Oglądasz posty znalezione dla zapytania: Batalion ON quot Świecie quot

a co sadzicie o pracy naszych dzielnych zandarmów MP

[quote="123456"]Witam
Wspomnienie z I zmiany w Iraku.
Wiedza Pana 123456 jest doprawdy imponująca!!! Od kiedy to w US MP mieli sekcje prowadzenia postępowań tego typu? Tak się składa, że nasz namiot był naprzeciw US MP i jeśli była taka potrzeba zgłaszali wszystko co uznali za stosowne. Mało tego, kiedy spalił się AMERYKAŃSKI namiocik, to ŻW prowadziła postępowanie, a nie oni. US MP to typowa jednostka uderzeniowa, Drogi Panie! Przynajmniej takie zadania miał tenże batalion MP. Co do wyjazdów za bramę to proponuję nie się nie pogrążać w niewiedzy. Zarówno panowie z GPSz, jak i EOD Team oraz kierowcy cystern na trasie Hilla-Basrah, a także zespoły inspekcyjne elektrowni w Najafie, Mussayib i innyh doskonale wiedzą o co chodzi. Pan nie musi i to wystarczy! Ktoś już kiedyś napisał, żeby robić swoje a nie oceniać innych. Święte słowa. POZDRAWIAM

 » 

Historyczne mundury dla batalionu reprezentacyjnego WP

[quote="dekiel1964"]

Nonsens w polskim wojsku
2007-04-24 02:59
Kupili mundury z epoki, zapomnieli o broni

Batalion Reprezentacyjny Wojska Polskiego miał 3 maja prezentować się na warszawskim placu Piłsudskiego w mundurach z powstania listopadowego. Ale się nie zaprezentuje. Bo, choć mundury są już kupione, wojsko... zapomniało o pasujących do nich replikach broni
Wszystko zaczęło się od posłów, którzy wpadli na pomysł, by przebrać kompanię honorową WP w historyczne mundury woltyżerów 1. Pułku Piechoty Liniowej z 1830 r. Żołnierze mieli w tych strojach wystąpić podczas uroczystości 3 maja - pisze "Życie Warszawy". Najpierw zdjęto miarę z żołnierzy i ręcznie szyto dla nich mundury po 4 tys. zł za komplet. Ale ci, zanim zdążyli je przymierzyć... odeszli z armii. Mimo to wojsko zakupiło 80 mundurów.

Ale to nie koniec kłopotów. Okazuje się, że wojskowym wyleciało z głowy, że do umundurowania trzeba też zamówić broń. Bez niej nie ma mowy o majowych uroczystościach - pisze "Życie Warszawy".

Co z tego wynika? Jeden wielki nonsens. Który z pewnością przejdzie do historii polskiej armii - komentuje "Życie Warszawy".

.



Nie ma co się śmiać. To kompletna kompromitacja! Poseł to poseł, ale żeby Armia dała się tak ośmieszyć?! Niedługo do wojska trzeba będzie brać z łapanki. To się w głowie nie mieści, jak w armii trzeciego świata!

Zwyciężymy... Choćby ściągając Boga z niebios!

Wirtembergia



Wirtembergia. Kraj ludzi mężnych, pracowitych oraz ojczyzna kilku uczonych. Wirtembergią od lat już dość wielu rządzi mądry i dobry Książę Jan Fryderyk. Oto jak potoczą się losy tego małego, południowo-niemieckiego kraju…

MAPA KSIĘSTWA WIRTEMBERGII


Synod Kościoła Luterańskiego w Xięstwie Wirtembergii zakończony! Oto jego postanowienia:

1. Podstawą wiary jest Pismo Święte, uzupełniane Konfesją Augsburską.
2. Głową Luterańskiego Kościoła Wirtembergii jest Xiążę Wirtembergii. On powołuje i odwołuje biskupów, zakłada i likwiduje biskupstwa, zatwierdza postanowienia synodów. Wręcza także pierścień Arcybiskupi każdemu nowemu Arcybiskupowi Stuttgartu, którego sam wybiera.
3. Każdy obywatel Xięstwa Wirtembrgii powinien być luteraninem. Może wyznawać inną wiarę, lecz nie może wtedy pełnić funkcyj urzędniczych, ani zostać oficerem wojska.
4. Do budowy Katedr wolno używać dużej ilości złota, gdyż tak ważny Dom Boży nie musi być ubogi. Zwykłe kościoły luterańskie nie powinny być jednak przesadnie zdobione.



W styczniu mądry Książę wydał także kilka dekretów. Oto one:

Dekter Xiążęcy o manufakturach

I. Rodzaje

I.Manufaktury podzielone są na dwa rodzaje:
a)Xiążęce, budowane przez władcę
b)Prywatne, tworzone przez osoby prywatne

II. Xiążęce Manufaktury

I. Manufaktury Xiążęce zarządzane są przez wyznaczoną przez Xięcia osobę, która może zostać w każdym momencie przez niego odwołana.
II. 1/4 ich dochodów jest przekazywana skarbcowi Xięcia, reszta powinna być spożytkowana na rozwój manufaktury i spłatę wszelkich należności.
III. Xiążę Wirtembergii może sprzedawać i budować swoje manufaktury bez żadnych ograniczeń.
IV. Co jakiś czas manufaktury są kontrolowane. W wypadku wykrycia nieprawidłowości zarządca manufaktury może zostać odwołany oraz bardzo surowo ukarany.

III. Prywatne Manufaktury

I. Na budowę manufaktury osoba prywatna musi mieć specjalne pozwolenie, wydawane przez miejscowego zarządcę.
II. Przez pół roku od powstania manufaktura jest zwolniona z podatków (Szlacheckie przez rok).
III. Manufaktura musi regularnie płacić podatki, ustalane przez urzędników Xiążęcych na podstawie produkcji i zysków.
IV. W wypadku bankructwa, lub innych wypadków manufaktura zostaje przejęta przez Xięcia i działa dalej na prawach Manufaktury Xiążęcej.
V. Powstające manufaktury mogą dostać wsparcie od Xięcia.
VI. Szlachcic budujący manufakturę może wystąpić o specjalne wsparcie pieniężne Xięcia.



[quote]
Jan Fryderyk von Württemberg z Bożej Łaski Xiążę Wirttemberski.[/quo te


[ b]Dekret o władzach miejskich[/b]

Artikel I.
Władze miejskie są głównym organem ustawodawczym i wykonawczym w obrębie miast.

Artikel II.
I. Rada Miejska składać się ma z 30 obywateli Wirtembergii, którzy zamieszkują to miasto dłużej niż 5 lat. Gdy miasto założone dopiero było, wszyscy jego mieszkańcy zamieszkujący mogą ubiegać się o członkostwo w zarządzie miejskim.
II. Rada Miejska wybierana jest w wyborach powszechnych. Prawo głosu mają jedynie dorośli mężczyźni.
III. Członkowie Rady Miejskiej funkcję swą sprawują przez 5 lat.
IV. Członkiem Rady Miejskiej nie może zostać człowiek skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Xięstwa Wirtembergii.

Artikel III.
I. Burmistrz wybierany i odwoływany jest przez Radę Miejską za aprobatą Xięcia.
II. Burmistrz funkcję swą sprawuje przez 4 lata, chyba, że odwołany zostanie przez radą Miejską decyzją 2/3 głosów.

Artikel IV.
Burmistrz i Rada Miejska mają za zadanie dbać o porządek w mieście, o regularne zbieranie podatków i o poszanowanie prawa w jego obrębie.

Artikel V.
I. Rada Miejska wybiera Sędziego Najwyższego, Skarbnika Miasta, Starszego Gildii i Marszałka Rady Miejskiej.
II. Burmistrz wybiera Komendanta Straży Miejskiej, Głównego Poborcę Podatków i Naczelnika Więzienia.

]

[ b]Dekret o szpitalach miejskich[/b]

I. Widząc jakie zagrożenie zarazy straszliwe ze sobą niosą, nakazujemy, by każde miasto powyżej 1000 dusz szpitalem własnym oraz przyszpitalną kaplicą i cmentarzem dysponowało.

II. Opiekę nad tego rodzaju miejscami sprawować będa lekarze świeccy, wespół z duchownymi protestanckimi. Urząd miasta opłacać winien co najmniej dwóch medyków.

III. Szpitale nie mogą być otwierane w obrębie murów miasta, gdyż powoduje to możliwość zarazy.

IV. Zwłoki osób zaraźliwie chorych winne być szybko zakopane na przyszpitalnym cmentarzu.

V. W szpitalu winne być wydzielone specjalne miejsca dla osób zaraźliwie chorych oraz weteranów wojennych (których szczególną opieką za ich męstwo roztoczyć należy).

VI. W szpitalu każdym winien znajdować się przynajmniej jeden duchowny luterański.

VII. Przy każdym większym szpitalu winna znajdować się filia szkoły medycznej, gdzie młodzi lekarze pobieraliby praktyki. W szpitalu głównym w Stuttagrcie winna zostać otwarta Akademia Medyczna.



Książę podpisał także dekret o odznaczeniach.



Dekret Xiążęcy o Odznaczeniach

I. My, Xiążę Wirtembergii Jan Fryderyk ustanawiamy następujące Ordery Xiążęce.

II. Wojskowy Order Zasługi.
I. Isnieją trzy klasy Wojskowego Orderu Zasługi: Złoty, Srebrny i Brązowy
II. Order ten otrzymuje się za zasługi na polu bitwy.

III. Cywilny Order Zasługi
I. Isnieją trzy klasy Cywilnego Orderu Zasługi: Złoty, Srebrny i Brązowy
II. Cywilny Order Zasługi otrzymuje się za ogólne zasługi dla Xięstwa Wirtembergii.

IV. Order Marcina Lutra
I. Order ten nie jest podzielony na klasy.
II. Otrzymuje się go za ogólne wspieranie protestantyzmu.

V. Order Jana Fryderyka
I. Order ten nie jest podzielony na klasy.
II. Otrzymuje się go za wybitne zasługi ogólne dla Xięstwa Wirtembergii.

VI. Order Bene Merentibus
I. Order ten nie jest podzielony na klasy.
II. Otrzymuje się go w dniu imienin Xięcia, za wybitne zasługi dla Xięstwa. W jednym czasie odznaczonych może myć co najwyżej 10 osób.

VII. Wielki Order Gwiaździstego Krzyża
I. Order ten nie jest podzielony na klasy.
II. Jest to najwyższe odznaczenie w Xięstwie Wirtembergii i jako jedyne może być przyznawane także cudzoziemcom.
III. Otrzymanie orderu uprawnia do wejścia do Wielkiego Zakonu Rycerzy Gwiaździstego Krzyża
IV. Rycerzy może być w jednej chwili co najwyżej 25 (nie licząc Xięcia, który jest Wielkim Mistrzem Zakonu)
V. Rycerze siedzibę swą mają na zamku Wolfegg.
VI. Zjazdy zakonu odbywają się co roku i trwają przez cały sierpień.

VIII. Odznaczenia (za wyjątkiem Wielkiego Orderu Gwiaździstego Krzyża oraz Orderu Bene Merentibus) mogą być przyznawane zarówno za życia jak i po śmierci.

IX. Wszystkie odznaczenia nadaje sam Xiążę Wirtembergii



Na dworze Xiążęcym ciągle narastała niechęć do sąsiedniej Badenii. Coraz częściej słychać było, że kraj ten trzeba zgnieść. Na początku lutego świnie badeńskie wysłały obelżywy list do Xięcia. Oto on:


Margabia Badenii Georg Friedrich von Baden-Baden do Xięcia Wirtembergii Jana Fryderyka I. Ty, sprzedawczyku, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z Ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz Ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z Tobą ziemią i wodą, kurwa Twoja mać. Kucharzu Ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński Ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa Twoja mać.


PS. List napisany na podstawie Pisma Kozaków zaporoskich do sułtana Mehmeda IV

List ów wywołał wściekłość w całej Wirtembergii. Został on także wydrukowany i przeczytany we wszystkich większych miastach wirtemberskich, by każdy mógł dowiedzieć się kim tak naprawdę są ich sąsiedzi. Wypowiedzenie wojny Badenii mogło było tak naprawdę tylko kwestią czasu. Książę Wirtemberski wiedział, że do wojny z innym państwem Cesarstwa potrzebna jest zgoda Cesarza. Wysłał mu więc kopię listu z prośbą o zgodę. Po miesiącu nadeszła odpowiedź. Wirtebergia może wypowiedzieć wojnę Badenii oraz uzyskuje specjalne, Cesarskie Casus Belli.

W marcu podpisano dekret, który unowocześnić miał Armię Książęcą. Oto on:



Reforma Wojskowa Xięstwa Wirtembergii

Chcąc unowocześnić i usprawnić siły wojskowe Xięstwa naszego, przeprowadzamy reformę tą, by wrogowie nasi zczezli, a naród bezpiecznym był.

I. Piechota



Piechotę dzielimy na ciężką i lekką.

Do piechoty ciężkiej należą opancerzeni muszkieterzy uzbrojeni w muszkiet, lekką zbroję, rapier. Zadaniem ich jest zniszczenie wroga dzięki salwom ogniowym z broni palnej.

Do ciężkiej piechoty zaliczamy również pikinierów uzbrojonych w lekkie zbroje, rapier i długą pikę. Zadaniem ich jest osłona bratnich wojsk przed nacierającą wrogą jazdą.

Do lekkiej piechoty zaliczmy zebranych i uzbrojonych w różnoraką broń białą i palną chłopstwo, mieszczaństwo. Zadaniem ich jest atak na obóz wroga, wspomaganie i osłanianie muszkieterów w walce wręcz.

Zarówno w ciężkiej jak i lekkiej piechocie 200 wojaków tworzy regiment. 1000 piechurów stanowić będzie natomiast pułk piechoty.

Każdy pułk tworzy się z 3 regimentów muszkieterów i dwóch regimentów pikinierów.

Batalion piechoty tworzyć będzie 1000 piechoty lekkiej.

II. Jazda



Jazdę dzieli się na ciężką i lekką.

Do ciężkiej jazdy zalicza się kirasjerów uzbrojonych w kirys, dwa pistolety i rapier.
Do ciężkiej jazdy zaliczamy również rajtarów uzbrojonych w kirys, muszkiet, dwa pistolety i szablę. Celem ciężkiej jazdy jest przełamanie linii obronnych przeciwnika, potężnym uderzeniem, rajdem.

Do lekkiej jazdy zalicza się dragonię uzbrojoną w zbroje kryte, rapier lub szablę, dwa pistolety. Celem jazdy lekkiej jest oskrzydlanie wroga, szybkie ataki oraz podjazdy.

100 jazdy lekkiej i ciężkiej nazywamy pułkiem jazdy. 1000 jezdzców tworzy szwadron.
Szwadron składa się z 6 pułków dragonii, 2 pułków rajtarii i 2 pułków kirasjerów.

III. Artyleria



Artylerię dzieli się na lekką i ciężka.
Lekkie działa funtowe należą do artyleri lekkiej.
Kartauny naeżą do artylerii ciężkiej.
Kolumbryny jako artyleria wielce potężna i mało zwrotna, będą wykorzystywane tylko przy oblężeniach.

Działa skupiamy w bateriach. Bateria to 5 dział. Każda bateria zawiera 4 lekkie działa funtowe i jedną Kartaunę.

IV. Rzecz o dowódcach i oficerach.

Dowódcy piechoty :

Pułkownik Piechoty
Podpułkonik piechoty
Major pułku
Kapitan regimentu

Dowódcy jazdy :

Pułkownik jazdy
Podpułkownik jazdy
Major szwadronu
Kapitan pułku jazdy

Dowódcy artylerii :

Pułkownik Artylerii
Podpułkownik Artylerii
Major Baterii
Kapitan Baterii

V. Rzecz o Oficerach pomocniczych

W każdym pułku i szwadronie winni być następujący oficerowi pomocniczy:
- 1 kwatermistrz
- 1 kapitan broni
- 1 medyk
- 1 sekretarz
- 1 tłumacz języków obcych

Podpisał i złożył pieczęci Jan Fryderyk, Jaśnie Oświecony Książę Wirtembergii, Mompelgard, Stuttgartu



8 kwietnia 1617 roku wojska Wirtemberskie przekroczyły granicę z Badenią. Dowódcami wojsk Wirtembeskich byli – Książę Wirtembergii i Marszałek Johann Hermann Von Fürstenstein. Po kilkunastu dniach stoczyły walkę z wojskami wroga pod Baden Baden, którą z łatwością wygrały. Po kilku dniach rozpoczęto oblężenie Freiburga, które zakończyło się 15 sierpnia 1618 roku. Kilka dni później Sejm Badeński uznał władzę zwierzchnią Xięcia Jana Fryderyka i ogłosił go Margrabim Badenii.
PS. Na mapie Badenia została anektowana do Wirtembergii co ma symbolizować władztwo Jana Fryderyka na tych ziemiach.

Tymczasem cała Europa pogrążyła się w Wojnach. Austria zaatakowała kilka państw niemieckich, Hiszpania wypowiedziała wojnę Anglii a Francja Bawarii. Wiele z tych państw miało swych sojuszników więc już wkrótce cała Europa stanęła w ogniu ciężkich walk.
W Kwietniu 1619 roku wojownicza Bawaria wypowiedziała wojnę Badenii. Pierwsze walki toczyły się w rejonie Stuttgartu. Zwyciężyły wojska Xiążęce. Jednak wróg ściągał coraz więcej ludzi i już wkrótce rozpoczęto oblężenie Stuttgartu i kilku innych miast. Kontratak wojsk Wirtemberskich zmusił Bawarczyków do wycofania się. 19 maja 1619 roku podpisano pokój, który zakładał powrót do Status Quo i niewielkie odszkodowanie ze strony Bawarii. Kilka dni później podpisano sojusz z Szwecją, Meklemburgią i Pomorzem.

Księstwo Wirtembergii i Margrabstwo Badenii w Maju 1619 roku

308 rocznica smierci Zumbi

Piaba, im więcej piszesz tym się bardziej kompromitujesz, bo wychodzi, że nie masz najmniejszego pojęcia o żadnej walce, z bronią czy bez. Jestem w tej chwili już prawie pewien, że nawet się nigdy z nikim nie biłeś na ulicy. Najprawdopodobniej nie przeprowadziłeś też nigdy żadnego ostrzejszego sparingu z kimkolwiek kto ćwiczy coś innego niż capoeira

[quote="Piaba"] W roku byla wojna miedzy Brazylia ,podczas ktorej sformowano batalion skladajacy sie z Capoeirista. Walczyli oni bez broni.[/qupte]

Chodzi ci o wojnę z Paragwajem? Owszem był taki batalion ale nigdzie nie ma żadnej wzmianki że oni walczyli bez broni! Jak taką znasz to proszę o wiarygodne źródło historyczne. Jak nie masz źródła to nie pleć bzdur!

Cytat: Byli "uzywani" do zdobywania okopow szturmem,ale przewaznie bez broni.Nie chcesz mnie chyba przekonac,ze jak na okop bieglo 50 Capoeirista,to zolnierze w okopie,ktorzy wczesniej nawet "zdjeli" 30 z tych biegnacych kolesi,mieli potem jakakolwiek szanse?

Weź mnie nie osłabiaj

Cytat: Na jakiej zasadzie?To nie byl XX w.,ze mialo sie w okopie ckm,a zolnierze nosili bron samopowtarzalna.Tak jak pisalem wyzej: przeladowanie takiego jednostrzalowego karabinu zajmowala cos ok. pol minuty.Musiales oczyscic lufe z wypalonego prochu,powstalego przy strzale,wrzucic swiezy proch,wrzcucic kule,znowu wsypac troche prochu i dopiero mogles strzelac.

Podczas wojny z Paragwajem to już zdaje się dysponowali karabinami ładowanymi odtylcowo na naboje scalone. Mniejsza z tym, akurat nie pamiętam teraz dokładnie, ale ta wojna to zdaje się była koło połowy XIX wieku i rzeczywistość bitewna wyglądała już inaczej niż to co opisujesz.

Cytat: A wtedy juz bylo za pozno,bo Ci co przezyli salwe w tym czasie juz dotarli do okopu i zrobili sieczke chociazby maczetami.

To się zdecyduj, używali maczet czy capoeiry? Bo to absolutnie różne sprawy.

Cytat: Zreszta wydaje mi sie,ze nie kazdy z opisanych wyzej zolnierzy byl asem w strzelaniu i czesc napewno chybila.Wiec biegla ta grupa Capoeirista i nawet jesli padla ich polowa,to mieli te przewage,ze wiedzieli jak atakowac rekoma i nogami.A Capoeira w tamtych czasach nie wygladala tak ak dzisiejsza.Przynajmniej nie do konca.

Czyli capoerzyści wpadali do okopów i stosując techniki capoeiry robili w okopach rozpierduchę żołnierzom posiadającym pistolety, bagnety na karabinach, szpady i krótsze kordy? Ty się dobrze czujesz? Już nie będę dodawał ile miejsca jest w okopie bo to nie zmiena sprawy...

Cytat: A do wojny partyzanckiej? Poweim tak: oczywistym jest,ze wielu Capoeirista uzywalo w walce maczeti podobnych broni,ale Capoeire stworzono po to,zeby sie nia bronic i nie wygladala ona tak jak dzisiaj .

Dalej nie możesz się zdecydować, to w końcu używali broni czy nie? Po co stworzono capoeire, jak i dokładnie kiedy oraz jak wyglądała pierwotna capoeira to niestety nikt nie jest w stanie powiedzieć, a tym bardziej ty.

Cytat: Co ty myslisz,ze jak szedl sobie pluton portugalskich zolnierzy przez dzungle,to gdy nagle z nienacka napadla ich wieksza grupa Capoeirista,to oni wiedzieli w 100% co robic.Watpie.Capoeirista wystarczyl krotki doskok.Kopniecie(martelo,bencao,chapa) i nagle zolnierz juz broni nie mial.I co wtedy?

Wiesz co, nie traktuj tego jako obrazy, ale takie absolutnie kretyńskie bzdety dowodzą tego, że nie wiesz o czym piszesz i żyjesz w świecie wybujałych fantazji... Obawiam się, ze dyskusja z tobą jest bezcelowa. Rozumiem, że nie masz nic przeciwko temu aby cytaty z twoich wypowiedzi rozpowszechniać w celach humorystycznych?

Cytat: A tak jak pisalem,wiem na 100 %,ze w tamtych czasach nie uczono w armiach europejskich walki wrecz!
Bardzo sobie upraszczasz.To,ze ktos ma bron,nie znaczy,ze ma wielka moc.W tamtym stadium rozwoju broni wystarczylo,ze raz chybisz i juz miales dwoch Capoeirista na karku.I nie pomogl by Ci tu zaden noz ani nic.Takie akcje z nienacka dzieja sie za szybko,zeby zdezorinetowany,czesto zpanikowany zolnierz europejski byl w stanie zareagowac.Paru strzeli,ale paru nie zrobi nic i wtedy juz zolnierze nie maja takiej przewagi,bo Capoeirista nie walczyli z elitarnymi komandosami,tylko z szeregowymi zolnierzami armii portugalskiej i holenderskiej.

Słuchaj poniewasz dalsze tlumaczenie tobie jakie idiotyzmy wypisujesz nie ma sensu, proponuje abyś sprawdził w praktyce swoje żałosne idee w sparingu z kimś wyposażonym w atrape bagnetu, szpady czy choćby noża, najlepiej drenianymi a nie gumowymi, żeby wrażenia dotykowe były realniejsze. Możesz przyjść z kilkoma kolegami i spróbować tego co opisujesz na jednym przeciwniku który ćwiczy walkę bronią. Jest takich osób sporo, nawet na tym forum. Proponuję od razu złożyć stosowną propozycję na tutejszym podforum broni czy noża Najlepiej zacytuj swoje teksty stąd, koledzy będą lać ze śmiechu tygodniami

Cytat: Tak,a ja napisalem Harry Potter'a .Kazdy moze tak twierdzic,jaki masz na to dowod.Pamietaj,w interneci mozna na temat wielu rzeczy sciemniac.

Chyba nie myślisz, że się zniżę do tego by ci cokolwiek udowadniać? Są na tym forum osoby które wiedzą gdzie publikuję a tobie nic do tego.

Cytat: Zreszta wszytko pieknie i ladnie,ale jesli naprawde tak sie znasz,to nie wygadywalbys,ze jeden koles z maczeta polozyl by kilka Capoeirista,bo to nie jest jakis Tekken Force,ze kazdy atakuje po kolei,ladnie 1/1,tylko grupka.A co kolesiowi da maczeta,kiedy wjezdza na niego 5 Capoeirista na raz?Nic.Jednego,dwoch potnie,a od trzeciego dostanie strzala i tyle.Zreszta nawet w walce jeden na jeden,nie zawsze stawialbym na tego z maczeta.Bo taka bronia najpierw trzeba umiec sie poslugiwac.A duzo takich ludzi w armii portugalskiej raczej nie bylo.

Powtarzam, spróbuj dać komuś jako trzeci strzała

Cytat: Skaleczyc sie skaleczylem i jestem sobie bardzo dobrze w stanie wyobrazic,jaka szkode mozna wyrzadzic dzgajac czlowieka nozem,ale w odroznieniu od Ciebie,nie wierze slepo w przewage uzbrojonego w noz faceta nad nieuzbrojonym,ale potrafiacym sie skutecznie bronic.Dla mnie noz nie jest az tak potezna bronia,zeby byl gwarantem do wygrania walki.Szczegolnie w starciu z kims,kto umie sie bronic,a Capoeira jest sztuka walki i uczy jak sie bronic.Zreszta,co Ty wiesz o nozach i Capoeirista.W latach 50' XX wieku w Brazylii "grasowaly" bandy Capoeirista uzbrojonych w noze ibyli oni postrachem nawet dal policji,ktora przeciez miala bron palna.

Cytat: Cytat: Wiele wskazuje na to, że tak jak napisałem w innym miejscu, capoeira pochodzi nie z Afryki a od francuskich żeglarzy, którzy gdzieś tak w drugiej połowie XVIII wieku zaszczepili w portach brazylijskich praktykowane przez siebie "jeu de marseillais

Zapomnij szybko te teorie!!
Primo: "Od 1940 roku antropologowie tacy jak Herskovits wskazują na istnienie "tańców walki [...]podobnych do gry [Capoeira] [...] w Afryce oraz w różnych punktach Ameryki" (Alemida, 1942, str.155)."

W tej chwili teoria o pochodzeniu capoeiry od jeu marseillais jest najbardziej przekonująca, czy to się podoba czy nie takim bezkrytycznym negrofilom jak ty.

Cytat: Secondo: o czym sa piosenki w Capoeirze?O francuskich portach,o Marsylii,St. Tropez i Nicei?Nie! Spiewa sie m.in. o Angolii,o statkach,ktore przewiozly niewolnikow("Bantos Congos") z Afryki do Brazylii,o korzeniach Capoeiry wlasnie w Afryce itp. Zreszta nie probuj podwazac historii pochodzenia Capo,bo spor toczy sie o to,czy Capoeira powstala juz w Afryce,czy dopiero w Brazylii.

Muzyka, pieśni itp. folklor jest w capoeirze wtórny, do roku 1830 nie ma w capoeirze takich rzeczy, już to pisałem.

Cytat: Ty podwazasz slowa brazylijskich Mestre,autorytetow,sam zas probujesz udowodnic,ze cos o tym wiesz,ale przykro mi,nie jestes dla mnie w tej tematyce zadnym autorytetem,tylko wspomniani Mestre.

Można zrozumieć, że czarni mestre chcą się takimi bajdami o capoeirze jako wielkim wynalazku czarnego człowieka dowartościować ale ma to mało wspólnego z prawdą.

Proponuję zakończyć dyskusję, znamy już twoje stanowisko więc mam prośbę, żebyś oszczędził użytkownikom czytania twoich kolejnych postów w tej sprawie...

Wosiu

 » 

Bolesław Piasecki

Zakładam temat o tej ciekawej postaci.
Przed wojną założyciel ONR-Falanga, antykomunista, antysemita. W 1934 został internowany w obozie w Berezie Kartuskiej. Podczas wojny schwytany przez Gestapo i więziony, ale niedługo po tym zwolniony po reakcji wpływowej rodzinie włoskiej. Później działał w ruchu oporu walcząc zarówno z Niemcami jak i z Armią Czerwoną. Dowódca Uderzeniowych Batalionów Kadrowych, później połączonych z Armią Krajową. Konspirował przeciwko PKWN za co był więziony i przesłuchiwany przez władze sowieckie. Groziła mu kara śmierci i pochowanie w anonimowym grobie. W areszcie bezpieki doznał olśnienia i zaczął współpracować z komunistami. Po wojnie zakłada gazetę "Dziś i Jutro" popierającą komunistów i staje się liderem uprzywilejowanych "ugodowych katolików". Założyciel Stowarzyszenia PAX. W 1957 roku porywają i zabijają mu syna. W 1968 popierał antyinteligencką i antysemicką nagonkę. W latach 1971-1979 członek Rady Państwa. Patriota, kolaborant czy... no właśnie?

Wklejam ciekawy artykuł o nim.

Bolesław Piasecki (1915 – 1979)

Miał wpływ na ludzi. „Gdyby kazał swoim zwolennikom skoczyć z mostu do Wisły – zrobili by to bez wahania” – wspomina Dominik Horodyński. Ten rys powtarza się w każdej relacji.
Jasne, bardzo uważne spojrzenie. Półuśmiech pod wąsem. Spokojny, rzeczowy głos, od razu przechodzący do istoty sprawy. Jedni kręcili z niedowierzaniem głową – „on w pięć minut każdego owinie wokół palca”. – mówił Cat-Mackiewicz. Inni nazywali to charyzmą.

Bolesław Bogdan Piasecki przyszedł na świat 18 lutego 1915 roku w Łodzi jako pierwsze dziecko w rodzinie Ludomira i Pelagii Piaseckich. W 1917 roku rodzina Piaseckich przeniosła się do Warszawy i tam młody Bolesław rozpoczął edukację. Jak wspominają koledzy z ławy szkolnej Bolesław stronił od życia społecznego i towarzyskiego był nawet wstydliwy. Pewnego jednak dnia swojemu najbliższemu koledze, Wojciechowi Kwasieborskiemu, który był przez długie lata „wyznawcą” Piaseckiego w RNR i KN, powiedział: „Zrozumiałem, że będę rządził Polską” i nastąpiła w jego życiu metamorfoza. Błyskawicznie pokonuje kolejne szczeble organizacyjne. Już jako piętnastoletni uczeń gimnazjum im. Jana Zamoyskiego, a więc w 1930 roku, na rok przed maturą, działał w zakonspirowanej organizacji politycznej. W 1931 roku rozpoczął studia na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego i wstąpił do Obozu Wielkiej Polski (OWP) a niespełna rok później, jako wpływowy członek Oddziału Akademickiego OWP w Warszawie z grupą zżytych ze sobą młodych ludzi, skupionych wokół jego osoby, sformułował program, który według Jerzego Kurcyusza, prezesa Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej, miał wprowadzić w osłupienie całe Stronnictwo Narodowe.

Program ten został wydany w formie broszury w listopadzie 1932 roku pod nazwą „Wytyczne w sprawach żydowskiej, mniejszości słowiańskiej, niemieckiej, zasad polityki gospodarczej”. Program ten był pierwszym objawem radykalizacji postaw w środowiskach narodowych i pierwszym krokiem do rozłamu, którego bezpośrednim skutkiem było powołanie Obozu Narodowo – Radykalnego (ONR). Dzięki młodzieńczemu zapałowi i uwidaczniającej się charyzmie, Piasecki już jako siedemnastolatek zajmował wysokie stanowiska w hierarchii Ruchu Młodych. W 1933 roku Piasecki obejmuje stanowisko ostatniego kierownika Oddziału Akademickiego OWP i funkcję redaktora naczelnego pisma tego oddziału: „Akademik Polski”. Jest dynamiczny, stanowczy, konsekwentny, w sposób niezwykły oddziałuje na ludzi. Pisze: "Ten, kto nie chce w Polsce rządzić w myśl interesów narodu polskiego, musi rządzić w myśl interesów żydowskich, mniejszości niemieckiej, czy patologicznie kształconej narodowości ukraińskiej".

Włodzimierz Sznarbachowski, czołowy falangista a prywatnie przyjaciel Piaseckiego, tak opisywał swojego przyjaciela i przyszłego „wodza” w okresie studiów:
„ Już na pierwszym roku fascynował kolegów i koleżanki, osobistymi rozmowami wciągał ich do OWP czy Młodzieży Wszechpolskiej. Porównywaliśmy go do Chrystusa, który mówił rybakom, celnikom, przyszłym apostołom po prostu: ‘Pójdź za mną’ i szliśmy oddając mu się na długie lata”.

Od tego momentu w warszawskim OWP coraz większą rolę odgrywać zaczynają ludzie najmłodszego pokolenia obozowego, grupa dwudziestoparolatków, zdolnych, z dużymi ambicjami, przeważnie o wykształceniu humanistycznym lub prawniczym. Na czele grupy staje Bolesław Piasecki, człowiek mający ambicje wodzowskie i posiadający do tego odpowiednie cechy charakteru.
Tak z tego okresu opisuje Piaseckiego jego długoletni współpracownik Wojciech Wasiutyński:
„Był namiętny na zimno, logiczny, podstępny, odważny, niedostępny nastrojom i fantazjom, nieczuły, nie zwierzający się nikomu, nawet przyjaciołom z dzieciństwa, ze swych uczuć. Był okrutny przez poczucie własnej wyższości i obojętności a nie przez sadyzm. Mógł kogoś zabić albo okaleczyć, nigdy jednak dla przyjemności czy satysfakcji własnej”.

Po rozwiązaniu Oddziału Akademickiego „młodzi” z Piaseckim na czele przechodzą do Sekcji Młodych SN, gdzie nie rezygnują ze swego radykalizmu, wydając nielegalne komunikaty. Pierwszy komunikat ukazał się w miesiąc po rozwiązaniu Oddziału Akademickiego OWP a ostatni w listopadzie tego roku. Komunikaty krytykowały działaczy będących w opozycji do Rządu, nawet działaczy własnego obozu, którym zarzucano ograniczenie się do walki legalnej z sanacją, poprzez wybory parlamentarne. W sprawach gospodarczych komunikaty wysuwały hasło samowystarczalności Polski oraz decentralizację przemysłu. Był to kolejny objaw radykalizacji obozu narodowego wysunięty przez tzw. „Grupę Piaseckiego”, która stała się prekursorem idei narodowo-radykalnej w II Rzeczpospolitej. Już w lipcu 1933 roku na zjeździe działaczy byłego Ruchu Młodych w Błotach Karwieńskich pod Karwią Piasecki został dostrzeżony jako przyszły przywódca, jednak nie należał jeszcze do ścisłej czołówki Ruchu Młodych, prześcigali go dużo starci i posiadający większe doświadczenie, Jan Mosdorf i Henryk Rossman.

W październiku 1933 roku przy redakcji „Akademika Polskiego” powstał klub dyskusyjny, zalążek przyszłej organizacji, pod nazwą Komitet Redakcyjny „Akademika Polskiego”. Komitet ten został podzielony na kilka sekcji, sekcją ustrojową kierował Bolesław Piasecki.
Na łamach pisma Komitet Redakcyjny formułował program „Młodego Pokolenia Narodowego”, którego głównym autorem był Piasecki. Piasecki podjął próbę sformułowania zasad przyszłego państwa narodowego. Pierwszy jego artykuł na ten temat ukazał się w „Akademiku Polskim” w marcu 1933 roku. Wypowiadał się w nim Piasecki przeciwko równości obywateli, za przyznawaniem praw stosownie do wartości jednostki dla społeczeństwa. Swą wartość jednostka będzie mogła wykazać w elitarnej, Piasecki używał określenia, arystokratycznej, zbudowanej na zasadzie hierarchii – Organizacji Politycznej Narodu. W następnych artykułach Piasecki rozwinął ideę organizacji narodu i zasad przyszłego państwa narodowego.

14 kwietnia 1934 roku doszło do powstania deklaracji ideowej Obozu Narodowo-Radykalnego, w śród 11 osób uczestniczących w podpisaniu dokumentu znalazł się również dziewiętnastoletni Bolesław Piasecki. W nowej organizacji obiął on funkcję kierownika Sekcji Akademickiej ONR, mając pod swoją władzą najliczniejszą część Ruchu, złożoną z dynamicznych, młodych ludzi.

Piasecki konsekwentnie umacniał swoją pozycję w ONR jednak zdarzył się wypadek, który zahamował i wstrzymał nie tylko postępy młodego ideologa, ale również całego Ruchu. 15 czerwca został zamordowany przez nieznanych sprawców minister Bronisław Pieracki. Władze rządowe za zabójstwo ministra obarczyło ONR. W związku z czym już 16 czerwca całe kierownictwo partii zostało zatrzymane i przewiezione do więzienia centralnego przy ulicy Daniłowiczowskiej, wśród aresztowanych znalazł się również Bolesław Piasecki. Stamtąd w nocy z 6 na 7 lipca 1934 roku wszyscy zostali przewiezieni do Obozu Odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Większość ONRowców zwolniono 18 września 1934 roku. Piasecki obóz opuścił dzień później po odsiedzeniu kary 24godzinnego karceru za odmowę siedzenia w jednej ławce z Ukraińcem.

Już w więzieniu na Daniłowiczowskiej działacze skupieni wokół Piaseckiego zapoczątkowali rozłam, min. krytykując kierownictwo organizacji, że po aresztowaniach postępowało tchórzliwie (np. Mosdorf ukrył się i nie przejawiał żądnej działalności). Zarówno Piasecki, jak i Rossman samych siebie uważali za najodpowiedniejszych kandydatów na stanowisko „wodza”, nie biorąc pod uwagę Mosdorfa, który według nich zdezerterował. Wróciwszy do Warszawy, zwolniony Piasecki od razu przystępuje do prac organizacyjnych, min. werbując nowych członków do swojej grupy. Rozłam zapoczątkowany na Daniłowiczowskiej a który dojrzewał w Berezie Kartuskiej ostateczny finał przyniósł w kwietniu 1935 roku w postaci rozbicia organizacji na dwie grupy: ONR-ABC, pod przywództwem Rossmana i Ruch Narodowo-Radykalny (RNR), kierowany przez Piaseckiego, nazywany również ONR-Falanga. W końcu Piasecki doczekał się organizacji na miarę swoich ambicji.

RNR Falanga był organizacją hierarchiczną o ściśle sprecyzowanym programie, który został przedstawiony w książce Piaseckiego „Duch czasów nowych a Ruch Młodych”, która ukazała się w pierwszych miesiącach 1935 roku. Autor wskazał jako główne zadanie rozbudzenie nacjonalizmu, który jest „zasadniczym tłem nadchodzącej epoki”, i wciąganie do ruchu nacjonalistycznego „biernych” elementów narodu. Celem ostatecznym jest Bóg, a „warunkiem osiągnięcia celu ostatecznego” jest praca dla narodu – oto wnioski wyciągnięte z książki. Piasecki jako Kierownik Główny, nie skrępowany żadnymi ograniczeniami, był bardzo aktywny w poszukiwaniu politycznych kontaktów.

Z inicjatywy generała Głuchowskiego, wówczas wiceministra Spraw Wojskowych zetknął się z pułkownikiem Kocem, szefem Ozonu (Obozu Zjednoczenia Narodowego). Koc zgodził się wizytować tajny, nielegalny kurs dowódców Falangi. Wojskowe metody i dyscyplina zrobiły duże wrażenie, ale jeszcze większe sam „wódz”. Piasecki był na tyle silną osobowością, że zdominował starszego i bardziej doświadczonego partnera. Płk. Koc powtarzał, że czuje się w Piaseckiego towarzystwie „jakby był znowu legionistą”.
Piasecki utworzył prawdziwie zmilitaryzowaną i karną organizację w której jego autorytet jako „wodza” był nie kwestionowany, czemu daje wyraz choć by potoczna nazwa członków RNR „bepiści”, która pochodzi od inicjałów ich przywódcy. Z czasem Piasecki powołał do życia Narodową Organizację Bojową (NOB) Życie i Śmierć dla Narodu. Składająca się z kadry Falangistów, fanatyków idei narodowo-radykalnej, szerzyła postrach wśród ideowych przeciwników budząc szacunek i respekt.

Rozpoczął się okres dynamicznego rozwoju organizacji Piaseckiego, która stała się wzorem dla wszystkich innych organizacji działających w II RP i atrakcyjnym partnerem dla rządzącej Sanacji, która, nie zważając na młody wiek partnera, prowadziła z nim szeroko zakrojone rozmowy oferując wysokie stanowiska państwowe i społeczne ( np. Jerzy Rutkowski, zaufany falangista Piaseckiego, został szefem rządowej przybudówki młodzieżowej Związku Młodej Polski, skupiającej w swoich szeregach 30 tysięcy ludzi a Henryk Musiał, główny falangista na Śląsku, został kuratorem Związku Nauczycielstwa Polskiego). Miał więc 20-letni Piasecki realną szansę na przejęcie edukacji młodzieży w Polsce i wprowadzenie wzoru falangistowskiego we wszystkich szkołach co, obok planu 12-letniego nazywanego potocznie „oblężeniem sanacji” (przejęcie przez falangistów wszystkich znaczących organizacji młodzieżowych II RP, co konsekwentnie się udawało) miało zaowocował „Przełomem” czyli zwycięstwem rewolucji narodowo-radykalnej i stworzeniem Państwa Narodowego-Katolickiego. W lutym 1937 roku Komitet Redakcyjny Ruchu Młodych z Piaseckim na czele opracował i wydał „Zasady Programu Narodowo-Radykalnego”, czyli wykładnię nowoczesnej myśli nacjonalistycznej stanowiącej rozwinięcie wcześniejszej książki Piaseckiego „Duch czasów nowych a Ruch Młodych”.

Największym publicznym wystąpieniem RNRu , będącym jednocześnie manifestacją siły i determinacji, był, zwołany na dzień 28 listopada 1937 roku, Wielki Wiec Falangi w Cyrku braci Staniewskich w Warszawie. Wiec zgromadził około 3000 zwolenników Piaseckiego do których „wódz” przemawiał, przy owacjach i entuzjazmie zebranych. Jednak sukces propagandowy jakim był niezawodnie zwołany Wiec stał się jednocześnie końcem kontaktów politycznych RNRu a tym samym Piaseckiego, który zaczął się jawić jako niebezpieczny i niewygodny partner. RNR zaczął tracić pozycję i pierwotny dynamizm, jedynie NOB nadal twardo i bezwzględnie stał przy swoim „wodzu”. Wybuch II wojny światowej we wrześniu 1939 roku kończy pierwszy etap w życiu Bolesława Piaseckiego. Etap młodego rewolucjonisty zmagającego się o utworzenie totalnego państwa katolickiego.

Wojenna rzeczywistość nie zaskoczyła Piaseckiego. Długoletni okres nielegalnej działalności oraz bojowy charakter ONR doskonale pasowały do warunków konspiracji. Już więc po zakończeniu kampanii wrześniowej byli członkowie RNR a zwłaszcza NOB zaczynają na powrót działalność konspiracyjną tym razem w warunkach okupacyjnych. Sam Piasecki w tym czasie przebywa w niemieckiej niewoli, ujęty za swoją przedwojenną działalność, jednak dzięki interwencji żony włoskiego dyplomaty zostaje wypuszczony z więzienia we wrześniu 1940 roku i od razu przechodzi do konspiracji. Mając przygotowany grunt do działania Piasecki obejmuje przywództwo nad dawnymi falangistami działającymi w ramach Konfederacji Narodu (KN) i w ciągu kilku miesięcy przejmuje całą organizację pełniąc od początku 1941 roku funkcję Komendanta Głównego Konfederacji Narodu pod pseudonimem „Sablewski”.
Konfederacja Narodu pod rządami „Sablewskiego” przekształca się w organizację ściśle zhierarchizowaną i zdyscyplinowaną na wzór przedwojennego RNRu. Piasecki jednak dostosowuje myśli i metody do rzeczywistości.

Przełom zastępuje „Uderzenie”, czyli zbrojnym aktem siły mającym urzeczywistnić cel, którym nie jest już Wielka Polska ale Imperium Słowiańskie, którego trzon stanowiłaby Wielka Polska: od Odry i Nysy Łużyckiej na zachodzie, Prus Wschodnich na północy, do granicy z 1772 roku na wschodzie. Wreszcie ideę narodowo-radykalną zastąpił „Uniwersalizmem”, systemem myślenia stworzonym przez osobistego przyjaciela Piaseckiego, księdza Józefa Warszawskiego, legendarnego „Ojca Jana”, kapelana Szarych Szeregów. I znów Piasecki, swoją charyzmą i śmiałą myślą zgromadził wokół siebie tysiące młodych „wyznawców”, którzy uwierzyli, że Uderzeniem stworzą Imperium Słowiańskie, któremu ciągłość zapewni idea Uniwersalizmu. Przy KN powstaje Ruch Kulturalny, skupiający najwybitniejszych twórców i artystów młodego pokolenia czasu okupacji. To w ramach Ruchu Kulturalnego powstaje pismo „Sztuka i Naród” a jego kolejni redaktorzy piastują wysokie funkcje w intelektualnej przybudówce KN.
We wrześniu 1941 roku Piasecki ze swoją organizacją przechodzi do ZWZ, gdzie od wiosny 1942 roku w ramach KN wyodrębnia Uderzeniowe Bataliony Kadrowe (UBK), tworzone z myślą o bezpośredniej walce partyzanckiej.

W sierpniu 1943 roku UBK pod dowództwem „Sablewskiego” zostają wcielone do tworzącej się Armii Krajowej (AK) w ramach której tworzą 3 batalion 77 pułku piechoty AK.
W lipcu 1944 roku UBK biorą udział w operacji „Ostra Brama” czyli zajęciu Litwy Środkowej z głównym uderzeniem na Wilno w ramach szeroko zakrojonej, ogólnopolskiej akcji „Burza”. Min. 1 lipca 1944 roku 3 batalion stoczył swoją najkrwawszą bitwę pod Trabinem. Około 1000 żołnierzy przez trzy tygodnie z uporem i determinacją stawiało opór przeważającej sile wroga, doprowadzając do zwycięskiego końca. Bitwa była kierowana przez sztab 3 batalionu na którego czele stał Bolesław Piasecki. Również14 sierpnia 1944 roku oddział pod dowództwem Piaseckiego przeprowadził udany wypad na Mittenheiden (obecnie Turośń) w Prusach Wschodnich, wciągając w zasadzkę niemiecką jednostkę. W obliczu inwazji Armii Czerwonej na kresy wschodnie w październiku 1944 roku Piasecki podjął decyzję przejścia UBK na Nowogródczyznę a następnie na Wileńszczyznę. Ostatecznie tocząc nieustanne boje z Niemcami i Rosjanami z niedobitkami UBK Piasecki przedostaje się na Mazowsze. 12 listopada 1944 roku w wyniku zdrady zostaje wraz ze sztabem wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną w Józefinie pod Warszawą a następnie przekazany w ręce NKWD. Po przesłuchaniach prowadzonych osobiście przez generała Iwana Sieriowa, zwierzchnika NKWD na Polskę, choć groziła mu kara śmierci w anonimowym grobie, po osobistej interwencji Gomułki został przekazany władzom polskim i osadzony w więzieniu w Warszawie.
W celi Piasecki dochodzi do wniosku, że naiwni mogą sobie czekać na III wojnę światową, ale kraj czekać nie może. Musi powstać ideowa i organizacyjna alternatywa. Tak dla rządzącej lewicy jak i dla negacjonistów z podziemia. Dlatego 22 maja 1945 roku Piasecki wydał oświadczenie skierowane do władz, w którym pisał:
„Istnieje poważna cześć społeczeństwa, która tkwi w opozycji, czy bierności z powodu braku zaufania politycznego i w skutek kompletnej dezorientacji zmianami, które zaszły na polskich ziemiach w ciągu ostatniego roku. Jestem przekonany, że oddziaływaniem swym mógłbym pociągnąć do realnej pracy dużą część tego elementu”.

Swą ofertę współpracy Piasecki uzasadnił w trzech punktach:
- Idea bezkrwawej rewolucji społecznej w Polsce – podkreślając radykalizm wzięty z RNR
- Jednakowy z Rządem Tymczasowym stosunek do ZSRR, co jak formułował:
„Teza Rządu Tymczasowego ścisłego sojuszu z Rosją jest i moją tezą” – w tej ostatniej sprawie został niewątpliwie przekonany w więzieniu, będąc jednocześnie wierny zasadom polskiego nacjonalizmu, to jest współpraca z Rosją, która jest państwem słowiańskim.

Kiedy 2 lipca 1945 roku Piasecki został wreszcie zwolniony , zastał grunt przygotowany do działania. Od razu formułuje program ofensywy katolicyzmu. 25 grudnia 1945 roku ukazał się tygodnik „Dziś i Jutro”, jedyne pismo katolickie w Polsce Ludowej tamtego okresu, skupiające środowiska działaczy katolickich, będące ośrodkiem integrującym kolejne wcielenie „Grupy Piaseckiego”.

W 1949 roku z inicjatywy Piaseckiego powstaje „PAX” – instytut wydawniczy, który w 1952 roku przekształca się Stowarzyszenie „PAX”, którego zostaje oczywiście przewodniczącym, otaczając się najwierniejszymi ludźmi z przedwojennego RNRu i wojennej KN (np. zastępcą Piaseckiego w „PAXe” zostaje Zygmunt Przetakiewicz przedwojenny szef bojówek ONRu a następnie NOBu). Obie instytucje uratowały dla polski dziesiątki pisarzy, poetów, działaczy społecznych. Z więzień i katowni UB zdołano wyciągnąć, i tym samym ocalić od śmierci, setki patriotów. Miliony Polaków miały dzięki nim dostęp do prawdziwej historii, do wybitnej literatury, a wreszcie do Słowa Bożego. Piasecki kolejny raz daje się poznać jako znakomity realista i pragmatyk odnajdując się, w sobie tylko wiadomy sposób, w nowej rzeczywistości. O PAXie mówiono, że jest to prawdziwe państwo w państwie, jedyne prywatne przedsiębiorstwo od Władywostoku po Łabę, którego Piasecki jest niekwestionowanym władcą otoczonym wiernym i lojalnym dworem, towarzyszami z RNR i KN. W tak stworzonym „imperium” Piasecki mógł włączyć się do aktywnej polityki bez przymierza z PZPR.

W styczniu 1950 roku w wytycznych dla środowiska „Dziś i Jutro” Piasecki rzucił ryzykowne hasło „przezwyciężyć zwycięzcę!” przy czym każdy wiedział, że chodzi o marksizm. Jednak władze państwowe nie interweniowały. W roku 1956 Piasecki opublikował artykuł „Instynkt państwowy”, w którym wyraźnie opowiedział się po stronie sił konserwatywnych. Min. wytykał społeczeństwu polskiemu brak instynktu państwowego, który jest głównym motorem budowania przyszłości narodu. Według Piaseckiego Polacy powinni być sami odpowiedzialny za swoje państwo, a co za tym idzie powinni rzetelnie wziąć się za odbudowę nie tylko państwa ale i narodu, który tkwi w bierności. Zaraz po ukazaniu się artykułu doszło do tajemniczego porwania i brutalnego zamordowania, pierworodnego syna Piaseckiego, Bohdana. Przywódca PAXu jak i całe środowisko skupione wokół jego osoby, było przekonane, że ten tragiczny wypadek był karą za ukazanie się „Instynktu państwowego”, a za zbrodnię odpowiedzialne są wysoko postawione osoby pochodzenia żydowskiego rządzące faktycznie Polską, co nasuwało również wniosek, że była to zemsta za przedwojenną działalność „naczelnego antysemity i nacjonalisty II RP” czemu sprzyjał fakt, że morderstwo na młodym Piaseckim zostało dokonane w sposób rytualny, według żydowskiej religii a główni sprawcy zbrodni uciekli bezkarnie do Izraela. Jednak, jak było do przewidzenia, władze państwowe nie dały wiary tym rewelacjom i sprawa po nie wykryciu sprawców została umorzona.

Ten tragiczny dla Piaseckiego cios nie wyłączył go jednak z życia politycznego, na co liczyły środowiska zlecające zabójstwo. Tak w tym okresie w sposób nienawistny pisał o Piaseckim Leopold Tyrmand w miesięczniku „Świat”:
"Wysoki blondyn o oczach niebieskich, otwartych, dobrze zbudowany, o ujmującej twarzy i pełnych godności ruchach wodza Gallów. Ostatni prasłowiański kniaź polityczny podejmujący swych wasali wśród scenerii z niedźwiedzich skór"

W roku 1965 Piasecki został posłem na sejm a w 1971 członkiem Rady Państwa.
Do ostatnich swoich dni Piasecki nie wyparł się swoich ideałów, które pomimo wielu trudności towarzyszyły mu przez całe życie, choć ewoluowały one wraz z ich twórcą w zmieniających się radykalnie warunkach politycznych. Bolesław Piasecki był politykiem wielkiego formatu, prawdziwym „zoon politykiem”, jak pisał o nim Wasiutyński. Był być może największym Polskim politykiem XX wieku, który po prostu miał to nieszczęście, że zawsze był przeciwko wszystkim i mając małą grupę wyznawców-straceńców chciał zmieniać świat.

Bolesław Piasecki zmarł 1 stycznia 1979 roku.Nad jego grobem kapłan, który znał go od czterdziestu lat, mówił o zmarłym:
„W pokoleniu swoim zaznaczył swą obecność zdecydowanie i wyraźnie, nie tylko w kręgu przyjaciół i bliskich, ale w szerokiej społeczności polskiej. Obecność ta zaznaczona jest w nieprzeciętnym wymiarze myśli, z której zrodziły się Jego drogi. A drogom tym był wierny, bo przekonany o ich słuszności, choć nie wszyscy to przekonanie podzielali”.


Źródło: http://www.endecja.pl/biografie/osoba/105[/quote]

Dałem głos!

[quote="R_SPECIAL"]A może trzeba było storpedować ROGALIN wowczas sprawa legła by na dnie absurdu ...................

Dajmy pokoj przeszłości i Krabom et c. Pomyslmy co robić z WP w najbliższej przyszłości ...Nie tylko z resztą WP, a [polską doktryną obronną
===============================================
A wracając do sedna sprawy co sądzi Pan o koncepcji Pana POLKI rozbudowy SIŁ SPECJALNYCH JAKO ELITY WP ??

Sz. Pan R_SPECIAL
Na temat sił specjalnych (a nie o "Rogalinie" i "Krabie") pisałem na łamach "Myśli Wojskowej" w 1999 r., nr 1(600), art.: "Siły specjalne - potrzebny rodzaj wojsk" ss. 105-116. Później (sierpień 2004 r.) usiłowałem też bezskutecznie wydrukować poniższy tekst w PZ. Koncepcja p. Polki słuszna, ale chyba jest trochę późniejsza, o czym nieskromnie wspomnę.

Oto art. który nie znalazł uznania w PZ:

CHODZI O COŚ WIĘCEJ NIŻ „GROM”

Znane powiedzenie mówi, że wojsko przygotowuje się do wojny, która nigdy już nie wybuchnie. Francuzi po klęsce w błyskawicznej wojnie z Niemcami 1870 r. zakładali, że takie też szybkie działania będą w czasie następnej wojnie. Nie zauważyli na czas, że pojawiły się silne środki obrony, tj. karabiny maszynowe i artyleria i w czasie I wojny światowej ugrzęźli w okopach. Po tym doświadczeniu postawili więc na obronę (zbudowali potężną Li-nię Maginota), tymczasem były już czołgi i samoloty. Przegrali więc z pancernymi dywizjami Hitlera w kwietniu 1940 r.
Mamy za sobą nie tylko lata „zimnej wojny”, kiedy gromadzono tysiące czołgów i samolotów oraz wielkie arsenały nuklearne, mamy też za sobą wojnę w Iraku i nowy, zaskakujący sposób prowadzenia działań wojennych.
Teoretyk sztuki wojennej, generał Carl von Clauswitz, w dziele „O wojnie” podkreślał organiczny związek konfliktów zbrojnych i polityki. Wskazywał, że trzeba dokonać ana-lizy zagrożeń, zdefiniować własny interes narodowy i ogólne cele polityczne by następnie sformułować zadania dla sił zbrojnych. Określić to, co NATO nazywa „defense capability” - zdolność obronną i stosownie do tego wariantowo określić wielkość i strukturę sił zbrojnych mogących zapewnić bezpieczeństwo.
W połowie listopada 1998 r. na konferencji w Norfolk Amerykanie przedstawili pakiet nowych inicjatyw w zakresie transformacji zdolności obronnych NATO. Podstawowym elementem tego pakietu jest Wspólna Wizja Operacyjna (Common Operational Vision) operacji połączonych rodzajów sil zbrojnych, która mówi o konieczności rozmieszczenia oraz przemieszczania się sił w regionie konfliktu – mobility; ich skuteczności w realizacji misji – effec-tive engagement; ochronie przed zagrożeniami takimi jak broń masowego rażenia – surviv-ability; zapewnieniu siłom odpowiedniej rotacji i wsparcia logistycznego – sustainability. W zarysowanym projekcie zadania operacji połączonych mają wykonywać jednostki wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a wiele z nich przypadnie siłom specjalnym. W następstwie tego przyjęto w USA do realizacji tzw. wizję armii 2010 (Army Vision 2010).
Armia Stanów Zjednoczonych różni się od polskiej nie tylko wielkością i stanem uzbrojenia. Warto jednak dostrzec użyteczne dla Polski rozwiązania i kierunki zmian w wojsku amerykańskim. Także w polskich warunkach pojawiają się przecież problemy: dowodze-nia operacjami połączonymi wojsk trzech rodzajów sił zbrojnych, lądowych, powietrznych i morskich; zagwarantowania swobody działań i wsparcia wojskom operacyjnym (wsparcie terytorialne); zapewnienia precyzji uderzeń i wysokiego profesjonalizmu sił zdolnych do in-terwencji w punktach zapalnych, przy jednoczesnym zachowaniu zdolności do powszechnej obrony (ochrony) w skali całego kraju.
Pojawia się dylemat: co jest Polsce bardziej potrzebne – korpusy i dywizje zmechanizowane, czy może więcej brygad lekkiej piechoty Obrony Terytorialnej i profesjonalnych jednostek sił specjalnych, komandosów?

Ostatnie doświadczenia wskazują przecież, że coraz większą rolę w siłach zbrojnych poszczególnych krajów zaczynają odgrywać jednostki (wojska) określane jako specjalne. Operacje specjalne, precyzyjne uderzenia w ośrodki generujące zagrożenia stały się ważnym zadaniem w planowanych operacjach wojennych. Na Zachodzie ukształtował się pogląd o „autonomicznym” charakterze tych sił, a operacje specjalne uznano za oddzielną kategorię działań bojowych. Oznacza to odrębność w dziedzinie wyszkolenia, finansowania i zarządza-nia (dowodzenia). Stworzono też oddzielne dowództwa operacyjne jednostek specjalnych podporządkowane bezpośrednio najwyższym władzom wojskowym. Wypracowuje się doktryny operacji specjalnych i tworzy odrębne struktury dowodzenia w ramach narodowych systemów dowodzenia i kierowania wojskami. Następuje rozbudowa organizacyjna i pogłębia się specjalizacja jednostek, a wraz z tym postępuje rozwój specjalistycznych technologii woj-skowych wykorzystywanych przez siły specjalne.
Polskie jednostki specjalne nie stanowią odrębnego rodzaju wojsk i nie działają na podstawie jednolitej doktryny operacyjnej. W polskim piśmiennictwie wojskowym terminy operacje specjalne i działania specjalne występują rzadko i nie posiadają jednej uznanej definicji. Dla dowódców wyższego szczebla potrzeby tych sił mają znaczenie drugorzędne. Obecna struktura sił specjalnych także może budzić zastrzeżenia. Mamy bowiem wiele jedno-stek różnej wielkości, jakości i różnego przeznaczenia. Przy czym siły te są niedoinwestowane i nie mają środków na realizowanie zaawansowanego szkolenia. W przypadku jednostek elitarnych, a takimi są siły specjalne, ubytek zdolności bojowych jest największą stratą. Trudną do odrobienia. Tymczasem zwiększenie nakładów na te jednostki, w skali całych sił zbrojnych prawie niezauważalne, mogłoby radykalnie poprawić ich wyposażenie i wyszkolenie. Dodajmy, że w obecnym układzie sojuszniczym właśnie siły specjalne mogą być najlepszą wizytówką wartości Polski i jej możliwości militarnych.
Kwestia roli i wykorzystania sił specjalnych powinna być uznana za oddzielny pro-blem merytoryczny w programie budowy nowoczesnych sił zbrojnych RP. Należy ocenić nie tylko potencjalne zagrożenia, ale także określić charakter przyszłych konfliktów zbrojnych, w których Polska może uczestniczyć. Po ustaleniu powyższego można będzie określić miejsce i rolę sił specjalnych w strukturze sił zbrojnych RP.
Zagadnienie podporządkowania sił specjalnych ma istotne znaczenie. Przesądza nie tylko o tym, kto rozkazuje, ale rozstrzyga o szkoleniu, zaopatrzeniu i organizacji tych sił. Wiadomo kto ponosi odpowiedzialność za operacyjne kierowanie tymi wojskami. Obecna sytuacja daleka jest od precyzji i jednoznaczności. Wydaje się, że mamy kilka możliwości warunkujących odpowiednio rozwój sił specjalnych. Przy decyzji uznającej siły specjalne za samodzielny rodzaj wojsk w ramach sił zbrojnych trzeba będzie powołać stosowne komórki ds. operacji specjalnych na szczeblu MON. W ten sposób pozycja polskich sił specjalnych byłaby podobna do tej, jaką w strukturze sił zbrojnych USA zajmują amerykańskie siły specjalne. Jednak takie rozwiązanie mogłoby mieć miejsce w przypadku nadanie takiej strukturze samodzielności finansowej - własnego budżetu wydzielanego ze środków przeznaczonych na utrzymanie armii. Zaletą takiego rozwiązania byłoby oddanie spraw planowania i kierowania operacjami specjalnymi w ręce wyspecjalizowanej komórki szczebla operacyjnego. Nie ulega też wątpliwości, że w strukturze MON powinno pojawić się na początku co najmniej Biuro (może Inspektorat) działań specjalnych. W dalszej kolejności - w razie rozbudowy sił specjalnych - także Dowództwo Operacji Specjalnych. Po ustaleniu roli i miejsca sił specjalnych w strukturze sił zbrojnych RP należy określić ich wielkość. Przy czym chodzi o to ile ma być kompanii czy batalionów, ale i jakie specjalizacje są potrzebne oraz jaki powinien być poziom gotowości bojowej i ukompletowanie jednostek. Jaki sprzęt i uzbrojenie. Rozważając wielkość sił specjalnych warto pamiętać, że zdolność (skuteczność) prowadzenia działań może w istotny sposób ulec poprawie nawet bez zwiększania liczebności sił specjalnych. Jest to uzależnione od przyjętych rozwiązań natury organizacyjnej, poprawy mobilności i ... nieznacznego zwiększenia nakładów (wystarczy porównać koszt kilku czołgów z ilością środków potrzebnych polskim siłom specjalnym).
Bezpieczeństwo stało się pojęciem integralnym nakazującym współpracę i współdzia-łanie wszystkich służb i wojska nie tylko w czasie wojny, ale także w czasie pokoju. Obecnie działania policjantów i żołnierzy coraz bardziej zazębiają się, uzupełniają i wymagają koordynacji oraz jednolitego kierownictwa (dowodzenia). Polska musi dysponować sprawnym dobrze zorganizowanym systemem zapobiegania zagrożeniom. Wydaje się, że w rządzie powinno być stworzone stanowisko wicepremiera odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa narodowego. Zważywszy na skalę potencjalnych zagrożeń i konieczność stosowania środków militarnych tym wicepremierem mógłby być minister Obrony Narodowej. W takim przypadku nowego znaczenia nabierze tytuł „Minister Obrony Narodowej”. Dotąd szef MON jest raczej ministrem spraw wojskowych. Obrona „narodowa”, a więc nie tylko ściśle militarna, także pozamilitarna, nie była jednoznacznie zapisana w obowiązkach ministra obrony narodowej.
Siły zbrojne RP powinny być podzielone na dwa komponenty: operacyjny i terytorial-ny. W składzie wojsk operacyjnych, złożonych z zawodowych żołnierzy, obok jednostek spe-cjalnych powinny być wydzielone jednostki sił lądowych, powietrznych i morskich rzeczywiście zdolne do szybkich interwencji poza terytorium kraju (siły szybkiego i natychmiastowego reagowania). Obronę i ochronę całego terytorium kraju powinny zapewnić wojska obrony terytorialnej (OT). Jednostki OT byłyby powoływane (mobilizowane) do wykonywania zadań nie tylko w razie wybuchu wojny, ale także w przypadku wystąpienia innych zagrożeń (klęski żywiołowe, terroryzm, katastrofy ekologiczne itp.). Siły OT gwarantowałby więc bezpieczeń-stwo obywatelom w warunkach kryzysu. W razie wojny ubezpieczałby działania wojsk operacyjnych i broniły rejonów (miejscowości) swego stacjonowania.
Nadszedł czas by odejść od utrzymywania dywizji zdolnych do udziału w bitwach II wojny światowej. Atak terrorystyczny na USA, konflikt z talibami na terenie Afganistanu i wojna w Iraku unaoczniają potrzebę działań, które pozwolą także polskim siłom zbrojnym gwarantować bezpieczeństwo Polsce i efektywny udział w działaniach zapewniających pokój na świecie. Można dziś ustalić co trzeba zrobić, aby polskie siły zbrojne były zdolne sprostać tym wyzwaniom. Na tak pomyślaną reformę systemu obronnego Polska ma wystarczające środki. Chodzi więc nie tylko o to, by nie dopuścić do zmarnowania świetnej jednostki „Grom”.
Romuald Szeremietiew

PS. Propozycje powyższe zgłaszałem ministrom ON, gdy zajmowałem stanowisko sekretarza stanu w MON. Pisałem o tym na łamach wojskowej prasy fachowej („Myśl Wojskowa”) i były one zawarte w mojej pracy habilitacyjnej z dziedziny bezpieczeństwa państwa. Jednak wydawnictwo Bellona odmówiło druku książki na ten temat powołując się na negatywną opinię Akademii Obrony Narodowej.

Wywiad z Generałem Skrzypczakiem

Absorbujący Afganistan
Napisał Andrzej Walentek (PZ 28/2007)
środa, 04 lipca 2007
Z gen. broni Waldemarem Skrzypczakiem, dowódcą wojsk lądowych, rozmawiał Andrzej Walentek

Chiński teoretyk sztuki wojennej Sun Tzu dwa i pół tysiąca lat temu napisał: „Sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki”. Czy osiągnięcie tego ideału jest możliwe w Afganistanie?
– Warunkiem jest przeciągnięcie przez wojska koalicji afgańskiego społeczeństwa na swoją stronę. Jednym ze sposobów są projekty CIMIC, jednak nie można zapominać, że Afganistan to bardzo zacofany kraj, którego ludność pozostaje wciąż w relacjach plemiennych. Jeśli nie uwzględnimy afgańskich uwarunkowań, ta operacja nie zakończy się sukcesem. Nasi żołnierze stacjonują przy granicy afgańsko-pakistańskiej, więc ogromny wpływ na sytuację w rejonie mają nie najlepsze relacje między tymi państwami.

Afgańczyków trzeba materialnie przekonać, że lepiej będzie się im żyło pod rządami demokratycznymi niż al Kaidy i talibów. Nasi żołnierze przygotowali już 19 projektów pomocowych, które, co niezwykle istotne, zostały zaaprobowane przez władze plemienne i lokalne.

Czy pod koniec czerwca opuścił Pan Afganistan z poczuciem, że nasza grupa bojowa rozwinęła już w pełni skrzydła?

– Niestety, nie. Duża część środków, które są potrzebne żołnierzom, jeszcze nie dotarła do miejsc przeznaczenia. Dotyczy to m.in. radiostacji indywidualnych PNR-500 i lamp stroboskopowych. Dopiero dostajemy część sprzętu, który zamówiliśmy w grudniu ub.r. Do dzisiaj nie dotarło dziesięć kabin opancerzonych do Jelczy, które są już w Afganistanie. W wyniku podjęcia w ub.r. decyzji o powołaniu Inspektoratu Wsparcia zlikwidowano logistykę Wojsk Lądowych. Od lutego do końca czerwca br., czyli w fazie finalizacji przygotowań do tak trudnej misji, mieliśmy logistyczną czarną dziurę. Musieliśmy uciekać się do typowej polskiej improwizacji w najgorszym tego słowa znaczeniu. Skutki tego odczuwamy do dziś. Od września ub.r., kiedy powierzono mi dowództwo Wojsk Lądowych, przygotowanie misji afgańskiej pochłania 75 proc. mojego czasu, wliczając w to także weekendy.

Jeden z ostatnich weekendów spędził Pan w Afganistanie, gdzie grupa żołnierzy z bazy Wazi Khwa poprosiła o powrót do kraju. Nie postawiono im do tej pory żadnych zarzutów, ani nie wyciągnięto wobec nich konsekwencji dyscyplinarnych...

– Ci żołnierze złożyli formalne wnioski o rotację do kraju. W mojej ocenie nie można w tym wypadku mówić o jakiejkolwiek zmowie. Swoją ocenę przedstawi oczywiście żandarmeria, która prowadzi w tej sprawie postępowanie.

Czy to oznacza, że żołnierze mieli rację, motywując swoje wnioski złym wyposażeniem, m.in. niedostatecznym opancerzeniem otrzymanych od armii USA pojazdów HMMWV?

– Uwagi były racjonalne, ale odniosę się do tej sprawy w inny sposób. Roszczenia zgłaszają jedynie żołnierze 18 Batalionu Desantowo-Szturmowego, co budzi we mnie poważne wątpliwości co do kondycji tej jednostki. Takich problemów nie było w Ghazni, kiedy żołnierzy 17 Brygady Zmechanizowanej wysłano do akcji na takich samych HMMWV. To samo dotyczy żołnierzy w Iraku, którzy są pod ciągłym ostrzałem i mają dużo gorsze wyposażenie niż ich koledzy w Afganistanie. Żołnierze z 25 BKPow w Iraku nie narzekają i walczą z godnością. Problem polega na tym, że żołnierze 18 Batalionu uwierzyli, iż są najwyższej klasy szturmanami, i uznali, że muszą otrzymać sprzęt najwyższej klasy światowej. Niestety, jest to poza zasięgiem naszej armii. Procedury są takie, że od decyzji dotyczącej zapotrzebowania na sprzęt do jej wykonania mija 12–18 miesięcy. Irytuje mnie, że żołnierze zgłaszają swoje pobożne życzenia, nie dostrzegając zmian, jakie nastąpiły w ciągu ostatniego pół roku. Zmagamy się z biurokratycznymi procedurami. Mam świadomość tego, że mnie także ktoś prawdopodobnie zarzuci podjęcie takich, a nie innych decyzji. Na razie każda inicjatywa Wojsk Lądowych zmierzająca do poprawy wyposażenia żołnierzy służących w misjach ma aprobatę szefa MON.

Czy informacje, które do Pana trafiają, potwierdzają, że w Iraku Polacy wystawieni są obecnie na większe ryzyko niż w Afganistanie?

– Oczywiście. Panami w naszej strefie, zwłaszcza w nocy wokół Diwaniji, są główne siły sadrystów. Takiej sytuacji nie ma w Afganistanie, zwłaszcza w prowincjach, w których stacjonują i działają Polacy. Wynika to z tego, że jest to jeden z najbiedniejszych regionów kraju, w którym nie ma nawet upraw maku.

Kiedy ostatecznie dotrą do Afganistanu pancerze kompozytowe do Rosomaków i obiecane przez Pana w lutym br. granatniki automatyczne?

– Do 15 lipca transportery, które są przeznaczone do akcji bojowych, będą już miały zamontowane dodatkowe opancerzenie. Co do granatników, to ich zdobycie w ramach obowiązujących nas procedur byłoby możliwe dopiero we wrześniu. Jednak udało nam się pozyskać za granicą bezpłatnie 20 granatników Mk. 19 i 5 tys. sztuk amunicji do nich. Większość do końca lipca z całą pewnością trafi do Afganistanu. Kilka wyślemy do Iraku. W sierpniu do Afganistanu trafią też bezzałogowe statki latające. Zostaną kupione z budżetu Wojsk Lądowych specjalnie na potrzeby tej misji.

A co ze śmigłowcami Mi-17, które miały trafić do Afganistanu z drugą zmianą naszego kontyngentu?

– Niestety, nie uda się ich przygotować do tego czasu. Problem braku własnych śmigłowców jest boleśnie odczuwany przez naszych żołnierzy, którzy nie zawsze mogą liczyć na maszyny amerykańskie. Armia USA w Afganistanie ma zabezpieczone jedynie 20 proc. własnych potrzeb dotyczących śmigłowców.

Czy uzupełniono już braki wynikające z rozszabrowania części sprzętu podczas jego przerzutu?

– Nie miały one wpływu na zdolność bojową naszych jednostek. Najpoważniejszą stratą jest maszyna sapersko-inżynieryjna „Bożena”, która się nie odnalazła. Zamiast niej do Afganistanu wysyłamy kolejnego „Inspektora” – robota do likwidowania ładunków wybuchowych. W sumie w Afganistanie będą trzy takie maszyny.

Minister Aleksander Szczygło zapowiedział, że do końca czerwca będzie gotowa analiza, która wskaże, czy kolejna brygada pancerna ma zostać uzbrojona w czołgi rodzimej produkcji PT-91 Twardy, czy niemieckie Leopardy. Jak brzmi werdykt, tak istotny dla krajowego przemysłu?

– Swoją opinię przesłałem 2 lipca szefowi MON, który podejmie ostateczną decyzję. Jestem zwolennikiem Leopardów. Przemawiają za tym znaczne problemy z systemem kierowania ogniem „Drawa” w czołgach PT-91, mimo wydania przez MON na ten cel ogromnych pieniędzy. Twardy to, moim zdaniem, konstrukcja przestarzała. Jeden z posłów zaproponował, aby dokonać konfrontacji przygotowanej dla Malezji wersji Twardego z Leopardem. Nie mam nic przeciw temu.

W maju kierownictwo MON i armii rozpatrywało pomysł przeniesienia dwóch „misyjnych” jednostek – 6 BDSz i 25 BKPow spod zwierzchnictwa Wojsk Lądowych do tworzonego Dowództwa Wojsk Specjalnych. Obie brygady aeromobilne zostały w Wojskach Lądowych, ale podobno sprawa ich podporządkowania nadal pozostaje otwarta.

– W tej kwestii ktoś pomylił zasadnicze rzeczy. W żadnej armii na świecie dowództwo sił specjalnych nie jest instytucją kreującą cokolwiek. Nawet w USA jest to jedynie dowództwo zadaniowe. U nas ktoś myli taktykę z poziomu plutonu czy kompanii ze sztuką operacyjną. Jest to myślenie kategoriami bitwy pod Arnhem, gdzie wylądowała brytyjska 1 Dywizja Powietrznodesantowa, która po tej operacji, podobnie jak nasza Brygada Spadochronowa, nie odzyskała już gotowości bojowej. Współczesna teoria mówi, że takie jednostki jak 6 Brygada Desantowo-Szturmowa czy 25 Brygada Kawalerii Powietrznej nie są wykorzystywane do operacji głębokich. Takie operacje wykonuje się przez uderzenia najnowszych środków rażenia o dużym zasięgu, a nie wojskami. Dobrze by było, aby twórcy tych teorii wzięli także pod uwagę doświadczenia z użycia izraelskich wojsk specjalnych, które nie odegrały żadnej roli podczas ostatniej wojny libańskiej. Propozycje, które widziałem, świadczą o tym, że ich autorzy nie mają poczucia odpowiedzialności za swoje pomysły.

[/quote]

Bardzo ciekawy wywiad. W większości postawionych pytań Dca WL odnosi się do problemów poruszanych od dawna na tym forum w kilku działach. Co najważniejsze robi to bez owijania w bawełnę co na m,nie osobiście robi bardzo dobre wrażenie. Panie Generale i szacunek

Pozdrawiam,
V67

PSZ- kierunki rozwoju konceptualnego i sprzętowego

[quote="docent NAPOLEON"]Jak postrzega GROM, i to wszystko co sie w okół niego dzieje oraz jak Pan widzi przyszłość tej jednostki ???

Na temat roli sił specjalnych w WP pisałem w dwumiesięczniku "Myśl Wojskowa", art. "Siły specjalne - potrzebny rodzaj wojsk", nr 1/1999, ss. 105- 115. Poniżej wersja publicystyczna, skrócona, jeżeli ma Pan cierpliwość to przeczytać. Uwaga: tekst był pisany przed wybuchem wojny z Irakiem.

OPERACJE SPECJALNE I SIŁY SPECJALNE

Atak terrorystyczny na Nowy Jork i Waszyngton pokazał z jakimi wyzwaniami w dziedzinie bezpieczeństwa trzeba będzie zmierzyć się w XXI wieku. Nie tylko państwa kierowane przez awanturniczych polityków, ale także zorganizowane grupy przestępcze, terroryści polityczni mogą stworzyć zagrożenia wymagające zastosowania środków militarnych na dużą skalę. Można łatwo sobie wyobrazić jak akt terroru przekształca się w konflikt, który następnie przeradza się w wojnę.
Na świecie występuje ciągle wiele zatargów lokalnych, często na podłożu etnicznym, o długim okresie eskalacji i stopniowo przekraczających próg otwartych działań zbrojnych. Innym rodzajem konfliktów stały się starcia zbrojne między państwami nie będącymi formalnie w stanie wojny, nawet oficjalnie utrzymującymi stosunki dyplomatyczne. Przykładem mogą być konflikty zbrojne na terenie byłej Jugosławii i byłego Związku Sowieckiego lub między Izraelem a Palestyńczykami.
Zmianę sytuacji politycznej w świecie w pierwszej połowie lat 90. minionego stulecia dobrze więc oddaje sformułowanie: mniejsze niebezpieczeństwo wojny - więcej konfliktów. Pojawiła się nowa kategoria zagrożeń określana jako konflikty o niskiej intensywności (low-intensity-conflicts). Są to zatargi zbrojne o charakterze lokalnym i ograniczone pod względem celów, zasięgu terytorialnego oraz użytych sił - zwykle formacji paramilitarnych. Wraz z tym wzrasta intensywność i różnorodność działań militarnych nazywanych operacjami pokojowymi peace-keeping operations, w których zaczęły brać udział siły NATO.
Teoretyk sztuki wojennej, generał Carl von Clauswitz, w dziele „O wojnie” podkreślał organiczny związek konfliktów zbrojnych i polityki. Wskazywał, że trzeba dokonać analizy zagrożeń, zdefiniować własny interes narodowy i ogólne cele polityczne by następnie sformułować zadania dla sił zbrojnych. Określić to, co NATO nazywa „defense capability” - zdolność obronną państwa i stosownie do tego wariantowo określić wielkość i strukturę sił zbrojnych mogących zapewnić państwu bezpieczeństwo. W tym kontekście powstaje więc pytanie: czy planowane siły zbrojne RP będą w stanie skutecznie reagować w przypadku współczesnych zagrożeń? Zwłaszcza, że dotyczy to nie tylko zagrożeń na terytorium RP, ale także konfliktów jakie mogą wystąpić poza granicami Polski, która jest przecież członkiem NATO.
W tym miejscu warto odwołać się do rozwiązań przyjmowanych w USA. W połowie listopada 1998 r. na konferencji w Norfolk Amerykanie przedstawili pakiet nowych inicjatyw w zakresie transformacji zdolności obronnych NATO. Podstawowym elementem tego pakietu jest Wspólna Wizja Operacyjna (Common Operational Vision), która została zidentyfikowana w czterech kluczowych obszarach. O powodzeniu operacji ma decydować:
1. zdolność do rozmieszczenia oraz przemieszczania się sił w regionie konfliktu – mobility
2. skuteczność w realizacji misji przy uwzględnieniu użycia różnych zasobów – effective engagement
3. ochrona przed zagrożeniami takimi jak broń masowego rażenia, terroryzm, ataki elektroniczne – survivability
4. zapewnienie siłom odpowiedniej rotacji i wsparcia logistycznego – sustainability.
W zarysowanym projekcie zadania operacji połączonych mają wykonywać jednostki wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a wiele z nich przypadnie siłom specjalnym.

Ostatnio przyjęto w USA do realizacji tzw. wizję armii 2010 (Army Vision 2010). Zakłada się w niej zdolność do realizacji czterech kluczowych koncepcji operacyjnych:
· Pełną osłonę wojsk w celu zapewnienia im bezpieczeństwa i swobody działania;
· Decydujący manewr połączonych sił powietrznych, lądowych, morskich w celu wykonania wspólnego zadania operacyjnego;
· Zespolenie logistyki przez połączenie informacji, logistyki klasycznej i technologii transportu;
· Precyzyjne uderzenie poprzedzone dokładnym rozpoznaniem i zlokalizowaniem celu.
Zdajemy sobie sprawę, że armia Stanów Zjednoczonych różni się od polskiej nie tylko wielkością i stanem uzbrojenia. Siły zbrojne USA muszą sprostać różnym zagrożeniom powstającym głównie poza granicami państwa. Państwa – dodajmy -będącego mocarstwem spełniającym ważną rolę w świecie. Warto jednak dostrzec użyteczne dla Polski rozwiązania i kierunki zmian w wojsku amerykańskim. Także w polskich warunkach pojawiają się przecież problemy:
· dowodzenia operacjami połączonymi wojsk trzech rodzajów sił zbrojnych, lądowych, powietrznych i morskich;
· zagwarantowania swobody działań i wsparcia wojskom operacyjnym (wsparcie terytorialne);
· zapewnienia precyzji uderzeń i wysokiego profesjonalizmu sił zdolnych do interwencji w punktach zapalnych,
· przy jednoczesnym zachowaniu zdolności do powszechnej obrony (ochrony) w skali całego kraju.
Są to zagadnienia wymagające nie tylko pogłębionej analizy i wyciągnięcia wniosków co do przyjmowanych planów, ale rzeczywistych zmian w siłach zbrojnych RP. W interesie bezpieczeństwa RP przebudowa systemu obronnego być zgodna z nowoczesnymi trendami występującymi na świecie i w siłach zbrojnych innych państw NATO.
Rozważając w tej perspektywie stan sił zbrojnych RP zapytajmy czy wielkość i struktura sił zbrojnych RP odzwierciedlają potrzeby obronne państwa i uwzględniają ewentualne zagrożenia, którym być może trzeba będzie stawić czoła? Wydaje się, że Polska ciągle ma siły zbrojne dostosowane raczej do działań przypominających II wojnę światową, a istniejąca i planowana struktura wojska nie odpowiada realnym zagrożeniom, nie wspominając o możliwościach ekonomicznych państwa (drogie związki taktyczne zmechanizowane i pancerne przy minimalnym zwiększeniu tanich sił terytorialnych).Pojawia się więc dylemat: co jest Polsce bardziej potrzebne – korpusy i dywizje zmechanizowane, czy może więcej brygad Obrony Terytorialnej i profesjonalnych jednostek sił specjalnych, komandosów?
Ostatnie doświadczenia w walce z terroryzmem wskazują, że coraz większą rolę w siłach zbrojnych poszczególnych krajów zaczynają odgrywać jednostki (wojska) określane jako specjalne. Operacje specjalne, precyzyjne uderzenia w ośrodki generujące konflikty i zagrożenia stały się ważnym zadaniem. W ramach sił szybkiego reagowania NATO pojawiło się ugrupowanie nazywane Advance Force Operations, którego siły mogą natychmiast i niespodzianie wkraczać do akcji z morza i z powietrza. Tymczasem w Polsce, w ciągu kilku ostatnich lat, poza chlubnym przykładem jednostki wojskowej GROM nie zajmowano się problemem operacji specjalnych i tworzenia sił zdolnych do przeprowadzania takich działań. Wprawdzie pojawiły się publikacje o działaniach nieregularnych, ale brak nadal jakiejkolwiek całościowej koncepcji dotyczącej sił specjalnych. Wydaje się, że siły takie i działania tych jednostek nie znajdują się w sferze zainteresowania części dowódców „ogólno-wojskowych”, a także większości ich „cywilnych” przełożonych z MON.
Nowoczesne siły specjalne dowiodły, że są skuteczne nie tylko w takich działaniach jak dywersja, czy głębokie rozpoznanie na tyłach wroga. Dziś wiadomo, że sił specjalnych można z powodzeniem używać w okresie pokojowym i w warunkach konfliktów o niskiej intensywności Przy czym na Zachodzie ukształtował się pogląd o „autonomicznym” charakterze tych sił, a operacje specjalne uznano za oddzielną kategorię działań bojowych. Oznacza to odrębność w dziedzinie wyszkolenia, finansowania i zarządzania (dowodzenia). Stworzono też oddzielne dowództwa operacyjne jednostek specjalnych podporządkowane bezpośrednio najwyższym władzom wojskowym.
W rozwoju sił specjalnych zauważamy tendencję do wyodrębniania działań specjalnych jako odrębnych operacji wojskowych. W tym celu wypracowuje się doktryny operacji specjalnych i tworzy odrębne struktury dowodzenia w ramach narodowych systemów dowodzenia i kierowania wojskami. Następuje rozbudowa organizacyjna i pogłębia się specjalizacja jednostek, a wraz z tym postępuje rozwój specjalistycznych technologii wojskowych wykorzystywanych przez siły specjalne.
W Polsce nie doszło do doktrynalnego i organizacyjnego wydzielenia sił specjalnych jak to się stało w armiach NATO, chociaż w podporządkowaniu MON mamy jednostki, które można zaliczyć do sił specjalnych. I tak istnieją w siłach zbrojnych RP:
1. Grupa Reagowania Operacyjno-Mobilnego – GROM;
2. 1 pułk specjalny (komandosów);
3. grupa płetwonurków Marynarki Wojennej - FORMOZA;
4. pododdziały walki psychologicznej na szczeblu okręgów wojskowych;
Trudny do określenia jest status 2 pułku rozpoznawczego oraz dywizyjnych batalionów i brygadowych kompanii rozpoznawczych.
Wymienione jednostki pod względem wyszkolenia i stawianych im zadań można zaliczyć do sił specjalnych, z drugiej jednak strony są one (prawie wszystkie) organicznymi częściami związków taktycznych wojsk operacyjnych. W przytłaczającej większości służą w nich żołnierze z poboru i trudno uznać, że w ciągu 12 miesięcy można tych ludzi w pełni przygotować (wyszkolić) do wykonywania zadań specjalnych. Jak to się ma do wartości bojowej jednostek? Wyjątkiem są GROM i FORMOZA, bowiem służą tam ustawicznie szkoleni żołnierze zawodowi - profesjonaliści.
Polskie jednostki specjalne nie stanowią odrębnego rodzaju wojsk i nie działają na podstawie jednolitej doktryny operacyjnej. W polskim piśmiennictwie wojskowym terminy operacje specjalne i działania specjalne występują rzadko i nie posiadają jednej uznanej definicji. Brak całościowej koncepcji wykorzystania sił specjalnych – mimo pozytywnych doświadczeń z jednostką GROM – stwarza niebezpieczeństwo niewystarczającego ich wykorzystania w przypadku uczestnictwa Polski w konflikcie zbrojnym, przypadkowego użycia i zużycia. Nie trzeba też wyjaśniać jakie to ma znaczenie dla poziomu wyszkolenia polskich jednostek specjalnych i ich wyposażenia. Dla dowódców wyższego szczebla potrzeby tych sił mają, jak można sądzić, znaczenie drugorzędne. Obecna struktura sił specjalnych także może budzić zastrzeżenia. Mamy bowiem w istocie wiele jednostek różnej wielkości i różnego przeznaczenia. Przy czym siły te nie mają np. organicznych pododdziałów lotniczych co ma wpływ na ich mobilność. Jednostki są niedoinwestowane i nie mają środków na realizowanie zaawansowanego szkolenia. W przypadku jednostek elitarnych, a takimi są siły specjalne, ubytek zdolności bojowych jest największą stratą. Trudną do odrobienia. Zwiększenie nakładów na te jednostki, w skali całych sił zbrojnych prawie niezauważalne, mogłoby radykalnie poprawić ich wyposażenie i wyszkolenie. Dodajmy, że w obecnym układzie sojuszniczym właśnie siły specjalne mogą być najlepszą wizytówką wartości Polski i jej możliwości militarnych.
Kwestia roli i wykorzystania sił specjalnych powinna być uznana za oddzielny problem merytoryczny w programie budowy nowoczesnych sił zbrojnych RP. Powinna stać się przedmiotem dyskusji na bardzo wysokim szczeblu tak aby uniknąć niebezpieczeństwa marginalizowania tematu i traktowania go jako problemu drugorzędnego. Przed władzami państwowymi, zwłaszcza przed kierownictwem MON i dowództwem wojska staje kwestia wyznaczenia zadań w nowej sytuacji geopolitycznej Polski. Należy ocenić nie tylko potencjalne zagrożenia, ale także określić charakter przyszłych konfliktów zbrojnych, w których Polska może uczestniczyć. Po ustaleniu powyższego można będzie określić miejsce i rolę sił specjalnych w strukturze sił zbrojnych RP. W szczególności należy rozstrzygnąć, czy działania specjalne będą oddzielną formą działań zbrojnych na szczeblu operacyjnym, a nie tylko taktycznym? Czy decydujemy się na samodzielne prowadzenie operacji specjalnych? I dalej, które z wymienionych wyżej zadań wymaga uczestnictwa sił specjalnych?
Inaczej będą wyglądały jednostki specjalne, jeżeli planujemy ich użycie na własnym terytorium, a inaczej w przypadku użycia ich w ramach sił sojuszniczych poza granicami RP. Jeżeli zdecydujemy się, że siły specjalne mają pełnić rolę odstraszającą, to nacisk w szkoleniu organizacji i uzbrojeniu powinien być położony na przygotowanie żołnierzy do działań nieregularnych, dywersji i sabotażu. Im więcej i bardziej różnorodnych działań postawimy siłom specjalnym tym większego znaczenia nabiera ich samodzielność, rozbudowa bazy szkoleniowej, wyposażenia itp. Innym problemem jest wykorzystanie specjalności żołnierzy tych jednostek w przygotowaniu sił obrony terytorialnej do walki z wrogiem okupującym podbite terytorium. Wreszcie pojawia się zagadnienie pewnych wyspecjalizowanych działań jak np. poszukiwanie pilotów zestrzelonych nad terytorium wroga.
Zagadnienie podporządkowania sił specjalnych ma istotne znaczenie. Przesądza nie tylko o tym, kto rozkazuje, ale rozstrzyga o szkoleniu, zaopatrzeniu i organizacji tych sił. Wiadomo kto ponosi odpowiedzialność za operacyjne kierowanie tymi wojskami.
Stwierdziliśmy już, że obecna sytuacja daleka jest od precyzji i jednoznaczności. Wydaje się, że mamy kilka możliwości warunkujących odpowiednio rozwój sił specjalnych. Przy decyzji uznającej siły specjalne za samodzielny rodzaj wojsk w ramach sił zbrojnych trzeba będzie powołać stosowne komórki ds. operacji specjalnych na szczeblu MON. W ten sposób pozycja polskich sił specjalnych byłaby podobna do tej, jaką w strukturze sił zbrojnych USA zajmują amerykańskie siły specjalne. Jednak takie rozwiązanie mogłoby mieć miejsce w przypadku nadanie takiej strukturze samodzielności finansowej - własnego budżetu wydzielanego ze środków przeznaczonych na utrzymanie armii. Zaletą takiego rozwiązania byłoby oddanie spraw planowania i kierowania operacjami specjalnymi w ręce wyspecjalizowanej komórki szczebla operacyjnego. Problemem mogłoby być zaakceptowanie tego posunięcia przez dowódców rozumujących w kategoriach tradycyjnego wyobrażenia o podziale armii na wojska i rodzaje sił zbrojnych.
Bez względu jednak na stopień samodzielności sił specjalnych pojawi się problem podporządkowania jednostek odpowiednim instancjom kierowniczym MON. Można wyobrazić sobie sytuację, że te siły byłyby podporządkowane bezpośrednio szefowi SG WP bądź też ministrowi obrony. Przy czym biorąc pod uwagę fakt, że siły specjalne z definicji są politycznie wrażliwą częścią wojska sensownym wydaje się to drugie rozwiązanie. Nie ulega też wątpliwości, że w strukturze MON powinno pojawić się co najmniej Biuro (Inspektorat) do spraw działań specjalnych. Po ustaleniu roli i miejsca sił specjalnych w strukturze sił zbrojnych RP należy określić wielkość tych sił. Mniej chodzi o to ile ma być batalionów czy kompanii, ale jakie specjalizacje są potrzebne oraz jaki powinien być poziom gotowości bojowej i ukompletowanie jednostek. Jaki sprzęt i uzbrojenie. Rozważając wielkość sił specjalnych – mogłoby być około 3 - 4 tysięcy zawodowych żołnierzy – warto pamiętać, że skuteczność (zdolność) prowadzenia działań może w istotny sposób poprawić się nawet bez zwiększania liczebności tych sił. Jest to uzależnione od przyjętych rozwiązań natury organizacyjnej, poprawy mobilności i ... nieznacznego zwiększenia nakładów (wystarczy porównać koszt kilku czołgów z ilością środków potrzebnych siłom specjalnym).
Polska będąca członkiem NATO zajmuje jednoznacznie określone miejsce w systemie bezpieczeństwa międzynarodowego. Wynikają stąd obowiązki, ale także i niebezpieczeństwa (zagrożenia). Minął zapewne bezpowrotnie czas, gdy stan bezpieczeństwa państwa rozpatrywano w dwu płaszczyznach: wewnętrznej i zewnętrznej. Za bezpieczeństwo wewnętrzne – zagrożenia takie jak przestępczość, napięcia społeczne, katastrofy i klęski, odpowiadały różne wyspecjalizowane służby, zwłaszcza policyjne i ratownicze. Za stan bezpieczeństwa zewnętrznego - siły zbrojne, a głównym zagrożeniem zewnętrznym była wojna. Byłoby bardzo źle, gdyby polskie ośrodki decyzyjne odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa ograniczały swoją aktywność do zapewnień, że „nic nam nie grozi” i uspokajały, że gdyby jednak doszło do zagrożenia, państwo jest przygotowane na taką ewentualność. Musimy być pewni, że mamy dobrze zorganizowany system określany jako „zarządzanie kryzysami” – klęski powodzi nie dają takiej pewności. Poprawa tego systemu (umacnianie) powinno być najwyższą troską prezydenta, parlamentu i rządu RP.
Bezpieczeństwo stało się pojęciem integralnym nakazującym współpracę i współdziałanie wszystkich służb i wojska nie tylko w czasie wojny, ale także w czasie pokoju. Obecnie działania policjantów i żołnierzy coraz bardziej zazębiają się, uzupełniają i wymagają koordynacji oraz jednolitego kierownictwa (dowodzenia). Dlatego w wielu krajach powołano centra zarządzania kryzysami i regularnie są organizowane ćwiczenia oraz treningi instytucji, służb i sił odpowiedzialnych za zwalczanie zagrożeń.
Polska musi dysponować sprawnym dobrze zorganizowanym systemem zapobiegania i zwalczania stanów kryzysowych. Wydaje się, że w rządzie powinno być stworzone stanowisko wicepremiera odpowiedzialnego za sprawy bezpieczeństwa narodowego. Zważywszy na skalę potencjalnych zagrożeń i konieczność stosowania środków militarnych tym wicepremierem mógłby być minister Obrony Narodowej i byłoby właściwym oparcie struktury zwalczającej kryzysy na instytucjach, siłach i środkach MON. W takim przypadku nowego i pełnego znaczenia nabierze tytuł „Minister Obrony Narodowej”. Dotąd szef MON jest w istocie tylko ministrem spraw wojskowych. Obrona „narodowa”, a więc nie tylko ściśle militarna, także pozamilitarna, nie była jednoznacznie zapisana w obowiązkach ministra obrony narodowej. Mianowanie szefa tego resortu wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo państwa pozwoliłoby mu sprawować nadzór, koordynować i kierować innymi strukturami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo, nie tylko samym wojskiem.
Zarządzanie kryzysami musi być zadaniem ciągłym, planowanym i ćwiczonym przez wyselekcjonowany i w pełni profesjonalny zespół ludzi. W urzędzie ministra ON powinien powstać specjalna komórka do tych spraw, np. Departament Zarządzania Kryzysami. Nie wolno dłużej zwlekać z utworzeniem organu spełniającego rolę dowództwa operacji specjalnych, któremu powinny być podporządkowane jednostki wojskowe zdolne do prowadzenia działań bojowych w warunkach ekstremalnych. Siły zbrojne RP powinny być podzielone na dwa komponenty: operacyjny i terytorialny. W składzie wojsk operacyjnych, złożonych z zawodowych żołnierzy, obok jednostek specjalnych powinny być wydzielone jednostki sił lądowych, powietrznych i morskich rzeczywiście zdolne do szybkich interwencji poza terytorium kraju (siły szybkiego i natychmiastowego reagowania). Obronę i ochronę całego terytorium kraju powinny zapewnić wojska obrony terytorialnej (OT). Jednostki OT byłyby powoływane (mobilizowane) do wykonywania zadań nie tylko w razie wybuchu wojny, ale także w przypadku wystąpienia innych zagrożeń (klęski żywiołowe, terroryzm, katastrofy ekologiczne itp.). Siły OT gwarantowałby więc bezpieczeństwo obywatelom w warunkach kryzysu. W razie wojny ubezpieczałby działania wojsk operacyjnych i broniły rejonów (miejscowości) swego stacjonowania.
Wojsko nie ma szczęścia do planów modernizacji i rozwoju sił zbrojnych przyjmowanych przez polityków. Także obecnie stan finansów państwa wskazuje, że w istocie można odłożyć na półkę przyjęty nie tak dawno plan sześcioletni (2001-06). Zapewne nie będzie pieniędzy przewidzianych w ustawie o jego sfinansowaniu. Wątpliwym staje się nie tylko zakup nowych samolotów wielozadaniowych, ale i innych środków walki, np. śmigłowców uderzeniowych. Czy należy więc wnosić, że Polska nie ma pieniędzy na nowoczesną armię? A może nadszedł czas by inaczej je wydawać i odejść od utrzymywania dywizji zdolnych do wygrania bitew z lat II wojny światowej? Atak terrorystyczny na USA i konflikt z talibami na terenie Afganistanu unaoczniają potrzebę działań, które pozwolą także polskim siłom zbrojnym zagwarantować bezpieczeństwo państwa i jego obywateli. W obszarze obronności jest to zadanie numer jeden. Musi je wykonać Ministerstwo Obrony Narodowej wspierane wolą najwyższych władz RP. Można dziś ustalić co trzeba zrobić, aby polskie siły zbrojne były zdolne sprostać zagrożeniom. Na tak pomyślaną reformę systemu obronnego Polska ma wystarczające środki.
dr hab. Romuald Szeremietiew

1. W USA utworzono samodzielne Dowództwo Operacji Specjalnych (US SOCOM) na szczeblu strategicznym i podporządkowano mu ponad 40 tys. żołnierzy. Wzrosły też nakłady na siły specjalne – mimo redukcji wydatków na obronę. Także na terenie Niemiec utworzono Dowództwo Działań Specjalnych. W Belgii pułk specjalny Paracomando rozwinięto w brygadę, przy liczebności belgijskich sił zbrojnych 42 tys. żołnierzy!
2. W słowniku terminów wojskowych opracowanym w Akademii Obrony Narodowej nie ma definicji takich pojęć jak „siły specjalne” i „operacje specjalne”. Patrz: „Słownik terminów z zakresu bezpieczeństwa narodowego”, AON, Warszawa 1996.
3. W tym zakresie rozczarowują zapisy w „strategii obronności”, przyjętej w maju 2000 r.; zwłaszcza rozdział „4.2. Siły zbrojne RP, p. 54”. Patrz: „Strategia obronności Rzeczypospolitej Polskiej”, Warszawa 2000.

Rozstawienie jednostek...

Na wschód od 18 dywizji (tam gdzie teraz jest narysowana 29) przez jakiś czas była tylko suwalska brygada kawalerii. To nie były duże sily, praktycznie nie miały kontaktu z przeciwnikiem i zostały przesunięte w rejon Zambrowa. Problem na tym odcinku pojawił się w momencie wejścia do walki XIX korpusu. Na twoim szkicu XIX korpus jest użyty w rejonie Bydgoszczy w kierunku na Warszawę, wobec czego niebezpieczeństwa praktycznie nie ma.


Nie mam czasu narysować - ale zapominasz o 10 DPanc, która po spacerze przez Tczew maszeruje na wschód by wyjść na skrzydło i o 206 DP siędzącej na linii kolejowej i mogącej się pojawić na skrzydle chyba nawet szybciej niż 10 DPanc

W związku z warunkami terenowymi, dość dużym rozbudowaniem pozycji uważam, że jedna dywizja rezerwowa była w stanie powstrzymać przeciwnika (z jakimś tam wsparciem ON).

Nie wiem dlaczego nie chcesz ruszyć z pozycji 18 DP - spokojnie mogłą wykonać uderzenie razem z 19 i 1. 41 zostawiłbym w odwodzie, ściągając jednocześnie szybkimi marszami 29.


Ciągle zapominasz o jednym - w tym czasie 41-a jest "na chodzi" w góra 50%, a 38-a jeszcze gorzej

Wykonujesz uderzenie na skrzydło i tyły, zaczynając od 18 DP przez Ostrołękę. Niestety nie mam w tej chwili mapy. W efekcie uderzasz na tyły i skrajne lewe skrzydło korpusu W. następnie do uderzenia wchodzą 1 i kolejno 19 DP, i korpus masz zrolowany. Zakładamy wiązanie od czoła (zaczepnie) przez 8 i 2 BKaw.


Najwyżej na skrzydło K Wodrig - pamiętaj iż on i I K idą wąsko przy sobie.
8 DKaw nie może interweniować bo Pomorska się dopiero cofa z lewego skrzydła GO Wschód, a Wileńska musi chronić jej prawe skrzydło.

Mam prośbę - datuj swoje wydarzenia

Efekty muszą być. Masz bardzo silną miejscową przewagę i dodatkowo przewagę pozycji.

Pozdrawiam
Krzysiek[/quote]

Koncepcja Porwita, jak już wspominałem, w swych założeniach bardzo słuszna, kiedy się w nią wgłębimy ma kilka wg mnie istotnych mankamentów. O niektórych pisał Mitoko, ja jeszcze dodam, że sprawę zaciemnia fakt, iż dyskutujemy tylko o wielkich jednostkach piechoty i kawalerii, a zupełnie zapominamy np. o ON, bataliony, której można było grupować w większe jednostki, tak, jak BK w DK. Ponadto nic nie wiemy o stanie umocnień, w szczególności na Bugo – Narwi i Biebrzy, a może mieć to dość duże znaczenie dla naszych rozważań.


Racja - nie mam czasu by to przygotować

A ,,Wisła””
Będę się czepiał do jej prawego skrzydła, a w szczególności do sił zgrupowanych na północ od Bydgoszczy. Jeżeli uwzględnić zadanie pt. rozpoznanie walką kierunków natarcia enpla, to, po co pchać tam aż trzy BK i 10BK. A już zupełnie nie rozumiem, po co Porwitowi Pom BK w rejonie Świecie – Nowe. No, chyba po to, aby w odpowiedniej chwili przejść przez Wisłę i wzmocnić GO Wschód. Dalej: ze szkicu wynika, że wepchnięto nasze siły daleko w Korytarz i prawe skrzydło Now BK znajduje się miedzy Brusami a Kościerzyną. A po co?
Uwzględniając nasze hipotezy, co do kierunków uderzeń niemieckich, uważam, że na tamtym obszarze do wykonania postawionego zadania w zupełności wystarczyły dwie BK, jednostki ON oraz możliwie największa ilość pododdziałów saperskich. Prawe skrzydło powinno być maksymalnie na wysokości Chojnic. Pchać cokolwiek dalej na północ, to wg. mnie karygodne niedopatrzenie. Uważam, że przy taktyce opóźniania enpla, a co za tym idzie rozpoznawania walką, oraz przy stosowaniu zniszczeń na jak najszerszą skalę ( mosty, skrzyżowania, przepusty, o zniszczeniu mostów w Tczewie i wszystkiego, co się da na stacji kolejowej Chojnice nie wspomnę) siły te mogły wykonać swe zadanie. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy siły te zdołałyby się wycofać w kierunku Bydgoszczy, więc należałoby rozważyć możliwość odskoku za Wisłę. Do wykonania powyższego wystarczyłaby GO,,Tuchola’’ w składzie Pom, Now BK, Pom. BON oraz jednostki saperskie. Reasumując: wywalamy, co się da w powietrze i wiejemy jak najszybciej za Wisłę.


Patrząc na to rostawienie można odnieść wrażenie iż Porwit przyjął następującą kolejność rolowania:
- wysunięta (i pewno rozczłonkowana) Nowogr BKaw cofa się do linii między 10 BKZ a Pom BKaw
- następnie Nowogr BKaw i 10 BKZ cofają się na Bydgoszcz (zabezpieczane przez Wołyńską BKaw), a Pomorska przechodzi w Grudziądzu do GO Wschód.

GO ,,Wchód’’ też za silna. Wg mnie wystarczy 16DP, Wil BK, baony ON. Zakładamy wzmocnienie tych sił GO,,Tuchola’’. Kierunek wycofywania się na Włocławek, Płock.
Kierunek wyprowadzający na Bydgoszcz – Inowrocław może osłaniać GO,,Bydgoszcz’’ w składzie 4, 15DP, Woł, Kres BK. Osłonę Poznania od zachodu z powodzeniem mogła spełnić Pozn.BON. Na lewym skrzydle w rejonie Rawicza DK: Wlkp i Podol BK. Odwodowe 14,17 DP i 10BK przewiduję zgrupować w rej Koła.


I tu pytanie czy zdąży się zwinąć na Włocławek - jeżeli już chcesz wywalać jedną BKaw z Korytarza - to może lepiej zostawić w GO Wschód Pomorską i Wil BKaw + ON - a DP cofnąć - 16-ą pod Toruń, a 4-ą pod Włocławek (by w razie czego mogła wzmocnić obronę lewego skrzydła A Narew).
Kolejna sprawa - duży ból - ale chyba jednak 17-a musi siedzieć w miejscu nim cofną się 14 i 15 DP - inaczej w razie szybkiego chwycenia Torunia przez Niemców bedzie po nich

W zamyśle nie przewiduję, aby GO,,Bydgoszcz’’ miała się wdawać w jakieś przewlekłe walki. Po wywaleniu wszystkich mostów na Noteci, w rej.Bydgoszczy i w Toruniu szybki odwrót na kierunek Kutna.


No właśnie od tego momentu odwrót się spowalnia - bo trzeba cofnąć dwie DP, a tempo ich cofania zależy od tempa cofania GO Wschód

Uwzględniając rozpiskę Mitoko nie ma siły: dojdzie do bitwy gdzieś w rejonie Koło – Kutno. Bijemy się z 10KA i 14KZmot. Czy możemy ew. liczyć na Armię Odwodową?


No właśnie tu jest kiepsko - bo do takiej sytuacji mogłoby dojść koło 4-6.09 - a wszystkie DP A Odwodowej są z mobilizacji powszechnej. 44-a musi siedzieć na miejscu zabezpieczając linię Bzury, 35 i 39 DP zabezpieczają wsparcie A Pilica i A Kraków - pozostaje 3-a DP - też pewno niegotowa

GO,,Wschód’’ i GO,,Tuchola’’ mogła się bić wg mnie tylko z XXI KA. Nie uważam, aby dowództwo GA Nord użyło XIX KPanc dla rozwalenia tych sił na drugorzędnym kierunku. Uważam, że po wzmocnieniu 10DPanc i jeszcze ew. czymś z odwodów GA, Guderian stara się wjechać do Brześcia.


Jak mówilem - nad wsch Narwią już koło 4-5.09 mgłyby się pojawić 10 DPanc i 206 DP.
Natomiast czy uderzenie prawym brzegiem Wisły nie ma sensu - w takiej sytuacji moim zdaniem ma - jeżeli XIX-y by w miarę szybko przespacerował się po GO Wschód wyszedłby na Toruń i Włocławek, łącząc się z I K - dalej ma kierunek na płd w stronę XIV-ego a następnie na płd-wsch wzdłuż Wisly na tyły A Pilica, odcinając ją od Wisły.
Łee - bardzo brzydki dla nas scenariusz

A.,,Narew’’
Ze schematu Porwita można wywnioskować, że nie było umocnień w rej Mławy, a więc spokojnie możemy przyjąć, że te środki poszły na umocnienie linii Biebrzy, Narwi i Bugu w stosownych miejscach, a idąc dalej, jeżeli przyjmiemy, że wykonano wszystkie przewidziane planem prace fortyfikacyjne, wzmocniono Modlin – to ja Niemcom nie zazdroszczę.


Raczej tego nie zakładał skoro dał tam tylko kawalerię

Wydaje mi się, że po zepchnięciu DK spod Mławy, 3A poszłaby tak, jak w realu i starała się przełamać linię Narwi łamiąc sobie zęby. Zauważam jedną niebezpieczną sprawę : na miejscu niemieckiego dowódcy starałbym się XIX KPanc przeskrzydlić nasze siły i wyjść na tyły Armii ,,Narew’’ uderzając na kierunku Augustów- Sokółka – Białystok.
I zaczynają się schody….Co dalej?


To zależy od tego na co postawili by Niemcy - zniszczyć A Narew czy też zniszczyć szybko A Wisła i wejść na tyły A Pilica ??

Wydarzenia w kraju i na świecie

Płk Piotr Patalong nowym dowódcą 18 BDSZ

Ppłk Adam Stręk pożegnał się ze sztandarem 18 Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego i zameldował dowódcy 6 Brygady Desantowo-Szturmowej gen. bryg. Jerzemu Wójcikowi zdanie obowiązków dowódcy 18 bdsz. Meldunek o przejęciu obowiązków dowódcy jednostki w Bielsku-Białej złożył zaś płk Piotr Patalong. W ceremonii przekazania dowodzenia w 18 Batalionie Desantowo-Szturmowym uczestniczyli m.in. minister obrony narodowej Bogdan Klich, jego radca gen. broni Mieczysław Bieniek i dowódca Wojsk Lądowych gen. broni Waldemar Skrzypczak.

http://www.redakcjawojskowa.pl/gazeta/images/stories/wiadomosci/2008/marzec/18bdsz/bielsko5.jpg
Dowódca 6 BDSz gen. bryg. Jerzy Wójcik odczytał postanowienia z Decyzji Ministra Obrony Narodowej nr 392 z dnia 20 marca 2008 r. o zwolnieniu z dniem 25 marca 2008 r. ppłk. Adama Stręka z zajmowanego stanowiska służbowego i przeniesieniu go do rezerwy kadrowej (miejsce wykonywania obowiązków: w Dowództwie Wojsk Lądowych) oraz o wyznaczeniu płk. Piotra Patalonga na stanowisko dowódcy 18 Batalionu Desantowo-Szturmowego (z ustaleniem kadencji od 25 marca 2008 r. do 30 września 2009 r.).

Minister obrony narodowej Bogdan Klich przemawiając do żołnierzy 18 bdsz powiedział, że nie sądził, iż pierwsza jego wizyta w „osiemnastce” będzie się wiązała ze zmianą dowódcy. – Tak się złożyło, że musiałem podjąć szybkie decyzje po tym, jak dowiedziałem się, że w 18 Batalionie, Waszym Batalionie, który jest wizytówką naszych sił zbrojnych, doszło do zbyt wielkiej liczby osób, które skazane są prawomocnymi wyrokami sądowymi – powiedział minister. – Dlatego jestem tutaj z Wami, aby podziękować panu pułkownikowi Strękowi za dotychczasową służbę w charakterze dowódcy Batalionu i wprowadzić na stanowisko pana pułkownika Patalonga, który będzie od dzisiaj dowodził Waszym Batalionem. Pan pułkownik Patalong ma pół roku na to, aby sytuacja w Waszym Batalionie była sytuacją jasną i przejrzystą. Żeby „osiemnastka” była, tak jak do tej pory, naszą wizytówką, jak to często mawiam, naszym towarem eksportowym. Służycie bowiem w batalionie, który od wielu lat jest rozpoznawalny przez naszych sojuszników, który funkcjonuje w różnych częściach świata, w misjach zagranicznych. Chciałbym, aby tak było nadal. Aby „18” bielska nie tylko stanowiła istotny element 6 Brygady ale także aby poprzez służbę w kontyngentach wojskowych, w naszych misjach zagranicznych dobrze służyła Polsce (…).

Szef resortu obrony podziękował płk. Patalongowi za to, że zgodził się rozstać ze swoją ukochaną Jednostką Wojskową 2305 i zdecydował się na przyjęcie jego prośby, aby przez pół roku dowodził jednostką w Bielsku-Białej. Minister Klich wyraził nadzieję, że płk Patalong doprowadzi 18 Batalion do I ligi, w której do tej pory funkcjonował. – Wszystkiego dobrego dla nowego dowódcy, wszystkiego dobrego dla was żołnierze! Miejcie poczucie tego, że służycie w elitarnej jednostce, a na elitarnej jednostce nie mogą ciążyć żadne podejrzenia – dodał minister.

Ustępujący dowódca ppłk Adam Stręk podziękował żołnierzom i pracownikom wojska za ciężką, codzienną służbę i pracę. – Nigdy mnie nie zawiedliście – podkreślił. Życzył żołnierzom, zwłaszcza tym, którzy wkrótce udają się na misję do Afganistanu, żołnierskiego szczęścia oraz dodał, iż sprzyja ono żołnierzom dobrze wyszkolonym. Nowy dowódca 18 bdsz w krótkim wystąpieniu przypomniał, że dowodził już bielskim batalionem i był to szczególnie trudny czas dla jednostki. – To tutaj, wykonując zadania bojowe, straciłem żołnierzy, których nazwiska na zawsze zapadły w mojej pamięci – powiedział. – 18 Batalion Desantowo-Szturmowy nauczył mnie dumy, determinacji i ducha bojowego. Wracam z przekonaniem, że kultywować będziemy naszą elitarność, dumę z bycia żołnierzami jednostki w pełni bojowej.

Szef resortu obronu stanowczo zaprzeczył jakoby decyzje o zmianie dowódcy 18 Batalionu miały cokolwiek wspólnego z wypadkami z Nangar Khel. Minister Klich powiedział, że w prokuraturze, gdzie zeznawał na własną prośbę, zrelacjonował słowa amerykańskiego pułkownika Martina Schweitzera, które padły w obozie Sharana. Wynikało z nich, że ani płk Stręk, ani dowódca I zmiany PKW Afganistan gen. dyw. Marek Tomaszewski nie uczestniczyli w podejmowaniu decyzji o ostrzale wioski. Minister podkreślił, że zmiana na stanowisku dowódcy jest konsekwencją ujawnienia przypadków łamania prawa przez żołnierzy 18 bdsz. Okazało się, że w konflikt z prawem w różnych latach, począwszy od lat 90., weszło blisko 60 żołnierzy z jednostki w Bielsku-Białej. 41 komandosów zostało skazanych prawomocnymi wyrokami za przestępstwa, a 12 figuruje w centralnym rejestrze skazanych. W konflikt z prawem popadli m.in. za naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, naruszenie nietykalności cielesnej i niszczenie mienia publicznego.



źródło: www.redakcjawojskowa.pl[/quote