Oglądasz posty znalezione dla zapytania: Batalion Ciężkich Karabinów Maszynowych Typu B

Polskie Dywizje Piechoty

W sprawie karabinu maszynowego typy C.
Dawno, dawno temu w miesięczniku Młody Technik, był cykl artykułów Nieznana broń II Rzeczpospolitej. Był też artykuł poświęcony temu karabinowi. Nazywano go karabinem kompanijnym. Co to oznacza ? Czy miał być na szczeblu kompanii (drużyna lub pluton - dwa do czterech w kompani), jako broń integralna, zamiast przydzielanych ckm z kompani ciężkiej batalionu?

 » 

WYDZIELONE - co by było gdyby Rosjanie nie wkroczyli

Chwilowo nie mam dostępu do Grzelaka, więc poproszę o potwierdzenie:
czy napawdę tam było, oprócz 12.000 (dwunastu tysięcy) karabinów, także 2.000 ckm (dwa tysiące ckm-ów) i 4.000 (cztery tysiące) rkm-ów? Czy ktoś w przypadku karabinów maszynowych nie wsadził dodatkowych zer?

Bo jeśli mieliśmy "ot, tak" w sumie sześć tysięcy sztuk broni maszynowej, to dlaczego ten sprzęt nie wszedl do jednostek walczących, choćby dla przeformowania batalionó ON I i II typu na typ III i IV? Przecież na "przedmościu" dominowały takie właśnie bataliony; że nie wspomnę o większej liczbie możliwych baonów typu "S" chociażby; albo porządne uzbrojenie tych różnych improwizowanych jednostek w odpowiednią broń (jak np. batalion PW w Toruni w składzie 207pp rez.).
12.000 kb to broń dla ~dwu dywizji piechoty (bez służb, artylerii etc.). Ta góra km-ów to sprzęt dla ~20 dywizji... chyba, ze się mylę.
Wtedy mielibyśmy uzbrojenie dla tych dwu DP... i wszystko jasne.
A co z artylerią? Do Lwowa dojechały trzy pułki Grupy Grodno plus dwa samodzielne dyony armat 75mm, czyli de facto słaba dywizja. Powiedzmy, że tym trransportem broni możnaby uzupełnić "przedmościowe" bataliony ON do etatu typu III i zorganizować je w większe związki, ale to dalej byłaby tylko piechota bez broni ciężkiej.
A pod Lwowem siedziała porządna niemiecka dywizja, po drodze były dwie kolejne dywizje górskie plus to, co ścigało resztki armi Karpaty, no i od Słowacji szły kolejne dwie dywizje piechoty (bodaj 56 i 57 => 2. fala, ale w sumie całkiem porządne związki, z artylerią etc.).

[Japonia] Jednostki szybkie

Dywizja pancerna (Typ 1)

Kwatera główna dywizji
Brygada czołgów
- Pułk czołgów
- Pułk czołgów
Brygada czołgów
- Pułk czołgów
- Pułk czołgów
Pułk artylerii
Pułk piechoty zmotoryzowanej
Batalion rozpoznawczy
Batalion inżynieryjny
Batalion przeciwpancerny
Batalion przeciwlotniczy
Batalion zaoptatrzeniowy
Batalion transportowy
Służby medyczne
Oddział ciezkich karabinów maszynowych

Razem
12 550 żołnierzy
230 czołgów śrenich (57 mm)
170 czołgów lekkich (37 mm)
1600 pojazdów
16 działek 20 mm
34 armaty 40 mm
4 armaty plot 47 mm
12 dział 75 mm
6 dział 75 mm (zmech)
16 haubuc 105 mm
790 katrabinów maszynowych

Systemy postnuklearne

Twilight: 2000
Czwarty rok III wojny światowej. Ostatni korpus pancerny Układu Warszawskiego gorączkowo gromadzi zapasy leków, paliwa, amunicji i rekrutów by uderzyć na brygady NATO zanim zakończą one zasiewy... Na szpicy rusza 22. Czechosłowacki Batalion Manewrowy Rezerwy składający się z 220 kawalerzystów wspieranych przez 2 działa samobieżne i odwodu w postaci 3 samochodów osobowo-terenowych GAZ 69 uzbrojonych w ciężkie karabiny maszynowe. Siły główne korpusu to około 6000 lekko uzbrojonych żołnierzy ze wszystkich niemal krajów zrujnowanej Europy oraz 8 czołgów różnych typów.
Efektem natarcia korpusu jest chaotyczna bitwa o Kalisz, zakończona odwrotem sił NATO na południe...

Po prostu miodzio.

 » 

1

Koncepcja użycia Ferdynandów w czasie bitwy na łuku była kompletna klapą... to działo samobieżne było przystosowane do niszczenia bunkrów, stanowisk ppanc. zgoda ale czy ktoś pomyślał o tym jak owe pojazdy będą prowadziły walkę po przełamaniu? Tzn. czy ktoś pomyślał o ochronie tych wozów przed ruchomymi wrogami czytaj piechotą? Brak karabinów maszynowych był jedną z głównych przyczyn zagłady tych pojazdów na łuku.... kolejna sprawa to masa, która powodowała że Ferdynand był wolny i co za tym idzie idealny jako cel dla ciężkiej artylerii, samolotów i wspomnianej piechoty.
Rozwiązaniem owego problemu było wsparcie piechoty niemieckiej, która miała eliminować piechotę wroga, tylko znowu nie pomyślano o tym, że wróg może przyszpilić ochronę i wóz brnie dalej sam, bez żadnego zabezpieczenia na wypadek ataków piechoty wroga.
Ja mam swoją teorię, czy realną hmmm sprawa dyskusji. W 1943 roku Niemcy mieli sporo wozów z pierwszego etapu wojny - chodzi mi o Panzer I i II .... wozy te wyposażone w ckm lub działko 20 mm idealnie nadawały się do ochrony tych dział. Po pierwsze ogień wrogiej piechoty ich nie zatrzyma, po drugie są szybkie i mogą odpowiednio szybko reagować na zagrożenie, po trzecie one chronią Ferdynanda przed piechotą a Ferdek chroni je przed działami ppanc i czołgami wroga... Uważam że ciekawym rozwiązaniem w armii Modela byłoby stworzenie mieszanych batalionów dział samobieżnych typu Ferdynand i starszych wersji Panzer I i II. Oczywiście to jest tylko moja sugestia, która nie musiała być idealną receptą na zagładę Ferdków... Co o tym sądzicie?

Głęboka operacja vs. Blitzkrieg

Tym niemniej ciągle nie widzę czynnika, który spowodowałby, że
przedtem się nie dało a potem się dało. Chyba, że chodzi o sposób
myślenia, bo technicznie nie ma jakiejś przepaści.


No ja tak sadze.
Trzeba bylo wymyslec sposoby na starcie pomiedzy piechota
a okopanymi karabinami maszynowymi umocnionymi minami
i drutem kolczastym.

Potem juz bylo wiadomo - umocnienia ktorych piechota
nie jest w stanie przejsc, typu pola minowe i zagrody z
drutu kolczastego niszczy sie w ten sposob ze najpierw
jest przygotowanie artyleryjskie, poprzez manewr gestym
ogniem stopniowo w glab, nastepnie po tak zrytym terenie
jeszcze przechodza ciezkie maszyny odporne na km i
zdolne przedrzec sie przez przeciwpiechotne zapory typu
drut kolczasty, na trzeci etap dopiero, po koleinach
tych ciezkich pojazdow idzie piechota, i to piechota
wyposazona w odpowiednie uzbrojenie, chodzi o bron o
duzej szybkostrzelnosci a malym zasiegu (pepesza! a nie
karabin niosacy na kilometr, toc po przygotowaniu
artyleryjskim przejrzystosc powietrza gwaltownie spada,
albo mowiac wprost - gowno widac i tak).

Brakowalo tylko tych elementow, tj manewrowane ogniem artylerii,
ktory zryje teren i zminiejszy widocznosc do parudziesieciu metrow,
manewru ciezkich pojazdow ktore wytycza bezpieczna droge,
szybkostrzelnej lekkiej broni dla piechoty, oraz wiedzy
ze tego wszystkiego wlasanie potrzeba. I wiedzy co ma
robic w takim srodowisku piechota (taktyka, sposoby manewru, tj.
czolgac sie grupkami a nie tyraliera batalionem, uzycie
zrytego artyleria terenu do manewru grupek piechoty, itede.)

:-)

Wszystko to stopniowo odkrywano.

Michal

Niemiecki czołg PzKpfw VI

DANE TAKTYCZNO - TECHNICZNE
Załoga 5 osób
Wymiary:
długość całkowita 8450mm
szerokość 3705mm
wysokość 3000mm
prześwit 300mm
Masa całkowita
Pancerz:
kadłub przód 100mm
kadłub boki 60-80mm
wieża przód 100mm
wieża boki 80mm
Uzbrojenie
kadłub przód -100 mm
kadłub boki - 60-80 mm
wieża przód -100 mm
wieża boki - 80 mm
Uzbrojenie - armata KWK 36 kał. 88 mm
- 2 karabiny maszynowe kał. 7,9 mm
Osiągi:
zasięg na drodze -100 km
zasięg w terenie - 60 km
W drugiej połowie lat 30. Niemcy jawnie zaczęły przygotowywać się do wojny. Szczególną rolę w przyszłych działaniach bojowych odegrać miały wojska pancerne. Kampania wojenna, a w szczególności front wschodni, wykazała wiele słabych punktów używanych wówczas czołgów. Stanowiąca uzbrojenie główne czołgu PzKpfw IV krótko-lufowa armata kał. 75 mm nie zawsze była skuteczna w walce z czołgami typu T-34 i KW. Były one również słabo opancerzone. W wyniku tych doświadczeń niemiecki Sztab Generalny zlecił firmom Henschel i Porsche opracowanie i zbudowanie w przyspieszonym terminie prototypów czołgu ciężkiego. 20 kwietnia 1942 roku poddano próbom terenowym dwa prototypy - VK. 4501 (H)
I VK. 4501 (P). Wyższość wykazał firmy Henschel i on po usunięciu kilku usterek skierowany został do produkcji seryjnej otrzymując oznaczenie PzKpfw VI „Tiger" Ausf. H1 (Sd. Kfz 181). Pojawienie się na froncie pierwszych „Tygrysów" było dla aliantów wielkim zaskoczeniem. Nie miały one wówczas godnych siebie przeciwników. Dopiero czołgi JS-2 zmieniły tę niekorzystną sytuację. Uzbrojenie główne „Tygrysa" stanowiła adaptowana armata przeciwlotnicza KWK 36 kał. 88 mm, pozwalająca na skuteczne niszczenie czołgów przeciwnika na dystansach dochodzących nawet do 3000 m. Chrzest bojowy przeszły we wrześniu 1942 roku pod Leningradem. Czołgi ciężkie typu PzKpfw VI „Tygrys" używane były prawie na wszystkich frontach w Europie oraz Afryce Północnej. Działały one w ramach samodzielnych batalionów czołgów ciężkich, liczących w początkowym okresie po 59, a w końcowym po 45 maszyn. Po wprowadzeniu na uzbrojenie w 1944 roku czołgów „Tiger II" (Konig Tiger) dotychczasowa nazwa zmieniona została na PzKpfw II „Tiger" Ausf. E (lub „Tiger l"). Od lipca 1942 roku do sierpnia 1944 wyprodukowano ogółem 1354 sztuki.
Z Małego Modelarza Jeśli ktoś ma ciekawe zdjęcia proszę o zamieszczenie

Czołgi superciężkie

Przydałoby się ożywić dyskusję:
Tak po kolei:
Char FCM 2C:

W czasie I W.Ś. w 1916 roku francuskie dowództwo zleciło opracowanie ciężkiego czołgu zdolnego do przełamania frontu tzw. Char de rapture. Zaprojektowano dwa pojazdy bojowe, na podstawie których zbudowano dwa prototypy w zakładach FCM w La Seyne, które nazwano Char 1A. Czołgi były uzbrojone w armatę 75 mm i dwa karabiny maszynowe 8mm Hotchkiss Modele 1914. Opancerzenie miały do 45mm i ważyły 41 000 kg. Skonstruowano jeszcze jeden czołg uzbrojony w armatę 105mm oznaczony jako Char 1B. Do produkcji seryjnej skierowano ulepszony czołg Char Laurdes FCM 2C. W 1919r planowano użycie na froncie 300 sztuk tego typu pojazdów. Jednak pod koniec wojny w montażu było tylko 10 czołgów,
których budowę ukończoną w 1922 r. Na początku czołgi były wyposażone w dwa spalinowe silniki typu Mercedes - Benz GIIIa. Później zastąpiono je na siliniki rzędowe Maybach. Dwa silniki spalinowe napędzały generator wytwarzający prąd dla silnika elektrycznego, który umożliwiał poruszenie gąsienic.
Pojazd posiadał dwie wieże. Jedną główną uzbrojoną w armatę 75mm oraz drugą mniejszą wieżyczkę z karabinem maszynowym 8mm. Masa bojowa FCM 2C wynosiła 70 000 kg, opancerzenie do 45mm.
Podwozie składało się z 24 małych kół jezdnych połączonych w sześć wózków.
W 1926r w zakładach FCM zmodyfikowano jeden czołg. Silniki wymieniono na dwa silniki rzędowe typu Sautter-Harie o mocy 186 kW (250KM). Czołg miał cieńszy pancerz i jego uzbrojenie stanowiła krótkolufowa haubica 155mm.
Na początku II WŚ 51. Batalion Czołgów Ciężkich miał na wyposażeniu 6 czołgów FCM 2C.
Istnieją dwie teorie ich zniszczenia. Jedna mówi o nalocie Luftwaffe na transport koleją FCM 2C na front.Zaś druga twierdzi o samozniszczeniu pojazdów przez załogi na wagonach, z powodu zbombardowanych maszyn przez niemieckie lotnictwo.
Dane:
Załoga -12 osób
Masa - 70 ton
Wymiary: długość 10270mm, szerokość 2950 mm, wysokość 4010mm
Pancerz: od 13 do 45 mm
Uzbrojenie: armata kalibru 75mm z zapasem 125 pocisków, cztery karabiny maszynowe 8mm z zapasem 10 000 naboi
Prędkość maks. : 12 km/h
Pokonywanie przeszkód: wzniesiena 50o , ściany 122 cm, rowy 415cm
Zasięg: 160 km
Uff! Ale artykulisko mi wyszło. Poczekam aż ktoś odpowie, nie będę robić piętrusa.

Głęboka operacja vs. Blitzkrieg


| Tym niemniej ciągle nie widzę czynnika, który spowodowałby, że
| przedtem się nie dało a potem się dało. Chyba, że chodzi o sposób
|  myślenia, bo technicznie nie ma jakiejś przepaści.

No ja tak sadze. Trzeba bylo wymyslec sposoby na starcie pomiedzy
piechota a okopanymi karabinami maszynowymi umocnionymi minami i
drutem kolczastym.

Potem juz bylo wiadomo - umocnienia ktorych piechota nie jest w
stanie przejsc, typu pola minowe i zagrody z drutu kolczastego
niszczy sie w ten sposob ze najpierw jest przygotowanie
artyleryjskie, poprzez manewr gestym ogniem stopniowo w glab,
nastepnie po tak zrytym terenie jeszcze przechodza ciezkie maszyny
odporne na km i zdolne przedrzec sie przez przeciwpiechotne zapory
typu drut kolczasty, na trzeci etap dopiero, po koleinach tych
ciezkich pojazdow idzie piechota, i to piechota wyposazona w
odpowiednie uzbrojenie, chodzi o bron o duzej szybkostrzelnosci a
malym zasiegu (pepesza! a nie karabin niosacy na kilometr, toc po
przygotowaniu artyleryjskim przejrzystosc powietrza gwaltownie
spada, albo mowiac wprost - gowno widac i tak).

Brakowalo tylko tych elementow, tj manewrowane ogniem artylerii,
ktory zryje teren i zminiejszy widocznosc do parudziesieciu metrow,
 manewru ciezkich pojazdow ktore wytycza bezpieczna droge,
szybkostrzelnej lekkiej broni dla piechoty, oraz wiedzy ze tego
wszystkiego wlasanie potrzeba. I wiedzy co ma robic w takim
srodowisku piechota (taktyka, sposoby manewru, tj. czolgac sie
grupkami a nie tyraliera batalionem, uzycie zrytego artyleria
terenu do manewru grupek piechoty, itede.)

:-)

Wszystko to stopniowo odkrywano.


Nie potraktuj tego jako czepiania się ale próbuję zrozumieć.

Czy w ten sposób chcesz zakwestionować sens istnienia samodzielnych
wojsk pancernych?

Skoro czołg nie był potrzebny do przełamania (a jeśli to w niewielkiej
liczbie i raczej jako coś w kształcie francuskiego czołgu piechoty)
oraz nie jest niezbędny do działań operacyjnych (choć bardzo
przydatny, przy przełamywaniu oporu w głębi strefy operacyjnej).

Do manewru potrzebne są wojska szybkie np. piechota zmotoryzowana
(wtedy wypadałoby dodać czołgi dla ochrony ale nie musiałyby być
samodzielne i pełniłyby rolę analogiczną jak samochody pancerne) albo
śmigłowce. Wcale nie muszą być to wojska pancerne.

Jedynym sensem wojsk pancernych staje się zwalczanie wrogich wojsk
pancernych, które istnieją bo my mamy wojska pancerne. Błędne koło. Do
tego jeśli pojawi się skuteczna broń przeciwpancerna piechoty (rakiety
ppanc., śmigłowce), to w ogóle cała broń pancerna idzie do lamusa?

Czy w takim razie Guderian pchnął rozwój sztuki wojennej w ślepą odnogę?

        max

relacja historyczna

Przebieg krwawych walk o górę Donas najlepiej obrazuje cytat z książki Zbigniewa Flisowskiego „Pomorze”:
„Około południa dnia 15 marca zaczęła się krwawa rozgrywka o te najwyższe w okolicy wzgórza, o rozstrzygającym znaczeniu dla całego przyczółka gdańsko-gdyńskiego, bronionego przez 2 armię niemiecką. W sztabach nerwowo łączono się ze stanowiskami artylerii. Na stanowisku dowodzenia dywizji artylerzysta w mundurze kapitana marynarki począł przekazywać dane do okrętowych central artyleryjskich. Przez wody Zatoki Gdańskiej równolegle do brzegu szedł wolno, „małą naprzód", ciężki krążownik „Prinz Eugen" o jasno pomalowanych burtach. Za nim w szyku torowym żłobiły fale dwa ciężkie niszczyciele najnowszego typu, uzbrojone w działa 150-milimetrowe. Wieże okrętowe rozpoczęły już prawie niedostrzegalny pląs luf, które reagowały na napływające dane. Miały oto prowadzić ogień do czołgów, znajdujących się w ruchu. Pierwszy raz okręty strzelały w Zatoce Gdańskiej 10 marca na dalekie przedpola Gdańska. Ich ogień kierowany był przez stanowiska obserwacyjne artylerii przeciwlotniczej — położone 15 kilometrów w głębi lądu. Odległość od celu wynosiła wówczas 21 kilometrów. Teraz cel jest bliżej — jakieś 12—13 kilometrów. W centralach, w wieżach artyleryjskich pojawiają się błękitne światełka, a równocześnie z dźwiękiem buczka salwy idą w powietrze, spowijając okręty w chmurze dymu. Szosa, rowy, pola wokół czołgów kotłują się od wybuchów. Straty są ogromne. Okręty niemieckie meldują tego dnia zużycie między innymi 5600 granatów 120-milimetrowych i 19000 pocisków kalibru 105 milimetrów!

W nocy na niemiecką pozycję 205,8 o rozpoznanych w walce stanowiskach rzucają się dwie brygady radzieckie: 2 zmechanizowana oraz świeżo wprowadzona do boju 18 brygada pancerna ze składu 3 korpusu pancernego. Bataliony czołgowe i fizylierów uderzają koncentrycznie. Udało im się obejść kompleks umocnień od południa, ale tu zatrzymał je ogień artylerii ze wzgórza położonego już w Wielkim Kacku i góry położonej nad torem kolejowym biegnącym w głębokim wykopie . Ataki i kontrataki niemieckie zmieniały się w jakiejś szalonej sekwencji, wśród martwego światła rakiet i wśród niepewności, która towarzyszy walce nocnej. Bój o wzgórze toczył się wśród krańcowego napięcia woli obu stron. Wreszcie udało się żołnierzom radzieckim wyrzucić Niemców z pierwszej linii okopów w bezlitosnej walce na śmierć i życie, bo takim jest bój z bliska — już nie na działa czy karabiny maszynowe, ale na pięści, bagnety i kolby.

W okrutnym zmaganiu kompanie 366 pułku grenadierów 227 dywizji i batalionu marynarzy zostały wyparte tej nocy na drugą linię okopów. A o tę z kolei nad ranem zaczepiła się pierwsza kompania pierwszego batalionu fizylierów brygady zmechanizowanej. Kronikarze tej walki piszą, że na drugiej transzei ustawiono dwa ciężkie karabiny maszynowe, które prowadziły ogień, dając wsparcie atakowi na trzecią linię okopów, biegnącą przez zbocze wzgórza.

17 marca Niemcy bronią się zażarcie na czwartej i ostatniej linii okopów, opasujących wieńcem szczyt wzgórza, umocniony bunkrami. Tego dnia Niemcy kontratakują raz za razem, ale już słabiej. Dowódca 366 pułku zostaje ranny jeszcze dwukrotnie, po raz trzynasty i czternasty. Ten czternasty odłamek, spowodował jednak „knockdown", z którego Schewe już nie mógł się otrząsnąć — dowództwo 366 pułku objął adiutant dywizji major Windschugel, który o 21.00 potwierdza przez radio obecność 366 pułku grenadierów na wzgórzu. W godzinę później dowództwo 2 armii nie­mieckiej przyznaje mu wysokie odznaczenie — Krzyż Rycerski. W dwie godziny później, podczas kolejnego ataku radzieckiego, Windschugel ginie, śmiercią swoją zapowiadając finał.

Rano 18 marca, żłobiąc koleiny w rozmiękłej pomorskiej ziemi podciągają na linię najcięższe działa SU-152 z 1969 pułku artylerii samobieżnej, zdolne rozbijać swym ogniem umocnienia. Nie boją się nadto ciosów artylerii przeciwpancernej, zadawanych ogniem na wprost. Gdy same strzelają ogniem bezpośrednim, ziemia drży, a patrzącym z boku wydaje się, że przemienione w kule ogniste same są eksplozją...

Jeden po drugim bunkry niemieckie, otrzymujące straszliwe ciosy z najbliższej odległości, porozrywane, powbijane w ziemię, milkną po kilkunastu minutach. Cisza śmierci ogarnia pole walk. Kto przeżył, wychodzi z podniesionymi rękami z ostatnich okopów. Na zboczach wzgórza gęsto leżą polegli i dymią rozbite czołgi.

Dziesięć dział, szesnaście moździerzy i dwadzieścia karabinów ma­szynowych tracą tu Niemcy. Trzystu żołnierzy z 366 pułku grenadierów schodzi ze zbocza — już bez hełmów bez broni... ”

Transformers: Frontlines/ Hexagram

Grupa "Ziemia": Skydreamer podczepił ruchomy terminal do gniazdka. Uruchomily sie swiatła skanujace wasze ciała. Wynik był pozytywny - byliscie ludźmi. Znaczy to ,ze do takich obiektów nigdy nie miały dostęp cyborgi?? Więc zakonnicy tworzyli te bestie i sami nie ufali im.
Skydreamer chwycil za kartę magnetyczną i przecisnął ją przez szparę w lerminalu tak ,by laser oswietlił magnetyczny pasek na karcie. Chwilę potem komputer oznajmił: Uzyskałeś pozwolenie na wejście. Uszanujmy Jej Wolę!!!

Widok jaki zauwazyliscie po otwarciu wrót poprostu zamurował was. Kompletny szok i zaskoczenie. Tym uzbrojeniem mozna byłoby zasilic chyba cały batalion żołnierzy bo zęby. Korytaz był długi na wiele metrów i po róznych regałach. szafach i pudłach stała bron. Naprawdę duzo broni.

Najblizej było wam do apteczek i pancerzy kevlarowych, których starczyo dla każdego. Dodatkowo obok nich znajdowały sie jakies dziwne preparaty. Okazało sie to, ze mieliscie tam saszetki z płynnym ultrastymulantem. Nie wiedzieliscie, co to, ale sądzicie ze to cos na wspomaganie.

Kazdy mógl załozyc nowoczesny mundur wojskowy z ciezkim obuwiem, systemem klimatyzacji i komunikacji. T osamo dotyczyło termowizji radaru i systemu wyostrzania zmysłów.

Obok pancerzy stały pasy na broń, amunicje i granaty. Kazdy pas mial zaczepy na magazynki i kaburę na 2 lekkie bronie. Ddoatkowo każdy z nich posiadał jednego combat knife'a.

Pistoletów była naprawdę masa: Zauważacie tam Berettę 9 mm w masowych ilosciach. Obok nich na stole leżały cięzkie pistolety typu Desert Eagle. Gdzies indziej walał sie jakis Glock oraz rewolwer Colta. Każdy z nich posiadał pełne wyposarzenie w amunicję.

To sam dotyczyło pistoletów maszynowych. Wśród nich występował pistolet maszynowy typu "Skorpion" , Uzi oraz Heckler Koch MP5. Ten ostatni występował niestety z drewnianą kolbą, lecz posiadał celownik laserowy.

Karabinów automatycznych było chyba najwiecej, nawet wiecej niz pistoletów. Wśród nich były takie modele jak M4A2, AK-74, Steyr AUG. Niestety ten rewelacyjny karabi z polaczenia automata ze snajperką było niewiele - zaledwie 2 sztuki.

Obrzynów było podobnie, lecz nie aż tak róznorodnie jak karabinków. Widzicie słynne strzelby SPAS-12

Bron snajperska była bardzo rzadka. Zaledwie 3 typy i 3 sztuki. SWD Dragunov, M21 oraz Ruger 77.

Bron ciezka była na koncu korytarza. Na stole stał jeden M-60, FN Minimi, radziecki PK. Uwagę przykuł wam inny potezny model - Minigun, Obok niego stał wielki bęben amunicyjny na pociski &,62. Do tego Na innych stolach leżał jeden egzemplarz granatnika typu RPG . W koszu lezały granaty odłamkowe i pociski do RPG.

Jest też troche C4 z detonatorami

Broń krótka:
Beretta,Colt Peacemaker, Desert Eagle, Glock - 40 sztuk/4 sztuki/2 sztuki/20 sztuki

Skorpion/UZI/HK MP5 - 6 sztuk/15 sztuk/3 sztuki

Broń szturmowa:
M4A2/AK-74/Steyr AUG - 16 sztuk (każdy z granatnikiem wyposarzony w 1 pocisk odłamkowy)/14 sztuk/1 sztuka
Spas 12 - 13 sztuk

Bron snajperska:
Ruger 77,M21, SWD Dragunov - po 1 sztuce

Bron dalekiego zasiegu:
FN Minimi/PK/ M-60 - po 1 sztuce, Minigun - 1 sztuka, RPG - 1 sztuka

Materiały wybuchowe: Granaty - unlimited. C4 - 5 sztuk.

Grupa "Cybertron": Obok miejsca rozbicia zauwazacie jakiś garaz. Za nim stoi jakiś pojazd. Dostrzegacie, ze owym pojazdem był ciezki czołg typu SOP-1 uzbrojony w granatnik ciezkiej mocy i ciezkie działko.
Niestety Akatsuki w dalszym ciagu nie reagował i przestał sie ruszac.

Rkm - zasilanie taśmowe czy z magazynków?

Produkcja standardowych wz. 30 nie pokryła zapotrzebowania mobilizacyjnego, więc dodatkowe uruchomienie dodatkowej produkcji zblizonego modelu stoi pod znakiem zapytania.



Nie dodatkowej, po prostu część ckm należałoby produkować w wersji lekkiej, co nie zastopowałoby produkcji, bo ogromna większość części i elementów broni byłaby identyczna. Nie powinno być żadnego problemu w równoległej produkcji. Po prostu np. 6 ckm z batalionu przechodzi do kompanii (po 2) i jest w wersji "lekkiej", natomiast kolejne 6 jest w wersji "ciężkiej" - chłodzonej wodą i pozostaje na szczeblu batalionu.

Mamy w zasadzie takie same potrzeby zapasów części zamiennych, szkolenie nie ulega zasadniczej zmianie (w obsłudze broni, bo oczywiście w taktyce działań już tak), nie zmieniają się kwestie zaopatrzenia (taśmy i pojemniki są identyczne) - cała operacja przechodzi płynnie i nie powoduje żadnych problemów. Przesuwamy już wyszkolonych żołnierzy z obsługi ckm do kompanii i tyle, przy okazji możemy zmniejszyć nieco obsługi "lekkich" ckm (też oszczędność).

Tracimy nieco na długotrwałości i intensywności ognia w klasycznej obronie, ale zyskuje znacznie na sile ognia w innych działaniach. Efekt uboczny to to, że "lekki" ckm jest nieco mniej narażony na zniszczenie przez przeciwnika niż "klasyczny" - jednak łatwiej i szybciej zająć zapasowe stanowiska ogniowe lub wynieść go z zagrożonego rejonu. Łatwiej go ewakuować przy odwrocie (gdy stracimy np. konie) itd.

Równocześnie mamy na stanie lekkie karabiny maszynowe Bergman wz. 15 oraz Maxim wz. 15/08.



Generalnie byłbym przeciwny wprowadzeniu 3 odmiennego typu broni ze względu na wzrost problemów logistycznych i szkoleniowych:

1. Lkm Maxim 08/15 no cóż może, ale tylko tam gdzie jako "klasyczny" ckm mamy Maxim 08 - czyli zasadniczo jakieś jednostki II rzutowe, pomocnicze itp., ale to tylko ewentualnie z konieczności. Wad systemu Maxim chyba nie będziemy wymieniać bo raczej bylibyśmy zgodni, że system Browning (M1917, M1919, wz. 30 itd.) był zdecydowanie doskonalszy i nowocześniejszy.

2. Lkm Bergmann wz. 15 - jestem na NIE, inny system czyli problemy logistyczne, szkoleniowe itd.

To właśnie ja zaproponowałem lekki ckm na bazie lotniczego wz. 33 i komentarze takiego rozwiązania były raczej negatywne: za lekka lufa, za duży ciężar itd.



Lufa o masie 1,43 kg faktycznie byłaby trochę za lekka w użyciu naziemnym (M1919A4 miał jednak ponad 3 kg), ale np. można wykorzystać chyba osłonę lufy. Moim zdaniem taki "lekki" ckm (na wzór M1919A) powinien być maksymalnie zbliżony do wz. 30 - tylko inna lufa i osłona/chłodnica. Inna lekka podstawa (też tańsza), ale takie same mocowania.

Lotniczy km wz.33 za bardzo się nie nadaje na przeróbkę na rkm (a to chyba proponowałeś - nie pamiętam?) bo kształt i wymiary komory mechanizmów, nie są sprzyjające. Konstrukcja lufy i broni też nie ułatwia zastosowania wymiennej lufy.

Jeżeli głęboka modernizacja istniejącej broni (choć ja optuję jednak za nową konstrukcją) to już można lepiej wyjść od wz. 28 - zrobić wymienną lufę i zmienić system zasilania. Może ewentualnie wyjść od lotniczego km wz. 37 - dać wymienną lufę itd?

Wprowadzenie nowego wzoru na uzbrojenie niewątpliwie spowodowałoby napisanie nowego regulaminu - chyba tego nie kwestionujesz?



Oczywiście, ale to przecież żaden problem - no wiem ... papier i druk też kosztuje

Rozważana na temat uzbrojenia strzeleckiego.

Myślałem o czymś konserwatywnym.



No teraz to się trochę rozjaśniło Czy "konserwatyzm" pod względem uzbrojenia też?

No OK skoro ma być "konserwatywnie" to moja koncepcja km i kb.aut. (razem w drużynie) raczej odpada bo jest zbyt nietypowa, rodem z doświadczeń bojowych nie tylko DWS i raczej nawiązuje zbytnio do współczesności. Choć oczywiście zarówno broń w rodzaju MG34 jak i BAR istniały w 2 połowie lat trzydziestych więc technicznie nic nie stoi na przeszkodzie takiemu wyposażeniu, no ale skoro "konserwatyzm" to OK - odpuszczam takie "nowatorstwo". Osobiście byłbym też za plutonem broni ciężkiej zamiast drużyny moździerza, ale skoro ma być to organizacja 3 plutony + moździerz - to trzeba się dostosować.

Czyli mamy ciężkie karabiny maszynowe dopiero na szczeblu batalionu. W takim układzie - skoro karabiny maszynowe są "daleko" to drużyny powinny mieć dużą siłę ognia to widzę 2 koncepcje:

1. Stosujemy uniwersalne karabiny maszynowe co daje nam odpowiednią siłę ognia bo nasze rkm-y są zasilane z taśmy i jednocześnie zwiększa "ekonomię" eksploatacji bo nasze ckm to po prostu nasze rkm z podstawą, wykorzystujące takie same taśmy nabojowe (pełna zamienność), oszczędzamy na szkoleniu i częściach zamiennych itd. Pełna unifikacja i duża siła ognia. Co do niezaprzeczalnych (wg mnie) zalet broni zasilanej taśmą wypowiadałem się już w poprzednich postach.

- drużyna ma 12 żołnierzy i km z zasilaniem taśmowym.
- najlepsze byłby oczywiście karabiny samopowtarzalne do kompletu np. 7 (chyba, że "konserwatyzm" nie pozwoli)
- dla wzmocnienia siły ognia na bliskich dystansach 4 pm (d-ca drużyny, pomocnik celowniczego km i 2 strzelców)

2. Nie przyjmujemy istnienia systemu uniwersalnych km to wtedy trzeba sobie poradzić dobrym rkm-em czyli oczywiście Bren w tym przypadku widzę 2 warianty zależne od możliwości finansowania naszej wyimaginowanej armii.

A/ Rozwiązanie moim zdaniem lepsze to 3 drużyny po 12 żołnierzy i w każdej drużynie dwa rkm klasy Bren. Jest to oczywiście nawiązanie do stosowanego coraz częściej współcześnie, sprawdzonego w walkach systemu wprowadzającego 2 lżejsze km-y zamiast jednego uniwersalnego km. Oczywiście współcześnie są to km-y małego kalibru zamiast broni na amunicję karabinową, ale w okresie DWS i latach poprzedzających takim odpowiednikiem broni o większej mobilności i dość dużej szybkostrzelności praktycznej mógł być właśnie Bren. Dwa rkm-y mają wiele zalet i znacznie wzmacniają siłę ognia drużyny, jednocześnie zapewniają wymagana mobilność i siłę ognia. Wtedy faktycznie można sobie mieć 12 ckm chłodzonych wodą na szczeblu batalionu. 18 rkm w kompanii da jej wystarczającą siłę ognia nawet jak nie będzie wsparcia z góry. To pozwoli na nawiązanie równorzędnej walki z pododdziałami uzbrojonymi w karabiny maszynowe z zasilaniem taśmowym. Reszta uzbrojenia podobnie jak powyżej 4 pm i 6 kb. Zalety posiadania 2 sztuk broni mogącej strzelać ogniem ciągłym przedstawiłem w poprzednich postach.

B/ Rozwiązanie najbardziej "konserwatywne" i oszczędnościowe to 4 drużyny w plutonie po 9 żołnierzy i jednym rkm klasy Bren (magazynek na ok. 30nb, wymieniany wygodnie przez pomocnika i wymienna lufa). Daje to 12 rkm na szczeblu kompanii, zdecydowanie gorzej od wariantu 2A, ale jeszcze do przyjęcia. System nieco podobny do brytyjskiego tyko tam ilość km nadrabiano 4 kompanią (ale my mamy założenie 3 kompanii). W tym przypadku reszta uzbrojenia to 5 kb i 3 pm.

Osobiście uważam koncepcję 1 za najlepszą i najnowocześniejszą, ale koncepcja 2A też jest OK. Koncepcja 2B to według mnie opcja minimum. Wariant w postaci 1 rkm magazynkowy na 12 osobową drużynę to moim zdaniem zbyt mało (9 rkm w kompanii liczącej z tego co wynika z założeń pewnie około 140 osób), jak na brak innej broni maszynowej na szczeblu kompanii i posiadanie tylko 12 mało mobilnych ckm z chłodzeniem wodnym. Moim zdaniem całkowicie nie do przyjęcia są nietypowe koncepcje (choć amerykanie to wypróbowali i nie wyszło za dobrze) z samymi karabinami samopowtarzalnymi czy jakieś dziwnie porozrastane drużyny jak w IIRP w zasadzie pozbawione pełnowartościowych rkm (argumenty na ten temat były wysuwane nie raz w innych tematach). Podobnie jak wariant "włoski" z 2 dużymi dwusekcyjnymi drużynami i 2 rkm w plutonie). Koncepcja z samymi pm-ami (i 1 rkm) sama w sobie nie jest głupia, ale nie dla standardowej piechoty, natomiast jak dowiodła praktyka Frontu Wschodniego gdzie stosowano pododdziały fizylierów uzbrojone w zasadzie tylko w pm-y - nadaje się tylko dla specyficznych poddziałów, a nie dla piechoty.

Podsumowując - mój typ to wariant opisany jako 1 (czyli 12 żołnierzy i 1 km zasilany z taśmy) - jeżeli autor oczywiście dopuszcza ukm. Jeśli nie dopuszcza to za najlepszy uważam wariant opisany jako 2A (czyli 12 osób + 2 rkm zasilane z magazynków).

Rozważana na temat uzbrojenia strzeleckiego.

Układ jest trochę skomplikowany logistycznie: każdy pluton ma 4 modele broni. Amunicja karabinowa: raz w taśmach, raz w magazynkach, raz w łódkach.



No takiego luksusu nie będzie - amunicja dostarczana będzie w skrzynkach. Gdzieś trzeba będzie ją zataśmować (to nie amunicja współczesna często taśmowana 'fabrycznie") i "zamagazynkować". Będzie to albo komórka logistyczna na zapleczu albo pododdział przed walką.

Z logistycznego punktu widzenia są dwa rodzaje amunicji: karabinowa i pistoletowa.

Z rkm (typu Bren) strzałem pojedynczym, (lub krótką serią na większe odległości).



Raczej nie! Problem celnego strzelania z rkm to fakt, że przyzwoity rkm strzela z zamka otwartego (problem samozapłonu naboju w komorze nabojowej), więc z założenia jest to ogień mniej celny niż z kbs.

Jasne że nie trzeba się zgadzać, jednak mimo tego Kochański miał pojęcie o broni strzeleckiej i mimo wszystko dobrze jego poglądy brać pod uwagę



A kto mówi, że nie miał pojęcia? Biorę jego poglądy pod uwagę - zresztą przeczytałem chyba wszytko co opublikował. Uważam jednak na podstawie pewnych doświadczeń praktycznych, że km (np. PK) o szybkostrzelności 600 strz./min strzela nie zbyt wolno. Przemawiają do mnie też np. poglądy niemieckie czyli ogień powierzchniowy o dużej szybkostrzelności.

Karabinki maszynowe pełnią rolę podstawowej broni wsparcia ogniowego drużyny, jednak znacznie różnią się od karabinów maszynowych zasilanych nabojem karabinowym, występują nawet takie różnice że karabinki maszynowe wykorzystywane są jako broń indywidualna



Jeżeli już to nie broń indywidualna tylko broń obsługiwana przez jednego żołnierza, który jednak nie jest w stanie przenosić całego zapasu amunicji. Czyli nie jest to broń indywidualna.

Broń tego typu pełni porównywalną rolę do karabinków maszynowych skonstruowanych od podstaw, dlatego też porównanie tego typu konstrukcji jest uzasadnione



W jakiej normalnej armii rkm-owa wersja karabinu automatycznego zastąpiła "klasyczne" karabiny maszynowe (obojętnie czy zasilane amunicją karabinową czy pośrednią)? Próby owszem były, ale w praktyce nie spotkałem się z takimi przypadkami. Mogę się jednak mylić.

Dlatego twierdzę, że takie rkm-owe wersje karabinów czy karabinków automatycznych zdecydowanie nie pełnią takiej samej roli w systemie uzbrojenia, więc nie można ich porównywać bo to odrębna klasa broni. To tak jakbyś porównywał w okresie DWS BAR-a czy lepiej rkm wz. 28 z MG34.

Dowództwo: dowódca, zastępca, obserwator, goniec. <4 x pm>



Ten "obserwator" to jakiś relikt IIRP? Czy możesz uzasadnić istnienie tego żołnierza - co on tak naprawdę ma robić? Tylko proszę nie pisz, że "obserwować".

Obecność 8 lekkich rkm, które towarzyszą zawsze żołnierzom prawdopodobnie eleminuje potrzebę posiadania kbs. Przynajmniej nie zostałem jeszcze przekonany, że tak nie jest.



Tak nie jest. Wystarczy wyobrazić sobie "podręcznikową" sytuację obronną czyli natarcie plutonu na pozycję obronną drużyny (proporcje atakujący:broniący jak 3:1).

Twoja drużyna zajmuje stanowiska obronne i usiłuje na dystansie 500-200m (poza zasięgiem pm-ów) zwalczać npla poruszającego się skokami. Przy założeniu 2rkm + 8pm - ogień może prowadzić tylko dwóch żołnierzy obsługujących rkm. W przypadku posiadania 4-5 kbs/kb/kbk zwalczać cele może większa liczba żołnierzy. Jest jeszcze inna sprawa - rkm strzela z zamka otwartego czyli "szybkość reakcji" broni jest mniejsza niż kbs, a tym samym z kbs znacznie łatwiej zwalczać cele pojedyncze, ukazujące się na krótki czas.

Proponuję zostawić już na boku organizacje plutonu strzeleckiego.



A co się stało z proponowanym plutonem ciężkim mającym 3 drużyny po 13 żołnierzty z 1 lkm MG34) i 1 rkm (Bren)?

W tym przypadku na poziomie kompani nie proponowałbym pododdziałów wsparcia. Dopiero na szczeblu batalionu - np. 2 plutony ckm i 2 plutony ~80mm moździerzy.

Karabinki maszynowe pełnią rolę podstawowej broni wsparcia ogniowego drużyny, jednak znacznie różnią się od karabinów maszynowych zasilanych nabojem karabinowym, występują nawet takie różnice że karabinki maszynowe wykorzystywane są jako broń indywidualna,



To znaczy jakie są te"'znaczne różnice" - w rozumieniu taktycznym km na amunicję 5,56mm pełni taką samą rolę jak km zasilany amunicją karabinową. Tylko dystans użycia się zmienił (zmniejszył).

Zmiany u Australijczyków

Jesli jest zapotrzebowanie na tlumaczenie tego artykulu to prosze bardzo. Zaznaczam, ze jestem z innego rodzaju sil zbrojnych i niektore przetlumaczone zwroty moga sie nie podobac panom znajacym sie na robocie za co sorki i prosze o wyrozumialosc i korekte. A zdrugiej strony to cos sie z tego artykulu dowiedzialem dla wlasnej wiedzy, nigdy za duzo.
Pozdra

Piechota 2012 –nowy australijski battalion

W celu wyjscia naprzeciw wymaganiom kompleksowych działań wojennych armia australijska zainicjuje znaczaca restrukturyzacje batalionu piechoty. Nowy „modulowy” batalion zamieni obecna konwencjonalna struktore, która w rzeczywistości nie zostala zmieniona od zakończenia I Wojny Swiatowej. W przeciwieństwie do poprzednich restrukturyzacji pod nazwami „Pentropic” lub „A21” nowe zmiany skierowane sa na nizsze poziomy batalionu w celu polepszenia zarówno elastyczności działań jak i przełamującej sily ognia.

„Zasada czterech”

Liczba 4 będzie dominującym motywem w nowym batalionie: kazda druzyna skladas się będzie z 4 ludzi a na każdym poziomie dowodzenia – batalionu, kompanii, plutonu będą 4 pododdzialy. „Zasada 4” zostala okreslona jako konsekwentny cel w piechocie. Posiadanie 4 elementow pozwala jednostce na jednoczesne pozostawanie na pozycji, atakowanie, eszelon oraz posiadanie odwodu. Podczas „operacji nieliniowych” 4 pozwala również na dzialanie we wszystkich kierunkach. Posiadanie 4 pododdzialow daje dowodcy wiecej elastyczności w manewrowaniu.

Dostep do “zbrojowni”

Nowa struktura piechoty bedzie swego rodzaju wyścigiem sztafet przy dostepie do zbrojowni, w ktorej wiecej typow wyposazenia i uzbrojenia bedzie dostepnych niz moze byc uzytych. Pozwoli to dowodcy na określenie rodzaju uzbrojenia i wyposażenia wymaganego w konkretnych warunkach operacyjnych i taktycznych. Przykładowo operator broni wsparcia będzie miał wybor pomiedzy specjalistyczna bronia przeciwpancerna lub innym systemem „mniej smiertelnym” dla czolgu ale bardziej efektywnym jako ogien powstrzymujący lub bardziej dobranym dla rodzaju celu. Zasada ta, obecnie wykorzystywana przez plutony broni wsparcia ognia bezpośredniego (Direct Fire Support Weapon) bedzie przeniesiona do wiekszosci elementow nowej struktury batalionu.

Struktura oparta na druzynie

Budulcem nowego batalionu będzie “cegla” lub inaczej druzyna skladajaca się z 4 zolnierzy. Podstawowa „cegla” będzie druzyna piechoty skladajaca się z dowodcy, operatora lekkiej broni wsparcia (Light Support Weapon) uzbrojonego w 5,56 mm Minimi, operatora granatnika, uzbrojonego w 40 mm granatnik jako dodatek do jego broni osobistej oraz snajpera. Każdy pluton będzie składał się z sześciu druzyn piechoty zwykle zorganizowanych w 3 sekcje, starsi stopniem dowodcy druzyn beda jednoczesnie dowodcami sekcji.

Wsparcie manewru

Nowością na szczeblu plutonu będą trzy druzyny wsparcia manewru (Manoeuvre Support Teams) zwykle zorganizowane jako jedna sekcja w koszarach. Kazda druzyna wsparcia manewru będzie składać się z dowodcy, operatora broni wsparcia, operatora granatnika oraz snajpera i będzie w stanie wykonywac wszystkie zadania druzyny piechoty. Dodatkowo druzyna wsparcia manewru będzie wyposazona w bardziej skuteczne rodzaje broni i generalnie będzie działać w roli ogia przełamującego. Operator broni wsparcia będzie uzbrojony w karabin maszynowy 7,62 mm MAG-58 a snajper w półautomatyczny karabin snajperski 7,62 mm. W rownym dostępie do zbrojowni trzy druzyny wsparcia manewru będą mialy do wyboru 2 dodatkowe rodzaje ciezkiej broni; 1 ciezki karabin maszynowy 12,7 mm oraz 1 automatyczny granatnik 40 mm. W celu zapewnienia mobilności druzyn wsparcia z ich ciezka bronia i amunicja kazda druzyna lekkiego batalionu piechoty zostanie wyposazona w lekki pojazd typu Supacat 6x6 Mk III All Terrain Mobile Platform (ATMP). Pojazdy te sa bardzo lekkie, kompaktowy moze przewozic 1000 kg ladunku w roznych konfiguracjach. Ich prędkość max to 60 km/h ale ich duza zaleta jest wlasnie mala waga oraz mala szerokość sladu kol co czyni ich łatwymi do przemieszczania.

Modulowosc

Elastycznosc nowej struktury bedzie najlepiej oddana poprzez przemieszczanie/wysylanie druzyn wsparcia manewru zarowno jako ich wlasna sekcja na pluton jak i poprzez dolaczenie jednej druzyny do kazdej sekcji piechoty lub nawet poprzez zgrupowanie wszystkich druzyn wsparcia manewru na szczeblu kompanii jako bardzo silnie uzbrojony pluton pod dowodctwem sierzanta uzbrojenia kompanii (Company Weapons Sergeant). Druzyny wsparcia manewru beda uzywac odpowiednie srodki razenia w kazdej konkretnej sytuacji i misji oraz będą zapewniac główne wzmocnienie sily ogniowej plutonu. Ostatnia druzyna w każdym plutonie będzie czteroosobowa druzyna dowodzenia z dowodca plutonu, sierzantem, sygnalista oraz medykiem.

1

Jagdtiger - niemieckie ciężkie działo pancerne zbudowane na podwoziu czołgu PzKpfw VI B Königstiger. Najpotężniejszy niszczyciel czołgów II wojny światowej.

Historia [edytuj]
W 1943 roku w Niemczech rozpoczęto pracę nad zbudowaniem działa pancernego z działem PaK 44/2 L/55 kal. 128 mm. Do konstrukcji tego działa użyto podwozia czołgu PzKpfw VI Tiger II, przy czym użyto podwozia zarówno firmy Henschel jak i firmy Porsche.

Prototyp tego działa zbudowano w październiku 1943 roku, a już w grudniu chciano go skierować do produkcji seryjnej, co się jednak nie udało. Produkcję seryjną rozpoczęto dopiero w lipcu 1944 roku.

Jagdtiger był niezbyt "wygodnym" pojazdem. Jego działo było rozmiarów prawie okrętowych. Nie miał obrotowej wieży więc aby strzelić musiał się obrócić cały pojazd. Jagdtiger często się psuł. Była to potężna aczkolwiek niezbyt doskonała pod względem technicznym konstrukcja, co w połączeniu ze znikomą liczbą 85 wozów zbudowanych w latach 1944 - 1945 spowodowało, że jej znaczenie bojowe było prawie zerowe zwłaszcza, że do jednostek bojowych skierowano tylko 48 sztuk. Był to najcięższy pojazd pancerny użyty bojowo podczas II wojny światowej.

Użycie [edytuj]
Działo to zostało skierowane we wrześniu 1944 roku do jednostek pancernych armii niemieckiej. Utworzono dla nich specjalne bataliony, które wyposażone były w działa pancerne Jagdtiger.

Pierwsza taka jednostka utworzona została we wrześniu 1944 roku i był to 653 ciężki batalion niszczycieli czołgów (niem. 653. schwere Panzerjäger Abteilung). Następne oddziały to: 512 ciężki batalion niszczycieli czołgów (512. schwere Panzerjäger Abteilung), 424 ciężki batalion pancerny (424. schwere Panzer Abteilung), 501 ciężki batalion pancerny SS (501. schwere SS Panzer Abteilung) i częściowo 511 ciężki batalion pancerny (511. schwere Panzer Abteilung). Wszystkie te jednostki walczyły w latach 1944 - 1945 na froncie zachodnim II wojny światowej.

Jagdtiger był nazywany czasem "bunkrem na kołach"
Dane podstawowe
Państwo Niemcy
Producent Henschel
Porsche
Typ pojazdu ciężki niszczyciel czołgów
Trakcja gąsienicowa
Załoga 6 (dowódca, celowniczy, dwóch ładowniczych, strzelec-radiotelegrafista, kierowca)
Historia
Prototypy 1943
Produkcja lipiec 1944 – kwiecień 1945
Wycofanie 1945
Wyprodukowano 85
Dane techniczne
Silnik 1 silnik gaźnikowy, 12-cylindrowy Maybach HL 230 P30 o mocy 700 KM (515 kW)
Transmisja mechaniczna
Pancerz spawany z płyt stalowych, o grubości: 25 – 250 mm
Długość 7,527 m
Szerokość 3,625 m
Wysokość 2,945 m
Prześwit 0,49 m (na podwoziu typu Henschel)
0,48 m (na podwoziu typu Porsche)
Masa 75 000 kg (na podwoziu typu Henschel)
76 000 kg (na podwoziu typu Porsche)
Osiągi
Prędkość 38 km/h (po drodze)
17 km/h (w terenie)
Zasięg 110 km (po drodze)
80 km (w terenie)
Pokonywanie przeszkód
Dane operacyjne
Uzbrojenie
1 armata PaK 44/2 L/55 kal. 128 mm
1 lub 2 karabiny maszynowe MG 34 kal. 7,92 mm
Użytkownicy
Niemcy

(from wikipedia)

[Relacja] T-27 Modelik

Witam.

Będzie to szybka relacja modelu T-27 Rosyjska Tankietka z II Wojny Światowej .
W odpoczynku od przyczepki przy której więcej roboty będę miał niż myślałem .
Model ze skanowałem i przerobiłem na surówkę ( niedługo będzie na forum jak to zrobić ) i model będzie malowany

Troszkę Historii na temat T-27

Pod koniec lat 20. XX w., Armia Czerwona w programie budowy sprzętu pancernego przewidziała budowę małego, lekkiego czołgu rozpoznawczego przeznaczonego do współpracy z czołgami typu MS-1. Powstało szereg własnych projektów i prototypów, ale żaden nie okazał się odpowiedni. W tej sytuacji zdecydowano się na zakup 26 sztuk najbardziej rozpowszechnionej na świecie angielskiej tankietki Vickers Carden Loyd Mark VI (w ZSRR otrzymały oznaczenie 25-W lub K-25), a także praw do jej produkcji licencyjnej. Jeszcze przed jej uruchomieniem, w biurze konstrukcyjnym fabryki Awtozawod Nr.2 WATO pod Moskwą, udało się dokonać dość udanej modernizacji konstrukcji Carden-Loyda. Powiększono, między innymi, kadłub, stosując zamknięty przedział bojowy, wydłużono podwozie o parę kół nośnych, opracowano nowe jarzmo karabinu maszynowego. W sumie jednak konstrukcja i sylwetka nie zostały zasadniczo zmienione w stosunku do Carden-Loyda (znacznie dalej poszli w tej kwestii polscy konstruktorzy, opracowując serię TK-3). Zmodernizowany pojazd 13 lutego 1931 r. został przyjęty do uzbrojenia i produkcji jako tankietka T-27. Produkcję rozpoczęto jesienią 1931 r. w Fabryce Nr. 37, leningradzkich zakładach "Bolszewik" i Fabryce Samochodów GAZ. Ogółem, w latach 1931-1933, zbudowano 3328 tankietek.

Czołgi T-27 znalazły się w uzbrojeniu oddziałów rozpoznawczych związków taktycznych piechoty. Były też pierwszymi radzieckimi pojazdami pancernymi, które wzniosły się w powietrze. W 1933 r., każdy z czterech batalionów spadochronowych miał po kompanii tankietek. Skonstruowano specjalne urządzenia do podwieszania czołgów pod kadłubami ciężkich bombowców TB-3
Czołgi T-27 szybko okazały się sprzętem prymitywnym. Z powodu małych rozmiarów miały ograniczoną zdolność jazdy w terenie, także ich zawieszenie, podobnie jak Carden-Loyda, nie zapewniało komfortowej jazdy, powodując zmęczenia załogi. Także z powodu rozmiarów, trzeba było do ich obsługi dobierać żołnierzy niskiego wzrostu. Umieszczenie karabinu maszynowego w kadłubie, typow dla tankietek, uniemożliwiało szybką zmianę kierunku ognia. Wszystko to było przyczyną, że szybko czołgi T-27 zaczęły ustępować miejsca w charakterze pojazdów rozpoznawczych czołgom z uzbrojeniem umieszczonym w wieży obrotowej (T-37 i T-38).
Na początku lat 30., czołgi T-27 zostały użyte bojowo w walkach z tzw. "basmaczami" (antyradziecką partyzantką) na pustyni Karakum w Kazachstanie.
Po wycofaniu z oddziałów bojowych, tankietki używano do szkolenia. Po niewielkich przeróbkach, stosowano je także jako opancerzone ciągniki lekkich dział piechoty. Głównie w tej roli zostały użyte na początku wojny niemiecko-radzieckiej; po 1941 r. znikły z uzbrojenia.

I najważniejsze długość modelu w 1:1 to 2,60 m ,zastanawiam się nad tym by go nie skleić w takiej skali.

Zdjęcia :




A teraz mały problem , albo tak ma być :

Tylna ściana u góry ma wystawać ?
/


A na dole ma być taka dziura ?
/


Czy wszystko ma być równo ?
/

snajper

Żadna ze specjalności wojskowych (prócz, być może, prokuratora w sądzie
wojennym...) nie wywołuje tyle strachu i wściekłości, z żadną też nie wiąże się
tyle legend i plotek. Możliwości snajpera wydają się nieograniczone, wręcz
nadprzyrodzone. Jest niewidzialny, a więc - nietykalny. Trafia w dowolny cel,
narzuca swą wolę przeciwnikowi. Działającemu w pojedynkę snajperowi udaje się
nieraz doprowadzić do przełomu w walce, jednym strzałem zmienić sytuację
polityczną jakiegoś kraju. Strzelec wyborowy nie tylko musi trafiać do celu.
Powinien też posiadać cierpliwość, intuicję, odwagę graniczącą z zuchwałością,
wybitny talent operacyjny, umiejętność maskowania się i przyjmowania różnych
wcieleń.

Siej panikę i znikaj

Niektórzy historycy wywodzą snajperów jeszcze z epoki łuku i procy. O
strzelcach z prawdziwego zdarzenia można jednak mówić dopiero od czasu, gdy do
ich rąk trafiła precyzyjna broń dalekiego zasięgu, z gwintowaną lufą i
celownikiem optycznym.

Już na kilka lat przed wybuchem pierwszej wojny światowej firma Zeiss
rozpoczęła produkcję celowników optycznych na zlecenie niemieckiego Sztabu
Generalnego. Natychmiast po rozpoczęciu działań wojennych skonfiskowano cywilom
wszystkie egzemplarze broni palnej z tymi celownikami. W ten sposób armia
niemiecka zdobyła 20 tysięcy sztuk broni dla snajperów. Strzelby i karabinki
trafiły w ręce zmobilizowanych myśliwych, leśniczych i strzelców sportowych,
którzy po krótkim przeszkoleniu zostali wysłani na front. Już w pierwszych
miesiącach walk w sporządzanych przez aliantów komunikatach frontowych roiło

całych pododdziałach, które "ginęły od zabłąkanych kul".

Jeden z jeńców, schwytany z karabinkiem snajperskim na stanowisku strzeleckim,
opowiedział, jak ta broń używana jest przez Niemców. Wówczas narodził się
termin "snajper". Snipe to angielska nazwa bekasa; neologizm sniper tłumaczyć
można jako "łowca bekasów" (myśliwi mawiali, że kto ustrzeli małego i
ruchliwego bekasa, trafi do każdego celu).

Podczas pierwszej wojny światowej wypracowano zarówno podstawy taktyki
snajperskiej jak i zasady walki z tym zagrożeniem. Do najważniejszych
zadań "wirtuozów broni palnej" zaliczono eliminację oficerów przeciwnika oraz
zwiadowców, obserwatorów pola walki, łącznościowców, wreszcie - działonowych,
prowadzących ogień jednostek artylerii. Najważniejszym jednak zadaniem snajpera
pozostawało sianie strachu i paniki w szeregach wroga.

Od bekasa do kukułki

Kraje europejskie wyciągnęły z Wielkiej Wojny różne wnioski. Sądząc po
wynikach, doświadczenia snajperów najlepiej wykorzystali sztabowcy fińscy.
Podczas kampanii zimowej w 1939 r. Armia Czerwona zmuszona była stawić czoła
nowemu zagrożeniu - znienawidzonym "kukułkom" (fińscy strzelcy wyborowi
porozumiewali się, naśladując głos tych ptaków). Czerwonoarmiści otwierali
zwykle wściekły ogień do drzewa, z którego padł strzał, najczęściej bez skutku:
po oddaniu strzału snajper zjeżdżał na linie do biegnącego okopu lub schronu,
gdzie przeczekiwał kanonadę. Zdesperowani czerwonoarmiści zaczęli z czasem
ostrzeliwać stanowiska "kukułek" z ciężkich karabinów maszynowych: wówczas
jednak inny snajper, usytuowany w bocznym gnieździe strzeleckim, eliminował
obsługę cekaemu...

Do dziś pozostały w mocy dwie główne zasady snajperów. Pierwsza z nich głosi,
że najpierw należy eliminować cele w tyle grupy: ci, którzy są na jej czele,
nie wiedzą wówczas, co dzieje się za ich plecami. Zgodnie z drugą regułą
strzelec powinien maskować odgłos strzałów, wykorzystując jako tło inne
odgłosy: serie karabinowe, kanonadę artyleryjską, wybuchy pocisków, warkot
czołgów.

"Kukułki" działały na tyłach Armii Czerwonej z równą pewnością siebie, co na
linii frontu. Podczas wycofywania się Finowie lokowali swoich snajperów na
zamaskowanych pozycjach w pobliżu ważnych szlaków komunikacyjnych. Wszystkie
ścieżki prowadzące w pobliże "kukułczego gniazda" starannie minowano: w
rezultacie wszelkie próby dotarcia do snajpera kończyły się zagładą całych
oddziałów. Działania Finów stanowiły klasyczny przykład skutecznie
zastosowanego "terroru snajperskiego": dla większego wrażenia warto wspomnieć,
że na stanie armii fińskiej znajdowało się wówczas co najwyżej 200 karabinków
wyposażonych w celowniki optyczne.

Doświadczenia wojny 1939-1940 uważnie analizowano w większości sztabów.
Najbardziej rozbudowany system szkolenia snajperów zdecydowały się wprowadzić w
życie Trzecia Rzesza i ZSRR. Początkowo Niemcy przykładali się do pracy
bardziej niż Rosjanie: snajperskie kursy Wehrmachtu trwały około dwóch lat.
Dowództwu radzieckiemu udało się doprowadzić do zmiany na swoją korzyść dopiero
po zastosowaniu środków nadzwyczajnych: "klasy" snajperskie stworzono nawet w
oddziałach liniowych, nowym formacjom zapewniono też nieograniczone wsparcie
zaplecza. W tym samym czasie, choć nie na taką skalę jak na froncie wschodnim,
wykorzystywali snajperów również alianci.
A jednak po zakończeniu drugiej wojny światowej zainteresowanie strzelcami
wyborowymi zmalało. Największe armie świata zaczęły sposobić się do wojny z
wykorzystaniem broni jądrowej, lotnictwa strategicznego i gigantycznych zagonów
czołgowych. Oczywiście nigdy nie zrezygnowano do końca z tego rodzaju
specjalistów; uproszczono jednak znacznie system szkoleń i zaprzestano prac
projektowych nad nowymi typami broni strzeleckiej. Jedynym azylem snajperów
stały się jednostki komandosów, specnazu i służb specjalnych, gdzie taktyka ta
nadal cieszyła się szacunkiem.

W połowie lat 60. okazało się, że nowa wojna światowa wcale nie musi wybuchnąć.
Za to konflikty, w których zmuszone zostały wziąć udział zarówno Stany
Zjednoczone jak i szereg państw europejskich, postawiły przed nimi zupełnie
inne wymagania. Dla strategów Pentagonu "chwilą prawdy" stał się początek
interwencji w Wietnamie.

Wietnamska lekcja

Po kilku miesiącach dowództwo amerykańskie uświadomiło sobie konieczność
intensywniejszego wykorzystania snajperów. Zorganizowano odpowiednie kursy, na
stanie sztabów oddziałów liniowych na stałe pojawiła się funkcja snajpera. Do
legendy przeszedł sierżant piechoty morskiej Carlos Hatchcock, który zastrzelił
pewnego wietnamskiego generała dowodzącego jednym z najważniejszych odcinków
frontu. Decydujący strzał można było oddać dopiero w obrębie doskonale
chronionego ośrodka dowodzenia. Na przebycie tysiąca metrów Hatchcock
potrzebował trzech dni i trzech nocy. W końcu trafił generała jednym strzałem z
odległości 650 metrów. Droga powrotna była już krótsza: wykorzystując
rozgardiasz w nieprzyjacielskim obozie, sierżant uciekł po dnie wyschniętego
kanału na polanę, gdzie czekał na niego helikopter.

Wojska radzieckie stanęły w Afganistanie przed takimi samymi wyzwaniami, co
Amerykanie w Indochinach. W lotnych jednostkach strzelców zmotoryzowanych
brakowało snajperów, których na dodatek powoływano w mało wyszukany sposób:
jednemu z żołnierzy wręczano po prostu karabinek SWD z celownikiem optycznym.
Szczęśliwiec w najlepszym razie strzelał nieco celniej niż jego koledzy, nie
miał jednak nawet dziesiątej części umiejętności, jakimi dysponuje wyszkolony
snajper.

Na muszce mudżahedinów

W owym czasie w większości wojsk na świecie zakładano, że rdzeń taktyki
oddziałów strzelców zmotoryzowanych stanowi uzyskanie przewagi ogniowej nad
nieprzyjacielem za pomocą broni umieszczonej "na pancerzach" jednostki:
karabinków, wyrzutni rakiet przeciwpancernych, karabinów maszynowych dużego
kalibru czy zautomatyzowanych granatników. Snajperów postrzegano jedynie jako
uzupełnienie rutynowych działań.

Walki w górach wymusiły zmiany. Radzieccy żołnierze wkrótce zdali sobie sprawę,
że możliwości snajperów są znacznie większe, niż przypuszczali. Nieraz
przywoływany jest przypadek dwóch afgańskich duszmanów, wyposażonych w
karabinki z celownikiem optycznym, którzy przez osiem godzin powstrzymywali
atak batalionu desantowego. Radzieccy spadochroniarze ruszyli naprzód dopiero
wówczas, gdy własnymi rękoma wnieśli na górujące nad płaskowyżem wzniesienie
działko przeciwlotnicze ZU-23-2, z którego byli w stanie dosięgnąć mudżahedinów.

Pierwsza kampania w Czeczenii pokazała, że generalicja rosyjska niczego się nie
nauczyła. Sytuacja z Afganistanu powtórzyła się: rosyjskie oddziały znów były
nieprzygotowane do walk w górach. Dziś nikt już nie wątpi w konieczność
doskonalenia strzelców wyborowych na dużą skalę.

W historii najnowszej znaleźć można liczne przykłady przemawiające za tym, że w
konfliktach o niskiej intensywności snajperzy okazują się częstokroć
decydującym czynnikiem i najważniejszą realną siłą bojową. Tak było m.in. w
Bejrucie i Sarajewie, gdzie walki na dużą skalę przekształciły się w potyczki
między snajperami.

Strzelec wyborowy musi przedzierać się na swą pozycję, czołgając się i
pozostając przez dłuższy czas w ukryciu. Przebycie 100 metrów zajmuje mu z
reguły od 10 do 12 godzin. Przelatujące nad uchem ślepe kule i odłamki nie
powinny robić na nim najmniejszego wrażenia: powinien w pełni panować nad swymi
emocjami. Jeśli pozwoli, by górę wzięły w nim namiętności łowieckie i żyłka
hazardowa, może się pożegnać z życiem. Najczęściej działa w pojedynkę: sam
podejmuje decyzje i ponosi za nie odpowiedzialność. Od wielogodzinnego leżenia
bez ruchu w wilgoci, kałużach lub śniegu z pewnością nie przybywa mu zdrowia. ...

więcej »

wielkie dzięki i pomóżcie :)

Witam,
Chciałabym podziękować bardzo wszystkim, którzy pomogli mi zbieraniu
leksemów do mojej pracy proseminaryjnej.

[color=blue][size=24]Wielkie [/size]dzięki dla Was.[/color]

Na tym się oczywiście nie kończy, ponieważ temat chciałabym kontynuować w
pracy magisterskiej.

Brakuje mi jeszcze sporo leksemów do powstania pelnego słownika (który także
tworzę).

Miałabym znowu prośbę... - zwłaszcza do żołnierzy z jednostek lotniczych i
marynarki, ponieważ z tamtąd mam najmniej słówek - o pomoc w uzupełnieniu
słownika.

podaję niżej to, co już nazbierałam i prosiłabym o dopisywanie tego, czego
jeszcze nie mam.
Z góry ogromne dzięki. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie i tym razem.
:D

A

akwarium - 'dyżurka oficera' (I)
alarmówka - 'samochód do dyspozycji oficera dyżurnego JW'(I)
amba - 'kradzież w wojsku' Jeżeli coś komuś zginęło wtedy mówił, że  "wcięła
mu amba"; "amba to jest takie zwierze - co zobaczy to zabierze"; "amba
fatima, było i nima" (fw, I)

ancel - 'areszt wojskowy' (fw)
apel - 'zbiórka żołnierzy' (PgżK)
arbuz - 'podchorąży o specjalności "polityczny"' (I)
armata, parowóz - 'kuchnia polowa' (PgżK, I)
asfalt, żużel - 'kaszanka na kolację' (I)

B

baba - pot. 'żona' (PgżK)
bajzel, burdel - pot. 'bałagan, nieporządek' (PgżK)
bażant, spermen - 'określenie żołnierza wcielonego po studiach do 6-ścio
miesięcznej służby w SPR' (fw); pot. 'podchorąży rezerwowy' (SPPAiS)
bechatka - 'kurtka zimowa' (I)
bee gees - 'bigos' (fw)
begeesy - 'majtki, spodenki sportowe' (I)
belka - 'dystynkcja wojskowa w postaci paska na naramienniku' (PgżK)
berta - 'otyła kobieta' (PgżK)
betoniarka - 'czołg T-55A i AM' (I, TWP)
bewup - 'BWP-1, bojowy wóz piechoty' (I, TWP)
białe szaleństwo - 'twaróg ze śmietaną na śniadanie' (I)
biba - pot. 'pijatyka, libacja, strzelanie nocne' (PgżK, I)
bilard kieszonkowy - 'bawienie się własnymi genitaliami' (PgżK, I)
bibol - 'żołnierz z Batalionu Inżynieryjno - Budowlanego' (OJŻ)
bimbać - pot. 'lekceważyć kogoś lub coś' (PgżK)
Bi Pi - 'biuro przepustek' (I)
biuro przepustek - 'miejsce, przez które powinno się wchodzić i wychodzić z
jednostki' (fw)
blacha - 'metalowy znaczek SPR przypinany do pagonów przez podchorążych'
(I); 'kobieta lekkich obyczajów' (PgżK)
blondynek - 'przezwisko żołnierza o blond włosach' (PgżK)
błot, błąd - '14 BOT Brygada Obrony Terytorialnej' (I)
bocian - 'żołnierz WSW, gdyż wyróżniają go białe pasy i otoki' (OJŻ)
bojówka - 'jednostka, do której idzie się po szkółce lub część pasa'(fw)
browar - pot. żart. 'piwo' (I)
budyń - 'podchorąży SPR' (I)
buldogi, chomiki - 'maski przeciwgazowe z pochłaniaczami po bokach' (I)
bunkier - 'schron' (I)
być na gazie - 'być pod wpływem alkoholu' (I)

C

capstrzyk - 'cisza nocna' (fw)
cegła - 'ćwiczebny granat łzawiący' (I)
cekaem - 'ciężki karabin maszynowy' (PgżK)
chabanina - 'mięso na obiad' (I)
chlać  - pot. 'pić' (PgżK)
chlebak - 'opakowanie na manierkę i menaszkę noszone przy pasie podczas
ćwiczeń na poligonie' (I)
ciemna masa, ciemny jak Noc Listopadowa - 'żołnierz mało inteligentny,
ograniczony umysłowo' (PgżK, OJŻ)
cieno, mało, deko - 'mało dni do końca służby' (I)
cudzesy - 'papierosy cudze' (PgżK)
cwaniak - pot. 'spryciarz' (PgżK)
cyfra - 'określenie znikomego czasu do cywila' - DDC (fw)
cygaro - 'torpeda' (PgżK)
cykle - 'zajęcia na szkółce' (fw)
cywil - 'żołnierz któremu zostało co najmniej 30 dni do wyjścia lub osoba
nie związana z wojskiem' (fw); we frazeologizmie wracać do cywila 'kończyć
służbę wojskową', w cywilu 'poza wojskiem, poza służbą wojskową, także o
osobie w cywilnym ubraniu' (SPPAiS)
cywilki - 'ubranie prywatne' (I)
czarny cień ninja - 'kiedy ktoś zrobi coś szybko' (I)
czarnuch, smoluch - 'ubranie robocze "kombinezon czołgisty"' (I)
czołem panie puniku - 'czołem panie pułkowniku' przywitanie np na
rozprowadzeniu brygady z dowódcą w stopniu pułkownika' (I)
czołgi, pancery, wyciory - 'żołnierze z kierunku pancernego' (I)

D

dać komu wycisk - 'dać się komuś we znaki, pobić kogoś' (PgżK)
dać nogę - 'uciekać' (PgżK)
DAS - 'dywizjon artylerii samobieżnej' (I)
DAPlot - 'dywizjon przeciwlotniczy' (I)
DDC (cyfra)- 'Dni Do Cywila' (fw)
dechy - 'areszt w JW' (I)
dekle - 'obsługa czołgów' (I)
długi - 'żołnierz wysokiego wzrostu' (I)
do dupy - pot. 'do niczego' (I)
dostać opierdol, zjebki, jebki - 'otrzymać reprymendę' (PgżK, I)
Draczki - 'poborowi z Kurpiów' (JŻK)
draka - 'afera' (I)
dreptanie, tupanie - 'musztra' (I)
druciki, drutociągi - 'żołnierze z łączności' (I)
dupa, pizda - pot. 'niedołęga, mazgaj' (PgżK, I)
dupczyć, zakutasić, zakisić ogórka - 'odbyć stosunek płciowy' (PgżK, I)
durna pała - pogard 'podoficer' (PgżK)
dwutonówka - 'Mercedes o ładowności 2t' (I)
dymać - pot. 'odbyć stosunek płciowy' (PgżK)
dyżurny kompanii - 'służba polegająca na wykonywaniu rozkazów podoficera',
często bywało że dyżurny był starszy służbą i to podoficer kompanii
wykonywał polecenia dyżurnego (fw)
dziadek - 'żołnierz po obcince' (fw, I)
dziadu - 'wyzwisko', np. "Ty dziadu jeden!" (I)
działko pepanc - 'działo przeciwpancerne' (PgżK)
dziennikarz - 'podchorąży odpowiedzialny za wpisywanie do dziennika tematów,
robienie list służby, przepustki itp'(I)
dziobak - 'żołnierz mając skłonności do "podlizywania się" przełożonym' (I)
dzwonki - 'małe metalowe rolki zakładane na blachy przy opinaczach,
przeważnie wyjęte z zapięć od troków' (fw)
dwa na dwa bez dna - 'kopanie dołu za jakieś przewinienie (kara)', zwłaszcza
na poligonie (I)
dyskoteka, szczekaczka - 'honker z głośnikami na dachu', który służy do
nagłaśniania apeli i świąt wojskowych w JW (I)

E

elew - 'uczeń w SMS' - Szkoła Młodszych Specjalistów - czyli szkółka (fw)
empiątka - 'maska przeciwgazowa M-5' (I)
erkaem - 'ręczny karabin maszynowy' (PgżK)
esemesy; drmowy pakiet esemesów - 'żołnierze służby zasadniczej podczas
szkolenia w Szkole Młodszych Specjalistów' (I)
eswudzista - 'strzelec wyborowy mający na stanie karabin typu SWD kaliber
762 mm' (I)
eszelon - 'transport kolejowy na poligon' (I)

F

fajka - pot. 'papieros' (PgżK)
fajny - pot. 'dobry' (PgżK)
fala - 'centymetr krawiecki ze skalą całkowicie zmytą po jednej stronie', na
której wyrysowane są różne ornamenty, czy wpisane fraszki typu: "na jadalni
dziś wesoło, bo kot blachą dostał w czoło" (I); 'czas pozostały do końca
służby wojskowej', także 'żołnierze z jednego poboru' (SPPAiS)
ferajna - 'towarzystwo' (PgżK)
flagus  - 'żołnierz pełniący funkcje dowódcze, zwłaszcza w służbach
dyżurnych' (OJŻ)
forsa - pot. 'pieniądze' (PgżK)
frajer - pot. 'głupiec, naiwniak' (PgżK)

G

gaciowy - 'pomocnik szefa kompanii' (I)
gałąź - 'łóżko piętrowe' (I)
gały - pot. 'oczy' (PgżK)
gazownik - 'żołnierz nie dbający o higienę osobistą' (I)
gejownik, gejowniczek - 'zestaw do czyszczenia obuwia lub też kosmetyczka
WP' (I)
gira, szkita - pot. 'noga' (PgżK)
giwera - 'broń, kbk AK "Kałasznikow"' (fw, I)
glanc - 'połysk' (PgżK)
glaudynka - 'ręczna wyrzutnia granatów łzawiących' (I)
gnat - pot. 'pistolet' (PgżK)
gnić - 'odbywać służbę wojskową' (PgżK)
goździk - 'działo samobieżne na gąsienicach' (I)
graba - pot. 'ręka' (PgżK)
gruba - 'armata czołgowa' (I)
grzmotnąć - pot. 'wypić' (PgżK)
grzyb - 'biurko podoficera dyżurnego' lub ogólnie 'służba podoficera
kompanii' (fw)
gumowy ryj - 'maska przeciwgazowa' (I)
guzik - pot. 'nic' (PgżK)
gwiezdny kapral - 'podpułkownik' (I)

H

hałer, garnek, beret stalowy, nocnik - 'hełm' (I, PgżK)
Hanysy - 'poborowi ze Śląska' (I)
harpagan - 'żołnierz, który lubi wojsko' (I)

I

Iwan - 'Rosjanin' (PgżK)

J

jagodzianki - miękkie obuwie sportowe (I)
jak z koziej dupy trąba - porównanie (PgżK)
Janki, Jasiu - młodzi żołnierze, którzy nie przeszli jeszcze obcinki (I)
jarzyć - rozumieć (I)
jednorazówki - saperzy (I)
jesion - żołnierz, który wstąpił do wojska jesienią (I)
jeździć na szmacie - sprzątanie (I)

K

kabeka - 'karabinek - broń strzelecka o takiej samej konstrukcji jak
karabin, ale o krótszej lufie i lżejszym łożu' (PgżK)
kadrowiec - 'żołnierz należący do kadry' (PgżK)
kalesraki - 'kalesony' (I)
kałdun - pot. 'brzuch' (PgżK)
kantyniara - 'osoba sprzedająca w kantynie' (OJŻ)
kapować - 'rozumieć' lub 'donosić' (PgżK)
kapsel,  kaprawiec,  kapralina taśma, zegar, narciarz - 'kapral' (I, PgżK)
kapuś - 'donosiciel' (PgżK)
karakan - 'żołnierz niskiego wzrostu' (PgżK)
kawiarnia - 'toaleta' (I)
kić - 'areszt wojskowy' (PgżK)
kiep - pot. 'niedopałek papierosa' (PgżK)
kierowiec - 'kierowca' (I)
kimać - pot. 'spać' (PgżK)
kipnąć - 'umrzeć' (PgżK)
klamoty - 'mundur, części umundurowania' lub 'rzeczy, przedmioty, graty'
(PgżK)
klejnoty rodzinne - 'genitalia' (PgżK)
knurzyć, ciąć komara, zgrywać oko z poduszką -'spać' (I)
kocówa - 'samosąd koleżeński, polegający na nagłym przykryciu delikwentowi
głowy kocem, podczas gdy reszta kolegów okłada go pasami, aby mu daną chwilę
upamiętnić na czas dłuższy' (PgżK)
koks - 'czarny chleb żołnierski' (PgżK)
komandos w spreju, mieć pozamiatane - 'ciężkie szkolenie na poligonie' (I)
komuś nie poszło, komuś nie pykło - 'negatywne zdarzenie', które odbiło się
na którymś z żołnierzy (I)
kondon, opel, opeks - 'kombinezon przeciwchemiczny OP-1' (I)
koniu - 'żołnierz, który ma radiostacje na swoim wyposażeniu' (I)
koń - 'dyżurny PKT' lub 'kandydat na żołnierza zawodowego - słuchacz szkoły
chorążych' (OJŻ)
kopyto - pot. 'stopa, pięta' (PgżK)
kosa - 'bagnet' (I)
kosmita - 'żołnierz, który ma wiele dni do wyjścia' (I)
kosmos - 'wiele dni do wyjścia' (I)
kot - 'żołnierz przed obcinką, a już po szkole' (fw); 'młody,
niedoświadczony żołnierz, rekrut' (SPPAiS)
Krawaty - ...

więcej »

T-34 książka


[CHLAST!]

| No to w tym momencie pojawia się pytanie:
| Dla jakiego momentu historycznego powinniśmy oceniać T-34 [czy
| jakiekolwiek inne uzbrojenie] jako konstrukcję "dobrą" albo "złą"?
| Mnie się wydaje, że punktem wyjścia muszą być początki - tzn. czas
| 1. projektowania, 2. wdrożenia produkcji seryjnej, 3. pierwszego użycia
| bojowego.

A mi się wydaje, że powinno sie brać pod uwagę przynajmniej _zakładany_
okres służby liniowej. Pisze zakładany, bo często maszyny ewidentnie
prestarzałe były nadal w linii, ale to już inna bajka.


Wiesz, obawiam się, że wszelkie założenia dotyczące czasu służby liniowej
są robione na okres pokoju... Zauważ, ile były warte oceny "ile posłuży"
taki czy inny typ maszyny, dokonywane w 1938 roku. Wojna wszystko
przewartościowała. Wymusiła ogromny skok konstrukcyjny i technologiczny.
Nikt tego nie mógł przewidzieć z góry [na tym zresztą polega urok wojny
jako gry... wojna jest jak poker... ale ze mnie poeta, co?  ;) ]

| Wszystko, co się działo później, może najwyżej stanowić taki oto problem:
| Czy Ruscy mieli rację, utrzymując T-34 w produkcji tak długo? Czy jego
| modernizacje były sensowne? Czy utrzymywały go na rozsądnym poziomie
| jakości dla warunków pola walki w 1942? 43? 45? 56 roku?

Tu też dochodzimy do takiego czegoś jak podatność na modernizacje itd.
To wszystko powinno IMO decydować o ocenie konstrukcji jako takiej.
PzIV okazał się podatny, Sherman też (nie tylko firefly, ale różne
takie z haubicami, miotaczami ognie itd). T34 wypada tu nie najgorzej,
ale nie rewelacyjnie, żeby włożyć na niego 85-tkę trzeba go było dość
mocno przekonstruować.


Ale po tej modernizacji jego siła ognia nie dawała szans "czwórkom",
a "Pantera" poza pancerzem przednim też nie miała co pogadać.
Żeby jeszcze celowniki i celowniczowie do tego dorastali.

| W warunkach 1941 r. T-34  j e s z c z e  nie był podstawowym sprzętem ACz,
| ale był już ku temu na dobrej drodze. W relacji do ogólnej liczby czołgów
| ACz był tylko mniejszością, ale w relacji do liczby czołgów przeciwnika
| występował masowo. I ile razy się pojawiał w walce, stanowił dla Niemców

są do dupy a PzIII ma za mały kaliber. To że niemcy nie wyciągnąli z
tego wniosków (albo i wyciągnęli ale nic nie zrobili) to inna sprawa.
Teoretycznie do rosji powinny wjechać PzIII z długą 50-tką i PzIV z długą
75-tką, a piechota powinna mieć Pak40 zamiast kołatek. I wtedy przewaga
T34 nie była by już taka oczywista.


Rany, Konrad! Nie zestawiaj swoich hipotez z realną historią. Bo w tym
momencie ja zacznę argumentować, że Ruscy "powinni" produkować 57-mm.
ZiS-2 bez przerwy i jeszcze zainstalować ją na jakimś porządnym podwoziu
jako niszczyciel czołgów. I "powinni" używać 107 mm. armat plot
analogicznie, jak Niemcy swojego Ciężkiego Flaku-18. No, bo wyobraź sobie,
co by zrobiło trafienie pociskiem 107 mm. o dużej prędkości początkowej
w   d o w o l n y   niemiecki czołg w 1941 r. I jeszcze "powinni"
zainstalować 85 mm. pelotki [a mieli takie, mieli] na podwoziach od KW.
I tak dalej...

| kłopot. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jaki był  p o d s t a w o w y  sprzęt
| pancerny i przeciwpancerny Wehrmachtu, to T-34 sam w sobie ich deklasował.

Tak, bo wehrmacht ruszył na rosję z przestarzałym sprzętem.
To nie świadczy na korzyść T34, na niekorzyść zresztą też nie, ot fakt taki.


Świadczy. Nie ma sprzętu "przestarzałego", ani nawet "sprzętu przestarzałego
w chwili t". Jest tylko sprzęt przestarzały w relacji do zadań, jakie ma
wykonywać w chwili t i do przeciwnika, jakiego w chwili t może napotkać.

Skoro sprzęt III Rzeszy - jednego z podstawowych przeciwników Rosji - był
w 1941 r. "przestarzały", to znaczy, że sprzęt Rosji był co najmniej "w sam
raz" w relacji do tych zadań, które przed nim stawiano.
Dodam zresztą, że skoro sprzęt III Rzeszy był przestarzały, to tym bardziej
T-34 deklasował do kwadratu sprzęt innego potencjalnego przeciwnika tzn.
Japonii.

[ciach dlaczego T34 dostawał w dupę]

| Właśnie unowocześnianie sprzętu przez Niemców w następnych latach wojny
| zniwelowało tę przewagę - tak, że to Ruscy byli zmuszeni modernizować
| T-34, żeby zwiększyć jego szanse przeżycia. Z różnym skutkiem.

Ano z różnym. Fakt, że niemcy dość łatwo upgradnęli sprzęt do poziomu
wyższego niż T34 (bo IMO PzIV z długą lufą był lepszy) świadczy, że
był lekko przestarzały już w 41-wszym. Mniej przestarzały niż większość
niemieckiego sprzętu i nadal dość dobry. Ale bez rewelacji.


Łatwo, bo mieli elastyczną myśl techniczną i wojskową. Nie dlatego, że
kadłubek Pz IV jakoś górował nad kadłubkiem od T-34.

| Niemniej w świetle powyższego pogląd Ziemkiewicza:
| | | wielkie dni "Rudego" to nie Stalingrad, Kursk ani Berlin,
| | | ale raczej szturm na Budapeszt w 1956.
| - jest całkowicie bezsensowny.

Jest
Ja nie bronię Ziemkiewicza, bo głupot nawypisywał.


Wszyscy to wiemy, ale on pisze felietony, nie traktaty o historii
wojskowości. To jest wybaczalne.

Czepiam się przeginania w drugą stronę. T34 był dobrym czołgiem, ale IMO
nie był jakąś straszliwą rewelacją. Koncepcja była świetna, gorzej z
detalami, a to wszystko złożyło się na średni w sumie czołg.


"Straszliwą" nie był. Być może nie był w ogóle rewelacją. Był po prostu
bardzo dobry. A później - przynajmniej niezły.

| W 1956 r. T-34/76 v. 1943 był już sprzętem w sam raz nadającym się do
| wyposażenia wojsk Antarktydy prowadzących wojnę przeciwko pingwinom,
| a T-34/85 też już się postarzał. Tylko Ruskim żal było takich zapasów
| żelastwa [i na wymianę ich za bardzo nie było stać], więc rzucili
| je do trzeciorzutowych dywizji.

No, jeszcze w wietnamie sobie powalczył :-)


A Israeli Sherman jak długo był w użyciu? [Dawidzie Adamczyku!
odezwijcie się! Wy to wiecie takie rzeczy w szczegółach, prosimy
o wsparcie]
Ale to nie znaczy, że cały czas był nowoczesny...

| A to, że pod pewnymi względami T-34 został ulepszony po 1941 r.? Pewnie
| to samo dałoby się powiedzieć o jakimkolwiek czołgu, który był długo w

| "Wielkie dni Renault FT17 to nie front zachodni w 1918 r., ale raczej
| zablokowanie bramy w twierdzy Brześć w 1939 r."

Jak już pisałem, bzdur Ziemkiewicza nie mam zamiaru bronić.

| | to szkopy montowały jakieś za przeproszeniem taczanki motorowe, na
których
| | instalowali zdobyte 76 mm armaty F-22 albo ZiS-3, których Ruscy
uciekając
| | zostawili kilka tysięcy. Albo musieli rzucać Stukasy. Albo używali w
| | rozpaczy zdobycznych Miki Mausów T-34...

| No bo generalnie blitz nie polegał na tym, żeby czołgi walczyły z
czołgami.

| Owszem, polegał  r ó w n i e ż  na tym. Na początku wojny - na tym, żeby
duża

| ilość naszych czołgów walczyła z małą ilością czołgów przeciwnika.

No patrz, a mi sie wydawało, że czołgi powinny wjechać tam gdzie obrona
jest najsłabsza.


No to którą francuską dywizję piechoty byś atakował, skoro w każdej był
jakiś tam batalion czołgów? Właśnie na tym polegała zabawa:

front ma 500 kilometrów
przeciwnik ma 50 związków taktycznych
w ich składzie jest 1000 czołgów
my mamy na tym samym froncie 50 związków taktycznych
w ich składzie jest 500 czołgów
przeciwnik rozmieścił je po równo
wychodzi mu po 20 czołgów na dywizję i 2 czołgi na kilometr
my wpakowaliśmy wszystkie czołgi do dwóch dywizji
zakładam dla uproszczenia, że regulaminowy pas działania dla ZT jest
u nas i u nich 10 km.
tam, gdzie zaatakujemy [znowu dla uproszczenia: dywizja na dywizję], mamy
25 czołgów na kilometr
i 250 czołgów na ich 20
[...ładna to piosenka, niedługa...]

| Ponadto, jeśli się chce walczyć w parę tysięcy czołgów przeciwko
dwudziestu
| tysiącom - to należy się z tym liczyć, że do takich starć  m u s i  dojść.
| Zresztą Niemcy to zakładali. Zauważ, że wszystkie wczesne wersje Pz III,
a
| także "czechy" 35 i 38 miały typowe uzbrojenie do walki z bronią pancerną.

Karabiny maszynowe nie są raczej bronią ppanc. A nie powiesz mi, że km-y
to czołg ma tylko do samoobrony.


Tu zgoda. Ale stanowiska broni wsparcia marnie się likwiduje z km-u.

| Inna sprawa, że aż do pojawianie się PAK-40 w dużych ilościach, to
piechota
| nie bardzo miała się czym przed T34 bronić. Ale przed matildami
| też nie miała czym.

| A ile sztuk tych Matild [albo np. Char B1 bis] mogli napotkać?
| A ile T-34?

A co to ma do oceny T34 jako udanej lub nieudanej konstrukcji ?


To, że jak produkujesz w śladowej ilości czołg zdolny bezkarnie rozjechać
obronę przeciwnika - to może nie mieć znaczenia w praktyce. Ale jak go
produkujesz masowo...
Na froncie niemieckiej dywizji piechoty mogło się pojawić jednocześnie
kilkanaście Matild... albo jedna czy dwie brygady T-34 po 50 sztuk.
Z czym wolałbyś mieć do czynienia jako dowódca tej dywizji?

| | A zupełnie inna sprawa to precyzja
| | przyrządów celowniczych, która w T34 była taka sobie.

| | A owszem, te Ruscy zaczęli produkować lepsze dopiero, jak w 1945
zgarnęli
| | całe zakłady Zeissa, razem z obsługą i inżynierami. Zresztą dzięki temu
| | mamy na targowiskach najtańsze lustrzanki jednoobiektywowe świata tzn.
| | Zenity. W sumie nie takie złe...

| | Zresztą PzIII z 50-tką też sobie z T34 radziły.

| | Którą 50-tką? L/42? No


...

więcej »

Czy Apache AH-64 po Mi-24 w Polskiej Armii ?

| ZTCW to w praktyce Mi-24 moze _albo_ oslaniac, albo przenosic desant. Po
prostu z powodu ograniczonego udzwigu. Wobec tego desant moglby wygladac w
ten sposob, ze dwa smiglowce wysadzaja desant, a dwa oslaniaja. W
przypadku
smiglowcow uniwersalnych masz do wyboru:
1 smiglowiec desantu : 3 smiglowce oslony, albo 2 : 2, albo 3: 1. Zaleznie
od potrzeb. Uzycie maszyn specjalizowanych nie daje takich mozliwosci.


tzn jakich???
jak masz do dyspozycji oba typy to grupę uderezniową sobie skomletujesz jaką
zachcesz
zobacz też inny aspekt:
Mi-24 weźmie bodajże 8 osób desantu - tej samej wielkości Mi-8 min. 2 razy
tyle
czyli jeden tani śmigłowiec desantowy muszą zastąpić dwie maszyny
uniwersalne znacznie droższe - gdzie tu sens?

Dalej, w trakcie dzialan, w zaleznosci od potrzeb mozesz smiglowcami
uniwersalnymi albo dostarczac zaopatrzenie, albo wspierac ogniem. Znow -
gdybys mial smiglowce specjalizowane, nie jestes w stanie przeznaczyc
calosci sil do wybranego zadania, zawsze transportowe zajmuja sie
dostarczaniem zaopatrzenia, a wsparcia - wsparciem.


to jest marnotrastwo sprzetu-to tak jak do wożenia grochówki używałbyś
czołgu zamiast ciężarówki
zamiast kupować 2 Mi-24 dostaniesz 4 MI-8, które przewiozą razem 8 razy
więcej ładunku niż te Mi-24

istnieje zbyt duża rozbieżność wymagań w przypadku tych dwóch konstrukcji by
powstała odpowiednia konstrukcja, która będzie duża, ciężka, droga i na
pewno gorsza w większości parametrów niż maszyny specjalizowane

Ale to co powyzej - pozostaje w mocy, bo cztery smiglowce mogace robic
wszystko, zamiast po dwa specjalizowane = wiecej wariantow dzialania.


nie
taki przypadek że to Ci się naprawdę przyda zdarzyć może się tak rzadko że
skórka nie jest warta wyprawki

zobacz jak poszedł na świecie rozwój śmigłowców - nikt juz nie powtórzył
koncepcji Mi-24 bo to się nie sprawdziło
wyciągnij wnioski

| - wynika z to ze
| sprzecznych wymagań dotyczących maszyn transportowych i wsparcia -
pierwsze
| muszą mieć dużą ładowność, od drugiej wymaga się siły ognia (bardzo
drogie
| systemy kierowania + ciężkie uzbrojenie) oraz odpowiednia odporność
(solidne
| opancerzenie), wszystko to kosztuje i oznacza iż maszyna uniwersalna
(taki
| AH-64 z przedziałem desantowym) ważyłby bardzo dużo i byłby bardzo drogi

Mi24 taki drogi nie jest.


bzdura
w momencie kiedy powstawał był drogi w porównaiu do innych maszyn, chociażby
Mi-8, którego podzespoły wykorzystywał
w tej chwili koszt dporowadzenia tego śmigłowca choć w części do wymagań
wspólczesnych przekracza koszty zakupu nowych śmigłowców transportowych, a
nadal będziemy dysponować sprzętem używanym, o ograniczonym resursie i
możliwociach

| zauważ że siły zbrojne używające Mi-24 używają też duże ilości
śmigłowców
| transportowych do celów desantu taktycznego - jeden Mi-8 zabierający dwa
| razy więcej desantu niż Mi-24 kosztuje pewnie połowę jego ceny

A to trzeba by poszukac.
:-)


co poszukać?
wystarczy sięgnąć do pamięci wewnętrznej i przypomnieć sobie co jest w
lotnictwie polskim i kilku innych krajów Europy centralnej i wsch.

Powtorze jeszcze raz:
Masz 100% racje w przypadku duzych oddzialow smiglowcowych. Mi8 zabiera
duzo a kosztuje malo. Specjalizowany smiglowiec wsparcia czy ppanc jest
duzo lepszy od uniwersalnego, w swojej dziedzinie. Moje zalozenie jest
prawdziwe tylko w przypadku kiedy mamy maly, samodzielny oddzial
smiglowcow, powiedzmy organiczny pododzial batalionu zmech. W sile plutonu
smiglowcow. Wtedy, stosowanie kilku typow smiglowcow w jednym plutonie
(kluczu) jest bezsensowne z powodow logistycznych. Trzeba by wiec wybrac:
albo transportowe, albo ppanc.
Albo uniwersalne.
:-)


raczej błędne założenie
to nie struktura armii ma określać sprzęt tylko wymagania pola walki, koszty
i logika

na tej zasadzie uzbroj pluton piechoty w uniwersalne rakiety p.panc/p.lotn.,
same karabiny maszynowe o celności karabinu snajperskiego itp, bo po co w
ramach plutonu uzywać tak różnorodnego sprzętu

przyjąłeś po prostu błędne założenie
myśl dlaczego nikt potem nie poszedł w tym kierunku, nawet Rosjanie budując
nowe Mi-28 i Ka-50 poszli inną drogą

Dowiedzialem sie ze przewidywana w Polsce modernizacja 40 Mi24 ma
kosztowac
troche ponad 800 milionow zlotych. Wiec okolo 5 milionow USD za
modernizacje jednego, dwa razy wiecej niz najbardziej "wypasiona"
modernizacja w Rosji.
:-)


zapomnij
ze względów politycznych, logistycznych i wojskowych nie zdecydujemy się w
ciągu wielu najbliższych lat na tylko rosyjską modernizację sprzętu
(szczególnie w zakresie elektroniki)
powodów jest cała masa i nie chce mi się ich wymieniać ale ta droga jest
definitywnie zamknięta i należy się z tym pogodzić

Pododdzialy zabezpieczenia i wsparcia dzialan batalionu zmotoryzowanego

Jesli mowimy o _organicznych_ skladnikach batalionu, to w Polsce
przewiduje
sie po jednej grupie naprowadzania lotnictwa taktycznego w batalionie. W
przypadku jednostek gorskich i aeromobilnych maja dysponowac Honkerem. I
tyle sie tych grup szkoli.
Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, zeby szkolic grupy naprowadzania
lotnictwa i umieszczac je wyzej, w brygadzie. I przydzielac wg potrzeb
poszczegolnym batalionom.


moim skromnym zdaniem tych TACP powinno byc jak najwiecej.. szczegolnie ze z
wejsciem do sluzby F16 nasze mozliwosci CAS wzrosna kilkunastokrotnie :)
Ponadto w momencie wybuchu wojny NATO mogloby nas wspierac wylacznie
lotnictewm w poczatkowej fazie dzialan.. a TACP jest niezbedne zeby to
wykorzystac.. Podobnie w misjach pokojowych.. zawsze nad glowa bedziemi
mieli USAF albo EUAF ;)))

Moze i tak, ale ja tutaj opisuje tylko "pododzialy zabezpieczenia i
wsparcia", a nie pododzialy piechoty, zmechanizowane czy artylerii. Sekcje
naprowadzania artylerii sa w Polsce skladnikiem pododdzialu artylerii, nie
ma "swobodnie dzialajacych sekcji naprowadzania artylerii do dyspozycji
dcy
batalionu" czy innego oddzialu. Sekcje takie sa zawsze zwiazane (i
przydzielane odddzialom/zwiazkom taktycznym) _razem_ z obslugami dzial.
Taka organizacja.


ale jest sekcja mozdzierzy w batalionie prawda? kto jej podaje koordynaty?
na poczatku dowodca plutonu podaje koordynaty do sztabu batalionu a stamtad
dopiero do sekcji mozdzierzy?

KMW MUNGO.
:-)
Malo znany samochod, nie wymienilem go wsrod przykladowych dwutonowek.
Jest to najmniejsza chyba wojskowa dwutonowka 4x4, specjalnie przygotowana
dla wojsk aeromobilnych.
Uroda "smieciarki", ale ma tylko 185 cm szerokosci i skladany dach.
Jest tez w wersji samochodu pancernego.


No ale poco? Sa 2 rodzaje samochodow.. jeden lekki, taki jak honker,
nieopancerzony z 12,7mm karabinem maszynowym na gorze. Przystosowany do
przerzutu samolotem. Drugi to ciezki, opancerzony HUMVEE.. przystosowany do
dzialan patrolowych.. tzn np karabin maszynowy ma pancerna plyte, sa
zbiorniki wody itpitd. Taki Mungo to polaczenie zarowno dobrych jak i zlych
cech.. 1. Wazy duzo wiecej niz honker a jednoczesnie za malo zeby zapewnic
poziom bezpieczenstwa taki jak opancerzony HUMVEE. 2. Jest wiekszy niz
honker, wiec w dzialaniach szybkich wojsk aeromobilnych jest za ciezki, pali
wiecej paliwa przez wieksza wage, trzeba tego paliwa wiecej dowiesc droga
lotnicza.. jednoczesnie jest za maly dla wygodnego patrolowania. 3. To jest
pojazd zaprojektowany w NRD (sic!!!!) i produkowany dla armi wschodnich
niemiec (byl o nim kiedys artykul w JDW) Chcesz jezdzic trabantem?. 4. Czy
chcialbys jako zolnierz jezdzic czyms tak brzydkim?

Moim zdaniem mozna dyskutowac czy ciezki HUMVEE czy np KMW DINGO ale nie
mozna wprowadzac jeszcze jednej kategorii posredniej

Interoperacyjnosc i dostepnosc czesci dotyczy tez Iveco M40.
Widzisz, ale w Iraku sa w tej chwili nie tylko Amerykanie. Sa brygady
Hiszpanow i Wlochow. ZTCWAMSM uzywaja wlasnie Iveco, nie Humvee. Mimo
bliskich zwiazkow z USA...
(Info od producenta Iveco, moze byc niepewne...)


Wlosi oczywiscie ze Iveco.. a co do hiszpanow to nie wiem ale jak kraj
nadaje wlasnej brygadzie nazwe plus ultra to musi miec kompleksy :PPP Nie
bede podawal swoich opinii na temat Iveco (moj ojciec mial w fabryce 2
dostawcze Iveco.. sprzedal po roku w ciagu ktorego w sumie 3 miesiace staly
w serwisie) bo po prostu nie wiem jaka jest awaryjnosc HUMVEE.
Mnie siem wydaje to jest jak z tymi kamizelkami kuloodpornymi... Polska chce
2 tys kamizelek? Ok, my friend. za 3 tygodnie przyjedzie ich 2 tys z
kuwejtu. Wyobraz sobie taka prosbe w stosunku do wlochow czy hiszpanow.
Jesli gdzies jest batalion wlochow to pewnie obok jest brygada amerykanow..
znajac mozliwosci transportowe USA ile razy wiecej czesci zamiennych beda
oni mieli? 5? 10 razy wiecej? Gdzie takie czesci beda dostepne? Jedyna misje
od nastu lat w ktorej nie bylo hamerykanow to bylo - z tego co pamietam -
przywracanie pokoju w albanii po rozruchach. tam byli wlosi ale to ze
starych historycznych powodow. Tak samo jest z gripenem.. teoretycznie SAAB
moze dostarczyc czesci na kraniec swiata.. ale w praktyce lepiej isc do
hangaru obok gdzie kwateruja jankesi i sobie ja wziac :)))

| 4) Nie jestem zwolennikiem tworzenia sil typu:
| ciezkie (Leo2, Pt92, BWP1), srednie (KTO), lekkie <misyjne(ciezkie
| odmiany HUMVEE), lekkie <aeromobilne(honker ze skladanym dachem).

"Powstana wyspecjalizowane wysoce mobilne sily..." jak pisze w Strateggi
ktora niedawno prezydent byl podpisal.
czyli jakie? ;))

| 6)Drugie wyjscie to zapomniec o aeromobilnosci 25 i 6 brygady. Nie
| oszukujmy sie Polska nie jest i nie bedzie zdolna do przerzucenia i
| zaopatrywania brygady wojska z powietrza.

Nigdy nie moge sie dopytac ILE kilo dobowo ptrzebuje batalion, wiec trudno
mi ocenic...
:-)


bo to jest pewnie tajne. Ale chyba sa takie dane hamerykanskie.. gdzies
przynajmniej takie widzialem..

A kto wie jakie misje nas czekaja, moze sie okazac, po reorganizacji na
twoj sposob, ze w nastepnej wojnie USA kontra Ngwane, (przyklad) potrzeba
bedzie wyslac dwa bataliony Leopardow i tyle.


o ile na interwencje zgodza sie niemcy .. Izraelowi przyblokowali dostem do
silnikow MTU do Merkav jak siem zaczely problemy z Palestynczyka.. I dlatego
o ile sie uzalezniac militarnie to od kraju ktory politycznie jest nam
bliski.. czyli z USA. Leopardy nigdy nigdzie nie pojada.. zreszta jak je tam
przewiesc..

BTW, Napiecia na granicy Rosyjsko Ukrainskiej daja nam szanse na wykazanie
sie pomoca.
Ukraina chetnie przyjmie glos poparcia "politycznego".
O czym pisze?
i tu masz racje.

Brygada Loeopardow jest w 100% ukompletowana, a wyszkolona w ponad 90%.
ZTCW zostaly glownie "cwiczenia wspoldzialania batalionami" - ktore
powinno
sie robic na poligonie.
;-)
Hmmm... A gdyby tak....
Polaczyc cwiczenia zgrywajace batalionow z cwiczeniami przerzutu brygady
koleja... Szerokotorowa....
;-)
Demonstracyjne cwiczenia polskiej setki czolgow nad granica
Ukrainsko-Rosyjska...
Ech...
:-D


to juz jest zabawa dla duzych chlopcow. Ryzyko olbrzymie ale mnie sie
osobiscie wydaje ze jakby co do czego przyszlo to USA wezma strone Ukrainy..
czyli takiego "cwiczenia poligonowego" by nam raczej nie zablokowali..
pozdrowka
lekomin inc

Linia Mołotowa

Linia Mołotowa może się przyda ???

Rezultatem sowieckiej agresji na Polskę było przesunięcie granic Związku Radzieckiego na zachód. Musiała zostać zmieniona koncepcja obrony terytorium, tym bardziej, że Stalin planował wojnę z Niemcami. Dotychczasowy system działań obronnych opierał się na tzw. Linii Stalina. Był to pas fortyfikacji ciągnący się wzdłuż poprzednich granic, od Karelii do Morza Czarnego. Ze względu na długość tej granicy system opierał się na oddzielonych od siebie rejonach umocnionych, osłaniających główne kierunki operacyjne. Pomiędzy nimi znajdowały się duże nieumocnione tereny. Do prac projektowych nad umocnieniem nowej granicy przystąpiono już w październiku 1939.

Założenia fortyfikacji
Stalin wybrał koncepcję budowy umocnień bezpośrednio w pasie granicznym, z wykorzystaniem przeszkód naturalnych (w szczególności rzeki Bug). Odrzucona koncepcja, promowana przez szefa Sztabu Generalnego marszałka Szaposznikowa, przewidywała budowę umocnień w odległości kilkudziesięciu kilometrów od granicy, co utrudniłoby Niemcom obserwację prac i pozwoliło stworzyć głębokie, umocnione przedpole. W trakcie budowy kilkakrotnie zmieniały się koncepcje założeń operacyjnych Armii Czerwonej. Powodowało to korekty przebiegu linii umocnień i zmiany nasilenia prac na poszczególnych odcinkach. Ostatecznie linia żelbetowych i pancernych fortyfikacji stałych uzupełnionych o fortyfikacje polowe miała ciągnąć się od Bałtyku w okolicach Połągi na Litwie, aż za Przemyśl na południu.

Założenia umocnień opierały się na Rejonach Umocnionych (RU po rosyjsku UR czyli Ukrieplionnyj Rajon) obejmujących front o długości 80 do 100 km. Takich RU było 13. Pierwszą linią obrony RU były umocnienia polowe nazywane pasem przesłaniania. W odległości od kilku do kilkunastu kilometrów w głąb, znajdowały się tzw. węzły obrony składające się z sieci schronów bojowych przeznaczonych dla artylerii i karabinów maszynowych. W RU znajdowało się 3 do 5 węzłów obrony obsadzonych w założeniu przez batalion załogi stałej każdy. Takie batalionowe węzły obrony miały być podstawą działań wojennych. Posiadały naokoło system przeszkód przeciwpiechotnych i zapór przeciwpancernych. W węźle obrony znajdowało się 3 do 5 kompanijnych punktów oporu składających się z kilku, blisko siebie położonych i osłaniających się nawzajem schronów bojowych.

Rejony Umocnione Linii Mołotowa
Telszewski Rejon Umocniony
Szawelski Rejon Umocniony
Kowieński Rejon Umocniony
Olicki Rejon Umocniony
Grodzieński Rejon Umocniony
Osowiecki Rejon Umocniony
Zambrowski Rejon Umocniony
Brzeski Rejon Umocniony
Kowelski Rejon Umocniony
Włodzimiersko-Wołyński Rejon Umocniony
Strumiłowski Rejon Umocniony
Rawsko-Ruski Rejon Umocniony
Przemyski Rejon Umocniony

Budowa
Linia Mołotowa Zambrowski RUPrace budowlane rozpoczęły się wczesnym latem 1940, jeszcze przed ostatecznym zatwierdzeniem planów. Decyzję przyspieszyła komplikacja stosunków międzynarodowych spowodowana nieoczekiwanie szybkim upadkiem Francji i zajęciem państw bałtyckich przez ZSRR. Zakres przewidywanych robót wymagał zgromadzenia ogromnych zasobów ludzkich i materiałowych. Jeszcze w styczniu 1940 zaczęto prowadzić nabór robotników do specjalistycznych prac. Jednak główną siłą roboczą byli żołnierze, sformowani w okryte złą sławą bataliony budowlane. Wcielano do nich osoby niepewne politycznie oraz żołnierzy ukaranych dyscyplinarnie. Wiosną 1941 pracowało przy budowie umocnień ok. 140 000 żołnierzy i prawie 18 000 cywilnych specjalistów. W maju liczbę pracujących jeszcze zwiększono. Do pracy zmuszano również tysiące mieszkających w okolicy budów osób. Ogrom wykonanej pracy oddaje sporządzona później przez Niemców inwentaryzacja. Zidentyfikowali oni ok. 1900 obiektów. W tym: 542 schrony dla broni maszynowej, 460 schronów obrony przeciwpancernej, 68 schronów artylerii fortecznej i 43 schrony dowodzenia. Naliczono również ok. 800 obiektów w budowie. Założenia były o wiele większe. Brak czasu oraz sowiecka organizacja pracy uniemożliwiły ich zrealizowanie. Budowę opóźniały ciągłe braki w dostawie materiałów i niewystarczająca ilość środków technicznych. Dokonywane przez Sztab Generalny i ludowego komisarza obrony inspekcje wykazywały słabą dyscyplinę pracy, lekceważenie planów, nadużycia i samowolę. Uzbrajanie wybudowanych już schronów szło bardzo opornie. Częste były kradzieże i przypadki dewastacji umocnień przez żołnierzy i miejscową ludność. Do systemu umocnień włączono polskie fortyfikacje wybudowane na pozycjach SGO "Narew". Pełną wartość bojową system umocnień stałych i polowych Linii Mołotowa miał osiągnąć planowo wiosną 1942. Plany te były nierealne i oparte na zafałszowanej sprawozdawczości. W maju 1941 starano się przyspieszyć znacznie prace budowlane i uzbrajanie gotowych schronów. Część uzbrojenia przenoszono z Linii Stalina. Decyzję Stalina aby przenieść uzbrojenie z drugorzędnych odcinków starej linii wykonano tak gorliwie, że doprowadziło to do ogołocenia sporej części jej umocnień. Zdemontowaną broń składowano w magazynach, a fortyfikacje w dużej części zostały zdewastowane i stały się nieprzydatne do obrony. Pomimo gorączkowych prac w czerwcu, stan Linii Mołotowa przed 22 czerwca 1941 pozwalał na prowadzenie walk obronnych w oparciu o nią tylko w niektórych, odizolowanych punktach oporu.

Działania wojenne
Linia Mołotowa miała pomóc zatrzymać atak nieprzyjaciela na czas potrzebny do przeprowadzenia mobilizacji, a następnie miała służyć jako wsparcie działań zaczepnych własnych wojsk. Zadania te nie mogły być i nie zostały wypełnione. Atak niemiecki zaskoczył Sowietów. Wprawdzie służby wywiadowcze i informacyjne donosiły o nadzwyczajnej koncentracji niemieckich wojsk na granicy, ale rozkazy dotyczące postawienia w stan gotowości armii i obsadzenia stanowisk w schronach bojowych często docierały do oddziałów już po rozpoczęciu działań wojennych. Dodatkowe zamieszanie wprowadził fakt, że atak rozpoczął się w niedzielę. W poprzedzający ją sobotni wieczór kwitło życie towarzyskie i kulturalne, w miejscach obozowania oddziałów organizowano zabawy i pokazy filmów. Związane z tymi rozrywkami picie alkoholu spowodowało osłabienie zdolności bojowej żołnierzy. Na czas zdążono obsadzić tylko część schronów, niektóre obsadzano już pod ogniem nieprzyjaciela. Odizolowane punkty oporu nie powstrzymały szybkiego pochodu Niemców – zostały one najczęściej ominięte i pozostawione drugiej linii wojsk do likwidacji. Trwało to aż do 29 czerwca. Brak pośpiechu ze strony Niemców wynikał z zamiaru wyłapania lub zlikwidowania wszystkich niedobitków i chęci minimalizacji strat własnych.

Typy budowli
Głównym elementem fortyfikacji Linii Mołotowa były schrony bojowe tzw. DOT (dołgowriemiennaja ogniewaja toczka). Klasyfikowano je według sposobu prowadzenia ognia. Te, które prowadziły ogień frontalny (czołowy), wg sowieckiej terminologii nazywano kazamatami (kaziemat). Obiekty prowadzące ogień flankujący (boczny) to kaponiery (kaponir) i półkaponiery (połukaponir), w zależności od tego, czy prowadziły ostrzał dwóch czy jednej strony. Obiekty prowadzące ogień okrężny to blokhauzy (błokgauz), występujące bardzo rzadko. Część schronów przeznaczona była na stanowiska dowodzenia i obserwacyjne. Kolejnym kryterium klasyfikacyjnym był rodzaj środków ogniowych posiadanych przez schron. Tu wyróżniano: obiekty artyleryjskie, obiekty uzbrojone w broń maszynową oraz schrony obrony przeciwpancernej, posiadające armaty przeciwpancerne i broń maszynową. Zgodnie z powyższym nazwa schronu bojowego brzmiała: półkaponiera artyleryjska (artillerijskij połukaponir) lub kazamata broni maszynowej (pulemiotnyj kaziemat) czy kaponiera przeciwpancerna (artillerijsko-pulemiotnyj kaponir). Terminologia ta odbiega od przyjętej w Polsce. Nazwy kazamata czy kaponiera mają tu inne, związane z twierdzami fortowymi, znaczenie.

Schrony budowane były z żelbetu. Sowiecka norma wytrzymałości na ściskanie wynosiła 550 kG/cm2 po ok. miesiącu twardnienia. Ściany wewnętrzne były budowane ze słabszego żelbetu (400 kG/2). Normy te były podobne do obowiązujących w innych krajach. Jednak pośpiech przy budowie oraz bałagan organizacyjny powodowały nieprzestrzeganie norm technicznych. Z zewnątrz schrony zabezpieczane były kamiennymi warstwami rozpryskowymi. Miały one powodować wybuchy pocisków artyleryjskich zanim te uderzą w schron, co osłabiać miało energię eksplozji.

Uzbrojenie
Linia Mołotowa stała się okazją do próby wprowadzenia w praktyce nowych, opracowanych w końcu lat 30., koncepcji uzbrojenia umocnień stałych. Do tej pory zwracano uwagę głównie na szybkostrzelność i długotrwałość prowadzenia ognia. Uzbrojenie sowieckich schronów składało się w ponad 90% z broni maszynowej. Nowe środki uzbrojenia, głównie szybki rozwój broni pancernej, zmusiły projektantów do zmiany proporcji na rzecz artylerii i broni przeciwpancernej. Konieczne stało się również wzmocnienie opancerzenia oraz nabrała znaczenia jego hermetyczność.

Główne typy stanowisk ogniowych, w które miano wyposażyć Linię Mołotowa, to:

Stanowisko Ł-17, na którym instalowano armatę forteczną 76,2 mm wz. 1938/1939. Stanowisko to umieszczano głównie w półkaponierach artyleryjskich i czasem w kazamatach artyleryjskich. Najczęściej armaty montowano parami, co pozwalało na jednoczesne pokrycie ogniem całych pól ostrzału schronów. Obsługę działa stanowiło 5 żołnierzy. Taka sama armata jako L-11 instalowana była w czołgach średnich, również w słynnym T-34.
Stanowisko DOT-4, na którym instalowano armatę przeciwpancerną 45 mm wz. 1934. Stanowisko to przeznaczone było dla kaponier i półkaponier, rzadziej kazamat, przeciwpancernych. W kaponierach umieszczano dwa stanowiska po przeciwległych stronach. W niektórych kazamatach możliwe było zainstalowanie nawet 3 stanowisk. Oprócz armaty we wspólnym pancerzu stanowiska znajdował się, sprzężony z nią, ciężki karabin maszynowy wz. 1939 DS. Kompletne stanowisko miało masę 2364 kg.

Stanowisko NPS-3, na którym instalowano ciężki karabin maszynowy Maxim wz. 1910/30. Ze względu na wodny system chłodzenia lufy, stanowisko oprócz typowego opancerzenia, musiało posiadać system doprowadzania zimnej wody do chłodnic i usuwania wrzątku.
Ręczne karabiny maszynowe wz. 1929 DT i wz. 1927 DP, tzw. Diegtiariewy. DT to karabin identyczny z czołgowym. Stosowany był pomocniczo we wszystkich rodzajach schronów, głównie do osłony zapola oraz w strzelnicach obrony wewnętrznej. DP, czyli karabin piechoty, nie był montowany w strzelnicach, ale stanowił dodatkowe uzbrojenie wypadowe.
Oczywiście według tych założeń udało się uzbroić tylko niewielką część schronów. Sowiecki przemysł zbrojeniowy nie był w stanie wyprodukować tak wielkiej ilości sprzętu w krótkim czasie. W pośpiechu przenoszono stare uzbrojenie z Linii Stalina. Sprzęt ten był najczęściej przestarzały i nie nadawał się do montowania w nowoczesnych pancerzach artyleryjskich Linii Mołotowa. Wiosną 1941 zdecydowano się montować w sposób prowizoryczny (na drewnianych podstawach) sprzęt polowy pozostający w magazynach przygranicznych okręgów wojskowych.

Wewnętrzna budowa schronów
Pomimo różnorodności odmian schronów, można wyodrębnić wspólne cechy rozmieszczenia znajdujących się w nich pomieszczeń. Zabezpieczeniem wejścia była przelotnia ze znajdującą się w ścianie tylnej szczeliną detonacyjną, służącą do odprowadzenia fali uderzeniowej wybuchających pocisków. Przelotnia i szczeliny detonacyjne zamykane były kratami. Wejście do schronu stanowiły pancerne drzwi. Za nimi znajdował się przedsionek, będący jednocześnie śluzą gazową. Obok przedsionka najczęściej znajdowały się dwa pomieszczenia. Jedno z nich pełniło rolę sanitariatu. Drugie prowadziło do wyjścia awaryjnego. Dodatkowo w obu znajdowały się strzelnice obrony wewnętrznej. Centralnie położony był następny przedsionek. Jeżeli schron miał więcej niż jedną kondygnację, to znajdował się w nim właz zamknięty gazoszczelną pokrywą. W mniejszych schronach znajdowało się tu stanowisko dowodzenia ze środkami łączności i peryskopem. Z przedsionka przechodzącego w korytarz prowadziły gazoszczelne wejścia do pomieszczeń bojowych. Najczęściej w takim pomieszczeniu znajdowało się jedno stanowisko ogniowe. Dodatkowo jedno lub dwa małe pomieszczenia służyły za zaplecze. Znajdowały się w nich: miejsca wypoczynku, urządzenia wentylacyjne, maszynownia, studnia. W schronach wielopoziomowych za zaplecze służyła dolna kondygnacja. Amunicję przechowywano rozłożoną w różnych pomieszczeniach, najwięcej w izbie wypoczynku dla załogi. Schrony posiadały własne zasilanie w energię, instalację oświetleniową, system wentylacji powietrza, ogrzewanie, a większe również kanalizację. Przewidziany był zapas paliwa na 60 godzin pracy maszyn schronu bez zmniejszania mocy. Mniejsze obiekty były podłączane do sąsiednich schronów.

Materiał za http://pl.wikipedia.org/wiki/Linia_Mo%C5%82otowa