoczesnością

Morskie wybrzeże, głaz, na którym przysiadła zadumana, wpatrzona w dal dziewczyna. Wokół niej tłum - wszyscy robią pamiątkowe zdjęcia. To chyba najbardziej znana postać i najbardziej oblegane miejsce, jeśli nie w całej Danii, to z pewnością w Kopenhadze. A dziewczyna, dziś już dama w słusznym wieku 94 lat, to kopenhaska Mała Syrenka. Pomnik odsłonięty w 1913 r. wykonał duński rzeźbiarz Edvard Eriksen, a pozowała mu późniejsza żona, tancerka Ellen Price. Kopenhaska Syrenka jest podobno siostrą warszawskiej pół kobiety, pół ryby. Jak mówi legenda, obie z morskich głębin przypłynęły do wybrzeży Bałtyku w okolicach Gdańska - jedna udała się w górę Wisły, a druga dopłynęła do Kopenhagi.



Stolicę Danii założył biskup Absalon, który w 1167 r. nakazał wybudować zamek w cieśninie między wyspą Amager a Zelandią, na wysepce naprzeciw wioski rybackiej Havn (Port), który wkrótce stał się Kobenhavn - Portem Kupców. Dziś, spacerując uliczkami XVII-wiecznego Nyhavn (Nowy Port), gwarnego, pełnego turystów i jazzu, łatwo poddamy się atmosferze portowego miasta, z charakterystycznymi spichrzami, domami kupców zamienionymi na kafejki i restauracje - w dawnych czasach ta dzielnica żeglarzy nie cieszyła się dobrą opinią. Warto skręcić w zaciszne, zadbane podwórka, bo za fasadami głównego ciągu zabudowy kryją się XVII- i XVIII-wieczne domy o drewnianej konstrukcji. Powykrzywiane belki dodają im uroku i niemal bajkowego charakteru. Baśniowy duch starej Kopenhagi wciąż unosi się nad wodami Nyhavn, bo właśnie tutaj pod numerem 67, a później 18, mieszkał Hans Christian Andersen, który jako czternastolatek przybył do Kopenhagi z Odense w 1891 r. i spędził tu 56 lat.

Im dalej od wybrzeża i kanałów, tym bardziej monumentalna i monotonna wydaje się Kopenhaga. Ciągi ciężkich, ceglanych kamienic równej wysokości oraz imponujące, klasycyzujące budowle nieco przytłaczają. W starej części miasta nie zobaczymy wieżowców, choć nowoczesne budynki wplatają się w sieć starej zabudowy. Najlepszym przykładem łączenia starego z nowym jest Czarny Diament, nowa część dobudowana do Biblioteki Królewskiej, oraz leżące niemal naprzeciw Centrum Bankowe. Pozorną monotonię zakłócają wieże strzelające ku górze niczym maszty. Od Okrągłej Wieży ze spiralną rampą, którą w 1642 r. w dniu otwarcia konno pokonał król Chrystian IV, a caryca Katarzyna pobiła jego wyczyn, wjeżdżając czterokonną karetą, przez brązowo-złotą wieżę kościoła Zbawiciela, na którą wchodzi się po zewnętrznej spirali (obecnie w remoncie), egzotyczną, bo splecioną z ogonów smoków wieżę dawnej giełdy, po najwyższą (110 m) wieżę Ratusza. To zaledwie kilka z nich, bo Kopenhaga nazywana jest miastem stu wież, nawet w herbie ma trzy wieże i faliste linie symbolizujące wody cieśniny Sund.



Właśnie stąd, z serca miasta, czyli placu Ratuszowego warto zacząć zwiedzanie Kopenhagi. Potężna, ceglana budowla 100-letniego Ratusza naśladuje włoski renesans. U wejścia wita św. Krzysztof, patron Kopenhagi, a z fasady spogląda na plac biskup Absalon, założyciel miasta. W Ratuszu Zegar Świata Jensa Olsena pokazuje kalendarz juliański i gregoriański, ustawione na ponad 570 tys. lat, różne typy czasu, konstelacje gwiezdne, daty zaćmień Słońca i Księżyca. Obok Ratusza zaczyna się gwarny Stroget - najsłynniejszy w Kopenhadze, tłumnie odwiedzany handlowy pasaż. Witryny sklepów przeplatają się z barami, restauracjami, a dodatkowych wrażeń dostarczają uliczni artyści.

Stroget wychodzi na Kongens Nytorv (Nowy Plac Królewski), skąd niedaleko do Nyhavn. Z Nowego Portu można pójść wzdłuż nabrzeża w kierunku północnym albo na południe. Kierując się na północ, dojdziemy do parku Amalienhavn. Na przeciwległym brzegu znajduje się nieatrakcyjny, pudełkowaty nowy gmach opery. Bez żalu zostawiamy ten widok za plecami i kierujemy się od nabrzeża w stronę widocznej z daleka imponującej kopuły Marmorkirke (kościół Marmurowy) wzorowanego na Bazylice św. Piotra. Po drodze przejdziemy przez ośmiokątny Amalienborg Plads otoczony czterema budynkami pałacowymi - rezydencją rodziny królewskiej. Pałace wybudowane w 1749 r. przeznaczone były pierwotnie na magnackie rezydencje miejskie, ale po pożarze zamku Christiansborg w 1794 r. wykupił je król. Nazwa kompleksu - pałac Amalienborg - wywodzi się od imienia żony Fryderyka III, królowej Zofii Amalii. Na placu, gdzie codziennie w południe odbywa się ceremonia zmiany warty Gwardii Królewskiej, stoi konny pomnik Fryderyka V. Wędrując dalej wzdłuż nabrzeża, z lewej strony miniemy 300-letni obronny bastion Kastellet i dojdziemy do pomnika Małej Syrenki.

Jeśli z Nyhavn skierujemy się na południe, to sąsiednią budowlą stojącą frontem do brzegu kanału będzie XVII-wieczny Charlottenborg (od imienia mieszkającej tam królowej Charlotty Amalii), obecnie Królewska Akademia Sztuk Pięknych. Dalej, zostawiając po lewej budynek dawnej giełdy, dojdziemy do imponującego kompleksu Christiansborg, który stoi na ruinach pierwszego zamku wzniesionego przez Absalona w XII w. (pozostałości eksponowane są w piwnicach pałacu). Obecnie jest to siedziba urzędów, m.in. parlamentu i sądu najwyższego. Idąc dalej Vindebregade, dochodzimy do Muzeum Thorvaldsena. Największy duński rzeźbiarz Bertel Thorvaldsen (1770-1844) po 40-letnim pobycie w Rzymie poświęcił swoje zbiory, bibliotekę i pieniądze na urządzenie własnego muzeum (na jego dziedzińcu został nawet pochowany). Muzeum warto odwiedzić choćby dlatego, że zobaczymy tam modele warszawskich pomników księcia Józefa Poniatowskiego i Kopernika oraz rzeźb Chrystusa i Władysława Potockiego z Katedry Wawelskiej (wtorek-niedziela, godz. 10-17, wstęp 20 koron, ulgowy 14, w środy wstęp wolny, http://www.thorvaldsensmuseum.dk).

Kierując się na południe od Muzeum Thorvaldsena, dojdziemy do Inder Havnen i po przejściu przez most po kilku minutach staniemy przed bramą Christianii. Ten wydzielony fragment Kopenhagi w południowej części Christianshavn 24 września 1971 r. ogłoszono "wolnym miastem". Początkowo mieszkali tam squatersi, hipisi, narkomani, którzy zajęli opuszczone przez wojsko baraki. Nadal żyją tam ludzie szukający swobody - duńskie władze nadały mieszkańcom legalny status niezależnej społeczności. Christiania wzbudza wiele kontrowersji (można tam kupić narkotyki), ale jest jedną z atrakcji turystycznych stolicy. Christianię można zwiedzać. Latem przewodnikami są mieszkańcy (o pełnych godzinach między 12 a 15, 20 koron), ale można też poruszać się samodzielnie. Są tam knajpki, niewielkie targowisko, gdzie mieszkańcy Christianii sprzedają swoje wyroby (mniej lub bardziej artystyczne). Uwaga: nie wolno robić im zdjęć. Miasteczko jest kolorowe, mury domów pokrywają barwne malowidła. Wychodzących z Christianii żegna napis na bramie: "Witajcie w Unii Europejskiej".

Jeżeli nie interesują nas alternatywne klimaty, to niedaleko Christiansborga znajduje się Muzeum Narodowe, największe muzeum Skandynawii prezentujące przebogate zbiory - od sztuki prehistorycznej, przez starożytną, sztukę Danii od czasów średniowiecza (bardzo ciekawa ekspozycja wnętrz), po wspaniałe zbiory etnograficzne z całego niemal świata. Odbędziemy magiczną podróż do świata Indian amerykańskich, ludów Afryki, Indonezji, Chin (tu ciekawa prezentacja instrumentów muzycznych, łącznie z ich brzmieniem), Japonii, Azji, kończąc na bardzo obszernej prezentacji kultury eskimoskiej. W specjalnej sali zgromadzono głazy z inskrypcjami runicznymi. A dla dzieci przygotowano specjalną ekspozycję - mogą dotykać wszystkich eksponatów. Na zwiedzanie Muzeum Narodowego (wstęp bezpłatny, http://www.natmus.dk) najlepiej przeznaczyć pierwszą część dnia, by potem zrelaksować się w pobliskich Ogrodach Tivoli.

Tivoli tak jak w czasach Andersena dostarcza bardziej i mniej wyrafinowanej rozrywki. Karuzele, kolejki, strzelnice, diabelskie młyny, pantomima, ale też muzyka symfoniczna, liczne restauracje. To właśnie Chiński Pawilon z Tivoli zainspirował Andersena do napisania bajki "Słowik". Dziś bajkopisarz nadal obserwuje życie miasta, przyglądając się kolorowemu tłumowi mknącemu na rowerach. Z pomnika w pobliżu Ratusza spogląda w kierunku Ogrodów Tivoli. Ostateczny spokój odnalazł Hans Christian na cmentarzu Assistens Kirkegaard, gdzie mieszkańcy Kopenhagi również spacerują i uprawiają jogging.



Na pierwszą wizytę w Kopenhadze wystarczą dwa, trzy dni, bo najciekawsze miejsca skupione są na niedużym obszarze starego miasta. Więcej czasu potrzeba, jeśli chcemy zobaczyć także okolice. W promieniu ok. 50 km od stolicy w miastach takich jak Koge czy Helsingor widać, jak bardzo Duńczycy dbają o swoje otoczenie i pielęgnują tradycję. Stare szachulcowe domy kryte słomą są wspaniale utrzymane i nadal zamieszkiwane.

Dojazd

Lot do Kopenhagi na lotnisko Kastrup, ok. 1,20 godz. - LOT i SAS - 700-1200 zł w obie strony, http://www.lot.com, http://www.flysas.com; Norwegian i Sterling (ta linia tylko z Krakowa) - od ok. 500 zł, http://www.norwegian.no, http://www.sterling.dk

lotniska do centrum miasta (ok. 10 km) dojazd autobusem miejskim lub szybką koleją

Prom ze Świnoujścia do Kopenhagi, 9,5 godz. - Polferries - od ok. 300 zł w dwie strony, http://www.polferries.pl

Warto odwiedzać punkty informacji turystycznej bardzo dobrze zaopatrzone w bezpłatne mapy i foldery; Kopenhaskie Biuro Informacji Turystycznej, Bernstorffgade 1 (naprzeciwko dworca centralnego), e-mail: touristinfo@woco.dk

W okolicy

Roskilde

Do XV w. stolica Danii; w Muzeum Łodzi Wikingów (http://www.vikingeskibsmuseet.dk) zobaczymy oryginalne fragmenty statków, a w centrum miasta najpiękniejszą duńską katedrę - panteon królów duńskich, od 1995 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Co roku odbywa się tu największy w Europie Północnej festiwal rockowy (w tym roku był 5-8 lipca).

Rungstedlund

Posiadłość Karen Blixen, http://www.karen-blixen.dk

Fredensborg

Czyli Pałac Spokoju (Pokoju) wybudowany w latach 20. XVIII w. dla Frederika IV jest wiosenną i jesienną rezydencją królewską, można go zwiedzać tylko w lipcu. Otaczające pałac ogrody są dostępne przez cały rok, wstęp bezpłatny. Częściowo mają charakter barokowy - od pałacu promieniście rozchodzą się aleje ozdobione rzeźbami, a częściowo - romantyczny. Ogród graniczy z jeziorem Esrum.



Helsingor

Czyli szekspirowski Elsinor; spomiędzy bastionów wyrasta potężne renesansowe zamczysko Kronborg znane jako zamek Hamleta (od 2000 r. na liście UNESCO). To tu Szekspir osadził swego bohatera, którego historię wzorował na dziejach wikinga Amleda wyzutego z ojcowizny przez stryja, na którym Amled krwawo się zemścił. Być może właśnie tu Szekspir usłyszał tę historię podczas pobytu z trupą aktorów. Zamek jest ogromny, ale... pusty. Niemal całe wyposażenie (poza gobelinami) strawił w XVII w. pożar, a po odbudowie zamek uległ Szwedom (do szwedzkiego Helsingborga 3,5 km przez cieśninę Sund). W podziemiach śpi zaklęty w kamień Holger Danske - legendarny rycerz, strażnik Sundu, który zbudzi się, gdy Danii zagrozi niebezpieczeństwo (wstęp do zamku - 60 koron, zamek, Muz. Morskie, Kaplica Królewska, podziemia - 75, otwarte maj-wrzesień w godz. 10.30-17, kwiecień, październik 11-16, listopad, marzec 11-15, w poniedziałek nieczynne, http://www.kronborg.dk, http://www.kronborgslot.dk).

Hillerod

Mieści się tu zamek Frederiksborg, który łączy francuską elegancję z holenderskim detalem architektonicznym, a wygląda, jakby wyrastał wprost z wód jeziora. Siedemdziesiąt komnat wyposażono w dzieła sztuki i rzemiosła, ale najwspanialsza jest kaplica koronna, której przebogato dekorowany sztukaterią strop niemal kapie od złota. Jak w bajkach - zaczarowany zamek podwaja swoje oblicze w tafli jeziora, a całość otacza piękny park z kanałami i fontannami (otwarte kwiecień-październik w godz. 10-17, listopad-marzec 11-15, wstęp 60 koron, ulgowy 15, http://www.frederiksborgmuseet.dk).



Źróło: gazeta.pl

Zamek z baśni

Kiedy po pierwszy raz odwiedziłem Kopenhagę, przywitały mnie ukryte w chmurach wysokie wieże zamku Rosenborg Slot. Zamek wraz z otaczającą fosą i ogrodem Kongens Have jest dzisiaj jednym z najwspanialszych przykładów sztuki budowlanej z okresu panowania renesansowego króla Dunów, Chrystiana IV (1577–1648).



Początkowo zamek traktowany był jako królewska siedziba na wsi, jednak po kilku przebudowach stał się rezydencją czterech kolejnych królów, a od roku 1794 pełni funkcję magazynu przedmiotów będących własnością rodziny królewskiej.

Królewski sekret

Przy okazji prac związanych z adaptacją piwnic przeznaczonych na pomieszczenia wystawowe skarbca w Museum Rosenborg dokonano niezwykłego odkrycia. Okazało się, że istniejące wzmianki dotyczące „systemu do odtwarzania muzyki”, który Christian IV zaprojektował w zamku, są prawdziwe. System składa się z ukrytych w ścianach kanałów łączących pomieszczenie w piwnicy z wybranymi pomieszczeniami zamku. Piwnica była „studiem dźwiękowym”, w którym muzycy wykonywali utwory z listy przygotowanej przez króla. W pomieszczeniach królewskich muzyka płynąca kanałami w górę była doskonale słyszalna. Król Christian IV wykorzystywał to urządzenie ku zaskoczeniu i zadowoleniu zapraszanych gości.
Niewątpliwie wprawiał tym w niemały zachwyt również zapraszane przez siebie kobiety, był bowiem ojcem co najmniej 23 dzieci.

W roku 1833 część eksponatów tej bardzo szczególnej przechowalni została udostępniona szerokiej publiczności jako Danske Kongers Kronologiske Samling (Chronologiczna Kolekcja Duńskich Królów). Wystawa ta zainicjowała powstanie historycznego Muzeum Rosenborg, które należy dzisiaj do najwspanialszych na świecie w swojej kategorii.

Zamek Rosenborg Slot zbudowano w latach 1606–1624 poza murami miasta. Jego renesansowa architektura z wpływami holenderskimi określana jest w Danii jako styl Chrystiana IV. Mimo braku bezpośrednich dowodów uznaje się, że Chrystian IV miał ogromny i decydujący wpływ na architekturę zarówno zamku, jak i Ogrodu Królewskiego. Rosenborg stał się jego ukochanym miejscem. Król spędzał w nim dużo czasu i tutaj też zmarł w roku 1648. Dzięki centralnemu położeniu Rosenborg Slot stał się popularnym miejscem pobytu całej rodziny królewskiej. Ostatnim mieszkańcem Rosenborga był król Fryderyk IV, który w roku 1710 przeprowadził się do zamku Frederiksberg Slot w pobliżu Kopenhagi.
Rok 2006, ogłoszony w Danii Rokiem Renesansu, został oficjalnie zainaugurowany 12 kwietnia, w dniu czterechsetnej rocznicy rozpoczęcia budowy zamku Rosenborg Slot. W związku z jubileuszem zorganizowano dwie specjalne wystawy – jedna jest poświęcona Chrystianowi IV, a druga królom, którzy rezydowali w zamku Rosenborg.

Pomimo kilku przeróbek zamek zachował jednolity estetyczny charakter: czerwone ceglane elewacje dekorowane wstęgami i architektonicznymi detalami z naturalnego kamienia; miedziane, pokryte zieloną patyną dachy i wieże sprawiające wrażenie doklejonych. Piękno Rosenborga inspirowało wielu artystów, także Hansa Christiana Andersena. W powszechnie znanej baśni, w której ubogi wojak za sprawą czarów staje się wytwornym panem, i marząc o prześlicznej księżniczce, pyta, gdzie można ją zobaczyć. „W wielkim miedzianym pałacu, otoczonym murami i mnóstwem wież naokoło!”. Tylko w takim zamku jak Rosenborg Slot mogła mieszkać księżniczka, którą pojmie za żonę bohater baśni „Krzesiwo”.



Twórcy muzeum Rosenborg zerwali z obowiązującymi w ówczesnym czasie zasadami organizowania wystaw i podzielili ekspozycję na dwie części: pierwszą, historyczną i chronologiczną i drugą, zawierającą eksponaty współczesne. Otwarciu wystawy towarzyszyła atmosfera sensacji w związku z pierwszą „muzealną ekspozycją współczesności” w Europie.

Dzisiaj muzeum mieści chronologiczną kolekcję przedmiotów z okresu królewskiego panowania od Chrystiana IV do Fryderyka VII. Wystawa obejmuje wiele oryginalnie urządzonych wnętrz z siedemnastego i osiemnastego stulecia. Unikatowymi eksponatami są prezentowane w sali rycerskiej gobeliny króla Christiana V z motywami Skanske krig (wojny skańskiej) z drugiej połowy XVII wieku.

Szczególnym miejscem w muzeum jest pilnie strzeżony skarbiec królewski, do którego, jak pisał w innej znanej baśni Andersen, „trafiło ziarnko grochu i gdzie je można jeszcze oglądać, jeżeli nikt go nie zabrał”. W skarbcu Rosenborg przechowywane są najważniejsze duńskie skarby, między innymi insygnia królewskie i klejnoty koronne, będące ciągle do dyspozycji rządzącej królowej Małgorzaty II.

Ogród Królewski

Zamek Rosenborg jest otaczony najstarszym Ogrodem Królewskim w Danii. Powstawał równocześnie z zamkiem na początku XVII wieku i został udostępniony mieszkańcom Kopenhagi już na początku XVIII wieku. Od tamtego czasu jest najpopularniejszym i najbardziej lubianym parkiem stolicy. Obecnie Ogród Królewski odwiedza 2,6 miliona ludzi rocznie.
Zachowana do dzisiaj geometria grządek i ścieżek w dużym stopniu odpowiada najstarszemu znanemu planowi ogrodu z 1649 roku. Początkowo uprawiano w ogrodzie zioła. Z biegiem lat ich miejsce zajęły rozległe trawniki, kwiaty, krzewy, kwitnace drzewa owocowe. Ogród zachował również w swojej w nazwie przymiotnik „królewski”, chociaż od momentu otwarcia jego bram stał się własnością ludu. Dzisiaj jest to miejsce spacerów i spotkań, organizowane są tu uroczystości rodzinne, pikniki. W lecie rozległe trawniki stają się miejską
plażą. W tym czasie organizowane są w nim plenerowe imprezy muzyczne i teatralne. W roku 1998 otwarto baśniowy i artystyczny plac zabaw, tutaj ma też swoją siedzibę teatr marionetek dla najmłodszych.



Podobnie jak we wszystkich ogrodach królewskich w Kongens Have znajdują się również rzeźby. Do dzisiaj przetrwały dwa lwy z czasów Chrystiana IV, stojące na straży bocznej bramy i mostu Gronnebro, łączącego zamek z ogrodem. Słynne są marmurowe kule – ozdoba ogrodu od 1764 roku.

Kapral Andersen

Z zamkiem Rosenborg sąsiadują koszary królewskiej gwardii przybocznej. Od ponad dwustu lat koszary i pokryty trawą Rosenborg Eksercerplads są miejscem wymarszu wartowników pełniących straż przy królewskich zamkach i pałacach. Zmiana warty odbywa się codziennie w południe, więc od godziny jedenastej przed bramą koszar gwardii gromadzą się turyści. Odprawa warty i wymarsz oddziału żołnierzy ubranych w historyczne mundury, z wysokimi czarnymi futrzanymi nakryciami głów, jest jedną z większych atrakcji stolicy Królestwa Danii. Wielu turystów codziennie towarzyszy oddziałowi gwardii maszerującemu w asyście policji przez miasto w kierunku królewskiej siedziby zamku Amalienborg. W gwardii przybocznej służyło wielu słynnych Duńczyków, między innymi Hans Christian Andersen, który miał stopień kaprala tej gwardii.

źródło: Poznaj Świat

Wystarczy jedno magiczne słowo [Harry Potter]

Wklejam część następną^^ Selen, miednicę osobiście mogę Ci zrobić^^ I nawet wysłać pocztą XD Jeszcze nie jestem pewna do końca jak, ale na pewno mi się uda^^
Co do kanoniczności... Mam wrażenie, że jeśli się nie chce pisać powieści w kilku tomach, to trudno w tego typu ff zachować całkowitą kanoniczność. W końcu chcemy ich jakimś sposobem wpakować do łóżka, nie? A w chwilach stresowych ludzie zachowują się... różnie Jakby mnie ktoś wsadził w ciało polonistki, to obawiam się, że też nie byłabym zachwycona^^ Ona tym bardziej XD
Co do humoru zaś... trochę go tu jest^^ Nie w każdym rozdziale, nie w każdym momencie, ale mimo wszystko czasem się pojawia^^
Warto zaznaczyć, że tan akurat rozdział pisałam siedząc u Emiel, przez co widać w nim wyraźne nawiązania do jej, khem, zainteresowań^^
No nic, pozostaje mi życzyć miłej lektury

Rozdział: 4

Harry westchnął z ulgą, gdy tylko drzwi od gabinetu zatrzasnęły się za Mistrzem Eliksirów. Wreszcie został sam – co z tego, że w zimnym, nieprzytulnym lochu – i mógł sobie wszystko dokładnie przemyśleć.
Czuł się… dziwnie. Zmęczony, jakby przez cały dzień biegał po błoniach, a zarazem lekko podekscytowany nową sytuacją. Co prawda przebywanie w ciele Snape’a nie należało do najprzyjemniejszych doznań, jednak było to coś innego. Przygoda?
Harry roześmiał się cicho. Zdecydowanie wolał coś takiego, niż potyczki z Voldemortem. Nienawidził Snape’a, ale co z tego? Teraz mógł bezkarnie buszować po jego gabinecie i robić różne, głupie rzeczy, przez które Mistrz Eliksirów będzie miał później problemy.
Trochę niepokoił go fakt, że Snape mógł mu się odwdzięczyć pięknym za nadobne. To było nawet całkiem w jego stylu. Zraniona duma, a potem długa i wyjątkowo bolesna zemsta…
Harry wzdrygnął się lekko. Po namyśle stwierdził, że robienie niewinnych żartów ze Snape’a było sportem równie ekscytującym, co niebezpiecznym. A on, sławny Harry Potter, może i lubił nadstawiać karku, jednak tym razem wolał nie ryzykować.
Chłopak przeciągną się, po czym podszedł do dużego, zielonego fotela. Mebel był wygodny, o czym Harry zdążył się już przekonać godzinę wcześniej, gdy – jeszcze w swoim własnym ciele – zwinął się na nim w kłębek. Miał straszną ochotę uczynić to jeszcze raz. Skulić się w fotelu i przespać trochę, albo chociaż odpocząć.
Kilkanaście minut zajęło mu bezowocne przybieranie wygodnej pozycji. Cokolwiek by zrobił i tak coś mu przeszkadzało. Najwyraźniej ciało Snape’a nie było przystosowane do zwijania się w kłębek na fotelu.
Zrezygnowany powlókł się do prywatnych komnat Mistrza Eliksirów. Miał nadzieję, że znajdzie tam coś ciekawego, coś, czym będzie mógł się zająć do końca dnia. Przeszukał całą sypialnię, jednakże Snape najwyraźniej nie posiadał nic ciekawego, pomijając kilkadziesiąt starych ksiąg od eliksirów. A te Harry’ego nie interesowały w najmniejszym nawet stopniu.
Wreszcie, wiedziony zupełną desperacją, zajrzał pod duże, dwuosobowe łóżko przykryte ciężką, zieloną narzutą. Ze zdziwieniem stwierdził, że na podłodze, całkiem sprytnie zakamuflowane, leży niewielkie pudełko. Harry wyciągnął je spod łóżka i zaniósł do gabinetu, po czym postawił na biurku.
Była to srebrna, całkiem spora szkatułka, zamykana na kluczyk. Harry był strasznie ciekaw, co znajduje się w środku. Może jakieś tajne informacje? Spisane krwiożercze zaklęcia? Świerszczyki…?
Drącymi rękoma przekręcił mały, srebrny kluczyk i uchylił wieko. Wewnątrz szkatułki znajdowało się kilkanaście kopert, jakaś oprawiona w czarną skórę książeczka, kawałek szmatki i coś, co po bliższych oględzinach okazało się być puklem jasnych włosów.
Harrym wstrząsnął dreszcz. Co to mogło być? Pamiątki z dzieciństwa? Nie, przecież to należało do Snape’a. On nie mógł mieć dzieciństwa – po prostu nagle pojawił się na świecie: dorosły, ironiczny i złośliwy.
Jednak, skoro nie były to pamiątki, to co innego? Trofea, odebrane uczniom? Też bez sensu, kto nosiłby przy sobie czyjeś włosy… A może…
Harry wyciągnął ze szkatułki książeczkę i otworzył ją. Na pierwszej stronie widniał duży, czarny napis: „Hans Christian Andersen, Baśnie”. Przez dłuższą chwilę chłopak był zbyt zdumiony, żeby cokolwiek sensownego zrobić. Jeszcze bardziej zdziwił go fakt, że w książeczce była zakładka – ręcznie robiona, zielono srebrna.
Czuł się na swój sposób jak złodziej, grzebiąc w rzeczach Snape’a. Cokolwiek to nie było, w końcu należało do niego, a Harry nie miał prawa tego ruszać. Ciekawość jednak zwyciężyła – chłopak chwycił książkę i dziarsko pomaszerował z nią do sypialni. Miał zamiar położyć się i poczytać – w końcu to niemożliwe, żeby ten przerośnięty nietoperz trzymał pod łóżkiem bajki. Książeczka musiała kryć jakąś mroczną tajemnicę i on, Harry Potter, miał zamiar ją odkryć.
Już w sypialni stwierdził, że przebywanie w ciele Snape’a miało również całkiem pokaźną ilość wad. Jedną z nich był przymus przebrania Mistrza Eliksirów w piżamę. Harry nie specjalnie miał ochotę na oglądanie nagiego Snape’a, nie mówiąc już o dotykaniu go.
Harry westchnął i po namyśle wszedł do łóżka w dziennych szatach. Miał zamiar pomyśleć nad tym problemem następnego dnia. Teraz nie dość, że był zbyt zmęczony, to na dodatek ta książka…
Chłopak otworzył „Baśnie” na stronie z zakładką i zaczął czytać: „Było bardzo zimno; śnieg padał i zaczynało się już ściemniać…”
Nawet nie zauważył, kiedy zasnął, wciąż trzymając książkę otwartą na „Dziewczynce z zapałkami”.

***

Następnego ranka obudził się dużo później niż zwykle. W lochu nie słychać było wesołego świergotu ptaków, który towarzyszył mu przecież każdego ranka. Tu nie było okien, przez które mogłyby wpadać promienie słoneczne i jak co dzień oświetlać jego poduszkę. Tkwił w zimnym, nieprzytulnym lochu, na dodatek sam i chwilowo bez szans na normalne towarzystwo.
Harry wstał z łóżka i powlókł się do łazienki. Jedyne, na co miał w tej chwili ochotę to prysznic. Długi, ciepły prysznic. Albo nawet kąpiel z pianą. Cokolwiek.

Pół godziny – tyle zajęła mu czynność, którą zwykł załatwiać w ciągu niecałego kwadransa. Jak się okazało umycie ciała Snape’a odrobinę przewyższało jego możliwości. Nawet, gdy udało mu się to wreszcie zrobić, czuł się wyjątkowo głupio.
Harry stanął niepewnie przed dużym lustrem i rzucił okiem na nagie ciało Snape’a. Z ciekawości – w końcu rzadko kiedy ma się okazję podglądać nauczycieli. Chłopak musiał przyznać, że Mistrz Eliksirów był całkiem dobrze zbudowany. Nie spodziewał się tego; dość obszerne szaty Snape’a dobrze ukrywały jego walory fizyczne. O takich barach chłopak mógł tylko pomarzyć – nie mówiąc już o umięśnionych ramionach czy udach. Czy wreszcie…
Harry poczuł, że się czerwieni. Jednak jego odbicie w lustrze pozostało blade, jak zwykle. Najwyraźniej twarz Snape’a nie przywykła do rumienienia się.
Chłopak ubrał się czym prędzej, starając się nie patrzeć więcej w lustro, a tym bardziej nie oceniać tego, co zobaczył.
Miał przecież dużo rzeczy do zrobienia, jak choćby rozwikłanie zagadki, jaką była srebrna szkatuła. Z jakiego powodu Snape trzymał w niej mugolskie bajki? I to na dodatek z zakładką? Do kogo należał pukiel włosów? Czym był kawałek szarej szmatki?
Pytania mnożyły mu się w głowie, gdy wychodził z łazienki i nie opuściły go przez następną godzinę, gdy próbował odkryć domniemaną sekretną treść czarnej książeczki.
Wszystko na nic. Albo to, co Snape chciał w niej ukryć było świetnie zabezpieczone, albo Harry trzymał w dłoniach najzwyklejsze wydanie bajek. Nie mógł nawet powiedzieć, czy to rzeczywiście były opowieści napisane przez Andersena. Kiedyś o nich słyszał, jednak nikt mu ich przecież nigdy nie czytał. Któż miałby to zrobić – Dursleyowie?
Harry prychnął, odkładając bajki na biurko i jeszcze raz otworzył szkatułkę, by lepiej przyjrzeć się jej zawartości. Szara szmatka po dłuższych oględzinach okazała się dość mocno zużytym i powycieranym pluszowym króliczkiem. A pukiel…?
Harry znał niewiele osób, które miały tak jasne włosy. Jedną z nich był Draco Malfoy.
Chłopak zamyślił się na chwilę. Włosy Dracona, przecież to było bez sensu… Można trzymać pukiel ukochanej osoby, a Draco…
- Wiem! – wykrzyknął nagle Harry, a jego głos odbił się echem od ścian lochu. – Narcyza!
Po kimś w końcu Draco musiał odziedziczyć te jasne włosy. A skoro Snape miał taki pukiel w swoich prywatnych rzeczach, pewnie łączył go płomienny romans z matką Dracona.
Harry już miał zamiar wyjąć ze szkatułki koperty i sprawdzić, czy przypadkiem nie zawierają listów miłosnych, gdy nagle coś huknęło. Chłopak obejrzał się i ze zdziwieniem stwierdził, że w stojącym w rogu gabinetu kominku pojawiła się głowa Dumbledore’a.
- Witaj, Severusie – powiedział pogodnie dyrektor. – Dobrze spałeś?
- Świetnie – wyjąkał Harry. – A… co pana tu sprowadza?
Dumbledore uśmiechnął się szeroko.
- To co zwykle, Severusie. Harry Potter. Chciałem cię zapytać, czy nie mógłbyś się nim zająć przez kilka dni. Rozumiesz, sprawdzić co jakiś czas, czy wszystko z nim w porządku. Rozmawiałem rano z Harrym i powiedział mi, że zaczęliście się całkiem dobrze dogadywać. To wspaniała wiadomość, Severusie.
Harry wytrzeszczył oczy.
- Ja… tak – mruknął po chwili. – Chyba go nie doceniałem.
-Też tak sądzę – w głosie dyrektora usłyszeć można było rozbawienie. – Jednakże, znając cię aż nazbyt dobrze, ubiegnę twoje następne pytanie. Severusie, stwierdzenie „zająć się” nie obejmuje torturowania, poniżania i zabijania. Wiem, że mówię ci to za każdym razem, jednak ostatnio chyba trochę zacząłeś się zapominać…
Harry bardzo starał się nie roześmiać.
- Jasne, profesorze – mruknął, ukrywając lekki uśmiech, który mimo wszystko wykrzywił mu wargi. – Zajmę się nim bardzo dobrze. Wie pan – dodał w chwili inspiracji – on jest całkiem miły. I taki grzeczny się ostatnio zrobił… Obcowanie z nim to sama przyjemność.
Dyrektor spojrzał na Harry’ego podejrzliwie.
- Wiem o tym, Severusie – powiedział po chwili namysłu. – I bardzo cieszy mnie fakt, że ty również to zauważyłeś. Cóż, w takim razie pozostało mi życzyć ci miłego dnia. Do zobaczenia, Severusie.
-Do widzenie, profesorze – Harry pomachał serdecznie w stronę niknącej w płomieniach głowy Dumbledore’a.
Zdążył jeszcze ujrzeć zaskoczenie na twarzy dyrektora, po czym usłyszał pyknięcie i Dumbledore zniknął.
Harry uderzył się otwartą dłonią czoło. Gorzej już chyba nie mógł się zachować. Jakoś nie wyobrażał sobie, żeby Snape mógł do kogoś przyjaźnie pomachać, to o prostu nie było w jego stylu.
Mimo wszystko sytuacja wydała mu się dość zabawna. Harry odwrócił się w stronę biurka, by powrócić do grzebania w srebrnej szkatułce, lecz jego wzrok uchwycił coś znacznie ciekawszego. W jednym z kredensów stało duże kamienne naczynie. Myślodsiewnia Snape’a. Harry, niewiele myśląc, podszedł do kredensu i otworzył szklane drzwiczki.
Nie mógł zrozumieć, jak podczas przeszukiwania gabinetu jej nie zauważył. Była przecież znacznie ciekawsza niż jakaś szkatułka. Harry uśmiechnął się i wyciągnął różdżkę. Miał wrażenie, że myśodsiewnia zapewni mu rozrywkę na wiele godzin.
Srebrzysta substancja, wypełniając naczynie, zafalowała lekko, gdy Harry dźgnął ją końcem różdżki. Teraz nikt mu nie przeszkodzi… nie było możliwości, by sam Snape pojawił się nagle w gabinecie. A skoro zostawił myślodsiewnię praktycznie na wierzchu, grzechem byłoby nie rzucić okiem na jego wspomnienia.
Wziął głęboki oddech, zamknął oczy i zanurzył twarz w myślach Snape’a. Poczuł, jakby cały świat zaczął nagle szybko wirować i gdy otworzył oczy ujrzał mały, skąpo oświetlony pokoik.
Po prawej stronie stała duża, rozklekotana szafa, tuż obok niej dziecięce łóżko. Naprzeciw natomiast, obok drzwi, znajdowało się kilka mocno zakurzonych regałów, wypełnionych po brzegi starymi książkami. I to wszystko. Żadnych zabawek, niepotrzebnych bibelotów, nawet biurka…
Wzrok Harry’ego padł na małą, skuloną w kącie postać. Był to chłopczyk, na oko sześcioletni, o czarnych jak smoła włosach opadających na wychudłą, bladą twarzyczkę. Dzieciak płakał cicho, a jego ciałem co jakiś czas wstrząsał dreszcz.
Harry podszedł do chłopca. Było mu go żal, dzieciak wyglądał na przerażonego, jednak mimo najszczerszych chęci Harry nie był w stanie mu pomóc. Nawet on, Chłopiec, Który Przeżył, nie potrafił zmienić przeszłości.
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem, a do środka wszedł ubrany na czarno, wysoki mężczyzna.
- Gdzie jesteś? – wysyczał głosem, który Harry’emu bardzo przypominał ton, jakiego zwykł używać Snape. – Wyłaź. I tak cię znajdę…
Chłopczyk niepewnie podniósł się z podłogi i posłusznie podszedł do mężczyzny.
Harry był w szoku. Mężczyzna wyglądał jak Snape, był od niego tylko o kilka lat młodszy… ale to dziecko, kim ono mogło być? Te same rysy, ten sam, lekko garbaty nos… Może… Czyżby ten stary nietoperz miał syna?
Harry skrzywił się lekko. Kim musiała być kobieta, która zgodziła się … hm… spędzić noc ze Snape’em. I jeszcze urodzić mu dziecko… Nawet Narcyza Malfoy nie wyglądała na taką masochistkę. Chyba, że…
Rozmyślania Harry’ego przerwał cichy, ale stanowczy głos Mistrza Eliksirów:
- Gdzie się podziewałeś? Ile razy ci mówiłem, że nie możesz uciekać, kiedy rozmawiam z matką? Ona nie lubi, jak znikasz, staje się agresywna…
Chłopczyk milczał, zaciskając swoje małe dłonie w piąstki.
- Rozumiesz, co do ciebie mówię? – syknął Snape, pochylając się lekko, by spojrzeć dziecku prosto w oczy. – Rozumiesz?
Chłopczyk milczał nadal, z uporem unikając wzroku Mistrza Eliksirów. Snape wykrzywił szyderczo usta.
- Rozumiesz? – wyszeptał, a jego głos stał się nagle podejrzanie miły. – Rozumiesz, dziecko?
Chłopczyk nie odpowiedział. Sięgnął do kieszeni znoszonych spodni i wyciągnął z niej jakiś szarawy gałganek.
Harry otworzył szerzej oczy, widząc, co dziecko trzyma w ręku. Króliczek… ten sam, teraz jeszcze całkiem porządnie wyglądający, szmaciany zwierzaczek, którego znalazł w szkatułce Snape’a.
- Rozumiesz? – Głos Mistrza Eliksirów ociekał absolutnie niestrawną, przesadzoną słodyczą, by nagle przejść w krzyk: - Rozumiesz, do cholery?! Ogłuchłeś nagle, czy co?! Odpowiedz mi!
Chłopczyk otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, jednak nie wydobył z siebie żadnego głosu.
- Odpowiedz! – Snape chwycił chłopca za ramiona i potrząsnął nim brutalnie. – Co z tobą nie tak?!
Harry chciał podbiec do mężczyzny i stanąć w obronie dziecka, jednak nie mógł nic zrobić.
Wspomnienie – powtarzał sobie w myślach – to tylko wspomnienie. To się nie dzieje teraz…
Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Szybki ruch Snape’a, uniesienie dłoni i odgłos uderzenia. Harry zobaczył, jak chłopiec pada na podłogę, zasłaniając twarz rękoma. Pluszowy króliczek wypadł mu z dłoni i potoczył się pod łóżko.
- Pierdolony gówniarz – warknął Mistrz Eliksirów, odwracając się w stronę drzwi.
Spojrzał jeszcze raz z pogardą na syna, po czym wyszedł. Chłopiec wstał z podłogi i otrzepał ubranie. Na jego lewym policzku widać było czerwony ślad po uderzeniu. Harry poczuł, jak wzbiera się w nim złość na Snape’a. To było dziecko, małe i bezbronne…
Chłopiec kucnął przy łóżku i wyciągnął rękę w stronę króliczka, którego jednak nie mógł dosięgnąć. Po chwili bezsilnych starań wstał z podłogi i usiadł na łóżku. Pojedyncza łza zaszkliła się w jego czarnych jak węgiel oczach, by po chwili spłynąć po zaczerwienionym policzku.
Harry poczuł nagle ostre szarpnięcie w okolicach żołądka, po czym zakręciło mu się w głowie. Obraz wspomnienia zamazał się, a Harry znów znajdował się w gabinecie Snape’a.
Dyszał ciężko, jak po długim, męczącym biegu. Był zły, tak cholernie zły, że aż drżały mu dłonie. Jak on mógł?! Snape może i był złośliwy i bezduszny, ale żeby uciekać się do przemocy fizycznej? I to dziecko… milczało przez cały czas, niezdolne do wykrztuszenia słowa…
Harry’emu przyszło na myśl, że może chłopczyk był niemową. To byłoby nawet całkiem logiczne… przecież dzieciak próbował coś powiedzieć!
Harry podszedł do biurka i otworzył szkatułkę. Po chwili namysłu wyjął z niej poszarzałego, mocno zużytego króliczka i przez chwilę dokładnie mu się przyglądał.
Jego nienawiść do Snape’a, o ile to było w ogóle możliwe, podwoiła się. Ze złością odłożył zabawkę i zatrzasnął wieczko szkatułki.
- Cholerny Snape – warknął, czując się bezsilny, jak nigdy wcześniej.
Gdzieś na świecie było dziecko, teraz już pewnie młodzieniec, nad którym znęcał się Mistrz Eliksirów. Harry zaklął szpetnie, podchodząc do zielonego fotela. Czuł się bezsilny i samotny. Trochę tak, jak tamto biedne dziecko…
Usiadł w fotelu i chwycił w dłoń bajki. Musiał się uspokoić…
„Było bardzo zimno; śnieg padał i zaczynało się już ściemniać; był ostatni dzień w roku, wigilia Nowego Roku. W tym chłodzie i w tej ciemności szła ulicami biedna dziewczynka z gołą głową i boso…”

***

Kilka godzin później obudził się, wciąż trzymając w dłoniach książkę. Zdrętwiał mu kark od mało wygodnej pozycji, w jakiej usnął w połowie kolejnej bajki. Trochę zdezorientowany rozejrzał się dookoła, jakby nie bardzo wiedząc, co się dzieje.
- Dzień dobry – usłyszał tuż przy swoim uchu jakiś głęboki, męski głos.
Harry odwrócił się powoli, spodziewając się najgorszego. Tuż przed swoim nosem ujrzał smukłą, dobrze znaną mu twarz. Jego najczarniejsze przypuszczenia stały się faktem.
- Lucjusz Malfoy! – wykrzyknął odrobinę za głośno i za wysoko.
- A kogo się spodziewałeś? – Na twarzy mężczyzny pojawił się słaby uśmiech. – Trzydziesty pierwszy lipca, tak jak obiecywałem. Czyżbyś zapomniał?
Harry otworzył szerzej oczy. Jak mógł zapomnieć, skoro nie rozmawiał wcześniej z Malfoyem… Dopiero po chwili dotarło do niego, że przecież siedzi uwięziony w ciele Snape'a. Mistrz Eliksirów musiał wiedzieć, że Lucjusz tu przyjdzie właśnie tego dnia. Może nawet zaplanował tę całą zamianę ciał…
Jego rozmyślania zostały gwałtownie przerwane przez mężczyznę.
- Severusie, ja nie twierdzę, że siedzenie w fotelu nie jest przyjemnie, jednak nie mam całej nocy…
Harry westchnął z ulgą. Te słowa oznaczały, że Malfoy nic nie wie o zamianie, co mimo wszystko dawało chłopcu pewną przewagę. Przy umiejętnym wykorzystaniu tej sytuacji miał nawet szansę dowiedzieć się czegoś o planach Śmierciożerców…
- Tak, oczywiście – mruknął Harry, starając się nadać swojemu głosowi ten charakterystyczny, ironiczny ton. – To co robimy tej nocy, Lucjuszu?
Malfoy uniósł brwi ze zdziwieniem.
- To, co zwykle, Severusie – uśmiechnął się lekko, wyjmując Harry’emu książkę z ręki. – A ty co, znowu czytasz te brednie? Mugolski szmatławiec.
Znowu? Harry zaczął się głęboko zastanawiać nad sensem słów Malfoya. Czyżby Snape często sięgał po bajki?
Lucjusz w tym czasie odrzucił książkę z pogardą i podszedł do barku, by po chwili wrócić, niosąc dwa wysokie kieliszki napełnione do połowy czerwonym winem.
- To co, zaczynamy? – zapytał naiwnie Harry, mając nadzieję, że usiądą razem i zaczną snuć krwiożercze plany dotyczące Voldemorta.
- O tak… - Malfoy uśmiechnął się, podając rozmówcy kieliszek. – Coś ty się nagle taki niecierpliwy zrobił…
- Wiesz, jeśli chodzi o te sprawy, to ja zawsze byłem niecierpliwy – mruknął Harry. – Taka już moja natura…
Lucjusz roześmiał się.
- Severusie, jesteś niepoprawny – wyszeptał, po czym podszedł do biurka. Przez chwilę bacznie przyglądał się stojącej na nim szkatułce, by wreszcie ją otworzyć i zajrzeć do środka. – Nie dość, że niepoprawny, to jeszcze sentymentalny. – Wyciągając pukiel jasnych włosów. – Nadal to trzymasz?
Harry patrzył na niego zbyt oszołomiony, żeby cokolwiek sensownego powiedzieć.
- Bajki, moje włosy… - westchnął po chwili Lucjusz, na powrót wkładając pukiel do szkatułki. – Ty chyba nigdy nie dorośniesz…
Moje włosy? Harry zaczął kaszleć, starając się ukryć zaskoczenie.
- To co, mam tu umrzeć ze starości? – zapytał Malfoy, podchodząc do fotela i delikatnie przeginając się przez oparcie, by położyć głowę na ramieniu Harry’ego. – Narcyza wraca za trzy godziny, pewnie trochę się zdziwi, jak mnie nie zastanie w domu…
Harry musiał wyglądać w tym momencie bardzo sugestywnie, gdyż Lucjusz, błędnie interpretując przerażenie, jakie pojawiło się na twarzy Snape’a, dodał:
- Nie bój się, mamy całe trzy godziny. I tak się nie dowie… Wstań.
Harry powoli podniósł się z fotela i spojrzał Malfoyowi w oczy.
- Co mam zrobić? – zapytał niepewnie.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje? – zaniepokoił się Lucjusz, okrążając Harry’ego, by lepiej mu się przyjrzeć. –Jakoś dziwnie się zachowujesz.
- To to ciśnienie – mruknął Harry, starając się uśmiechnąć. – Trochę boli mnie głowa…
- Boli cię głowa – powtórzył Malfoy, wtulając się nagle w plecy rozmówcy. – Doprawdy, Severusie, mógłbyś wymyślić coś bardziej oryginalnego. Rozbieraj się.
- Rozbieraj? – pisnął Harry, blednąc na twarzy i starając się bezskutecznie wyrwać z objęć Lucjusza.
- A co ty myślałeś? – mruknął Malfoy wprost do ucha Harry’ego. – Hm?
Harry poczuł dość mocne uderzenie w pośladek, co sprawiło, że jego twarz pobladła jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe.
- Coś ty dzisiaj taki oporny – wymruczał Lucjusz, odwracając Harry’ego twarzą do siebie. – Nie masz ochoty…?
- Ja – wyjąkał Harry drżącym głosem. – Ja… zostawiłem włączone żelazko w Gryffindorze.
Malfoy roześmiał się głośno.
- Żelazko, powiadasz. W Gryffindorze – powtórzył, akcentując ostatnie słowo. – Ja nie wiem, Severusie, co cię dziś napadło. Ale to dobre, najpierw głowa, potem żelazko…
Harry z przerażeniem stwierdził, że Lucjusz zaczął go delikatnie całować po szyi. Był tak przestraszony, że nie mógł się nawet poruszyć, zaprotestować… Cokolwiek…
Zanim zdołał zareagować, został pchnięty na zielony fotel. Wprawne dłonie Lucjusza w ekspresowym tempie zaczęły rozpinać guziki u szaty Snape’a, co się wcale Harry’emu nie podobało.
Byli tak zaabsorbowani zaistniałą sytuacją, że nie usłyszeli cichego skrzypnięcia, które towarzyszyło otwarciu się drzwi do gabinetu.

Nowości książkowe GBP (luty, marzec, kwiecień 2009)

[Ponawiam propozycję zamieszczania na forum nowości GBP w poniższej formie. Zawiera ona o wiele więcej zachęcających czytelnika informacji niż suche opisy bibliograficzne, zob. http://klimontow.pl/index.php/20090309383/Biblioteka-poleca.html .
Proszę porównać liczbę 'wejść' do poprzedniego postu- ponad siedemdziesiąt w ciągu 2-3 dni.
Jeśli Panie Bibliotekarki zarejestrują się na forum, to chętnie prześlę jako 'PW' instrukcję sporządzania poniższego wykazu; nie jest to skomplikowane! Zachęcam - Admin

W miesiącach marcu i kwietniu Gminna Biblioteka poleca:

    l Woźniak, Jerzy Pytania do ogrodnika. Warszawa: Wydaw. Hachette Livre Wiedza i Życie, 2005, s.312. ISBN: 9788371842528



    Kto pyta, nie błądzi! Wiadomo zaś, że pytania najlepiej kierować do specjalisty. O wszystkim, co jest związane z ogrodem, najwięcej dowiemy się od eksperta, który na co dzień odpowiada na setki pytań zadawanych na łamach prasy i w Internecie. W poradniku znalazły się odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, dotyczące spraw, które początkującym ogrodnikom przysparzają najwięcej kłopotów.

    Źródło: http://www.sklep.gildia.pl/literatura/79415-jerzy-wozniak-pytania-do-ogrodnika

    l Wiąckowski, Stanisław Ekologia ogólna. Kielce: Wydaw. Branta, 2008, s.436. ISBN: 978-83-60186-81-7.



    Niniejsza publikacja jest drugim, uaktualnionym i rozszerzonym, wydaniem. Obejmuje następujące zagadnienia: ekologię organizmów, populacji, biocenoz i ekosystemów, krajobrazu, interakcje w układach międzygatunkowych oraz organizację na poziomie biosfery. Autor rozszerzył nowe wydanie o dwa dodatkowe rozdziały: Antropogeniczne zmiany klimatu Ziemi oraz Ozon w stratosferze i troposferze. Książka ma charakter podręcznika akademickiego i skierowana jest do studentów kierunków przyrodniczych takich jak: ochrona środowiska, biologia, leśnictwo, rolnictwo.

    Źródło: http://www.sklep.gildia.pl/literatura/64425-stanislaw-wiackowski-ekologia-ogolna

    l Gajl Tadeusz Herby szlacheckie Rzeczypospolitej Obojga Narodów: 3000 herbów, 19000 nazwisk, 32000 rodów. Gdańsk: Wydaw. L&L, 2003, s.328. ISBN: 83-88595-12-1.



    Książka stanowi połączenie barwnych wizerunków polskich herbów ze spisem blisko 20 tysięcy nazwisk szlacheckich. Wiele przedstawionych tu herbów znanych było dotąd jedynie w formie opisów, stanowiących dla większości czytelników sporą zawiłość. Album jest adresowany do wszystkich zainteresowanych tematyką szlachecką i stanowi propozycję kompletnego zestawu znanych herbów szlachty polskiej i litewskiej w nowoczesnej formie rysunkowej. Wydany został ze szczególną starannością zarówno merytoryczną, jak i pod względem oprawy graficznej czy introligatorskiej. Jest to, mówiąc najkrócej, najbogatszy i najpełniejszy zestaw herbów szlacheckich w historii polskiej heraldyki!

    Źródło: http://ll.com.pl/product_info.php/manufacturers_id/13/products_id/1522

    l Kingsbury, Karen Tańcz ze mną. W-wa: Polskie Wydaw.Encykloped., 2008, s.416. ISBN: 978-83-7557-055-7.



    Abby i John byli przez wszystkich uznawani za idealne małżeństwo. Kochali się od dzieciństwa, przyjaźnili się nawet ich ojcowie. Znajomi zazdrościli im, dzieci widziały w nich wzór, wszyscy ich podziwiali. Mimo to związek Johna i Abby zaczął zmierzać w stronę rozpadu. John jest bliski nawiązania romansu z inną kobietą, a jego małżeństwo z Abby istnieje już niemal tylko na papierze. Wciąż żyją pod jednym dachem, ale jak dwoje obcych ludzi, a nie kochająca się para. Już od dawna ze sobą nie tańczą... "Tańcz ze mną" to opowieść o miłości, która przetrwa wszystko, jeśli tylko jest prawdziwa, o poświęceniu dla drugiego człowieka, o ludzkiej sile i wytrwałości, i o cudowności i wierności Boga.

    Źródło: http://www.interesik.pl/ksiazka/Kingsbury-Karen/Tancz-ze-mna,46937301303KS

    l Lessing, Doris Lato przed zmierzchem. Wyd.2. W-wa: Wydaw. W.A.B., 2008, s.336. ISBN: 978-83-7414-377-6.



    Kate Brown to kobieta po czterdziestce, żona i matka czworga dorosłych już dzieci, dla których gotowa była do największych poświęceń. Niespodziewanie dla siebie samej podejmuje pracę jako tłumaczka konferencyjna. Ma szansę sprawdzić swoje zdolności organizacyjne na polu zawodowym, podróżuje po świecie, odnajduje się w całkowicie odmiennej rzeczywistości. Czy w takim razie Kate może mówić o pełnej satysfakcji?
    Książka napisana prostym, pełnokrwistym językiem – idealnym, gdy się chce opowiedzieć o samotności, upływającym czasie i ludzkim targowisku próżności.

    Źródło: http://www.sklep.gildia.pl/literatura/51436-doris-lessing-lato-przed-zmierzchem

    l Jakobs, Kate Piątkowy klub robótek ręcznych. Wrocław: Wydaw. Dolnośląskie, 2008, s.371. ISBN: 978-83-245-8607-3.



    Georgia Walker prowadzi mały sklepik z włóczką na Manhattanie.
    Samotna, ale niezależna, wychowuje nad wyraz dojrzałą 13-letnią córkę Dakotę i udaje, że świetnie radzi sobie w życiu bez mężczyzny. Jej największą podporą są przyjaciółki. Każda z nich przychodzi w piątkowy wieczór na herbatę i ciasteczka, przy okazji ucząc się robótek na drutach, ale tak naprawdę chcą oderwać się od prawdziwego życia, zapomnieć na chwilę, że muszą borykać się z mniejszymi lub większymi kobiecymi bolączkami.

    Źródło: http://czytelnia.onet.pl/0,30520,0,1,nowosci.html

    l Andersen, Hans Christian Calineczka i inne baśnie. Kraków: Wydaw. Zielona Sowa, 2007, s.118. ISBN: 978-83-7435-392-2.



    Przeżyj niezapomnianą przygodę razem z bohaterami naszych książek. Wprowadzą Cię oni w świat dziecięcych fascynacji, gdzie marzenia się spełniają, a wszystko wokół zachwyca swoją niezwykłością. Dzięki najcenniejszym utworom literatury dziecięcej odnajdziesz krainę, z której nie będziesz chciał wychodzić... Calineczka to jedna z najpiękniejszych i najbardziej znanych baśni Hansa Christiana Andersena - pisarza, którego opowieści czytane są przez dzieci na całym świecie. Jest to ciepła i wzruszająca historia maleńkiej dziewczynki, która porwana z domu przez ropuchę, przeżyła liczne przygody, poznając przy tym otaczający świat.

    Źródło: http://www.sefer.pl/literatura/15408-hans-christian-andersen-calineczka-i-inne-basnie

    l Berowska Marta Najpiękniejsze bajki polskie. W-wa: Wydaw. Wilga, 2007, s. 55. ISBN: 83-7156-635-2.



    Ta książka powinna się znaleźć w biblioteczce każdego dziecka! Proponujemy wybór klasycznych bajek, które na stałe zagoszczą w sercu i wyobraźni małego czytelnika. Bajki, które stanowią o polskiej tradycji i kulturze, dziś na nowo opowiada współczesna poetka i pisarka Marta Berowska.W zestawie znajdują się bajki:- Kwiat paproci- O królewnie zaklętj w żabę- Szewczyk Dratewka- Złota studzienka- O dwunastu miesiącach- Siostra siedmiu kruków- Szklana góra- O królewnie czarodziejce- Żelazne trzewiczki- O cudownym dębie.

    Źródło: http://alejka.pl/najpiekniejsze-bajki-polskie-8.html


audiobooki!!

Harry Potter:
Kamień Filozoficzny:
Kod:

Komnata Tajemnic:
Kod:

Więzień Azkabanu:
Kod:

Czara Ognia:
Kod:

Kroniki Narnii:
Kod:

Zielona mila:
Kod:

Kod leonarda da Vinci:
Kod:

Forrest Gump:
Kod:

Samotnosc w sieci:
Kod:

Imie rozy:
Kod:

Przygody dobrego wojaka Szwejka:
Kod:

Zbrodnia i kara:
Kod:

Helen Fielding - Dziennik Bridget Jones:
Kod:

Henryk Sienkiewicz - Ogniem i mieczem:
Kod:

Potop:
Kod:

Henryk Sienkiewicz - Quo Vadis:
Kod:

Eliza Orzeszkowa - Nad Niemnem:
Kod:

Andersen - Dziewczynka z zapałkami:
Kod:

Basnie Andersena 6 Sztuk:
Kod:

James Clavell - Król Szczurów:
Kod:

Tuwim J. - wiersze dla dzieci:
Kod:

Mały książę:
Kod:

Bolesław Prus - Lalka:
Kod:

Hans Christian Andersen - Basnie:
Kod:

http://rapidshare.de/file...ersena.zip.html

Henryk Sienkiewicz - Krzyżacy:
Kod:

Henryk Sienkiewicz - W pustynii i w puszczy:
Kod:

Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz:
Kod:

Jan Paweł II - Tryptyk rzymski:
Kod:

Daniel Defoe - Robinson Cruzoe:
Kod:

Mario Puzo - Ojciec Chrzestny:
Kod:

Wyspiański Stanisław "Wesele"
Kod:

http://rapidshare.de/file...wesele.prc.html

Reymont Władysław Stanisław "Chłopi"
Kod:

http://rapidshare.de/file...000012.prc.html

Zbrodnia i kara:
Kod:

"Noce i dnie" Maria Dabrowska
Kod:

Helen Fielding "Dziennik Bridget Jones"
Kod:

James Clavell "Król Szczurów"(czyt. Marek Kondrat)
Kod:

Harry Potter And The Order Of The Phoenix
Kod:

HARRY POTTER I KSIĄŻĘ PÓŁKRWI [AUDIOBOOK PL ]
Kod:

http://www.sendspace.com/file/55x8va

B.Prus "Lalka"
Kod:

Sensacje XX wieku
Kod:

http://www.sendspace.com/file/l81ql4

No to i ja coś dorzuce - a i mały opis tez się przyda (by the way - mam nadzieje, że Taurus się nie obrazi, że mu zabieram jego chleb ):

1)Nance John J. OSTATNI ZAKŁADNIK

wyd: 2000r czyta M. Utta

Pilot samolotu pasażerskiego wie że na pokładzie jego maszyny jest osoba odpowiedzialna za umorzenie śledztwa w sprawie zamordowania jego córki. Chcąc doprowadzić winnych zaniedbań przed oblicze sprawiedliwości, uprowadza pilotowany przez siebie samolot.
Kod:

"Nance - Ostatni zakladnik.zip" (212.56 MB)

2)Durrenmatt Friedrich - Kraksa

Opis:

W wyniku kraksy samochodowej bohater opowiadania zmuszony jest spędzić noc w niewielkiej wiosce.

We wskazanej przez miejscowych willi przyjmuje propozycję bezpłatnego noclegu i zaproszenie na planowaną przez gospodarza kolację oraz wieczór kawalerski w gronie jego przyjaciół emerytów. Główną atrakcją wieczoru ma być zabawa w sąd, która polega na tym, że starcy odgrywają swoje dawne zawody: prokuratora, sędziego i kata. "Odtwarzaliśmy słynne procesy historyczne (...), ale oczywiście najpiękniej jest, kiedy się gra w oparciu o żywy materiał." Bohaterowi przypada rola oskarżonego i tak rozpoczyna się śledztwo mające udowodnić winę, do której zaproszony do zabawy nie chce się przyznać. Durrenmatt wyjaśniał: "stworzyliśmy świat, gdzie nikt nie wierzy w istnienie winy (...) Wina istnieje, trzeba ją jednak mozolnie odkrywać, trzeba jej szukać pod maską świata współczesnego". W opowiadaniu obraz świata ulega groteskowej deformacji: suto zakrapiana kolacja miesza się z procesem sądowym, zabawa z rzeczywistością, bezmyślność i zamęt z przebłyskiem świadomości. W konsekwencji przypadek, zwykła konieczność natury czy choroba okazuje się nieuniknionym wynikiem moralnym, a kraksa samochodowa - kraksą psychiczną.
"(...) nie grozi już żaden Bóg, żadna sprawiedliwość, żadne fatum jak w Piątej symfonii - lecz wypadki drogowe, tamy walące się na skutek zastosowania fałszywej konstrukcji, eksplozja fabryki bomb atomowych spowodowana przez roztargnionego laboranta, źle wyregulowane wylęgarnie. Nasza droga prowadzi w ten świat katastrof, na jej zakurzonym obrzeżu, obok ścian wypełnionych reklamami butów Bally, wozów studebakera, lodów śmieta...

Kod:

Format: MP3
Jakość: 112kbps CBR
Czas trwania: 37.37 min
Rozmiar: 30,1Mb

3)Teatr Polskiego Radia - A.Zakrzewski-Niedokończona rozmowa

Słuchowisko, którego bohaterami są Winston Churchil i generał Władysław Anders, dotyczy spraw związanych z tzw. kwestią polską w czasie II wojny światowej. Słuchowisko oparte jest na materiałach archiwalnych i ma formę skameralizowanego dialogu, będącego starciem dwóch politycznych racji
oraz obrazem zmieniającego się stosunku mocarstw zachodnich do rozwiązania problemu powojennej przyszłości Polski. Obsada: Lech Ordon, Karol Strasburger, Stefan Knothe.

Kod:

http://rapidshare.de/file...ozmowa.mp3.html

13,5 MB; 28,38 min; 64 kbps/22kHz

4)Smolen & Laskowik - Z tylu sklepu

opis chyba zbędny

Kod:

Typ pliku: mp3
Dlugosc: 60 min
Wielkosc: 28 MB

5)Smolen & Laskowik - W sadzie

<no comment>

Kod:

Typ pliku: mp3
Dlugosc: 73 min
Wielkosc: 34 MB

1)J.K. Rowling - Harry Potter i Zakon Feniksa

Kod:

1 część - (195 MB)
2 część - (155 MB)
format WMA - jak na ten format bardzo dobra jakość czytania - wszystko się rozumie

2)J.K. Rowling - Harry Potter i Książę Półkrwi

Opis chyba nie potrzebny. Czyta Piotr Fronczewski

Kod:

1 część - (200 MB)
2 część - (86 MB)
format WMA

3)Chevalier Tracy - Dziewczyna z perłą

Chevalier Tracy – Dziewczyna z perłą
Powieść, czyta Daria Trafankowska (213: 49 MB)

W połowie swojej kariery znany holenderski artysta Johanes Vermeer namalował studium dziewczyny w turbanie i z kolczykiem z perłą. Często nazywano ją holenderską Moną Lizą. Co takiego Vermeer zrobił kobiecie, która od ponad trzystu lat patrzy z obrazu "Dziewczyna z perłą"? Raz wydaje się radosna, innym razem smutna.

W powieści Tracy Chevalier prawda i fikcja splatają się, tworząc wizję zmysłowego i artystycznego przebudzenia, widzianego oczami dziewczyny, która stała się inspiracją dla malarza.

Kod:

4)Christie Agatha - Ogar śmierci

Sluchowisko, obsada: Andrzej Ferenc, Krzysztof Kolbasiuk, Joanna Sobieska, Krystyna Krolowna, Krzysztof Gosztyla
(39:87MB)

Kod:

5)Jaroslaw Abramow-Newerly - Dosiąść szatana

21:45 - 22:45 Festiwal Twórczosci Jaroslawa Abramowa-Newerly'ego
Jaroslaw Abramow-Newerly Dosiasc szatana,
rezyseria Andrzeja Zakrzewskiego,
obsada: Marzena Trybala, Ignacy Gogolewski, Witold Pyrkosz i Krzysztof Gosztyla
Czas: 56:44

Kod:

26.595 Mb/64kbs/lame/stereo

Brown Dan - Cyfrowa Twierdza
Kod:

Kod:

Brown Dan - Anioły i demony
Kod:

Kod:

Kod:

Forsyth Friderick - Akta Odessy
Kod:

Kod:

Forsyth Frederic - Czwarty protokół
Kod:

Forsyth Frederic - Dzień szakala
Kod:

Kod:

http://www.audioksiazki.prv.pl/ a tu stronka z audiobookami

"Żołnierzyk" BTL

Żołnierzyk
na motywach baśni Hansa Christiana Andersena

scenariusz i reżyseria: Jacek Malinowski
scenografia: Halina Zalewska-Słobodzianek
muzyka: Michał Górczyński
premiera 13 września 2008
Obsada
Sylwia Janowicz-Dobrowolska-Muza
Artur Dwulit-Poeta

Specjalne podziękowania Annie Kołosow za konsultację choreograficzną.

Opowiadana przez dwójkę aktorów historia zamyka się w konwencji teatru w teatrze nawiązując jednocześnie do andersenowskiej wizji świata przedmiotów. W przestrzeni pokoju, podglądanej przez widzów, Poeta i jego Muza kreślą wspólnie wiersz o przygodach dzielnego, rozmarzonego żołnierzyka. Jak potoczą się losy małego bohatera i dokąd doprowadzą wszystkich uczestników zdarzeń?
Z pewnością dowiemy się o tym przeżywając wszelkie perypetie wspólnie z aktorami na scenie.

Zapowiedzi prasowe:
Sezon na Żołnierzyka
To spektakl niecodzienny. Ma być mało słów, a więcej ruchu i świateł. Taka będzie opowieść o tym, jak Poeta i jego Muza tworzą swojego dzielnego, rozmarzonego żołnierzyka.
- Jacek Malinowski buduje własny język teatru - opowiada o młodym reżyserze Marek Waszkiel, dyrektor BTL. "Żołnierzyka" nazywa sztuką eksperymentalną.
- To swoista gra z wyobraźnią widza - określa spektakl Sylwia Janowicz-Dobrowolska, grająca jedną z dwóch ról.
Małgprzata Sadłowska-Suprun, "Kurier Poranny", 11.09.2008

"Żołnierzyk" z defektem na nowy sezon
To będzie niezwykły eksperyment. Mamy nadzieję, że spodoba się widzom - mówi dyrektor Białostockiego Teatru Lalek Marek Waszkiel o nowym spektaklu pt. "Żołnierzyk”. Jego sobotnia premiera (godz. 11 i 17) rozpocznie nowy sezon artystyczny w teatrze.
"Żołnierzyk” to historia dla dzieci i rodziców na motywach baśni Andersena. Za scenariusz i reżyserię odpowiedzialny jest Jacek Malinowski.
Na scenie zobaczymy Sylwię Janowicz-Dobrowolską i Artura Dwulita. - Żołnierzyk ma pewien defekt - nie ma jednej nogi. W związku z tym jest niepełny. Tworzymy więc nowy obraz bohatera - śmieje się Artur Dwulit. Spektakl będzie rozgrywany na płaszczyźnie lalkowej i aktorskiej. Będzie zabawa światłem i muzyką.
- Będziemy prowadzić grę z wyobraźnią widza. Spektakl ma duże szanse, aby rozbudzić wyobraźnię dzieci. Rozpieścić ją - dodaje Janowicz-Dobrowolska.
(uk), "Gazeta Współczesna", 11.09.2008

Recenzje
Zagubiony Żołnierzyk ma się dobrze
Andersen przewrócony do góry nogami, ale rozpoznawalny - to pierwsza premiera w sezonie w Białostockim Teatrze Lalek. Pogubić się w niej można, ale wdzięk ma niezaprzeczalny
Lalkarze zapraszają na "Żołnierzyka" autorstwa duńskiego bajkopisarza. Przedstawienie zrealizował Jacek Malinowski, młody artysta, który już dał się poznać jako utalentowany reżyser: jakikolwiek spektakl wyjdzie spod jego ręki, to choćby był adaptacją najprostszej opowiastki, zawsze ma w sobie jakąś atrakcyjną tajemnicę (np. "Nibylandia" w BTL). Tak jest i w "Żołnierzyku" - sekretnych rewirów tu całe mnóstwo, których młodsi widzowie mogliby nawet nie dostrzec, ale starsi mogą się w nie z upodobaniem zapędzać.
Malinowskiemu nie wystarczy zwykła opowieść o żołnierzyku bez nogi, który miał wiele przygód: bo i wypadł z okna, i się zakochał, i trafił na statek, i ryba go nawet połknęła, i tak dalej i dalej. Reżyser stworzył wariacje na temat andersenowskiej baśni, przerobił ją niemal na wspak, postawił na zabawę formą. W efekcie widz może się nieźle pogubić, ale bajkę ogląda się nieźle.
Dwoje aktorów: Artur Dwulit (Twórca) i Sylwia Janowicz-Dobrowolska (Muza o aparycji wróżki) snują historię - grając przedmiotem, sięgając po odrobinę pantomimy, wykorzystując światło i dźwięk. Dzieje żołnierzyka są niejako przy okazji, płyną obok, równolegle do historii naszych dwojga głównych postaci. (...)
Bajka Malinowskiego pełna jest przedmiotów z tajemnicami. Tajemnice ma pudełko, sekretarzyk, budzik, szuflada - rozrzucone bezładnie na scenie. Za ich pomocą na oczach widzów rodzi się iluzja teatru.
Wystarczy wziąć ramę od lustra, by stała się oknem na świat, przez które słychać odgłosy z zewnątrz, Twórca (z żołnierzykiem w dłoni) wychyla się przez nie ciesząc się jak dziecko. Płachta zarzucona na plecy, poruszana odpowiednio, staje się morzem, a zagracony pokój nagle zamienia się w targ rybny.
Dużo radości dostarczyć może obserwowanie zabiegów Dwulita, który w spektaklu staje się mistrzem zadziwienia. Dziesiątki razy wypowiada w spektaklu słowo "Ja!", i za każdym razem na inną nutę. Nie chodzi jednak o podkreślenie własnego ego, u naszego Twórcy "ja!?" to inaczej "o rany?", "naprawdę?" "coś takiego". To znakomita próbka umiejętności aktorskich: naprawdę warto zobaczyć jak słowem "ja" można wyrazić niechęć, radość, zaskoczenie, zadziwienie, euforię.
Monika Żmijewska, „Gazeta Wyborcza”, 17.09.2008

Interaktywny Żołnierzyk
Żołnierzyk oparty jest na motywach Andersenowskiej baśni o ołowianym żołnierzyku, opowieść ta jednak jest tylko fundamentem akcji, punktem wyjścia swobodnej wariacji na temat żołnierzyka i jego losów. Staje się pretekstem do snucia rozważań na tematy, których Andersen raczej by nie przewidział - efekt zaś waha się na granicy ciepłej opowiastki dla najmłodszych i melancholijnej historii dla nieco starszych widzów.
Znana baśń zrealizowana na scenie BTL-u zyskuje zupełnie nowy wymiar - historia ołowianego żołnierzyka zostaje ujęta w konwencji teatru w teatrze; bohaterowie są zarazem widzami tego, co odgrywają. Będąc postaciami sztuki, tworzą wewnętrzny spektakl o losach małego żołnierzyka, podglądani przez widownię. Proces kreowania widowiska zachodzi zatem między sceną a widownią, ale też między postaciami, między Poetą (Artur Dwulit) a Muzą (Sylwia Janowicz-Dobrowolska). Poeta otrzymuje na swoje urodziny pudełko ołowianych żołnierzyków - wszystkie są równe i pełne majestatu, tylko jeden nie ma nóżki; powaga wojskowego zatem znika zupełnie, cóż to za wojak z kaleki? Jednak to tym ułomnym zajmuje się Poeta, opowiadając z Muzą jego historię. Całość przyjmuje formę zabawy, błądzenia po manowcach wyobraźni, zdarzają się jednak i chwile grozy jak ta, kiedy na drodze żołnierzyka staje diabełek.
Scenografia jest prosta - na scenie leżą walizki i sterty papieru, tworząc świat znany ze strychów czy innych zapomnianych pomieszczeń - miejsce, gdzie można snuć baśnie. Chaos ten nie przeszkadza jednak Poecie i Muzie, wręcz przeciwnie, staje się ich sprzymierzeńcem, uruchamiając wyobraźnię widza. W konwencję teatru przedmiotu wpisuje się też kreacja postaci. Tytułowy bohater grany jest za pomocą sztywnej figurki, mimo to laleczka istnieje w świadomości widza jako integralna postać. Po pewnym czasie nie odbieramy już jej jak zwykłej figurki - Artur Dwulit i Sylwia Janowicz-Dobrowolska dokonują swoistego cudu ożywienia, a ołowiany wojak staje się równorzędną i pełnoprawną postacią, mimo że w zasadzie przepływa tylko pomiędzy dłońmi Poety i Muzy.
Diabełka, ostatnią postać w spektaklu, uosabia czerwona lampka, zapalająca się w newralgicznych momentach akcji, najczęściej gdy żołnierzyk ma kłopoty. Ten skromny przedmiot - sądząc po reakcji widzów - robi wrażenie na dziecięcej publiczności; staje się niedookreślonym punktem, którego znaczenie i siła wyrazu zależeć będzie od wrażliwości i wyobraźni odbiorcy.
Podstawę kreacji scenicznej postaci stanowi nie słowo, lecz gest. Ważne jest zabarwienie, jakie aktorzy nadają słowom, emocje przekazywane za pomocą dźwięków. Twórcy przedstawienia maksymalnie uprościli warstwę werbalną, zbliżając się w ten sposób do prostego, dziecięcego języka, który uczynili tylko jednym z narzędzi kreacji - obok ruchu i wyobraźni widzów. Dopiero odbiór sztuki na tych trzech płaszczyznach gwarantuje jej zrozumienie.
Pozostaje jednak pytanie - do kogo adresowana jest ta sztuka? Teoretycznie do dzieci: historia żołnierzyka opowiedziana jest sprawnie, nie brakuje zabawnych, ale i bardzo emocjonujących momentów. Jest w niej miejsce na wyobraźnię dziecięcą, odwołanie do wrażliwości dzieci, sami bohaterowie zaś prezentują się nader sympatycznie. Czy to jednak wszystko, jeśli chodzi o możliwości odczytania spektaklu?
Oczywiście, że nie - gdzieś bowiem pod przygodową opowieścią z poetyckimi metaforami budowanymi na scenie pojawiają się jeszcze inne wątki. Dzieci raczej nie wychwycą symboliki postaci Poety i Muzy, a przecież otwierają one nową płaszczyznę interpretacji. W tym kontekście spektakl jawi się jako swoisty traktat o tworzeniu, o powstawaniu dzieła. To Poeta dostaje żołnierzyka i się nim bawi, Muza zaś jest zawsze obok, obserwuje, czasem się włącza w opowieść. Zabawa dwojga postaci byłaby więc metaforą procesu tworzenia, na który składa się czynnik boski i ludzki, wnętrze człowieka, z cząstką boskiego talentu, wnoszonego, jak wierzyli starożytni, przez muzy. Sam spektakl można odczytać jako metaforę drogi artysty, pogoni za ideałem i realizacją własnych wizji, nie zawsze możliwych do spełnienia.
Żołnierzyk jest spektaklem interaktywnym, przy czym interaktywność ta dotyczy sfery wyobrażeń i otwarcia na wyobraźnię publiczności, która może współtworzyć oglądany świat. I na tym też polega nowatorstwo tej sztuki, jawiącej się na początku jako niewinna opowieść dla dzieci.
Sylwia Grygorowicz, „Teatr Lalek”, Nr 4/95/2008