WedÂług ambasadora, ówczesny dowódca wojsk amerykaĂąskich w Iraku, generaÂł
Ricardo Sanchez, rozkazaÂł dowódcy polskiego kontyngentu generaÂłowi
Andrzejowi Tyszkiewiczowi, aby podlegÂły mu tam batalion buÂłgarski
interweniowaÂł w celu rozdzielenia walczÂących.
Śmierdzi z daleka, z tego co pamiętam batalion Bułgarski odpowiedzialny
był za logistyke i zaopatrzenie (osłona konwojów).
| Aby na pewno byly to jednostki z tego batalionu
| spadochronowo-desantowego? Przeciez w WP istnialy inne 'spec' jednostki,
| np. samodzielna brygada specjalnego przeznaczenia czy samodzielny
| batalion szturmowy lub samodzielne kompanie zwiadowcze.Brygada? Nie mylisz z radziecką spec brygadą której pododdziały
operowały również na terenie Polski?
Zajrzałem do "Encyklopedii II wojny światowej". na str. 729 i następnych
jest schemat organizacyjny WP na wiosnę 1945 - nie ma tam ani spec
brygady ani spec batalionu (mimo że jest kilka samodzielnych batalionów
czyli schemat jest dość dokładny). Pod "Pierwszy Korpus Polskich sił
zbrojnych w ZSRR" znalazłem informację o formowaniu samodzielnego
batalionu rozpoznawczego i samodzielnego batalionu powietrzno-desantowego.
Nie. Nie myle.
"Wykaz wazniejszych jednostek i instytucji Wojska Polskiego powstalych w
okresie 9.V.1943 - 9.V.1945"
Wojska specjalne:
1,2 i 3 brygada zaporowa
samodzielna brygada specjalnego przeznaczenia - sformowana 26.XII.1944 roku
"Organizacja i dzialania bojowe Ludowego Wojska Polskiego w latach 1943-45",
Wybor materialow zrodlowych. Tom I. str. 418
W spisie tym wyszczegolniono wszystkie chyba jednostki WP, lacznie z
ukochanymi przez Piotra Paszkowskiego 'taborami'": piekarniami polowymi,
punktami skupu bydla czy punktow zbiorki wozow uszkodzonych oraz baz
zaopatrzenia i ewakuacyjnych. Blisko 30 stron zestawienia.
| Linie zaopatrzeniowe były bardzo skutecznie atakowane w czasie II wojny.
| Tyle że z powietrza. Małe oddziałki lądowe są zbyt mało mobilne i zbyt
| narażone na zniszczenie, by skutecznie odciąć zaopatrzenie działając za
| liniami wroga. Nie mam pojęcia dlaczego uważasz, że jest inaczej.Tylko zauwaz ze we wrzesniu to nie byli nieliczni partyzanci
ale kawal polskiej armii, ktory "gonil front od tylu".
Ale dopiero w drugim tygodniu wojny. Powodem była skokowa różnica w
mobilności polskich i niemieckich wojsk. Nie chodzi tylko o jednostki
pancerne, zwykła dywizja piechoty była w stanie sformować doraźnie
zmotoryzowany oddział pościgowy o dużej sile. Przykładem może być atak na
Lwów 1DG. Nawet gdyby niemcy swoje czołgi rozproszyli batalionami po
poszczególnych dywizjach piechoty, nie sadzę by tempo działań było
drastycznie mniejsze. Niemiecka DPanc posiadała dużą rezerwę sprzętową.
Każda kompania, batalion i pułk posiadał pluton czołgów zapasowych. W sumie
rezerwa to 1/3 wszystkich czołgów dywizji. W razie potrzeby można było użyć
ich do osłony kolumn transportowych (co też robiono) bez zmniejszania
wartości bojowej pododdziałów liniowych.
Albo po miesiącu walk został by z polskich sił batalion złożony w
większości z wraków psychicznych.
To by sie je wycofało i uzupełnialo zołnierzami, którzy później
trafili do Berlinga, byle by ta armia _dotarła_ do Polski ze wschodu.
W interesie Stalina było by wysłanie naszych jednostek o mocno niepewnej podległości (politycznej pod rząd londyński a operacyjnej pod RKKA) na odcinek na którym doznały by dużych
strat jednocześnie niewiele osiągając. I wtedy radziecka propaganda
podnosi wrzask "polskie jednostki źle się bija, dostają lanie od
Niemców, więcej ich nie chcemy, szkoda dla nich sprzętu i zaopatrzenia".
No patrz, ale pod Stalingradem to nas chciał. Poza tym nie wierze w
to że w decydowaniu o użyciu wojsk bylibysmy całkowicie
ubezwlasnowolnieni.
Politycznie, w koncówce II WS ofiary poniesione przez WP na frontach
zachodnich znaczyły niewiele.
G
Dla tych, którzy nie mają dostępu do esculapa:
Alarmujący stan higieny w wojsku
"Życie Warszawy" pisze o alarmującym stanie higieny w armii. Gazeta podaje, że po pojawieniu się sepsy w jednostce w Skwierzynie resort obrony narodowej zlecił kontrole sanitarne we wszystkich jednostkach. Dziennik twierdzi jednak, że o katastrofalnym stanie higieny w armii resort wiedział już wcześniej.
"Życie Warszawy" dotarło do wystąpienia, które 8 marca rzecznik praw obywatelskich przesłał ministrowi obrony narodowej Radosławowi Sikorskiemu. List poświęcony jest brakom higienicznym w armii. Rzecznik pisze, że podczas dwóch kontroli: w 15. Giżyckiej Brygadzie Zmechanizowanej oraz Litewsko-polskim Batalionie Sił Pokojowych w Orzyszu w 2005 roku w ogóle nie wymieniono żołnierzom mundurów polowych.
Według gazety kolejnym problemem jest zaopatrzenie żołnierskich stołówek i ich stan techniczny. Budynki wymagają generalnych remontów i wymiany wyposażenia. Dziennik, powołując się na list rzecznika podaje, iż w czasie kontroli było w nich tak zimno, że żołnierze spożywali posiłki w kurtkach.
A Ci, którzy mają mogą poczytać lub dodać komentarze: http://www.esculap.pl/main/news.html?news=12817
GAD
Ja widzę to tak :
Tuchaczewski docenił przeciwnika bo dążył do zapewnienia oslony swego lewego skrzydła przez armie fr. płd - zach - i miał to potwierdzone przez górę . Poza tym nie pozostawił pustki lecz siły osłony które miały być zliuowane/wzmocnione przez obiecane jednostki z poludnia .
Poza tym czy po armii polskiej będącej od ponad miesiąca w odwrocie , częściowo rozproszonej , mającej niemal ciagle zagożone skrzydła , wyczerpanej marszami , która na zadnej lini nie utrzymała się za długo mógł się dużo spodziewać . Tak , skróciły się drogi zaopatrzenia i mieli oni bronić stolicy - ale czy mógł przewidzieć , że stanie się cud ( oczywiście w przenosni - chodzi o prace reorganizacyjną wykonaną w tak krótkim okresie przez nasz sztab ) i te nasze wyczerpane wojska tak szybko się upoządkują , zostaną uzupełnione i stawią jeszcze poważniejszy opór - sądzę , że to on miał większość atutów i miał prawo spodziewać sie zwycięstwa .
Pewien cyniczny Niemiec(Fryderyk Wielki) owielkich kwalifikacjach mawiał:"żę w bitwie Opatrzność z reguły opowiada się postronie silniejszych batalionów",a w 2giej połowie Sierpnia przewaga była po stronie POLSKI czego nie zauwarzył Tuchaczewski(Armia Czewrwona miała zawsze deficyt środków technicznych i wyposarzenia).
Akagi ma racje, pisałem już o tym, że co do idei tankietki to odpowiednik chwalonego tu Dingo. Nie sądze by lżejszy TKS był droższy od cięśszego Dingo. No i najważniejsze - TKS już był!
alez oczywiscie, byl nawet taki projekt. I na pewno byloby to rozwiazanie lepszę.
Z jednym wszakże "ale" ... Samochody trzeba by dopiero budować, a tankietek przeszło 400 było w batalionach.
Ja wiem ze tankietki TK-3 i TK-S już były. Ale one były także na stanie wojsk Wielkiej Brytanii i Włoch.
Co się z nimi stało? Otóz najpierw próbowano je zastąpić czołgami lekkimi (cała seria Vicker Light Tank oraz L 6/40), które w zamyśle miały dysponowac większa siła ognia cięższego uzbrojenia zamontowanego w obrotowej wieży. Na koniec okazało się że to ślepy zaułek w rozwoju pojazdów rozpoznawczych i do produkcji jako pojazd przeznaczony do czystego rozpoznania skierowano własnie samochody pancerne Dingo i Lince.
Czyli zastąpienie w zadaniach rozpoznawczych tankietek czołgiem 4 TP jest tak samo mało perspektywiczne jak w powyższych przykładach. To już chyba lepiej rozwijać wspomniany polski lekki samochód pancerny w układzie 4x4 oparty na podwoziu PZInż 303 i wyposażony w radiostację umożliwijącą natychmiastowe przekazanie informacji o połozeniu przeciwnika własnemu dowództwu.
W USA w miejsce pojazdów gąsienicowych zastosowano o wiele większe samochody pancerne White M3. W ZSRR postawiono jednak na samochód pancerny zaopatrzony w lekką wieżę BA-64. W III Rzeszy mamy tylko jeden czołg lekki opracowany w oparciu o doświadczenia wojenne w postaci PzKpfw II Ausf. L "Luchs" - ale to wyjątek potwierdzający regułę.
Gwoli sciśłości WJ nie miały 6 j.o tylko 2 j.o plus 4 j.o w kolumnach transportowych.
Jest to bardzo dalekie od ścisłości. Dywizja piechoty i brygada kawalerii posiadały 6 j.o., z czego 2 w kolumnach transportowych i 4 w batalionach i pułkach.
Zapas 15 dniowy środków walki (czytaj: amunicja, żywność, materiały pędne ) był zgromadzony w składnicach armijnych.
Był
Transport kolejowy miał być uruchomiany po 15 dniach, więc pisanie że Luftwaffe rozwaliło system logistyczny Wojska Polskiego to delikatnie mówiąc uogólnienie.
Nieprawda. Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, że zaopatrzenie pomiędzy składami armii i dywizjami miała zapewnić kolej (sparaliżowania przez lotnictwo). Armia nie dysponowała wystarczającymi środkami, żeby zaopatrywać WJ. patrz. A.Nawrocki, Zabezpieczenie logistyczne wojsk lądowych sił zbrojnych II RP w latach 1936-1939.
Jakub.Sudecki napisał(a):
Gwoli sciśłości WJ nie miały 6 j.o tylko 2 j.o plus 4 j.o w kolumnach transportowych.Jest to bardzo dalekie od ścisłości. Dywizja piechoty i brygada kawalerii posiadały 6 j.o., z czego 2 w kolumnach transportowych i 4 w batalionach i pułkach
Jakub.Sudecki napisał(a):
Transport kolejowy miał być uruchomiany po 15 dniach, (podkreślenie J.S)więc pisanie że Luftwaffe rozwaliło system logistyczny Wojska Polskiego to delikatnie mówiąc uogólnienie.Nieprawda. Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, że zaopatrzenie pomiędzy składami armii i dywizjami miała zapewnić kolej (sparaliżowania przez lotnictwo). Armia nie dysponowała wystarczającymi środkami, żeby zaopatrywać WJ. patrz. A.Nawrocki, Zabezpieczenie logistyczne wojsk lądowych sił zbrojnych II RP w latach 1936-1939.
Gdzie znajdowały się składy armii i dywizje, które miałbyć z nich zaopatrywane 15 września?
Jakub.Sudecki napisał(a):
Podaj choć jeden przykład wymanewrowania (rozumiem że sugerujesz uzyskanie przez te jednostki swobody operacyjnej), bez walki o âźswobodę manewrowania"
Proszę bardzo nawet kilka:
1. 6 DP pod Pszczyną.
2. 7 DP pod Częstochową
3. 19 DP pod Piotrkowem
Jedna uwaga:
nie da się odejśc na Cytadelę BEZ bitwy między Bzurą, Wisłą i Pilicą. To pisał Porwit, to samo wyczytasz u Kutrzeby. Piechota w odwrocie przegra z wojskami szybkimi. Jedyne sensowne wyjście jest takie, żeby niemeickie wojska szybkie związać, poturbować i unemozliwić im wyjście na nasze tyły. A jak się ew. wbiją - to spróbowac je odciąć od piechoty i zrobić im coś na kształt tego, czym mogło być Arras gdyby było dobrze poprowadzone. Rajd XVI KPanc na Piotrków i Tomaszów móg się bardzo przykro dla NIemców skończyć, gdyby nasza kontrakcja była lepieju zorganizowana io przeprowadzona. Korpus pancerny A.D. 1939 (czyli w sumie dwie PzDiv) oderwany od piechoty, który nadziewa się na okopaną piechotę na pozycjach ppanc i dostaje uderzenie z flanki (a może nawet dwóch) bardzo szybko staje się korpusem wołającym o pomoc i zaopatrzenie, bo sam ma za mało piechoty żeby się osłonić przed naszą (w realu: cztery bataliony zmot piechoty, jeden baon motocyklowy - bo 4. PzDiv nie miałą go aż do 1940 r. plus dwie kompanie motocyklistów z baonów rozp; to wcale nie jest dużo - nocny atak np. dywizji polskiej piehchoty może naprawdę mocno namieszać, czego dowodem choćby słynny wypad na Kamieńsk.
Odtwarzanie odwodów - mamy BZap, mamy AOdwodową - moze współdziałac w przeciwuderzeniu, ew. oddać swoje dywizje Frontom pierwzego rzutu, a sama przejmie najbardziej wyczerpane dywizje pierwszorzutowe, które będą uzupełniane przez bat marszowe, BZap i kolejne jednostki zapasowe wystawiane w mobilizacji.
Jestem zaskoczony krytyczną oceną dyskucji o ciężarówkach.
Maiusz, jak wyobrażasz sobie zaopatrzenie tych 2 wzmocnionych brygad.
Wiem, że dla 2 dodatkowych batalionów jakieś ciężarówki by się znalazły, ale paliwo do nich i tak spłonełoby w składach.
Antoni Nawrocki: Zabezpieczenie Logistyczne Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych II RP w Latach 1936-1939 str. 285. Aby zgromadzony sprzęt nie dostał się w ręce przeciwnika w Głównej składnicy Uzbrojenia nr 2 w Stawkach k.Dęblina na polecenie d-cy Frontu Północnego -gen S.Dęba-Biernackiego, zniszczono około 187 tyś karabinów, 1500 ckm, 5600 rkm i lkm, 500 pistoletów "Vis" 150 armat kal, 75 mm, 80 haubic kalibru 100mm, 45 haubic 155 mm, 6 moździeży 220 mm, stanowiących zapasy strategiczne Wojska Polskiego. Spalono także 2 mln litrów benzyny
Moze nieco OT by rozruszac nudna sobote :-)
Na fali nowego scenariusza do TAOW ( nawiasem mowiac polecam )
http://www.the-strategist.net/RD/scenarii/display_scenario.php?Id=583tak sie zastanawiam - jak mozna bylo najbardziej efektywnie wykorzystac
dostepne sily by maksymalnie spowolnic marsz wojsk niemiecko - radzieckich
we wrzesniu 39 ?
oczywiscie w ramach historycznego poczatkowego rozmieszczenia wojsk
gdybys byl Glownodowodzacym - co bys robil liczac od poranka 1 wrzesnia ?
Polska popełniła pewien podstawowy błąd, o którym się nie mówi. Broń
przeciwpancerna była nowoczesna i w dużych ilościach. Ale była rozproszona.
Skoro Niemcy stworzyli dywizje i korpusy pancerne to należało koniecznie
przygotować odwodowe oddziały (pułki) przeciwpancerne. Powinny być rozlokowane
między Łodzią a Kielcami. Samodzielne, wyposażone w całą gamę uzbrojenia,
łącznie z karabinami ppanc i batalionami czołgów 7TP w odwodzie. Działając z
zasadzek miały szansę zadać bardzo poważne straty lekkim czołgom przeciwnika i
zatrzymać jego natarcie na długi czas. Dałoby to efekt lepszy niż bitwa nad
Bzurą. Byłby też czas na odtworzenie ciągłej linii frontu przy pomocy Armii
Pomorze i nowych oddziałów.
Po drugie Armia Poznań powinna wykonać skryty marsz na Wrocław zamiast na
Warszawę. To dużo bliżej. Z zaskoczenia zająć Wrocław i posuwając się wzdłuż
Odry na Kraków niszczyć mosty, linie zaopatrzenia, oddziały tyłowe, lotniska
itp. a potem przejść do obrony.
Przy odrobinie szczęścia niemieckie korpusy pancerne zostałyby wzięte
w "kleszcze". Mogło by dojść do wojny pozycyjnej ze względu na niemieckie
straty, wyczerpanie niemieckich zapasów i odcięcie linii zaopatrzenia oraz
czas dla Polski na otrząśnięcie się z pierwszego szoku i mobilizację. Atak za
wschodu i tak by o wszystkim przesądził, ale wojna mogłaby potrwać w sumie ze
2 miesiące. Napisz jak Ci poszło.
Rafał
Już pisałem co myślę o tym argumencie - nie zatrzymało to czołgów
niemieckich
więc i radzieckie by przeszły.
Kwestia dostępności dróg i zniszczeń w planie umocnień na wschodzie
założona była budowa komór minowych na skrzyżowaniach i przepustach. Mogło
to znacznie opóźnić posuwanie się jednostek, i skierować je na żądane
kierunki.
| Jednak była jak najbardziej realna. Szczególnie w przypadku wojsk
| niemieckich znacznie przecenia się ilość samochodów w dywizjach.
| Samochody służyły głównie do dowozu zaopatrzenia, a nie do manewrowania.
| Dlatego szybkość manewru (oczywiście wyjąwszy dywizje pancerne i zmot)
| byłą porównywalna.Ile dywizji pancernych i zmotoryzowanych posiadał Wehrmacht w 1939, a
ile
RKKA w 1941 ?
Niemcy mieli 5,5 dywizji pancernej, 4 lekkie, i tu nie jestem pewien, ok. 5
dywizji zmot. W sumie 15 dywizji.
RKKA w 1941 roku do walki z Niemcami zamierzała wystawić 44 pancerne i 23
zmotoryzowane. Tyle, że to były zamiary - nie udało się wystawić tyle
jednostek, no i to miała być walka z Niemcami - którzy pokonali już
Francję, zajeli Bałkany i odnosili sukcesy w Afryce. Dodatkowo na liczbę
wojsk rzutował wpływ kampanii niemieckiej w Polsce i Francji, doświadczenia
RKKA z Polski i Finlandii. Myślę, że do walki z Polską wystawiono by 15 -
20 pancernych i z 10 zmotoryzowanych. I to raczej w składzie zbliżonym do
39, bo wydaje mi się, że na doktrynę ZSRR miały jednak znaczny wpływ
sukcesy Niemców. Gdyby ich brakło, skład musiałby być inny.
Ile brygad pancerno-motorowych mieliśmy we wrześniu - 2 , ile byłoby w
1941?, 4?, 5?...
Myślę, że mielibyśmy maksymalnie 4-6. Ciekaw jestem jak rozwinęłaby się
koncepcja wojsk zmotoryzowanych w Polsce - stwierdzono przecież, że 10 Bk
miała za mało broni pancernej. Czy ustaliłoby się włączenie batalionu panc
do brygady, czy dalej rozwijanoby samodzielne bataliony?
Modernizacja 7 TP oraz wprowadzenie do produkcji wersji rozwojowej 10TP
dawało niezłe perspektywy broni pancernej w polsce.
| Myślę, że nie zakładali przegranej, ale słabo spisali się ich sojusznicy.
Zawarcie korzystnego zawieszenia broni jest politycznym zwycięstwem, ale
na
militarną wygraną bym nie liczyłPrzez tą grupę nie mam czasu na pracę...
:-)
Pozdrawiam
Krzysiek
| Tiaaa, jasne, tylko, że Hummer w roli podstawowego pojazdu wojsk
| aeromobilnych i specjalnych w porównaniu do Mercedesa, Landrovera i
| poczciwego Honkera to kompletna pomyłka. Po prostu jego całkiem spora
| szerokość utrudnia np. transport na pokładach śmigłowców CH-47. Uparcie
się
| tego czepiam i nie pierwszy raz o tym piszę.A ile mamy CH-47 ?
A ile mamy Mi-8, tak powinno brzmiec pytanie.
A serio: Z Tego Co Wiem, wojsko aeromobilne, kawaleria powietrzna, to jest
taki rodzaj wojska, ktore w dzialaniach zaczepnych ma zostac przerzucone na
duzy dystans jakims transportem (lotniczym, kolejowym, samochodowym,
morskim) w okolice w ktorych ma operowac, nastepnie pododdzialy maja dzialac
na mniejszy dystans przerzucane i wycofywane za pomoca smiglowcow. W zwiazku
z tym, pododdzialy walczace (powiedzmy do szczebla batalionu) musza byc
przystosowane do desantowania za pomoca smiglowcow. Natomiast nie ma takiego
wymagania jesli chodzi o pododdzialy dowodzenia, zaopatrzenia i tak dalej,
na wyzszym szczeblu, stanowiace baze dla tych desantowanych i wycofywanych
batalionow i kompanii (bo te walczace pododzialy to z zalozenia sa
przeznaczone do dzialan "krotkoczasowych" i nastepnie do zluzowania lub
wycofania)
Ale przewozi mniej ładunku, uzbrojenia itp.
To akurat prawda...
W przypadku HMMV dla Polski chyba bardziej chodzi zastosowanie w typowych
opercjach pokojowych jako uniwersalny lekki pojazd bojowo -
zaopatrzeniowo -
rozpoznawczy a nie do operacji desantowych.
Jesli w "operacjach pokojowych" to jeszcze zalezy w jakich, jesli masz na
mysli cos takiego jak ostatnio w Iraku, a wiec "operacje u boku USA", to jak
najbardziej wlasciwy jest sprzet kompatybilny z USA...
:-)
Michal.
1.Speedy:
Wszystko to prawda, ale wymieniając liczne wady R35 warto byłoby wspomnieć o
jedynej jego zalecie - 45 mm przedni pancerz zapewniał całkowitą odporność
na ogień ówczesnych armat ppanc. 37 mm a nawet co słabszych 75 mm
No wspomniałem:
„O ile gruby pancerz dawał dobrą odporność na trafienia,”
W każdym razie pozostaje pytanie, jak takiego rzęcha użyć? Inaczej rzecz biorąc,
w jaki sposób mogłyby zatrzymywać nieprzyjacielskie wojska szybkie?
Zwracam tu uwagę dygresyjnie na niemieckie ciężko opancerzone rzęchole jak
Ferdinand i JagdTiger. Tyle, że one miały silne armaty... Jak masz silną armatę
to możesz otwierać ogień z odpowiedniej zasadzki ze sporego dystansu. A taki R
35 to z bliska musiał pykać. Niestety nasz batalion tych czołgów nie został
bojowo użyty, więc nie wiemy, jak Rydz chciał go spożytkować.
2.Mikołaj Machowski:
Taka ekstrapolacja jest stanowczo zbyt prosta. We wrześniu wozy pancerne
(trudno mówić o wojskach) były traktowane po macoszemu także ze względu
na ich znikomą ilość. Gdyby mieć te dodatkowe 320 ;) wozów to
przynajmniej zaopatrzenie mogłoby być lepsze (choć oczywiście nie
musiałoby).
Może jednak było odwrotnie? Może małą ilość była skutkiem traktowania po
macoszemu? Zresztą – nie było ich tak mało. Jak weźmiemy pod uwagę tankietki.
Zaprzestanie produkcji 7 TP wynikło nie z lekceważenia, tylko z pragnienia
posiadania superczołgu.
Czołg potrzebuje benzyny, którą musimy przewozić kolumnami cystern ze składów
zaopatrzeniowych. Czyli jeszcze cystern musielibyśmy mieć więcej i tych składów.
Skąd wziąść składy dodatkowe?
Konkludując: Polska nie wyglądała w oczach aliantów na poważne państwo, bo
najpierw wstrzymujemy 7 TP a potem żebrzemy o R 35.
/...../
Smoku, pozwolisz przy okazji tematu zaniedbań w przygotowaniach do wojny
Pozwalam :-)
przed 1939 rokiem zapytam was - jak s?dzicie - w jakiej sferze można było
polepszyć zdecydowanie poziom Wojska Polskiego - przy możliwie niskich
nakładach?
1. Wymienic Rydza-Smiglego.
Byl on w stanie zmarnowac dowolne srodki bo nie nadawal sie na NW i
wiekszosc energii pozytkowal na ukrywanie tego przed zdolniejszymi
oficerami, stad jego tajniakowatosc i brak gry sprawdzajacej plan Z,
ktorego nie bylo. Wiem, ze to brzmi dziwnie ale rzeczywistosc taka byla.
2. Wprowadzic Sztab Generalny z Kutrzeba jako szefem tego sztabu.
3. Nie wprowadzac torow pokojowego i wojennego od 1926.
Zlikwidowac znaczna czesc niekompetentnych instytucji biurokratycznych
powodujacych burdel w Silach Zbrojnych.
4. Wprowadzic Dowodztwa Frontow jako strategiczny szczebel dowodzenia.
5. Lotnictwo mysliwskie i bombowe odebrac armiom a dac frontom.
6. Zmniejszyc ilosc dzialek pepanc w dywizji do 18.
po 4 w pulkach i 6 w kompanii dywizyjnej.
Z uzyskanych nadmiarowych dzialek formowac zmotoryzowane bataliony
papanc rzucane zaporowo na kierunkach uderzen korpusow pancernych npla.
Wzmacnialyby one DP
Dywizje nie na tych kierunkach nie potrzebowaly wcale dzialek bo tam
czolgow nie bylo
7. Zerwac z chorym kordonem na rzecz polepszania stosunku sil na tych
glownych kierunkach.
8. Zaopatrzenie.
Sprzet z skladow w Radomiu powinien od razu byc wydany jednostkom OT,
ktore oslonilyby granice.
A nie, ze dziala z Radomia mialy jechac na wschod a dziala z wschodu na
zachod. Kompletne marnotrawienie mozliwosci kolejnictwa.
To tyle zmian mozebnych bez wiekszych kosztow.
Dodam jszcze Skua zamiast Łosia i IARo-ksztaltny mysliwiec i P 24.
/..../
Brak łaczno?ci miał większe znaczenie niż 200 pepancy czy 100 my?liwców
więcej.
Proponuje przejrzyj:
http://soplandia.prv.pl/militaria
SmOK
No to kolejna ciekawostka:
Dzięki uprzejmości Marcina Lewandowskiego dostała mi się w ręce książka A. Ossowskiego "Tadeusz Kossakowski 1888-1965 - Od piechura do czołgisty" (wyd. TRIO, 2002).
Kim był ów T Kossakowski - pułkownikiem a potem generałem WP, o którym mówiło się, że o ile niespecjalnie nadaje się na dowódcę jednostki w boju, o tyle jest świetnym organizatorem i szkoleniowcem - saper, potem jedna z czołowych osób kładących nacisk na rozwój motoryzacji i broni pancernej w WP.
Stanowiska w okresie międzywojennym:
- dowódca Batalionu Maszynowego (1921-24)
- dowódca 2 Pułku Saperów Kaniowskich (1924-25)
- z-ca kierownika Głównych Zakładów Inżynierii Saperskiej (1926)
- z-ca kierownika Departamentu V Inżynierii (fortyfikacje, saperzy, łączność, broń pancerna) i prezes Rady Nadzorczej PZInż (1927-30)
- szef Departamentu Broni Pancernej i Departamentu Zaopatrzenia Inżynierii (1930-36)
- Dowódca Saperów MSWojsk. (1936-39)
W czasie wojny obronnej organizował doraźne zespoły sapersko-inżynieryjne osłony Warszawy i na wschodzie Polski.
I kilka ciekawostek z jego biografii:
1. Wg. planu mob. "S" z 1925 (obowiązywał z małymi zmianami do 1937) rozwój wojsk technicznych był zaplanowany dopiero na lata 1935-40.
2. Pierwszy raz widzę info o zgłoszonym w połowie lat '20-ych zapotrzebowaniu WP na czołg średni 20-tonowy !!!!! Prace stanęły po kilkunastu miesiącach, kiedy okazało się że brakuje pewnych rozwiązań technicznych i silnika o odpowiedniej mocy - efektem tego było przesunięcie zainteresowania na lżejsze pojazdy i początek rozmów z Vickers-Armstrongiem.
3. T Kossakowski był zwolennikiem w 1930 (z poparciem gen. T. Kasprzyckiego) utworzenia eksperymentalnej jednostki pancerno-motorowej (czyli następnej po tajemniczej 8 SBKaw).
Jednakże Piłsudski nie wyraził zgody na dużą jednostkę, a jedynie na doświadczalną Grupę Pancerno-Motorową zlokalizowaną na Woli w W-wie w składzie:
- pluton Czołgów Lekkich
- komp Czołgów Rozpoznawczych
- komp Samochodów Pancernych
- 2 kompanie piechoty zmot
- pluton ckm-ów na motocyklach
- pododdziały saperskie i łączności
Najważnieszy wydaje się stan z 16 września '39 - jaki naprawdę był stan Wojska Polskiego oraz armi niemieckiej, jak wyglądało zaopatrzenie, sytuacja na froncie oraz realne możliwości ew. obrony? Hell bronił się przecież aż do początków października. (...)?
Bronił aż do 2 października?
Brzmi to dumnie ale bez przesadyzmu.
Tak na dobrą sprawę to lądowa obrona Helu trwała raptem dwa i pół dnia od 29 września do godz 14:00 1 października
Przy czym 29 września odparto natarcie rozpoznawcze niemieckiej kompanii i... uśmierzono bunt własnej 13 kompanii rezerwowej złozonej z mieszkańców półwyspu
30 września Niemcy, po krótkiej walce wyparli 10 kompanię KOP a pierwszej a potem z drugiej pozycji opóźniania.
1 października Niemcy siłą batalionu zaatakowali główną pozycję obrony półwyspu znajdujacą sie miedzy Kuźnicami a Jastarnią.
W południe front ustabilizował sie w rejonie Kużnic, a o 14:00 nastąpiło zawieszenie bronii
Załogę Helu stanowił batalion KOP majora Wiśniewskiego składajacy się z 2kompanii strzelców i kompanii ckm a nastepnie wzmocniony dwiema kopaniami rezerwowymi (przeciw desantowymi) złożonymi z miejscowych rezerwistów - źle uzbrojonymi i wyposażonymi, o fatalnym morale.
Do tego dochodziły dobrze uzbrojone grupy przeciwdesantowe marynarzy z załog trałowców, spieszeni lotnicy z Mdlot z Pucka, jakaś kompania artlerzystów bez dział, która wcześniej, 11 wrześnai odpedziła niemiecki oddziałaek kawalerii od nasady półwyspu, itp zbieranina.
Silna strona obrony była oczywiście artyleria ale jej blask przyćmoiewał brak amunicji.
Bateria 152 mm im. Laskowskiego miała raptem po 186 pocisków na działo. Oprócz tej baterii artyleria nadbrzeżną stanowiło sześć dwudziałowych baterii 75 mm i bateria 105 mm stojaca na północ od baterii im. Laskowskiego. Obrona przeciwlotnica to 2Mdapl w sile 6 dział 75 mm i 5 plutonów dział 40 mm - oczywiscie z mała ilością amunicji
Tak wiec bohaterska obrona Helu, to taki sobie epizodzik ku pokrzepieniu serc i nic więcej.
Może jeszcze na temat legalności NSZ :
Po zakończeniu wojny Brygada stacjonowała w miejscowości Vsekary. Był to okres, kiedy Brygada cieszyła się jeszcze dobrą opinią wśród aliantów i polskich władz wojskowych. Zresztą dowództwo Brygady przedstawiało ją jako jednostkę tej części NSZ, która scaliła się z Armią Krajową. Meldunki wysyłane do Londynu były zawsze zaopatrzone nagłówkiem: "Armia Krajowa, Grupa Operacyjna Zachód Narodowych Sił Zbrojnych". W tym czasie powiększał się stale jej stan liczebny, gdyż dołączali do niej Polacy zwolnieni z obozów niemieckich, m.in. Mieczysław Dukalski ps. "Zapora", były dowódca Batalionu Osłony Kwatery Głównej NSZ, który objął funkcję szefa wywiadu. W rezultacie w każdym batalionie sformowano nowe czwarte kompanie. W Brygadzie znajdowali się członkowie Grupy "Szańca": Władysław Marcinkowski ps. "Jaxa", Jerzy Iłłakowicz ps. "Zawisza" i Otmar Wawrzkowicz ps. "Oleś", "Kaczkowski". Brygada była odwiedzana przez przedstawicieli misji wojskowych i cywilnych z różnych państw, chcący podziękować za uwolnienie swoich rodaczek z obozu w Holiszowie. Zjawił się również wysoki oficer wywiadu angielskiego, który chciał się zorientować w sytuacji Brygady. 14 maja przybył ppłk dypl. Alojzy Mazurkiewicz, polski oficer łącznikowy przy amerykańskiej 3 Armii, na cześć którego przeprowadzono uroczystą defiladę. Zabrał on ze sobą żonę premiera Stanisława Mikołajczyka, a także przekazano mu raport płk. Antoniego Szackiego skierowany do Naczelnego Wodza, w którym dowódca Brygady domagał się przyłączenia swojej jednostki do Polskich Sił Zbrojnych. Było to spowodowane głównie obawą przed wydaniem Brygady w ręce sowieckie. Ponadto do dowództwa wojsk alianckich we Frankfurcie został wysłany Władysław Marcinkowski ps. "Jaxa" i Jerzy Iłłakowicz ps. "Zawisza". W wyniku ich misji przysłany został do Brygady ppłk Henryk Szymański, główny amerykański oficer łącznikowy przydzielony do armii polskiej, którego zadaniem było opracowanie, wraz z dowództwem Brygady, planu przerzucenia jej przez Bawarię do 2 Korpusu Polskiego we Włoszech. Jednakże wskutek sprzeciwu Anglików plan ten nie został zrealizowany.
Wygląda na to że, pomimo uznawania zwierzchności Rządu Emigracyjnego ten z kolei nie chciał uznać podległości ZSZ – ZJ i tego było świadome przynajmniej dowództwo Brygady Świętokrzyskiej ?
Szerzej o Brygadzie Świętokrzyskiej.
Czy ktoś potrafi zweryfikować te informacje wskazując źródła ?
Chinookami kontngentów nie zaopatrzymy.
Gdyby powstrzymać się od kolejnych C-295, i od C-130E to na ze 4 nowe C-130J by starczyło.
Zresztą o czym my właściwie rozmawiamy? Rodzime programy (Krab, Loara i ich pochodne) leżą i kwiczą, czołgi posłużą tyle ile wytrzymają bez remontu i na śmietnik, od czasu Rosomaka nie kupiliśmy nic nowgo (a sam program Rosomaka od kilku lat w tym samym miejscu), od lat mówimy o zakupie śmigłowców, bwp, samolotów szkolnych... i co? I nic.
Wiele rzeczy można by tylko co z tego? Można się zastanawiać czy jest to efekt celowego działania, czy nie ale Wojsko Polskie ulega stopniowej degradacji (i nie jest to efekt braku pieniędzy).
Może by tak się zastanowić jak będzie wyglądać WP w 2020 r. ?
- 0 nowoczesnej artylerii polowej (nie licząc prototypów kraba i langusty) - takie sobie M98 bez sko jako chlubny wyjątek
- artyleria plot na zurach i gromach
- artyleria ppanc - po długich pracach badawczo rozwojowych okażed się że udało się zintegrować Spike z Honkerem.
- brak gąsiennicowych bwp - 8 batalionów Rosomaków jako chlubny wyjątek
- czołgi na dorżnięciu (w 2020 nawet Leopard bez modernizacji i remontu to będzie kupa złomu)
- lotnictwo wojsk lądowych złożone z Sokoły które po długich pracach udało się zintegrować npr Hydra
- siły powietrzne - 3 eskadry F-16 bez pilotów, oraz nowiutkie samoloty dla ViP które udało się kupić po 30 latach starań.
- marynarka wojenna - Błyskawica, Czarnecki i kilka motorówek.
- 4 dowództwa dywizji, 1 dowództwo korpusu, dowództwo operacyjne, dowództwo garinzownu warszawa, dwa okręgi wojskowe, 3 odówdztwa brygad lotnictwa, 2 flotylle, 4 dowództwa rodzajów sił zbrojnych, inspektorat wsparcia sił zbrojnych i sztab generalny.
Wystarczy jeden dobrze ukryty żołnierz z rg-rurą lub dobrze ułożona mina, a całe leśne "natarcie" czołgów zakończy się masakrą. Zdaję sobie równocześnie sprawę, że czasem natarcie czołgów przez las prowadzone było, ale były to raczej szczególne przypadki - nie reguła. Żeby pokazać, że takie natarcie to nie jest "bułeczka z masełkiem" przytoczę dwa krótkie cytaty:
Geschichte der 3. Panzer-Division Berlin-Brandenburg 1933-1945 - opis walki z polską kompanią piechoty w 1939 roku.
Był już najwyższy czas. 7 kompania 6 pułku pancernego straciła w międzyczasie jeszcze kilka dalszych czołgów. W tej bitwie padli pierwsi żołnierze 3. DPanc w II wojnie światowej. […] II batalion 6 pułku pancernego szedł powoli do przodu. Każde polskie gniazdo oporu musiało być pojedynczo zniszczone […] Teraz także wyruszyli strzelcy zmotoryzowani. Oberleutnant von Cochenhausen nakazał swojej kompanii rozsypać się w tyralierę i wedrzeć do gęstego lasu. Pójście naprzód było prawie niemożliwe. Gęste zarośla lasu, przewrócone ostrzałem drzewa i duże konary zawalają drogę, wszędzie pojawiają się polscy strzelcy, zmuszając nas do obrony.
Wspomnienia J. Biessonowa, porucznika piechoty Armii Czerwonej z walk w Polsce:
Pewnego razu kolumna została zatrzymana prowadzonym z lasu ogniem broni strzeleckiej. Czołgiści bali się pancerfaustów i nie chcieli poruszać się dalej. Dowódca batalionu rozkazał nam zaatakować wroga, i kompanie razem z plutonami cekaemów Guszczenkowa i Griszy Kesa weszły do lasu. [...] Rozwinęliśmy się w tyralierę i wolno posuwaliśmy się przez las. Nie widzieliśmy Niemców - widok przesłaniały gęste krzaki. Nagle, nie pamiętam na czy rozkaz, pobiegliśmy naprzód, krzycząc i strzelając z pistoletów maszynowych i erkaemów.
P.S. Np. batalion remontowy dywizji rozwija się ok. 60 km od przedniego skraju wojsk, batalion zaopatrzenia ok. 30 km (w obronie) i ok. 25 km (w natarciu). Tak więc trudno się zgodzić z tymi 30 x 30 km dla dywizji...
PAP, Wprost, 19.11.2007 r.
Polska jest gotowa wysłać w ramach unijnej misji pokojowej do Czadu 350 żołnierzy, ale pod warunkiem wsparcia logistycznego polskiego kontyngentu, finansowanego przez UE - powiedział w Brukseli minister obrony Bogdan Klich.
"Wysłanie 350 żołnierzy jest wyrazem naszej politycznej troski o to, by UE osiągnęła (w Czadzie) sukces" - powiedział minister.
Zastrzegł jednak, że w rozmowie z francuskim ministrem obrony Herve Morinem wyraził oczekiwanie zapewnienia wsparcia logistycznego: zaopatrzenia kontyngentu, ochrony jednostek i transportu lotniczego. Środki albo miałaby zapewnić Francja, dowodząca operacją w Czadzie, albo pochodziłyby one z unijnego mechanizmu finansowania operacji wojskowych Athena, na który składają się kraje członkowskie.
"My naszego kontyngentu nie chcielibyśmy zabezpieczać sami. A gdybyśmy to musieli robić, nasz udział w misji byłby znacznie trudniejszy, a w związku z tym partnerzy francuscy musieliby się liczyć co najmniej z opóźnieniem" - tłumaczył minister. "Dopóki nie będzie skutku tego uzgodnienia, to poczekajmy" - dodał, dopytywany, czy decyzja o wysłaniu 350 Polaków już zapadła.
Choć unijna misja ma się rozpocząć już w grudniu, wciąż brakuje dla niej helikopterów i wsparcia medycznego. W poniedziałek na spotkaniu ministrów obrony w Brukseli wynikł kolejny problem: nieporozumienia francusko-brytyjskie na temat tego, kto pokryje koszty przerzucenia żołnierzy z Europy do Afryki. Francja chciałaby, by część kosztów wzięły na siebie kraje, które nie wysyłają żołnierzy, jak Wielka Brytania. Londyn zaprotestował, oferując jedynie wsparcie "polityczne".
Misja, której trzon mają stanowić Francuzi, będzie liczyła 3,6 tys. osób, a z batalionem rezerwy strategicznej - w sumie 4,3 tys. Weźmie w niej udział 1500 Francuzów, 350 Polaków, 350 Irlandczyków, a mniejsze kontyngenty wyślą Szwecja, Rumunia, Belgia, Holandia i Finlandia. Dodatkowo wparcie samolotami (z obsługą) zapewniły Grecja i Hiszpania.
Zacznę od kwestii niedoborów w 1 DPD Urquharta. Początkowy plan zakładał, że mosty w Arnhem zajmą oddziały na jeepach. Miały one być wyposażone w odpowiedni sprzęt do walki z czołgami. Jednakże podczas lądowania szybowców z jeepami większość z nich uległa zniszczeniu. No i tylko oddziały pułkownika Frosta dotarły do mostu. Reszta nie mogła dotrzeć ze względu na bardzo silny opór niemiecki.
Co racja, to racja. Zreszta pulkownik Frost przeszedl do legendy wojsk spadochronowych No wlasnie, wiekszosc sprzetu zmotoryzowanego zostala uszkodzona. Jak to wyczytalem w ktorejs ksiazce, ladowanie szybowcow bylo po prostu "kontrolowana katastrofa lotnicza", wiec o uszkodzenia takiego sprzetu, jak jeepy nie bylo trudno.
A co do wyczynów 82 DPD w Nijmegen to chodziło tutaj o brawurowe zdobycie mostu w tym mieście. Pułki 505, 504 oraz jeden batalion 508 mimo niesamowicie silnej obrony (500 grenadierów SS wspieranych przez artylerię, czołgi i wozy pancerne) zdołały przepłynąć rzekę Waal wspierane przez ogień Gwardii Irlandzkiej (jak chcesz mogę Ci ewentualnie opisać przebieg akcji). Niemcy co prawda podłożyli pod most ładunki ale holenderski ruch oporu zdołał je unieszkodliwić. Ze względu na to, że most miał razem z podejściem prawie pół mili a został zajęty bez uszkodzeń mimo tak silnego oporu to akcja ta została zgodnie uznana za jedną z najlepszych tego typu w historii.
Temat wydaje sie byc bardzo ciekawy. Czy chce? Jasne, ze chce! Jesli tylko mialbys ochote opisac jej przebieg na forum, to ja jestem za
I tutaj mała ciekawostka. Od mostu na Renie w Arnhem, od oblężonej 1 DPD, dywizję pancerną Gwardii dzieliło zaledwie 11 mil. Brytyjczycy w momencie przekroczenia mostu w Nijmegen stanęli. Mimo usilnych próśb oraz namawiania ze strony 82 DPD nie zrobiono nic aby uratować oddziały walczące w Arnhem. Było to spowodowane tym, że czekano na piechotę do ochrony czołgów, a ta była sporo w tyle.
Co wiecej, czolgi Horrocksa mialy dostarczyc do uwiezionych spadochroniarzy liczne zaopatrzenie, w tym lodzie desantowe dla polskiej 1. SBS. Z niewiadomych mi powodow tak sie nie stalo, przez co przeprawy Polakow na drugi brzeg byly ogromnie utrudnione. Sosabowskich pisze, ze byla to jedna z najbardziej rozczarowujacych i gorzkich chwil w jego karierze. Ponadto, gdy pluton czolgow rozpoznawczych polaczyl sie z mocno oslabionymi w defensywie Polakami, Ci poprosili o ich wsparcie ogniowe w obronie pozycji. Brytyjczycy oddelegowali do tego zadania jeden czolg, tlumaczac sie, ze pluton rozpoznawczy nie jest od bezposredniej walki. Z czolgami wiaze sie jeszcze wieksze kontrowersje i bledy, ale coz. No i te cholerne zaopatrzenie z powietrza... Niemcy zajeli zrzutowiska i zdolali przechwycic wiekszosc zrzutow zaopatrzeniowych. Liczy sie, ze nawet 80-90%.
wiesz nie chodzi tylko o to że SS(czytaj:szuct sztafeln)było najlepiej wyszkoloną i najlepiej zaopatrzoną w sprzęt formacją niemiecką
To nie jest prawda. Waffen SS wcale nie było lepiej wyszkolone niż Wehrmacht. W istocie, raczej gorzej - a na poziomie operacyjnym (batalionu, pułku, dywizji) wręcz tragicznie. SS-mani mieli bardzo dobre warunki fizyczne, świetne (byc może najwyższe ze wszystkich jednostek ochotniczych) morale i dobrą podbudowę ideologiczną. To sprawiało, że walczyli niezwykle twardo, potrafili dokonywać silnych uderzeń czy kontrataków, a także prowadzić bardzo zajadłą obronę (w rzeczy samej oddziały Waffen SS słynęły zarówno wśród swoich jak i wśród przeciwników, jako jednostki gotowe do ostatniego człowieka zajadle bronić kompletnie niepotrzebnych i nie przygotowanych do obrony pozycji).
Prawdą jest ta część dotycząca zaopatrzenia. Zabierano je dywizjom Wehrmachtu i przydzielano Waffen SS. Nie dlatego jednak, że te drugie były lepsze od pierwszych, ale dlatego, że był to element walki o wpływy jaką prowadzili Himmler i Bormann (a czemu Hitler nie przeciwdziałał, zrażony do armii po klęskach w Rosji i Afryce).
ale chodzi o to że oddziały SS dokonywały masowych "rzezi" były wykorzystywane do pacyfikacji wiosek,miast itp...i wszelkiego rodzaju "brudnej roboty" temu chyba nikt nie zaprzeczy
Zaprzeczy. Tego, o czym piszesz dokonywały specjalne oddziały SS zwane Einsatzgruppen. Ich przeznaczeniem były właśnie akcje pacyfikacyjne i likwidacyjne. Nie używano do tego (w każdym razie w sposób regularny) frontowych oddziałów wojska, ponieważ takie masakry _bardzo_szkodziły_ morale oddziałów. Nie znaczy to jednak oczywiście, że Waffen SS gdy trzeba było kogoś rozstrzelać, czy wymordować jakoś się specjalnie uchylało.
oczywiście wehrmaht tez nie jest czysty i ma dużo na sumieniu ale jest to mało w poruwnaniu do SS
Zgadza się. Pierwsze zbrodnie wojenne we wrześniu 1939 roku to Wehrmacht (rozstrzeliwywanie polskich jeńców). Zamieszany był w to między innymi najlepszy niemiecki generał II wojny Gerd von Rundstedt.
Wydaje się, że - gdyby nie agresja sowiecka - począwszy od 17 września przed upływem paru dni Polacy byli w stanie zorganizować na Przedmościu Rumuńskim największą grupę pancerną jaka kiedykolwiek była dostępna w wojsku II RP. Byłaby to jak dotąd największa koncentracja broni pancernej w kampanii w Polsce. Równowartość pełnoetatowego pułku czołgów.
Bowiem w rejonie przedmościa i w okolicach w dniu 17 września znajdowały się następujące oddziały pancerne:
W Stanisławowie - 21. batalion czołgów lekkich - na wyposażeniu 45 x Renault R-35.
W Łucku - 11 x 7TP, 5 x R-35, 3 x H-35, 6 x Vickers E, 6 x TKS, co najmniej 3 sam. panc. = co najmniej 34 pojazdy.
10. BK - ciągle jeszcze miała na stanie 18 x TKS.
Improwizowana kompania czołgów lekkich z co najmniej 15 x FT-17 w dniu 14 IX wyruszyła z Brześcia do Włodzimierza.
W rejonie były także 3 x Renault FT-17 ze 113. kompanii, które w realu dołączyły ostatecznie do Grupy Zieleniewskiego.
Oprócz tego pierwsza partia kolejnych 50 czołgów Renault R-35 wraz z częściami zamiennymi, amunicją i potrzebnym wyposażeniem dnia 16 września właśnie dopływało do wybrzeży Rumunii - 17 września praktycznie od razu po agresji sowieckiej transport z nimi na pokładzie został zawrócony i skierowany do Tunezji, gdzie też czołgi te wkrótce zostały wyładowane. Inne transporty z zaopatrzeniem dla Polski w większości również natychmiast po agresji sowieckiej zawrócono - część z nich skierowano do Stambułu, z czego Turcy niezwykle się ucieszyli.
Razem daje to nam (co najmniej):
100 x Renault R-35
17 x 7TP i Vickers E
3 x Hotchkiss H-35
24 x TKS
co najmniej 3 x samochód pancerny
18 x Renault FT-17
Razem: co najmniej 165 pojazdy opancerzone.
Przy czym nie są powyżej wliczone czołgi Ośrodka Zapasowego Broni Pancernych numer 2 - ponieważ nie znam jego siły.
Można było te czołgi wcielić do 10. BK albo też sformować z nich oddzielną, improwizowaną jednostkę pancerną o sile stanowiącej równowartość pełnowartościowego niemieckiego pułku czołgów - czyli dwóch niemieckich batalionów czołgów (lub trzech polskich batalionów czołgów).
Można było to uczynić w ciągu zaledwie paru dni począwszy od 17 września (zresztą już to czyniono - bo właśnie dlatego scalano Ośrodki Zapasowe Broni Pancernej i właśnie dlatego marszałek chciał, żeby 10. BK udała się w rejon Stanisławowa - lub 21. batalion czołgów lekkich udał się do 10. BK - ale ten drugi miał z tym początkowo trudności z powodu uszkodzonych torów).
Motoryzowanie kawalerii nie miało sensu
A co niby mieliśmy motoryzować ? Pewnie przy naszym "olbrzymim budżecie" opłacało się tworzyć jednostki zmot. dodatkowo i nie tykać drogiej kawalerii.
również w postaci domotoryzowania (czy utechniczniania tej broni) niektórych jej elementów
Niemcy podwozili swoim wojskom zaopatrzenie samochodami i bardzo dobrze na tym wychodzili.
Zarówno doświadczenia Francuskie , jak i własne, były negatywne w tym względzie - nie mówiąc o późniejszych wojennych.
Doświadczenia francuskie doprowadziły zarówno nas jak i nich w prostej linii do klęski. A które doświadczenia wojenne były takie negatywne. 10 BK spisała się na medal, a WBPM była użyta niezgodnie z przeznaczeniem do ataku pomimo że została stworzona jako jednostka "zaporowa".
Kawalerii było w wojsku polskim....za mało, szczególnie na poziomie taktycznym. Zabrakło jej np. w Dywizjach Piechoty, gdzie silny dywizjon kawalerii byłby idealnym rozwiązaniem.
W wojsku jako całości kawalerii było dosyć. Jeśli chodzi o DP to w pełni się z Tobą zgadzam.
Oparcie motoryzacji (tworzenia oddziałów panc-mot) na bazie rozwiązywanej kawalerii też nie było najszczęśliwsze i ....miał rację Rydz, który w obliczu wojny nie chciał pozbywać się istniejących oddziałów ( kwestia WPBM).
Rydz miał wiele racji które doprowadziły ( wraz z racjami niejakiego AH ) do bardzo szybkiej klęski we wrześniu 39.
Polska była krajem wybitnie rolniczym, więc na nieposiadanie kawalerii nie mogliśmy sobie pozwolić. Kawaleria była formacją drogą. W 1939 kawaleria była naszą "formacją szybką", ale nie była tak szybka jak mogła być przez... ociężałe tabory i pieszy batalion strzelców.
Większość BK nie dostała w 39 baonu strzelców więc nie przeszkadzały w szybkości kawalerii.
A powolna była cała "infrastruktura brygadowa" z taborami
Więc co zrobić z takimi taborami ? Jeśli byłby w 39 dokładny plan wojny było by wiadomo jakie jednostki gdzie i ile walczą, gdzie i kiedy się cofają. Można by było wcześniej odsyłać tabory na nowe pozycje by nie obciążać oddziałów bojowych. Planu nie było więc rozkazy szły ( często nie ) z dnia na dzień. Dlatego tabory były przy jednostkach utrudniając im życie.
Kawalerii mieliśmy dużo, ale źle zorganizowanej i marnie wyposażonej...
Organizacja nie była najlepsza ale wyposażenie ? Które to było aż tak marne ?
Jasne. Tyle, żę uderzenie idzie na flankę i tyły npla. Wiązanego od czoła. Wiem, że A. Poznań miała za mało sił do pobicia GA Południe, ale już pobicie 8A wchodziło w zakres jej możliwości w przypadku trzymania tych dywizji od czoła przez A. Łódź. Stąd moja opinia o konieczności wzmocnienia wojsk stojących w Wlkp. o kolejne 2-3 dywizje i batalion/dwa czołgów.
Ale wymagało to dalekiego przemarszu Armii "Poznań" i poproszenia Niemców, aby nie przełamywali obrony na styku osłabionych Armii "Łódź" i "Kraków" (te dwie - trzy dywizje musisz skądś wziąć), a najlepiej zostawili otwarte skrzydła.
Z tego wynika, że słabszy nigdy nie wygra bitwy z silniejszym. Co jest oczywistą nieprawdą.
Gdybyśmy mieli armie stojące uzbrojeniem, wyszkoleniem oraz systemem dowodzenia stojące na jednakowym poziomie - zgoda. Ale nie w takiej sytuacji!
Pod Bzurą niemiecka 30. Infanterie-Division odpierała ataki trzech polskich dywizji piechoty (14., 17. i 25.) na froncie ponad 20 km, oraz Wielkopolskiej BK, która symulowała natarcie z skrzydła. 30. InfDiv. została zmuszona do wycofania się, ale nie została rozbita. Co prawda polska historiografia twierdzi, że rozbito i 30., i idącą jej z odsieczą niemiecką 17. InfDiv. Dziwne jest to, że owe rozbite dywizje Wehrmachtu dość skutecznie opóźniały natarcie trzech polskich dywizji i dwóch zgrupowań kawalerii. Polacy po wyruszeniu 9 września znad Bzury, 12 września, w czwartym dniu natarcia dotarli do Ozorkowa. 10 kilometrów od rzeki. Dwa i pół kilometra na dobę.
Polska armia od dwóch dekad przygotowywała się do wojny. Z ZSRR, zakładając przy tym, że RKKA zatrzymała się w rozwoju i stoi na poziomie z 1920 roku. Stąd koncepcja głębokich działań ofensywnych z dużym udziałem kawalerii i "bezlogistycznych" GO, które sprawdziły się w walkach z Bolszewikami. Wróg - zakładano - nie miał prawa mieć lepszej niż my łączności (jak się okazało w trakcie kampanii - opartej na gońcach konnych, bo radio było zbyt nowoczesne), a zaopatrzenie oparte wyłącznie na rabunku. Przy takich założeniach mogliśmy wygrywać i wygrywać ...
A nikt nie przewidział ani rozwoju Armii Czerwonej, ani tego, że Niemcy zostaną wrogami. Jak już gdzieś pisałem - skąd można się było tego po Niemcach spodziewać, od 150 niemal lat nas nie najeżdżali ...
Skoro ktoś "odgrzał wątek"...
Ja skłaniam sie ku tezie, że Niemcy nie mieliby szansy sami nas pokonać. Jak wyglądały by bez zowieckiej agresji działania w Polsce napisał M - w każdym razie długotrway opór był możliwy. Do Polski płunęło kilka statkó z zaopatrzeniem i ta liczba dostaw by się ciągle zwiększała. Ale nie w tym rzecz.
Wszystko zależy od działań na zachodzie - bez sowieckiego ciosu w plecy działania by się rozwinęly w następujący sposób - Od pierwszego tygodnia trwa francuska ofensywa w Saarze, do 12.09 oczyszczająca pas przesłaniania przed linią Zygfryda. 17 września rusza planowane uderzenie 3 dP i 5 batalionów czogłów, zdobywajac całość panujących nad Saarluis wzgórz, stanowiac dobrą podstawę d uderzenia za Ren. 20.09 w końcu przestaje padać i mogą zintesyfikować się działania lotnicze, szczególnie ważne dla sił rozpoznawczych i korygowania ognia artylerii. Pod koniec miesiąca zastygają betonowe podstawy do ciezkich haubic i armat kolejowych, konczy się zworzenie ogromnych ilości amunicji. Na umocnienia niemieckie spada masa ciężkich pocisków do kal. 420 mm włącznie. Wreszcie zakończona jest mobilizacja powszechna i siły francuskei - dotychczas słabsze od niemieckich - uzyskuja przewagę. W połowie października kosztem wystrzelenia ton amunicji i dużych strat udaje sie przełamać Linię Zygfryda w kiku miejscach. Wojska francuskie groza przemysłowym centrom Niemiec - Saarze i Ruhrze, będący praktycznie u progu zwyciestwa w Polsce Niemcy zmuszeni są przerzucić na zachód większość lotnicwa bombowego i znaczna część wojsk lądowych.
A dalej to juz mogło być różnie...
Co do oficerów Niemców i dezercji - w 8 DP służył oficer - członek NSDAP (SIC ), le zanim zdążył by ewentualnie zdezerterować, zabił go niemiecki pocisk.
A znasz jakąś morską doktrynę sowiecką, która zakłada ofensywę? Bo ja znam tylko koncepcje Gorszkowa, które zakładały ofensywę podwodną floty północnej.
Chociażby założenie silnego desantu w Danii na samym początku wojny - przy wydatnym udziale flot Polski i NRD To dlatego marynarka PRL miała 2 niszczyciele na krzyż i chmarę okrętów desantowych
Właśnie NIE. Zwróć uwagę, że w czasie zimnej wojny NATO nigdy nie zbudowało silnych wojsk lądowych, a ZSRR silnej Floty - inne założenia strategiczne inne rozwiązania. Powiązanie o którym piszesz nie istniało.
NATO budowało silne wojska lądowe - według koncepcji "nasza dywizja kontra ich korpus". Co do budowy silnej floty ZSRS - sam nie wiem dokładnie ile okrętów podwodnych zbudowano po DWS w ZSRR - 1000 ? a może 1200? do tego jakieś 50-60 krążowników - jeżeli to nie jest budowanie silnej floty, to nie wiem co nim jest...
Naszym celem jest zatrzymanie Armii Czerwonej / Radzieckiej możliwie daleko od Warszawy czy innych dużych polskich miast. Sprawa Bałtyku jest raczej drugorzędna.
A w zatrzymywaniu RKKA flota nam nie pomorze.
Ale w zapewnieniu dopływu posiłków z USA czy Wielkiej Brytanii, flota ma pierwszorzędne znaczenie. A te posiłki są właśnie po to, żeby zatrzymać Sowietów
co nam da to, że się schowają w portach? Ich czołgi będą po pewnym czasie w Gdynii - a wtedy ich CA i CL schowają się w Gdyni
Da nam to bezpieczeństwo konwojów, idących z wojskiem i zaopatrzeniem do Polski. Właśnie po to, żeby uniemożliwić przeciwnikowi zajęcie Gdyni.
Ile na trasie granica - Warszawa jest pasa przybrzeżnego? A na trasie granica - Moskwa?
Gdzieś na przestrzeni między Leningradem a Gdynią musi znajdować się front, stykający się z morzem. To tam będzie można ostrzeliwać wrogie wojska, na głębokość ponad 20 km.
A nie zakładaliśmy, że Królewiec będzie nasz?
Zakładaliśmy. Właśnie dlatego należy ostrzeliwać niedobrych Sowietów nacierających na to staropolskie miasto
Jeśli 550 samolotów to lotnictwo tradycyjne pewnie z 2500. Myślę, że to lotnictwo (przeszkolone nawet w stopniu minimalnym) potrafiłoby sobie poradzić z desantem osłanianym przez jakieś CL i DD i wesprzeć te nasze bataliony zmechanizowane więc po co nam flota?
550 samolotów (z tego prawie 200 pokładowych ) to jest plan stworzony w 1943 roku. Zostałby zrealizowany tylko w części, bo całości gospodarka Polski na pewno by nie wytrzymała. W jakiej części - ja zakładam że w 1/3, może w 1/4. Stąd mówię o 2 lotniskowcach a nie 6.
Pzdr
Odpowiedź na pytanie "Czy umieliśmy używac czołgów" może być w zasadzie jedna - nie umieliśmy
Ale tutaj chodzi o to że Autor zadaje pytanie, na które potem nie odpowiada... on tylko sugeruje, momentami bardzo niemądrze.
Np. stawianie znaku równości między niemieckimi a francuskimi dywizjami pancernymi i szybkimi... bo francuska DLM miała przecież więcej czołgów niż niejedna niemiecka DPanc. Może i tak jest - dla osoby która uważa że wystarczy zebrać 200 czołgów, kilka batalionów piechoty i trochę armat i już - dywizja pancerna gotowa.
Mnie uczono że dywizja pancerna i jej szybkie działania to przed wszystkim zasługa doskonałej łączności i sprawnego zaopatrzenia - a pod tym względem Niemcy wyprzedzali resztę świata o lata świetlne. Wielka w tym zasługa czołgów niemieckich: Autor może sobie uważać że PzKpfw I czy II to zabytki, a taki Renault 35 to super cudo - ale z R35 działania szybkie są praktycznie niemożliwe, bo dowódca czołgu musi robić wszystko, od wydawania poleceń kierowcy począwszy, poprzez obsługę radiostacji, na strzelaniu z armaty skończywszy. Dowódca niemieckiego czołgu zajmował się dowodzeniem.
Próba deprecjonowania wszelkich niemieckich osiągnięć w rozwoju wojsk pancernych służy udowodnieniu nowoczesności polskiej armii i... wypadła blado, nieprzekonująco, a czasami wręcz żenująco. Bo jak inaczej odebrać lansowanie tezy że czołgi powinny działać w rozproszeniu, i że w II połowie DWS wszyscy używali swoich czołgów w rozproszeniu ? Taka teza jest szczególnie śmieszna jeżeli kilka stron dalej mamy świetny tekst o wielkiej bitwie pancernej... z udziałem m.in. sowieckiej armii pancernej. Rozproszone czołgi, co ?
Pzdr
P.S. Ile wyprodukowano czołgów 7TP ? Bo mi przez całe życie wydawało się że 130, a tu nagle przeczytałem że 170...
Jak widać marszałek Forteca z obroną rejonów umocnionych przed RKKA radzi sobie dobrze i jego pozycjom przełamanie jeszcze nie grozi, więc na razie specjalnego wsparcia nie potrzebuje
Skoro tak, można zająć się sprawami innymi – np. dywersją, i to szeroko pojętą.
Bardzo chętnie
To nie my, lecz Sowieci powinni obawiać się dywersji.
I tutaj się już z tobą nie mogę zgodzić. Po pierwsze, Sowieci mogli liczyć na poparcie znacznej części Żydów zwłaszcza z "młodszego pokolenia". Wszelkich tropicieli politycznej niepoprawności informuję że wniosek ten oparłem na następujących podstawach: czy to komuś odpowiada czy nie mniejszość Żydowska aktywnie popierała Sowietów po 17 IX. Wystarczy poczytać wspomnienia z tego okresu np. "Biali kurierzy" Marka Celta. Po drugie, w okresie międzywojennym w Polsce szkolono bojowników Żydowskich. Nie łudźmy się, nie dlatego że Polska popierała Syjonizm. W zamian za to Polscy żydzi mieli mieć pierwszeństwo w wyjeździe do Palestyny, co miało zmniejszyć napięcia wewnątrz RP (źródło miesięcznik Komandos, nie pamiętam dokładnie numeru ale mogę sprawdzić).
Po za tym, skoro Polacy mieli przygotowane spec. grupy dywersyjne, to naiwnością byłoby sądzić że analogicznych grup nie posiada ZSSR.
Teoretycznie moglibyśmy się obawiać postawy mniejszości narodowych, zwłaszcza Ukraińców. Fakt, wielu z nich nie było do Polski dobrze nastawionych. Czy znaczy to jednak, że w razie wojny poparliby Sowietów? Szczerze wątpię, zwłaszcza wobec faktu współpracy z nami struktur wojskowych URL. Nie wierzę wprawdzie, że odtworzona armia URL osiągnęłaby w trzecim tygodniu konfliktu siłę choćby brygady (ukraińska ocena możliwości mobilizacyjnych emigracji wydaje mi się zdecydowanie zbyt optymistyczna), jednak nawet jeden batalion miałby ogromne znaczenie polityczne, a zagrożenie nielojalnością ze strony Ukraińców z pewnością by zniwelował.
Co do kwestii Ukraińców, grupy dywersyjne i siatki szpiegowskie tworzy się i szkoli, na długo przed wybuchem wojny. Tacy ludzie nie mogą się po prostu wycofać, choćby ze względu na różnoraki szantaż ze strony NKWD. Do tego rejony Kresów były niemal idealnym terenem dla grup dywersyjnych i partyzanckich nie tylko po Sowieckiej stronie frontu, ze względu na słabą infrastrukturę transportową wystarczyłoby zniszczyć jeden most czy węzeł kolejowy, aby na pewien czas, sparaliżować lub co najmniej znacznie utrudnić transport zaopatrzenia i uzupełnień. Po za tym takie działania fatalnie wpływają na morale tak żołnierzy jak cywilów, wywołując niezdrową "szpiegomanię", co w warunkach "wielonarodowości" Kresów, miałoby opłakane skutki. Obie strony musiały zdawać sobie z tego sprawę, stąd silnie rozbudowany kontrwywiad w II RP.
Vrooblu - Mausery były bardzo popularne, stanowiły podstawę marnego uzbrojenia większości oddziałów, była to w końcu regulaminowa broń WP przed 39 rokiem. Również w 44 roku stanowiły podstawowy karabin piechoty armi niemieckiej i Waffen SS a także wielu formacji pomocniczych. Rekonstrukcja paru sztuk tej broni, nawet jesli to będa niestrzelające atrapy, ale chociaz z ruchomym zamkiem, tak by udawać, że się przeładowuje, była by wskazana.
Pistolety maszynowe - sten, błyskawica, mp-40, mp-41, bergman, tompson, pepesza (końcówka Czerniakowa, ewentualnie zdobyczny na RONA) stanowiły mażenie każdego powstańca, w Zgrupowwaniu Radosława było ich proporcjonalnie nieco więcej niz w innych oddziałach.
Pistolety - vis, walter p-38, parabellum, fn, tt, colt, rewolwery smith$wesson, nagan.
Repliki tych broni pojawiaja się na allegro, innym kanałem są kontakty towarzyskie z ludźmi już się w to bawiącymi.
Umundurowanie grupy - Sprawy wygladają tak: w Powstaniu generalnie była tendencja do ujednolicania stroju, trudna do utrzymania z oczywistych przyczyn. Poszczególne oddziały starały się zachować przynajmniej w ramach jednej kompanii czy plutonu jakiś uniform. Zgrupowanie Radosława a więc i "nasz"batalion "Pięść" prezentowało się pod tym względem bardzo dobrze, co podkreslają wszelkie wspomnienia. Zdobyli panterki na Stawkach, inne elementy umundurowania niemieckiego. To, że byli w pierwszej linii pozwalało na zaopatrzenie się w zdobyczną broń i akcesoria - zapasowe magazynki, ładownice, hełmy, manierki i menażki. Oczywiście, nie wyglądało to dokładnie tak, jak regularne wojsko ale zdecydowanie lepiej niż wiele oddziałów ze Śródmieścia czy Mokotowa.
GRH "Radosław" ustaliła jako minimum panterkę niemiecką (bez precyzowania wzoru) i nakrycie glowy - czapka lub hełm. Reszta zgodna z epoką.
Ja myslę, że można podnieść poprzeczkę ciut wyżej i zamówić panterki w jednolitym wzorze - dąb. Na fotach kompanii "Zemsta" batalionu "Pięść" wygląda na to, że wszyscy, albo znaczna większość żołnierzy ma takie właśnie, jednolite panterki. Zamowienie 10 sztuk kangurek jednego wzoru może byc też korzystniejsze ze wzgledu na cenę.
Reasumując - pewien kanon zbudowany wokół panterki ss "dąb" i dowolność (w ramach epoki) w elementach dodatkowych - pasy, plecaki, spodnie, buty. Czapki na przykład widział bym tak, że większość jednak panterkowa, a jedna polska polówka, jakaś furażerka i jedna feldmutze w kolorze feldgrau.
Tak ja to mniej więcej teraz widzę.
Ja mam w tej chwili buty oficerki, trochę zniszczone, spodnie sukienne zielone, polskie, koszule kraciastą cywilną i hełm szwabski do renowacji.
Chyba ten watek ma większe uzasadnienie na tej grupie. Czy zgadzacie się z
tezą, że za Jaruzelskiego nastepował powolny spadk wartości bojowej Wojska
Polskiego? Że w latach 60. była to jeszcze armia zdolna do prowadzenia
działań wojennych, potem, za jego rządów, rosły etaty, przybywało stołków,
rosło dalej upolitycznienie wojska, spadało za to szkolenie, a samo wojsko
bojowo schodziło pomału na psy? Nie wiem, jak na prowincji i poligonach, ale
w latach 80. w Warszawie typowy oficer to był, przynajmniej z mojej
obserwacji z dokładnością do jednego wojskowego bloku, źle ubrany jegomość z
brzuszkiem, o zerowej sprawności sportowej, często z łupieżem, żyjący pod
totalnym pantoflem żony w domu, myjący co sobota swoje autko na parkingu w
ortolionowym dresie i "estetycznych" męskich brązowych półbutach. Czy znana
Powiem Ci że w jednostkach niebojowych i różnych sztabach ak było
wcześniej i nadal tak jest. Akurat Warszawa nie jest tu dobrym
przykładem ze względu na mnogość sztabów i instytucji centralnych
które mają kadrę całkowicie oderwaną od szkolenia bojowego. Do tego
stopnia że np. 30-letni znajmoy chorąży gdy został z ciepłej posadki
na Cytadeli na pół roku oddelegowany do Niemiec był zdziwniony że tam
zaprawa obejmuje wszytkich - także oficerów. Plus dla neigo bł taki że
po powrocie ćwiczy kondycję ndal i po paru latach znów bezproblemowo
zdaje testy z WF-u bez żadnego specjlanego przygotowania. A przed
wyjazdem miał problemy z 4-godzinną wycieczką po górach. Ale z ta samą
wycieczką miało problem 25 na 30 15-18-latków. Dla ułatwienia trasa w
Bieszczadach z Berehów na Wielką Rawkę i dalej łagodne zejście Działem
do Wetliny. ;-) Żadne ekstremum.
Za to w jednostkach bojowych było troche inaczej. Ja miałem okazję
oglądać z bliska garnizon w Legionwoie i okolicy. Mnósto takihc jak Ty
mówisz ale głównie pracujących w sztabach w Warszawie. Całkiem inaczej
na tym tle prezentoały się jednostki bojowe: batalion łąćzności,
saperów, medyczny (choć tu bardziej cywilnie bo na co dzień był tylko
częsciowo rozwinięty) czy batalion zaopatrzenia. Miesięczne poligony w
ilości co najmniej dwóch (zimowy i letni) to norma - doskonale znam to
domu bo Ojciec odszedł ze służby w 1988 roku
jest np. statystyka spadku zajęć na strzelnicy podczas odbywania służby
zasadniczej? Bo w latach 80. po zasadniczej służbie żołnierz to raczej
strzelać nie potrafił, za to z woja wychodził z dziurami w zębach i grzybicą
stóp.
Tu też było różnie choć po ilości wojska idącgo/jadącego na strzelnicę
(akurat koło mojego domu) powiedziałbym że szkolenie strzeleckie miało
zapaść tak około 1990 roku. Od kilku lat jest lepiej choć nie na taką
skalę jak jednak w latach 80-tych.
Zdrówko
| I jeszcze glowa na karku (do myslenia :-)).
| W naszych warunkach caly wic polega na tym, ze trzeba tak organizowac dzialania, zeby do
| takiej bitwy nie dopuscic.Czyli poddac sie od razu ...
Co to ma znaczyc "nie dopuscic"- jak to ma wygladac w praktyce !
Nie dopuscic to znaczy nie pchac sie w sytuacje, w ktorej organizujemy obrone na zasadzie "O tu
postawimy nasze 2-3 dywizje, niech sie okopia i jak przyjdzie wrog to go zatrzymaja" - bo nie
zatrzymaja, a po kilkudziesieciu godzinach tych dywizji miec nie bedziemy. Mamy taki sprzet, ze
po prostu nie mozemy dopuscic do pojedynkow ogniowych na wieksza odleglosc, a ogolnie do bitew
pancernych rozumianych jako pojedynek ogniowy albo boj spotkaniowy.
My nie mamy miejsca aby sie cofac(zreszta przy stanie naszego lotnictwa
wspolczynnik strat marszowych sadze siegnalby okolo 60% - do glownej
pozycji obrony po prostu doszlyby niedobitki - jak we wrzesniu 39 )
Tu masz racje. Tworzenie kordonu wzdluz granicy i moze nie wprost wyrazana mysl "nie oddamy anii
piedzi ziemi", bylo idiotyzmem.Nie da rady zapewnic oslony OPL kazdemu z kilku, kilkunastu
manwerujacych osobno batalionow. Co innego gdy trzeba zapewniic oslone poruszajacej sie po np
dwu trasach dywizji. Na to wydaje mi sie sil nam wystarczy i starty ( od uderzen lotniczych) nie
powinny byc tak wielkie jak sugerujesz.
| Generalnie masz racje. Z tym, ze nawet do zajecia tego malo zurbanizowanego terenu (swoja
| droga gdzie w Polsce taki nadajacy sie na bitwe pancerna znaleźć),Na litosc Boska : WSZEDZIE !!!!
Cala nizinna Polska to wymarzony teren do dzialan duzych zwiazkow
pancernych - ze wschodu na zachod lub na odwrot.
Na jaka odleglosc? Co chwila jakas rzeczka, jakis lasek lub pagorek, o miastach ktore tez trzeba
zajac i co wiecej utrzymac, nie mowiac.Pozatym troche lasow nam zostalo. Wymarzony teren do
dzialan partyzanckich i atakow na wydluzone linie zaopatrzenia. Tak na marginesie chyba w tym
kierunku opracowywana jest taktyka dzialania jednostek wojsk obrony terytorialnej.
| potrzeba piechoty
| poruszajacej sie na wlasnych nogach. Chociazby tylko po to zeby upewnic sie, ze w jakims
| wykopanym dolku nie przetrwala ostrzalu "obsluga" koktajlu Molotowa:-)).Ten "Molotov" to naprawde przesada ...
| Jak sam zauwazyles do zajecia miasta (nawet wioski czy pojedynczej zagrody jesli nie chce
| sie ich zrownac z ziemia)Po co "kazdej" - od czego jest zwiad!
I ten zwiad w wozach sobie te wioski i zagrody sprawdza?
| potrzeba piechoty. Mamy wiec znowu "close combat". Tak wiec teza
| o powiekszaniu sie odleglosci, na ktora sa prowadzone dzialania jest prawdziwa. ALE.....| !!!
| Tomek
Tomek
| Pomiedzy Polska a Szwecja nie ma jako - takich wod miedzynarodowych. Sa
| wody terytorialne, strefa ekonomiczna i koniec.Strefa ekonomiczna czy też prawo do szelfu kontynentalnego nie mają nic
wspólnego z prawem swobodnego przepływu i w żaden sposób nie ograniczają
działań sił morskich innych państw. Amerykanie np. mogą sobie pływać
(i w razie czego wojować) po całym Bałtyku czy Zatoce Perskiej tak
samo jak np. Rosjanie po Morzu Północnym
z tym, ze tu jest jakby mniej miejsca, niz chocby w Zatoce Perskiej. No i
Szwedzi maja flote, w odroznieniu od nas. A z neutralnoscia bywa roznie.
| No ale gdzie te pomosty? Bo, hm, srednio widze taka ewentualnosc, jak
| ruchome punkty zaopatrzenia brzegowego. Na Baltyku dosc lekkiego wiaterku
| i juz fala uniemozliwia korzystanie z czegos takiego.Tym niemniej bataliony saperów mają takie coś, PPM-71 się nazywa,
oparte jest na konstrukcji standardowego mostu pontonowego i
ma wzmocnione elementy do łączenia pontonów.
tia, ale ztcw nie stawiali ich na morzu. W ogole je gdzies stawiali?
| Nalocie czym?
Lotnictwem finansowanym innymi pieniędzmi niż te wydawane na ohłapy,
korwety itp (wydatki na MW to tylko 9,5% budżetu)
Aha, hm, powiedzmy, ze kiedys moze bedzie czym zrobic nalot.
Zawsze mozna granatami z jakiejs skonfiskowanej Wilgi obrzucic.
| Korwety trzeba wybudować (przejąć się nie da, bo żadne państwo NATO
| nie ma takich jednostek na zbyciu). Zeby wybudować trzeba mieć
| pieniądze. Nie ma pieniędzy - nie ma korwet, kropka.| Bo pieniadze ida na ohp?
Tak, ale stanowią niewielką część pieniędzy potrzebnych na zbudowanie
choćby jednej korwety.
Spójrz na to z innej strony. Mamy już 2 armaty OTO-Melara, 2 wyrzutnie
rakiet, dwa zestawy obrony bezpośredniej, wyrzutnie torped,
komplety sonarów, radary - w istocie 2 korwety z nieco większymi
kadłubami :-))
Przemontować się tego raczej nie da, ale szkolić ludzi jak najbardziej.
"przez co rosla ogolna sprawnosc w strzelaniu do rzutek" (paragraf 22).
Po pierwsze, to nijak nie wiadomo, ile poszlo na OHP, z czego wynika, ze
nie wiadomo, na ile korwet by to starczylo i jakich.
Po drugie, OTO 76 nierowne OTO 76, armaty sa kilka generacji wstecz.
Wyrzutnie rakiet mamy bez rakiet. przez co mozna z nich puszczac babelki w
ramach cwiczen. Rakiety mozna pomalowac na rozowo, zeby ladnie w czasie
cwiczen wygladaly, i tak ich nie wystrzelimy.
O amunicje do phalanxa (czy dobrze pamietam 200 USD pocisk?) wole nie
pytac. Na ile minut strzelania wystarczy? 2?
Komplety sonarow bez anten holowanych (przywiezli juz?)
Szkolic jak? Tzn. wojsko robi harpoona ze styropianu, bierze duza gume,
naciaga miedzy sztycami relingu...?
| Zwroce uwage, ze posiadajac Harpoony szt. 4 nie jestesmy w stanie odpalic
| w ramach cwiczen nic. Rownie dobrze mozna by je ze styropianu zrobic,
| taniej by wyszlo.To jest problem, przyznaję. Ale rakiet S-200 też nie odpalamy co nie
przeszkadza traktować ich jako broń zdatną do użycia.
Mielismy kilkakrotnie okazje odpalac pod Baltijskiem rozne rakiety. Mozna
uznac, ze znajdzie sie jakis dziadek z siwa broda, ktory w ramach "jak to
drzewiej bywalo" opowie mlodziezy, jak to uruchomic ;)
Z harpoonami trudno to powtorzyc z braku harpoonow.
| Owszem, osy przeciw NATO to juz smiech na sali. Ale jakas tam sile
| stanowia. I moim zdaniem nalezaloby osy wymieniac powoli na cos lepszego -
| Szwedzi dysponuja swietnymi kutrami, wiec jak RBSy, to czemu i nie kutry?Bierzmy , osobiście nie mam nic przeciwko temu.
Jednak kutry (MORy) już mamy, potrzebujemy jednostek większych,
wielozadaniowych.
Korwet?
| A fregaty? Jakie zadania spelnia fregata na Baltyku, ze korweta ich nie
| spelni?Fregaty nie są na Bałtyk. Ale nie są też na Bałtyku bezużyteczne.
Wiem, ale oby nie okazaly sie rownie przydatne (tylko w sluzbie Jej
Krolewskiej Mosci, a nie pod Gdynia), jak przedwojenne niszczyciele.
Problem w tym, że do pilnowania lotniska w Kabulu nie wyślesz przecież
czołgów, a z kolei do szturmu Kinszasy nie poślesz żandarmerii... Ergo
"nastawienie ekspedycyjne" o samej strukturze wojsk nie mówi dokładnie nic.
Masz racje. Z tym, ze mniej wiecej wiadomo, ze najbardziej uniwersalna
jest piechota zmechanizowana na kolowych BWP, bo mniej wiecej rowno
nadaje sie ( ktos napisze - nie nadaje sie, i tez bedzie mial racje)
do obu podanych przez Ciebie zastosowan.
Do Iraku posylalismy miedzy innymi normalny pelny batalion piechoty
zmechanizowanej, z tym ze zamiast bewupow dostali Honkery.
minimalna grupa "ekspedycyjna" zdolna do w miarę samodzielnych działań
to 2-4 oceaniczne eskortowce, desantowiec w rodzaju francuskiego
"Mistrala" i zaopatrzeniowiec.
2 OHPy - mamy.
Zaopatrzeniowca i desantowca - nie mamy.
Plany budowy batalionu piechoty morskiej w Polsce sa raczej wiazane
(tymczasowo) z flotylla naszych okretow desantowych klasy Lublin.
Tak, wiem, /poza Baltyk nie moga wyplynac/ , szkoda tylko ze nasza MW
o tym nie wie, i posyla je np na zimowe cwiczenia desantu w norweskie fiordy.
Lotnictwo z kolei wymaga poza własnymi tankowcami i AWACSami sztuk kilka
możliwości budowy przynajmniej jednego lotniska polowego zdolnego
przyjąć i obsłużyć cały ten sprzęt...
Nie stac nas na specjalizowane tankowce. Rozwiazaniem dla Polski jest tzw.
tankowiec-transportowiec, a wiec samolot transportowy z mozliwoscia
zainstalowania w komorze ladunkowej zbiornikow paliwowych i aparatury
do tankowania. Biedniejsze kraje takie cos stosuja (bogatsze wlasciwie tez...)
Na budowie lotnisk to sie malo znam, ale chyba nie masz na mysli wylewania
pasow startowych. Tak, chyba musielibysmy miec mobilne lotnisko.
Ostatnio wydzielilismy i wysylalismy na Litwe kontyngent samolotow z obsluga.
Miedzy innymi - zbierac doswiadczenia?
No i nie zapominaj, że poza tym wszystkim masz konkretne zobowiązania
wobec NATO wymagające wystawienia dość konkretnych jednostek...
To w druga strone bylo. Zapytano nas jakie mozemy na siebie wziac
zobowiazania, a nie narzucono nam je z gory. Inne jednostki do dyspozycji,
oznaczalyby inne zobowiazania i tyle.
Michal.
P.S - A co ty ciagle z tym - /stac nas na to/.
Nie, nie stac nas na wojsko w ogole, ale jesli mamy ambicje uprawiania
polityki zagranicznej to potrzebujemy miec czym grac.
Wspolczesnie oznacza to sily ekspedycyjne wraz ze zdolnoscia ich
przerzutu i utrzymania na dystansie calego globusa.
Nasze mniejsze lub wieksze mozliwosci obrony kraju przed napascia
sasiada nie za bardzo wplywaja na zdolnosc do prowadzenia polityki
zagranicznej.
Moze stac nas na przyklad na kontyngent typu dwa bataliony piechoty
morskiej na KBWP, okret desantowo-smiglowcowy przeznaczony do
transportowania i desantowania JEDNEGO z nich, (drugi do rotacji)
a takze do dzialan jako baza smiglowcow. Plus okret/statek
zaopatrzeniowy plus oba posiadane OHP. Plus ze dwa bataliony
spadochroniarzy czy tam lekkiej piechoty aeromobilnej.
No i jest jakis kontyngent.
Lotnistwo kontyngentu skladalo by sie z tych kilku smiglowcow.
(to testowalismy w Iraku) oraz kilku samolotow transportowych
(do transportu zaopatrzenia i ludzi w ramach rotacji).
Majac taki kontyngent, dwa bataliony, sredni i lekki, z mozliwoscia
rotacji obydwu, przeznaczony tylko i wylacznie do tego zeby go
bez szkody dla dzialania naszej armii w kazdej chwili wyslac,
mielibysmy jakis staly instrument polityki zagraniczenej.
Miny jądrowe mają zasadniczą wadę - wybuchają na własnym terenie.
Użyto by ich w naprawdę ostateczności. Plany raczej były takie że Niemcy
- obie strony - leżą w ruinach bo na ich terenie toczyła się główna
bitwa pancerna i zniszczenie pierwszego rzutu UW. Są jednak "czyste" bo
zaopatrzenie i drugi rzut są odcięte za radioaktywną pustynią znaną
także jako Polska.
Nie.
Obie strony przygotowywaly sie do prowadzenia wojny w warunkach
stosowania broni jadrowej na miejscu. Ze strony UW planowano
razenie taktyczna bronia jadrowa obszarow po ktorych odbywac
sie bedzie natarcie, bylo to tzw. "obezwladnianie rejonow
obrony przeciwnika". Taktyczna bron jadrowa w planach UW
sluzyc miala do podobnych celow co dawniej artyleria ciezka,
a wiec do obezwladnienia w trakcie przelamania.
W druga strone, w UW spodziewano sie atakow jadrowych
w zaplecze walczacych wojsk, w wyniku ktorych oddzialy frontowe
zostana pozbawione waznych elementow tylowych; a takze
oczywiscie atakow jadrowych w rejony zgrupowan wojsk.
W odpowiedzzi powstala idea takiej organizacji wojsk,
w ktorej podzieli sie wojska na stosunkowo niewielkie (liczebnie)
oddzialy, ktore beda miec wlasne zaplecze tylowe, i beda w stanie
dzialac (ocdzywiscie niezbyt dlugo) w sposob samodzielny.
W ten sposob zmniejszy sie zarowno grupowanie wojsk,
jak i ilosc "tylow na tylach".
Taka wlasnie byla geneza powstania organizacji pulkowej.
A wiec bron jadrowa wymusila przysuniecie tylow
do przodow ( ;-) ) oraz - ROZDROBNIENIE wojsk.
Pulk byl swego rodzaju "oddzialem wydzielonym", liczacym 80-100
ciezkich pojazdow, z wlasnym, co najwazniejsze, zapleczem i
wsparciem, zdolnym do prowadzenia natarcia w warunkach
wojny taktycznojadrowej.
Ze strony NATOwskiej, jak wiemy, odpowiednikiem bylo oczywiscie
usamodzielnienie batalionow, toz przeciez batalion NATO-wski
FUNKCJONALNIE byl wlasnie odpowiednikiem pulku UW, mimo
ze mniej liczny (50-60 ciezkich pojazdow) pelnil taka
sama funkcje, tj. najmniejszego (pod)oddzialu z wlasnym sztabem,
wlasna artyleria polowa i plot, wlasnym niewielkim "tylem",
dzialajacym samodzielnie w warunkach razenia pola walki
bronia jadrowa.
Natomiast co do nadwyzek glowic... i owszem, wystepowala taka
nadwyzka glowic po obu stronach, ze regulaminy walki piechoty z
czasow UW przewiduja ze w szczegolnych przypadkach nawet pluton
piechoty zmechanizowanej moze stac sie oplacalnym celem
dla broni jadrowej przeciwenika (!).
Stosowanie broni jadrowej wymusilo zmiany w taktyce, mianowicie
w UW planowano klasc szczegolny nacisk na nieodrywanie sie
od przeciwnika. Skutecznym dla pulku sposobem utrudniania
ciosow jadrowych ze strony przeciwnika mialo byc trzymanie sie
w poscigu i natarciu na jak najmniejszy dystans, aby utrudnic
razenie brona jadrowa bez ryzyka porazania wojsk wlasnych.
Nalezy sie domyslac ze w NATO planowano odpowiedni "antymanewr",
tj. procedure blyskawicznego oderwania sie od przeciwnika na minuty
przed porazeniem go bronia jadrowa.
W kazdym razie, podsumowujac:
Calkowicie nieuzasadnione jest twierdzenie jakoby walke na terenie
Niemiec planowano jako "czysta", tj. bez uzycia broni jadrowej.
Planowano dokladnie odwrotnie.
Taktyczna bron jadrowa jest wlasciwie nawet bardziej skuteczna
w obronie niz w natarciu ze wzgledu na dwa rodzaje skutkow ubocznych
ktore ulatwiaja obrone a utrudniaja natarcie:
1) wywoluje rozlegle pozary
2) wywoluje rozlegle zawaly drog.
Porazenie bronia jadrowa obszaru lesnego przez ktory prowadza drogi,
zwlaszcza eksplozja napowietrzna, prowadzi do natychmiastowego
powstania i zawal i pozarow rownoczesnie. Obszar staje sie
nieprzejezdny.
Porazenie miejscowosci... podobnie...
A wiekszosc wezzlow komunikacyjnych lezy w miejscowosciach.
:-
Ta wojna bylaby bardzo ciezka dla Niemcow z RFN.
Pamietajmy ze bron jadrowa byla w dyspozycji Amerykanow, Francuzow
i Brytyjczykow, a nie Niemcow. Zwlaszcza jesli chodzi o Francuzow
warto sie zastanowic nad tym jakie ONI mieli potrzeby, tj. gdzie by
wyprztykali swoje nuki. Lepiej nad Francja czy lepiej nad Niemcami?
Ja wiem ze niektorym sie wydaje iz NATO to monolit.
Warto sie jednak zastanowic z jakiego wlasciwie powodu sojusznicy
nigdy nie dali Niemcom do rak broni jadrowej.
:-)
Michal Kukula
1. Konrad Stepien, 9 Lip. 2006 00:26
| Zwracam tu uwagę dygresyjnie na niemieckie ciężko opancerzone rzęchole jak
| Ferdinand i JagdTiger. Tyle, że one miały silne armaty... Jak masz silną armatę
| to możesz otwierać ogień z odpowiedniej zasadzki ze sporego dystansu. A taki R
| 35 to z bliska musiał pykać. Niestety nasz batalion tych czołgów nie został
Ale te wozy walczyły ze zdecydowanie "grubszym" przeciwnikiem.
W takiego PzII to można było z byle czego z daleka ustrzelić.
Jest tu zachowana jakaś symetria mimo wszystko. Na początku wojny czołgi były
mniejsze, owszem, armatki były mniejsze też. Ale ważne są ustalenia poczynione w
sąsiednim wątku o strzale bezpośrednim – z armatki długolufowej łatwiej jest
trafić z uwagi na szybciej lecący po bardziej płaskim torze pocisk. Jakoś takoś
to idzie.
Wkraczamy tu w interesujący temat: Jak te wszystkie francuskie czołgi się tak
jakoś rozlazły po kątach i nie powstrzymały Niemców w 1940 roku?
2. Mikolaj Machowski Niedz. 9 Lip. 2006 00:20
| Może jednak było odwrotnie? Może małą ilość była skutkiem traktowania po
| macoszemu?
Pytanie z gatunku: co było wcześniej, jajko czy kura? :)
| Czołg potrzebuje benzyny, którą musimy przewozić kolumnami cystern ze składów
| zaopatrzeniowych. Czyli jeszcze cystern musielibyśmy mieć więcej i tych składów.
| Skąd wziąść składy dodatkowe?
Podtrzymuję opinię - gdyby czołgów byłoby więcej zorganizowano by dla
nich zaopatrzenie.
Wątpię. Pojazdów pancernych nie było tak mało. Weź pod uwagę TKS-y. Nie ma tu
jakiejś implikacji.
Chyba, że zakładasz nagłe olśnienie Rydza i jego akolitów? Problem, jak by
wyglądało Wojsko Polskie gdyby doznali takiego olśnienia razem z Piłsudskim
gdzieś tak w 1930 roku jest ciekawy. Bo samo zwiększenie ilości czołgów z
przyczyn finansowych jest trudne do przeprowadzenia, czy też zamiana
projektowanych bojowo ~45 dywizji piechoty i ~10 brygad kawalerii w jakieś 4
dywizje pancerne nie ma sensu /żeby się zmieścić w budżecie/.
Obowiązywała w Polsce pokojowa wizja wojska – żeby się jak najlepiej
prezentowało na defiladach i w różnych katalogach, na międzynarodowych zlotach i
złazach. Stąd traktowano po macoszemu mobilizację i związane z nią kwestie
zaopatrzeniowe i zapasy Stąd bardziej prawdopodobne jest dumne posiadanie 500
czołgów bez zaplecza paliwowego stosownego.
| Konkludując: Polska nie wyglądała w oczach aliantów na poważne państwo, bo
| najpierw wstrzymujemy 7 TP a potem żebrzemy o R 35.
Nasza strata, ich - teoretyczna – korzyść.
Jaka korzyść? Przez to stracono szansę na urwanie łba hydrze, bo oni nie kwapili
się do poważnych działań, a jak byśmy byli poważni to by się musieli z nami liczyć.
3. Marek Aszyk - Śr. 5 Lip. 2006 22:27
zamówień.
/itd. ciach/
To brzmi jakoś nieprawdopodobnie wygląda na to, że pracowali w tempie:
„montujemy pół lufy, pijemy tydzień, przykręcamy 2 koła, pijemy trzy dni,
spawamy wieżyczkę etc”. Co, czterech ich tam siedziało i się opieprzało? To
nawet manufaktura nie jest.
Powtarzasz nieprawdę. Nigdy nie wstrzymano ani nie podjęto decyzji o
wstrzymaniu produkcji czołgu 7TP.
Ta decyzja jest o wiele bardziej prawdopodobna od takiego burdelu, jaki opisałeś.
Np. zamówienie z 1937r. na 49
czołgów z terminem realizacji styczeń - czerwiec 1938r zrealizowane zostało
w listopadzie 1938r. - kwietniu 1939r.
Czyli pili aż do listopada 1938 non-stop od 1937?
Ten cały bałagan jest dowodem potwierdzajacym moją tezę, że pchanie się w czołgi
było bez sensu.
Pierwszym zrealizowanym w terminie
zamówieniem (poza pierwszą dwuwieżową serią czołgów z 1936r.) było
zamówienie z czerwca 1938r. na 16 czołgów z terminem realizacji maj 1939r.
Trzeba było przespawać na jednowieżowe, albo chociaż w 20mm nkm uzbroić.
*
Mamy też ciekawe zagadnienie 4 TP – pojazdu przestarzałego w momencie
projektowania. Na jakieś czołgi pomocnicze to można sobie pozwolić jak się ma
dużo podstawowych.
*
I jeszcze – czy opłacało by się ściągać rzęchy D1/2?
Smoku, pozwolisz przy okazji tematu zaniedbań w przygotowaniach do wojny
przed 1939 rokiem zapytam was - jak sądzicie - w jakiej sferze można było
polepszyć zdecydowanie poziom Wojska Polskiego - przy możliwie niskich
nakładach?
Dla mnie tą sferą jest łączność - która całkowicie zawiodła - przewodowa
była nieefektywna ze względu na uszkodzenia linii i manewrowy charakter
wojny. Używane radiostacje były przestarzałe, zawodne, miały
niewystarczający zasięg. Zresztą używano jej w ograniczonym zakresie -
dlatego że uważano szyfry za "spalone" po wzięciu do niewoli przez Niemców
polskich szytabów na początku kampanii.
I tu pytanie. Czemu we wrzesniu nie użyto polskich maszyn szyfrujących
LCD?
Były gotowe - wyprodukowano ich od 40 do 125 maszyn - wystarczyłoby dla
sztabów armii, GO, dowództw dywizji.
Brak łaczności miał większe znaczenie niż 200 pepancy czy 100 myśliwców
więcej.
G
Myśle, że beznakładowo można było znacznie zwiększyć stopień motoryzacji
wojska. Początkowo motoryzacja w Polsce rozwijała się dość dobrze. W 1926r.
było zarejestrowanych 14,7 tys samochodów, w 1929r. 29,7 tys a w 1931r. 39,4
tys. Wtedy wprowadzono podatek od nowych samochodów. Cel był szczytny -
szukano pieniędzy na budowę dróg. Rezultat taki, jak w większości prostych
rozwiązań skomplikowanego problemu. W latach 1932-1937 ilość samochodów
wynosiła od 25 do 27 tysięcy (w poszczególnych latach). Myślę, że nie bez
wpływu na taki stan rzeczy, miał także kryzys i zubożenie społeczeństwa.
Gdyby nie popełniono tego błędu, mogło by być w Polsce w 1939r. znaczenie
więcej samochodów. Można by było mobilizować mniej wozów konnych a więcej
samochodów. Zamiast nowych koni, np. dla kawalerii, można by, za te same
pieniądze, kupować nowe samochody. Fiat 618 kosztował ok 7100zł. Mógł
przewozić dwie 6-cio osobowe sekcje strzeleckie + kierowca i jedno wolne
miejsce obok niego. Koszt konia kawaleryjskiego to 600-700zł. Ponadto koszt
utrzymania samochodu jest niższy. Próbowano naprawić popełniony na początku
lat trzydziestych błąd. Wprowadzono m.in. 20% zniżkę na nowe samochody
produkowane w Polsce. Błędy popełnia się łatwo, naprawa ich skutków nie
zawsze jest prosta i szybka.
Dobra łączność jest ważna, jednak niewiele pomoże, jeśli nie można
odpowiednio szybko wykonać otrzymanych rozkazów. Polska DP powinna mieć co
najmniej zmotoryzowany dywizyjny oddział rozpoznawczy, batalion saperów,
kompanie ppanc., możliwość doraźnego zmotoryzowania co najmniej jednego
batalionu piechoty (bez uszczerbku dla zaopatrzenia w amunicję, które
powinno być także całkowicie zmotoryzowane). Zwiększyło by to czas reakcji
na zmieniającą się sytuację na polu walki. Odległość kilku czy kilkunastu
kilometrów, którą piechota "własnymi środkami transportu" pokonuje w ciągu
godzin, przewieziona samochodami pokonuje w ciągu kilkudziesięciu minut. W
motoryzacji stan wojska był odzwierciedleniem stanu państwa.
Byl on w stanie zmarnowac dowolne srodki bo nie nadawal sie na NW i
wiekszosc energii pozytkowal na ukrywanie tego przed zdolniejszymi
oficerami, stad jego tajniakowatosc i brak gry sprawdzajacej plan Z,
ktorego nie bylo. Wiem, ze to brzmi dziwnie ale rzeczywistosc taka byla.
:-)
2. Wprowadzic Sztab Generalny z Kutrzeba jako szefem tego sztabu.
Co masz przeciwko gen. Stachiewiczowi? Kutrzebie też można co nieco
zarzucić.
3. Nie wprowadzac torow pokojowego i wojennego od 1926.
Zlikwidowac znaczna czesc niekompetentnych instytucji biurokratycznych
powodujacych burdel w Silach Zbrojnych.
Nie wiesz dlaczego wprowadzono takie rozwiązanie? Chodziło o zmniejszenie
kosztów pokojowego utrzymania wojska. Dla takiego niezamożnego państwa jak
Polska, było to dość istotne.
4. Wprowadzic Dowodztwa Frontow jako strategiczny szczebel dowodzenia.
Z tym można by się częściowo zgodzić. Tylko ile tych frontów miało by być i
jakie jednostki miały by wchodzić w ich skład? Obawiam się, że było by ich
dużo (3 - 4) w praktyce były by to silne armie. Przy ograniczonych środkach
łączności wprowadzenie pomiędzy NW a Armie dodatkowego szczebla Frontu
raczej zwiększyło by bałagan w dowodzeniu.
5. Lotnictwo mysliwskie i bombowe odebrac armiom a dac frontom.
j.w.
6. Zmniejszyc ilosc dzialek pepanc w dywizji do 18.
po 4 w pulkach i 6 w kompanii dywizyjnej.
Miało by to sens tylko w przypadku motoryzacji kompani dywizyjnej. Ponad to
6-cio działowa kompania miała by ograniczoną wartość bojową - była by zbyt
słaba.
Z uzyskanych nadmiarowych dzialek formowac zmotoryzowane bataliony papanc
rzucane zaporowo na kierunkach uderzen korpusow pancernych npla.
Wzmacnialyby one DP
Taki batalion nie był by w stanie działać samodzielnie. W praktyce,
uzależniony do tempa działań piechoty, tracił by cały walor szybkości
manewru.
Dywizje nie na tych kierunkach nie potrzebowaly wcale dzialek bo tam
czolgow nie bylo
Mówimy o początkach Wojny Błyskawicznej. Sytuacja zmienia się z godziny na
godzinę. Takie rozwiązanie grozi zniszczeniem piechoty przez jednostki
pancerne. Ile z polskich dywizji w 1939r. nigdy nie było zagrożone atakiem
jednostek pancernych?
7. Zerwac z chorym kordonem na rzecz polepszania stosunku sil na tych
glownych kierunkach.
Na głównym kierunku Niemcy atakowali siłami 22 dywizji t.j. ok 1/3
wszystkich sił skierowanych przeciwko Polsce. Przeciwko nim skierowano
(Armia: Łódź i Prusy oraz część Armii Kraków) 13 dywizji i 4 brygady
kawalerii, czyli także ok 1/3 posiadanych sił. Polskie jednostki ugrupowane
były w dwa rzuty, co należy uznać za rozwiązanie poprawne (obrona w głąb)
8. Zaopatrzenie.
Sprzet z skladow w Radomiu powinien od razu byc wydany jednostkom OT,
ktore oslonilyby granice.
A nie, ze dziala z Radomia mialy jechac na wschod a dziala z wschodu na
zachod. Kompletne marnotrawienie mozliwosci kolejnictwa.
Chodzi ci o ewakuacje składnic uzbrojenia? Nie bardzo wiem o co ci chodzi.
Jednostki ze wschodu miały by pozostawić swoje uzbrojenie i pobrać je ze
składnic na zachodzie? Jak wyobrażasz to sobie organizacyjnie? Przecież to
trwało by dniami, pomijając bałagan jaki musiał by powstać. OT to ON?
Dodam jszcze Skua zamiast Łosia i IARo-ksztaltny mysliwiec i P 24.
Kiedy rozpoczęto prace nad IAR-80 i kiedy uruchomiono jego produkcję? Kiedy
rozpoczęto prace nad Jastrzębiem? Naprawdę sądzisz, że opracowanie
IAR-podobnego myśliwca trwała by znacząco krócej? Skua zamiast Łosia. Co by
to dało? Łoś przynajmniej zmusił Niemców w pierwszych dniach wojny od
trzymanie części myśliwców do zadań obrony przeciwlotniczej. Miało to wpływ
na słabszą osłonę myśliwską wypraw bombowych.
| spadochronowe) w praktyce nadają się jedynie do wymiany (rotacji)
| personelu, lub dowożenia niewielkich ilości zaopatrzenia dla
| symbolicznego kontyngentu wojsk już przerzuconych jakimiś
| innymi środkami wraz z pojazdami i sprzętem (niezbędnymi do
| jakiegokolwiek funkcjonowania, czy choćby opuszczenia docelowego
| portu/lotniska/stacji kolejowej).
oj ! różne klasy samolotów transportowych wykorzystywane są do różnych
zadań, dlatego np. MW kopiła transportowe Bryzy, a nie Galaxy ;)))
Dlatego C-295 mogą dość dobrze spełniać np. rolę wsparcia technicznego i
logistycznego dla samolotów bojowych dyslokowanych poza granice kraju. Tyle
że - póki co - nie mamy samolotów bojowych naprawdę interoperacyjnych i
nadających się do takich działań wspólnie z lotnictwem NATO. Zwróć uwagę,
"anonimowy" jonaszu, że MW nie jest i nie była obarczana zadaniami
transportu wojsk "aeromobilnych". A właśnie o tym zdaje się toczyć dyskusja
w tym wątku.
W 6 brygadzie jest batalion desantowy, a poza tym spec grypy raczej nie
liczą 100 spadochroniarzy,
Brr, nie chciałbym złapać takiej spec grypy...
więc CASY są idealne - na Any -26 jakoś nikt nie narzekał.
Zauważ nawias w pierwszym zdaniu u góry tego postu. Jesteś pewien, czy aby
na pewno nikt nie narzekał? Gdyby to rozpatrywać z punktu widzenia potrzeb
sił zbrojnych ( a nie tylko ściśle prywatnych potrzeb paru łajz, które
absurdalne układy polityczne wyniosły na wysokie stanowiska), to zamiana
An-ów na CASA, jako podstawowe i jedyne samoloty transportowe, miałaby sens
jedynie przy założeniu niezmienności kształtu, koncepcji i zadań naszej
armii od czasów UW. Tzn. nadal w wielkiej ofensywie mamy podbijać Danię,
niosąc jej uciemiężonej klasie robotniczej najwyższe formy ustrojowe, a
jakby co, "prawdziwe" samoloty transportowe w try miga "podstawi" nam ZSRR.
Mam jednak niejasne podejrzenie, że coś się od tego czasu zmieniło. A
przynajmniej powinno.
| Tzn. takie, które można wozić również samolotami transportowymi (nie
| tylko z nazwy), skoro po raz pierwszy pojawia się taka szansa? Na
| szczęscie AFAIK wszystkie z oferowanych pojazdów, określanych u nas
| mianem "KTO", same z siebie spełniają ten ekstrawagancki warunek.
Nie. Patria w obecnej postaci nie wlizie do Herculesa - dopiero
przygotowują węższy wariant. Transport KTO Herculesami jest BTW mocno
problematyczny - do samolotu wchodzi jeden i prawie nic więcej -
Amerykanie mieli jakieś problemy w czasie prób - wszedł, ale na wcisk :)))
Wolałbyś, żeby wchodziły przynajmniej cztery? No cóż. Tak czy owak, na tym
polega różnica względem zakupionych przez Farmuso-Szeremietiewa C-295, bo
do nich wchodzi nie tylko 0,00 jakiegokolwiek wozu bojowego, ale również
taka sama (zerowa) liczba innych pojazdów wykorzystywanych przez naszą
armię. A kontyngent wojskowy przewieziony na obce lotnisko bez pojazdów jest
zwyczajnie bezradny. Wbrew oficjalnym deklaracjom z telewizora, C-295 nie
zapewnią nam "aeromobilności" w takim sensie, w jakim jest ona współcześnie
rozumiana i wymagana przez NATO (hint: nie w stylu "BoB"). Nie
przetransportują polskiego kontyngentu (nieważne jak byłby "lekki"), do
Kosowa czy Afganistanu. Dlatego tak komicznie zabrzmiała wyrażona wcześniej
sugestia o rzekomym "dostosowywaniu" do nich KTO.
Żołnierz roku
Kapitan Grzegorz Kaliciak przez trzy dni dowodził Polakami odciętymi od posiłków i zaopatrzenia w oblężonym ratuszu w irackiej Karbali. Otrzymał tytuł Żołnierza Roku. Wyróżnienie pochodzącego z Opolszczyzny kapitana jest tym ważniejsze, że "Buzdygan" zwykle otrzymują oficerowie wyżsi rangą
Urodzony w Prudniku kapitan Grzegorz Kaliciak w 2004 r. był dowódcą kompanii rozpoznawczej 17. Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza. Ze swoimi żołnierzami bronił ratusza podczas bitwy, którą zwykło się nazywać największą, jaką stoczyli Polacy od czasu II wojny światowej. Z początku zadanie Polaków miało polegać na ochronie i zabezpieczeniu pielgrzymów przybyłych do Karbali na jedno z najważniejszych religijnym uroczystości szyitów - Aszurę. Opłakują oni wtedy męczeńską śmierć Husajna ibn Alego, wnuka Mahometa, poległego w bitwie pod Karbalą z wojskami kalifa omajadzkiego w 680 r. Wtedy jednak ujawniła się w mieście uzbrojona milicja religijna. Zorganizował ją szyita Muktada as Sadr, dowódca Armii Mahdiego wojującej z USA i międzynarodową koalicją. Polacy wespół z Bułgarami przez kilkanaście dni odpierali ataki bojowników. Zginęły setki rebeliantów, ale nawet jeden z polskich żołnierzy nie został ranny. Akcja była bardzo ważna, bowiem Karbala to święte miasto szyitów i punkt o strategicznym znaczeniu na wojskowych mapach. Kto ją kontroluje, ten może sprawować władzę nad środkowym Irakiem. Armia nigdy nie chwaliła się bitwą. Żołnierze, którzy wzięli w niej udział, nie dostali żadnych odznaczeń. Kandydaturę kpt. Kaliciaka wśród dziesięciu innych nazwisk wystawiła redakcja "Polski Zbrojnej", która przyznała w tym roku nagrody po raz 15.
Marek Szubryt: Kariera wojskowa marzyła się Panu od zawsze?
Kpt. Grzegorz Kaliciak: Tak, zawsze chciałem iść do wojska. Po ukończeniu Technikum Rolniczego w Prudniku zdawałem do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych. To były jeszcze czasy, kiedy o jedno miejsce walczyły cztery osoby, więc szanse były stosunkowo wysokie. W 1997 roku ukończyłem szkołę i trafiłem do jednostki w Węgrzynie, a po restrukturyzacji armii do Międzyrzecza.
W uzasadnieniu wyróżnienia czytamy: „za odwagę, kompetencje dowódcze, które sprawiły, że podczas zaciętych walk w irackiej Karbali nie zginął żaden Polak”. Zważywszy, że minęło już 5 lat, wyróżnienie cieszy chyba jeszcze bardziej?
- Samo wyróżnienie "Buzdyganem" jest wyjątkowe, bo do tej pory dostawali je raczej wyżsi stopniem, a tutaj kapitan, który jest na stanowisku szefa sztabu batalionu, czyli, powiedzmy, pośrodku całej kariery wojskowej. Poza tym minęło już kilka lat, dlatego cieszy tym bardziej, że sobie ktoś o tym jeszcze przypomniał.
Misja w Karbali była Pana pierwszą zagraniczną wyprawą?
- Pierwsza Polska zmiana wyjechała do Iraku w 2003 roku, a my jako drudzy przyjechaliśmy tam w 2004 roku. I to rzeczywiście była moja pierwsza misja w życiu. Uczestnicy każdej misji przechodzą kilkumiesięczne gruntowne przygotowanie specjalnie. Ale kiedy my jechaliśmy, to był początek polskich misji w Iraku, więc mało osób mogło nam powiedzieć, co tak naprawdę może nas spotkać. Dopiero kolejne zmiany wiedziały więcej.
Pierwsza misja i od razu tak poważne starcie.
- Na gorąco, fakt. Teraz jestem już po trzech, w tym dwóch długich irackich misjach, dlatego mam nieco więcej doświadczenia. Szczęście wojskowe lubi żołnierzy dobrze wyszkolonych, dlatego najpierw trzeba dużo pracować w kraju, by dopiero później uczyć się za granicą.
Na początku nic nie wskazywało, z czym przyjdzie się Wam zmierzyć w Karbali.
- Amerykanie zrobili już tam pewien porządek, ale okazało się, że iskrą zapalną były święta religijne. Karbala jest dla muzułmanów świętym miastem, które można by porównać do naszej Częstochowy. Jak się okazało, As Sadrze udało się pociągnąć za sobą masę ludzi.
Wielu żołnierzy na misje wyjeżdża z powodów finansowych. Pan także?
- Na ćwiczeniach wszystkiego się nie można nauczyć, więc potrzebny jest udział w takich misjach. Żołnierz nie jest po to, by siedział w kraju i brał za to pieniądze. Dlatego kwestie finansowe były zdecydowanie na drugim planie. Zresztą podczas pierwszych zmian pieniądze dla żołnierzy wcale nie były wysokie.
Gdyby mógł Pan wybierać raz jeszcze, zdecydowałby się ponownie na karierę wojskową?
Zdecydowanie tak.
GW
A tu jest cała historia 7 Łużyckiej Dywizji Desantowej:
Rozkazem ministra obrony narodowej nr 051/MON z 8 X 1963 r. powołana została 7 Łużycka Dywizja Desantowa – poprzedniczka 7 Brygady Obrony Wybrzeża. Była pierwszym tego typu związkiem taktycznym w dziejach Wojska Polskiego.
Bazę wyjściową do sformowania dywizji stanowiły: 23 Kaszubska Dywizja Piechoty stacjonująca w Gdańsku i Lęborku (w lipcu 1963 r. przemianowana na Dywizję Desantową), 3 pułk piechoty morskiej z Dziwnowa podległy Marynarce Wojennej oraz 34 pułk piechoty 8 DP stacjonujący w Słupsku. Jednostki te przeszły do 7 ŁDD wraz ze sztandarami i sprzętem bojowym. Dywizję sformowano wg następującej organizacji:
- dowództwo i sztab dywizji w Gdańsku – ze sztabu 23 DD.
Pułki:
- 4 Pomorski Pułk Desantowy w Lęborku z 79 pp 23 DD;
- 34 Budziszyński Pułk Desantowy w Słupsku z 34 pp 8 DP;
- 35 Gdański Pułk Desantowy z 76 pp 23 DD i 3 ppm MW.
Bataliony:
- 11 batalion czołgów średnich w Słupsku z bczś 23 DD;
- 41 dywizjon rakiet taktycznych w Gdańsku z 41 pah 23 DD;
- 20 dywizjon artylerii rakietowej BM-21 z 41 pah 23 DD;
- 58 batalion saperów w Lęborku z bsap 23 DD (w latach 70. numerację batalionu zmieniono ma 18 bsap);
- 7 batalion remontowy w Słupsku z brem 23 DD.
Samodzielne kompanie (baterie):
- kompania ochrony i regulacji ruchu w Gdańsku z kompanii dowodzenia 23 DD;
- 52 kompania rozpoznawcza w Leborku z kr 23 DD;
- 23 kompania Łączności w Gdańsku z kłącz 23 DD;
- 29 bateria artylerii przeciwlotniczej w Gdańsku z daplot 23 DD;
- 7 kompania zaopatrzenia w Gdańsku z kzaop 23 DD;
- dywizyjny punkt zaopatrzenia w Gdańsku oraz piekarnia polowa, łaźnia, pralnia, poczta itp.;
- eskadra śmigłowców łącznikowych.
Pierwszym dowódcą dywizji został wykładowca ASG płk dypl. Henryk Rzepkowski. Kolejnymi dowódcami byli: płk dypl. Stanisław Kruczek, płk dypl. Tadeusz Urbańczyk. Gen. bryg. Leszek Kozłowski, gen. bryg. Henryk Szafrański, płk dypl. Ryszard Lackner, płk dypl. Zbigniew Głowienka, płk dypl. Andrzej Wołowiecki.
Okres organizacji dywizji cechował brak jakichkolwiek doświadczeń. Rosjanie kierując się wymogami ochrony tajemnicy nie przekazali swoich doświadczeń. W tej sytuacji najbardziej pomocna okazała się ASG, z której uzyskano materiały o działalności jednostek desantowych armii amerykańskiej i brytyjskiej.
Po raz pierwszy żołnierze dywizji w niebieskich beretach i z kotwicą na lewym rękawie wystąpili podczas przysięgi 15 grudnia 1963 r.
Rok później rozpoczęło się wyposażanie jednostek dywizji w pływające transportery Topas produkcji czechosłowackiej. Zastąpiły one samochody Zis-151. Ich główna zaletą była duża dzielność morska, wadą – brak uzbrojenia. Wieżyczki z karabinami KPWT i PKT zamontowano na nich dopiero w 1971 r. Doskonale współdziałały z czołgami PT-76, zarówno na lądzie, jak i w wodzie.
Dywizja szkoliła się na poligonach Okonek, Drawsko Pomorskie i Orzysz, a w zakresie działań desantowych na plażach Ustki, Ognicy i Jelitkowa.
2 sierpnia 1986 r. 7 Łużycka Dywizja Desantowa została przemianowana na 7 Łużycką Brygadę Obrony Wybrzeża. Zmieniono jej przeznaczenie, a w szkoleniu główny nacisk położono na przygotowanie do prowadzenia obrony wybrzeża na własnym terytorium. Niebawem poddano brygadę restrukturyzacji, w wyniku której zmniejszono skład stanów osobowych, rozwiązano 11 bcz i 41 da, pododdziały sztabowe (kr, kłącz i kor, pplot) połączono w jeden organizm – batalion dowodzenia.
Kolejne ograniczenia finansowe na obronę narodową spowodowały zatrzymanie dopływu nowego sprzętu i zestarzenia się istniejącego, zmniejszenia liczby i rozmachu ćwiczeń, pogorszenie wystroju miejsc zakwaterowania. Układ CFE-1 spowodował konieczność dalszej redukcji uzbrojenia brygady, pod palnik idą ostatnie czołgi i Topasy.
Co do kawalerii to zgoda, Rumunska byla tak samo czy nawet raczej slabiej wyposazona w artylerie niz nasza. Ale z drugiej strony byla przeznaczona do innego zadania - rozpoznania operacyjnego a nie jak nasza do obrony czy nawet jako srodka ataku. I tu od razu narzuca sie pierwsze spostrzezenie - koncentracji srodkow tam gdzie byly najpotrzebniejsze co Rumuni wydaje sie rozwiazali lepiej niz my.
Przepraszam, bo dalej sprawa conieco zbacza z tematu kawaleryjskiego wiec postaram sie strescic
Wybaczcie ze raczej wole opierac sie na wywiadzie Polskim niz Niemieckim
Studium artylerii obcych z maja 1938 cytowane przez Kozlowskiego, stwierdzilo ze artyleria Rumunska posiadala wiecej dzial, wiecej dzial korpusnych, dzial w dp, wieksza wydajnosc dzial dp, wiecej dzial na kb i miala nowoczesniejszy sprzet. Oczywiscie trzeba szczypty soli bo Deptowi Art MS Wojsk na pewno nie chodzilo o to by wlasna sytuacje wyrozawiac i przez to pomniejszac zapotrzebowania finansowe . Trudno mi bylo przesledzic jak sytuacja Rumunska dokladnie wygladala w 1939, ale raczej mozna przypuszczac ze co do ilosci dzial niewiele sie zmienilo a w dziedzinie usprawnienia dzialania artylerii (szczegolnie motoryzacji) roznica mogla sie powiekszyla na korzysc Rumunii.
Wg danych ktore mam, Rumunska dp miala 2 pulki artylerii lekkiej: razem 12 baterii 75mm (48 luf na nasze 24)(taki sam sprzet jak nasz [wz 1897, 02 albo gorszy - Krupp 04/12]) i 4 baterie 100mm (16 luf). Wazna jest przewaga w haubicach bo chociaz mala ilosciowo (+ 4 lufy) za to nawet gorszy typowy sprzet rumunski mial wiekszy zasieg niz polski (Skoda 14/34) a lepszy (wz 30 ) z zasiegiem 16km przewyzszal pod tym wzgledem artylerie polowa niemiecka i sowiecka (zasieg 12km) a nasza w calosci.
Ilosc artylerii ciezkiej (w naszej nomenklaturze, w rumunskiej 'sredniej') przypadajacej na dp byla mniejsza w Rumunii niz w Polsce (-2 lufy). Ale, i bylo to duze ale, 1) artyleria ta byla skoncentrowana w dywizjonie srednim sredniego pulku art korpusu (korpus mial 3 dp) a nie rozdrobniona po DACach co usprawnialo zaopatrzenie w amunicje oraz ulatwialo dowodzenie i umozliwialo koncentracje ognia, 2) bataliony srednie mialy tylko jeden rodzaj dziala (albo 105 albo 150) (12 luf) - dalsze usprawnienie dowodzenia/zaopatrzenia, 3) dziala mialy wieksza donosnosc (16km) niz dziala polskie w tej samej kategorii (najlepsze polskie dziala pod tym wzgledem 105 wz 29: 15km; gros tzn 155 wz 17 i 105 wz 13 - 11 i 12km) 4) dywizjon byl albo zmotoryzowany albo w trakcie motoryzacji. Poza batalionem srednim, pulk sredni mial jeszcze batalion lekki, rowniez zmotoryzowany czy w trakcie motoryzacji, haubic 100mm (12 luf) takich jak w pulkach lekkich.
Nie chodzi mi tu bynajmniej o jakas bezmyslna krytyke wrzystkiego co przedwojenne, wrecz przeciwnie. Raczej chodzi o porownanie z krajem w podobnej (wlasciwie chyba gorszej) sytuacji politycznej, militarnej i ekonomicznej. Wykazuje ono ze mozna bylo sprawe artylerii rozwiazac lepiej i ze wmawianie sobie ze to bylo niemozliwe z powodow ekonomicznych trudno w tym swietle uzasadnic.
Krzysztof